Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rząd Węgier wysłał „misję rozpoznawczą” na Ukrainę w celu zbadania przyczyny awarii rurociągu „Przyjaźń” – poinformował w środę węgierski wiceminister energii Gabor Czepek. Ukraińcy na to: nie jest to misja oficjalna. Wjechali jako turyści
„Rząd powołał delegację, która ma przeprowadzić misję rozpoznawczą dotyczącą rurociągu „Przyjaźń”. Naszym zadaniem jest ocena stanu rurociągu i stworzenie warunków do jego ponownego uruchomienia” – przekazał Czepek w opublikowanym na Facebooku oświadczeniu. Dodał, że Słowacja również weźmie udział w misji rozpoznawczej.
„To nie jest delegacja ale grupa turystów. Każdy obywatel z krajów Schengen może wjechać do Ukrainy w celach turystycznych” – odpowