Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Zaczął koncentrować się tak bardzo na sobie, że myślenie racjonalne zostało co najmniej ograniczone” – mówi o Morawieckim Kaczyński. A 45 parlamentarzystów pisze do prezesa PiS apel „o jedność i otwartość na prawicy".
Jarosław Kaczyński po raz pierwszy wypowiedział się szerzej na temat sytuacji w PiS odkąd w środę ogłoszono decyzję prezydium partii o rozwiązaniu wszystkich wewnętrznych stowarzyszeń. Decyzja ta była wymierzona w stowarzyszenie Rozwój Plus byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
W rozmowie z Michałem Adamczykiem, byłą twarzą Telewizji Publicznej Jacka Kurskiego, a obecnie współtwórcą internetowego Kanału TAK!, Kaczyński przywołuje argumenty dotyczące rzekomego zagrożenia utratą subwencji partyjnej z powodu działalności tego rodzaju stowarzyszenia.
Ale podaje także szerszy kontekst. Wprost stwierdził, że konflikt wziął się z faktu, że Mateusz Morawiecki chciał być kandydatem na premiera. „Już jest zgłoszenie pana premiera na nowego premiera przez jednego z członków tego stowarzyszenia. Partia nie może mieć dwóch kandydatów na premiera” – powiedział Kaczyński.
„Jeśli dojdzie do założenia nowej partii, co jest bardzo prawdopodobne, partii Mateusza Morawieckiego, to będzie to osłabienie Prawa i Sprawiedliwości. Na ile poważne? Czy pan wie, iloma szablami dysponuje Mateusz Morawiecki? Ilu posłów może odejść z Prawa i Sprawiedliwości, aby przystąpić do nowej formacji byłego premiera?” – pyta prowadzący rozmowę Michał Adamczyk.
Kaczyński ani razu nie zaprzecza tym domysłom i stwierdzeniom. Mówi, że nie zna precyzyjnej liczby osób, które mogłyby wyjść z PiS-u razem z Morawieckim. Ale wskazuje na dwie grupy:
W dalszej części rozmowy Kaczyński i Adamczyk oceniają szanse wyborcze potencjalnego ugrupowania Mateusza Morawieckiego.
„Ale na dziś wydaje się, że partia Mateusza Morawieckiego, jeśli wierzyć sondażom, wielkiego sukcesu nie osiągnie, bo z tych wewnętrznych sondaży wynika, że to jest poparcie na granicy progu wyborczego. Były nawet wyniki jeszcze gorsze" – mówi Adamczyk.
„Ja też nie uważam, żeby to było przedsięwzięcie o jakiejś szerokiej perspektywie, jeżeli chodzi o sukces polityczny. A przynajmniej w najbliższych wyborach.
Kaczyński następnie stwierdził, że Mateusz Morawiecki w pewnym momencie „zaczął koncentrować się tak bardzo na sobie, że myślenie racjonalne zostało co najmniej ograniczone”. Prezes PiS zaczął ostrzegać, że decyzja o ewentualnym założeniu własnej partii dodatkowo rozbije poparcie prawicy i sprawi, że w kolejnym cyklu wyborczym nie uda się odsunąć od władzy Koalicji 15 października.
W piątek wieczorem Piotr Müller, jeden z najbliższych współpracowników Morawieckiego, opublikował w social mediach list parlamentarzystów do Jarosława Kaczyńskiego.
„Pragniemy jasno zadeklarować: naszym celem jest jedność Prawa i Sprawiedliwości. Uważamy, że to ona pozwoli odsunąć od władzy antypolski rząd Donalda Tuska i przywrócić Rzeczypospolitej właściwy kierunek. Jednocześnie mamy świadomość, że sama jedność nie wystarczy – równie ważne jest ponowne dotarcie do tych grup, które w ostatnich latach od nas odeszły, i odzyskanie ich zaufania. Chcemy, by obie te myśli – jedność prawicy i otwartość na tych, których zabrakło dziś przy naszym stole – przyświecały naszemu zaangażowaniu i stały się wspólnym mianownikiem wszystkich, którym leży na sercu dobro Polski" – czytamy w liście.
Oświadczenie podpisało 45 parlamentarzystów. M.in. Daniel Obajtek, Waldemar Buda, Janusz Cieszyński, Paweł Jabłoński, Marcin Horała, Michał Dworczyk, Krzysztof Szczucki, Grzegorz Puda, Marek Jakubiak, Szymon Szynkowski vel Sęk.
W środę 16 lipca 2026 wieczorem kierownictwo PiS zdecydowało, że działające wokół partii stowarzyszenia mają się rozwiązać w ciągu siedmiu dni. Uzasadnieniem tej decyzji miałoby być to, że działalność stowarzyszeń jest sprzeczna z prawem regulującym działalność partii politycznych i może grozić odebraniem PiS-owi dotacji. Jest jednak jasne, że ta decyzja jest wymierzona w Mateusza Morawieckiego, który wiosną 2026 powołał Stowarzyszenie Rozwój Plus.
Morawiecki już dwie godziny po ogłoszeniu decyzji kierownictwa PiS odpowiedział na portalu X:
„Stowarzyszenie Rozwój Plus stało się miejscem, w którym Polacy chcą rozmawiać o przyszłości, przedstawiać konkretne rozwiązania i docierać do ludzi, którzy dziś oczekują od polityki przede wszystkim rozwoju, bezpieczeństwa i ambitnej wizji państwa”. Konkluzja jest jasna: stowarzysznia rozwiązywać nie zamierza.
Czwartkowa wypowiedź rzecznika PiS w wyjątkowo ostrych słowach przywołuje Morawieckiego do porządku. Bochenek pisze, że decyzja już zapadła: „Albo chce się być w jednej organizacji, albo w drugiej”.
Konflikt w Prawie i Sprawiedliwości ciągnie się od wielu miesięcy. Jego najbardziej widocznym objawem jest publiczne starcie między Przemysławem Czarnkiem i Mateuszem Morawieckim. Pierwszy reprezentuje „stary PiS” i strategię zakładającą przejmowanie wyborców korony Grzegorza Brauna. Drugi – przyciąga młodsze pokolenie polityków PiS i chce iść w stronę centrum.
Utworzenie stowarzyszenia przez Morawieckiego zostało w partii odebrane jako pierwszy krok do opuszczenia PiS-u i powołania własnej partii. Na 31 lipca Morawiecki zaplanował spotkanie w formie grilla. Zaprosił przedstawicieli różnych środowisk politycznych. PiS chce, by spotkanie odwołał, współpracownicy Morawieckiego potwierdzają, że grill się odbędzie.
Przeczytaj także:
Na dziś ani jedna, ani druga strona nie przejawia chęci wykonania kroku w tył i powrotu do dyplomacji
We wznowionym konflikcie USA z Iranem nie widać oznak deeskalacji. W nocy Amerykanie uderzyli w lotnisko w mieście Iranszahr i mosty na południu Iranu. Komunikat amerykańskiej armii mówi o atakach na „infrastrukturę logistyczną wspierającą armię”. Irańczycy mówią o atakach na sześć mostów.
Irańczycy przekazali, że odpowiedzieli atakami na cele w Bahrajnie, Omanie, Kuwejcie i Syrii. Kuwejtczycy twierdzą, że w dzisiejszych atakach ucierpiały elektrownia i stacja odsalania wody. Strażnicy Rewolucji w komunikacje podali, że uderzyli w bazę wojskową at-Tanf w Syrii, blisko granic z Jordanią i Irakiem. Do niedawna baza ta była wykorzystywana przez wojska amerykańskie w ramach walki z Państwem Islamskim. W lutym tego roku Amerykanie jednak oficjalnie wycofali się z at-Tanf.
Syria na razie zaprzeczyła jednak, że taki atak miał miejsce. A dotychczas brakuje niezależnego potwierdzenia.
Irańczycy przekazali dzisiaj, że w amerykańskich atakach na Iran od zawieszenia broni zginęło 38 osób.
Irańskie Ministerstwo Energii zaapelowało dziś do mieszkańców południa, by w miarę możliwości ograniczyli wykorzystanie energii elektrycznej ze względu na presję na sieć energetyczną związaną z amerykańskimi atakami i z upałami. W południowej prowincji Hormozgan przez najbliższy tydzień temperatury w ciągu dnia mają codziennie oscylować w okolicach 40 stopni Celcjusza.
W pierwszej połwie lipca wojna między Iranem a USA została de facto wznowiona, choć żadna ze stron oficjalnie nie wypowiedziała podpisanego 17 czerwca wstępnego porozumienia. W ostatnich dniach jedynym pozytywnym sygnałem było zwrócenie przez Iran zatrzymanej w grudniu 2024 roku obywatelki USA. Pomimo tego pozytywnego gestu wojna z dnia na dzień eskaluje. Oba kraje, podobnie jak w marcu, czują, że mogą uzyskać lepszą pozycję negocjacyjną przy pomocy działań wojennych. Irańczycy chcą ponownie sprowokować światowy kryzys energetyczny, który drastycznie zwiększy koszt prowadzenia wojny. Amerykanie starają się ograniczyć wpływ Iranu na kontrolę ruchu w cieśninie Ormuz, a także dalej degradować infrastrukturę i gospodarkę Iranu.
Przeczytaj także:
Sejm głosami klubów PiS, Konfederacji, PSL i części klubu Polski 2050 wybrał dr Mateusza Szpytmę na stanowisko prezesa IPN. Premier Donald Tusk zapowiada, że ta kandydatura nie utrzyma się w Senacie.
W piątek 17 lipca Sejm głosował nad poparciem kandydatury dr Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Kandydaturę Michała Szpytmy poparł klub PiS, klub PSL, Konfederacji oraz część klubu Polski 2050 (m.in. Szymon Hołownia, Michał Gramatyka, Paweł Śliz). Przeciwko tej kandydaturze zagłosowały klub Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Centrum, kilka osób z klubu Polski 2050 oraz koło Razem.
Mateusz Szpytma jest związany z IPN od 2000 roku. Był ekspertem w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie, asystentem i wicedyrektorem sekretariatu prezesa Janusza Kurtyki. W latach 2015-2016 kierował Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Dziesięć lat temu objął stanowisko wiceprezesa IPN, w czasie, gdy na czele instytucji stanął Jarosław Szarek.
Po tym, jak Karol Nawrocki objął urząd prezydenta, odbył się już jeden konkurs na nowego prezesa IPN. Wybranego przez Kolegium IPN w październiku 2025 roku dr. Hab. Karola Polejowskiego odrzuciła większość sejmowa. Mateusz Szpytma w tamtym konkursie nie startował. W aktualnym zdobył rekomendację Kolegium IPN wiosną tego roku.
O wybór dr Szpytmy na prezesa IPN został w piątek spytany w Sejmie premier Donald Tusk.
„Są ważne powody i nie muszę ich tutaj tłumaczyć, dla których Koalicja Obywatelska nie zaakceptuje tej kandydatury w Senacie” – przekazał premier dziennikarzom. „Tak że to formalne ogłoszenie przez pana marszałka, że został wybrany, jest w tym sensie przedwczesne, bo w Senacie nie uzyska akceptacji” – zaznaczył Tusk.
Zgodnie z przepisami za przyjęta przez Sejm kandydaturą musi opowiedzieć się również Senat. Klub KO w Senacie liczy 42 senatorów, klub Lewicy to 8 senatorów. Kolejnych 8 senatorów liczy klub Trzeciej Drogi, 7 – klub senacki Nowa Polska – Centrum.
„Sejm dziś musi dokonać własnej oceny. Trzeba spojrzeć na tę kandydaturę jednak przez pryzmat dotychczasowej działalności IPN-u i nieprawidłowości, które chociażby Najwyższa Izba Kontroli wskazywała. Czterdzieści siedem milionów złotych wydano niegospodarnie" – mówił dziś w Sejmie Patryk Jaskulski, prezentujący stanowisko klubu KO.
„Parlament nie może ignorować głosu środowiska naukowego. Ponad 170 osób, w tym naukowców, historyków i byłych pracowników IPN-u zaapelowało o brak poparcia dla tej kandydatury. Czas wiceprezesury pana Szpytmy to także czystki kadrowe w Instytucie Pamięci Narodowej i skrajne upolitycznienie z jedną ze stron sceny politycznej” – mówił poseł.
W kwietniu 2026 roku ponad 170 historyków i naukowców podpisało się pod listem wzywającym Sejm i Senat do powstrzymania się przed wyborem Mateusza Szpytmy na prezesa IPN.
„Wsparcie udzielone tej kandydaturze przez grono, w którym przytłaczającą większość stanowią wybrani w 2023 r. nominaci obozu Zjednoczonej Prawicy, nie jest przypadkowe” – pisali autorzy skierowanego do parlamentarzystów apelu, komentując rekomendację kolegium IPN dla Mateusza Szpytmy.
„Wbrew budowanej narracji o swojej apolityczności i profesjonalizmie Mateusz Szpytma był i jest nadal jedną z twarzy skrajnego upolitycznienia IPN, który na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat stał się de facto partyjną przybudówką PiS” – napisali.
Przypomnieli, że Szpytma jest wiceprezesem IPN (najpierw przy Jarosławie Szarku, następnie przy Karolu Nawrockim) i „ponosi współodpowiedzialność za dewastację instytucji, która powinna służyć wszystkim obywatelkom i obywatelom Polski, bez względu na ich ideowe wybory i pochodzenie”. Autorzy apelu piszą, że pod obecnym kierownictwem IPN wpisuje się w „bieżące zapotrzebowania formułowane przez środowiska prawicowe, a nierzadko również skrajnie prawicowe”.
„Co więcej, władze IPN zatrudniały w Instytucie osoby wywodzące się ze środowisk neofaszystowskich. To na konto ówczesnego ścisłego kierownictwa IPN, w tym także Mateusza Szpytmy, należy zapisać chociażby fakt zatrudnienia na stanowiskach kierowniczych w IPN, najpierw w Opolu, następnie we Wrocławiu, dr. Tomasza Greniucha, wcześniej przez wiele lat związanego z Obozem Narodowo-Radykalnym” – czytamy.
Wśród sygnatariuszy apelu znaleźli się m.in.: dr hab. Dariusz Libionka, dr hab. Natalia Jarska, prof. Rafał Stobiecki, prof. Jacek Chrobaczyński, dr hab. Jan Skórzyński (profesor Collegium Civitas), prof. Stanisław Obirek, prof. Andrzej Friszke, prof. Andrzej Zakrzewski, prof. Antoni Dudek, prof. Paweł Machcewicz, dr Anna Machcewicz, prof. Marcin Kula, prof. Andrzej Leder, dr hab. Marcin Zaremba (profesor Uniwersytetu Warszawskiego), prof. Jerzy Kochanowski, dr hab. Dobrochna Kałwa, dr hab. Anna Straszewska, prof. Piotr Urbański, dr hab. Piotr M. Majewski (profesor Uniwersytetu Warszawskiego), prof. Barbara Engelking, dr hab. Anna Engelking (profesor PAN), dr Janusz Marszalec (wicedyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku), reportażystka i pisarka Małgorzata Szejnert, pisarz Łukasz Garbal (uhonorowany Nagrodą im. Giedroycia za biografię Jana Józefa Lipskiego).
Przeczytaj także:
Kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram poparły kluby KO, Lewicy, PSL, Centrum i Polski 2050.
W piątek 17 lipca w Sejmie odbyło się głosowanie nad kandydaturami na Rzecznika Praw Obywatelskich. Sejm poparł kandydaturę adwokatki Sylwii Gregorczyk-Abram, zgłoszonej na stanowisko przez kluby Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Prawniczka otrzymała 233 głosy. Przepadła kandydatura Adama Borowskiego, represjonowanego działacza opozycji w czasach PRL, którego zgłosił klub Prawa i Sprawiedliwości. Zebrał 177 głosów.
Kandydaturę Adama Borowskiego poparł tylko klub PiS. Kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram poparły kluby KO, Lewicy, PSL, Centrum, Polski2050.
Kluby Konfederacji, Razem oraz Konfederacji Korony Polskiej odrzuciły obie kandydatury.
Sylwię Gregorczyk-Abram musi jeszcze zaakceptować Senat. Będzie to formalność, gdyż większość tam ma koalicja. Kadencja obecnego RPO Marcina Wiącka upływa 23 lipca tego roku.
Sylwia Gregorczyk-Abram od lat angażuje się w sprawy związane z ochroną praworządności, niezależności sądów, praw obywatelskich oraz reprezentowaniem osób i środowisk będących celem represji. Jest współzałożycielką inicjatyw Wolne Sądy i Komitet Obrony Sprawiedliwości. Reprezentowała aktywistki, uczestników protestów i demonstracji, sędziów, osoby należące do mniejszości przed polskimi sądami, a także TSUE i ETPCz. Od 2025 r. przewodniczy rządowej komisji badającej mechanizmy represji wobec aktywistów i organizacji społecznych w latach 2015–2023. Komisja analizuje m.in. działania policji, prokuratury, mediów publicznych i innych instytucji państwowych wobec uczestników protestów i organizacji obywatelskich oraz przygotowuje rekomendacje mające zapobiec podobnym nadużyciom w przyszłości.
Podczas wysłuchania publicznego kandydatów na stanowisko RPO Sylwia Gregorczyk-Abram skupiała się na swoim dotychczasowym doświadczeniu i prawnych zainteresowaniach, które obejmowały pomoc osobom z niepełnosprawnościami, ofiarom handlu ludźmi, osobom dyskryminowanym, czy sędziom i prokuratorom. W czasie wystąpienia prawniczka mówiła także o prawach osób starszych, wykluczeniu transportowym i cyfrowym, prawach pacjentów, dostępności do terapii i zdrowiu psychicznym.
W części pytań Sylwia Gregorczyk-Abram była pytana m.in. o stanowisko w sprawie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Adwokatka poparła stanowisko dotychczasowego RPO i Klubu Inteligencji Katolickiej. Pytana o ustawę wygaszającą pomoc dla uciekinierów przed wojną w Ukrainie przyznała, że „jest problemem”. Bo choć państwo ma prawo ograniczać skalę pomocy, to jednak powinno uwzględniać indywidualne sytuacje – a ustawa skrzywdziła dzieci, osoby z niepełnosprawnościami i seniorów z Ukrainy.
Przesłuchanie szczegółowo opisywała na łamach OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
„Odnosimy wielkie sukcesy w Iranie i już wkrótce zobaczycie owoce tych działań” – przekonywał Donald Trump. Całość orędzia poświęcił jednak na powtarzanie wielokrotnie weryfikowanych twierdzeń o sfałszowanych wyborach.
W czwartek wieczorem Donald Trump wygłosił w Białym Domu orędzie do narodu. Wystąpienie trwało 30 minut i było poświęcone głównie zarzutom prezydenta USA wobec wiarygodności amerykańskiego systemu wyborczego. Skupiał się przede wszystkim na wyborach z 2020 r. .
Trump ogłosił „natychmiastowe odtajnienie i publikację kluczowych materiałów wywiadowczych, ujawniających szokujące słabości naszej infrastruktury wyborczej”. Twierdził, że zgromadzone dowody pokazują, iż amerykański system wyborczy jest „niebezpiecznie narażony na włamania, wykorzystanie i zagraniczną ingerencję”.
„Żaden kraj nie może być wielki bez uczciwych i rzetelnych wyborów” – mówił Trump. „Jeśli nie może być zaufania, nie może być wielkości. Niestety system, który mamy, katastrofalnie nie spełnia tego standardu” – dodawał.
W orędziu padły oskarżenia pod adresem Chin o ingerencję w amerykańskie wybory. Trump stwierdził, że Pekin próbował zaszkodzić Republikanom podczas wyborów do Kongresu w 2018 r., a także wpłynąć na jego szanse reelekcji w 2020 r. oraz uzyskać dostęp do danych amerykańskich wyborców. Ponownie powrócił także do wielokrotnie powtarzanych twierdzeń o sfałszowaniu wyborów prezydenckich z 2020 r., argumentując, że ujawnione dokumenty potwierdzają skalę zagrożeń dla procesu wyborczego.
W orędziu prezydent mówił również o rzekomo dużej liczbie cudzoziemców zarejestrowanych do głosowania w wyborach federalnych. Według Trumpa przegląd przeprowadzony przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego wykazał około 278 tys. osób niebędących obywatelami USA znajdujących się w rejestrach wyborców. Powrócił także do zarzutów dotyczących rzekomych nieprawidłowości przy rejestracji wyborców w mieście Muskegon w stanie Michigan oraz sugerował, że powolne liczenie głosów po ostatnich prawyborach w Kalifornii może świadczyć o oszustwach wyborczych.
Trumo wezwał także do niezwłocznego uchwalenia Save America Act, która zakłada m.in. obowiązek potwierdzenia obywatelstwa USA przy rejestracji na wybory i dokumentu ze zdjęciem przy głosowaniu.
Prezydent USA odniósł się także krótko do sytuacji w Iranie. „Odnosimy wielkie sukcesy w Iranie i już wkrótce zobaczycie owoce tych działań” – stwierdził.
Kilka stacji telewizyjnych, w tym NBC, ABC i CNN, odmówiło transmisji orędzia na swoich głównych kanałach, udostępniając transmisję jedynie w streamingu. Stacje uzasadniały to zastrzeżeniami, że wystąpienie Trumpa miało mieć charakter politycznie stronniczy i podżegający. Prezydent USA zareagował na ten ruch, wzywając do odebrania stacjom licencji nadawczych.
Jak przypomina „The Guardian”, amerykańska Wspólnota Wywiadowcza w ocenie opublikowanej w 2021 r. stwierdziła, że żaden zagraniczny podmiot (w tym Chiny) nie próbował zmienić technicznych aspektów procesu głosowania w wyborach prezydenckich w 2020 r. Raport wskazywał, że Rosja prowadziła operacje wpływu wymierzone w kampanię Joe Bidena, jednak Chiny nie podjęły działań mających zmienić wynik wyborów. Według oceny wywiadu Pekin nie uznawał zwycięstwa ani Trumpa, ani Bidena za szczególnie korzystne dla swoich interesów i nie chciał ryzykować pogorszenia relacji z USA poprzez ingerencję w wybory.
W analizie wystąpienia Trumpa agencja Reuters przypomina liczne ustalenia podważające zarzuty dotyczące masowego udziału nieobywateli w wyborach. Według Bipartisan Policy Center przypadki nieuprawnionych osób stanowią około 0,04 proc. spraw analizowanych podczas weryfikacji list wyborców. Eksperci ostrzegają jednocześnie, że szeroko zakrojone akcje usuwania nazwisk z rejestrów mogą prowadzić do pozbawienia prawa głosu legalnie zarejestrowanych wyborców.
Agencja odnosi się także do zarzutów dotyczących Muskegon w stanie Michigan. Choć śledczy wykryli część sfałszowanych formularzy rejestracyjnych, zostały one unieważnione jeszcze przed dniem wyborów, a w związku z nimi nie oddano żadnych głosów. Sprawę przekazano FBI, jednak nikomu nie postawiono zarzutów. Sekretarz stanu Michigan Jocelyn Benson określiła powrót do tej historii jako odwoływanie się do „dawno obalonych i bezpodstawnych teorii spiskowych”.
Reuters odniósł się również do zarzutów dotyczących powolnego liczenia głosów w Kalifornii. Agencja podkreśla, że proces ten od lat trwa długo głównie dlatego, iż 80–90 proc. z około 23 mln wyborców w stanie oddaje głosy korespondencyjnie. Mimo sugestii Trumpa nie przedstawiono dowodów na oszustwa wyborcze, a prokurator generalny Kalifornii Rob Bonta podkreślił, że kolejne przeliczenia głosów, audyty i postępowania sądowe nie wykazały istnienia powszechnych fałszerstw wyborczych.
Przeczytaj także: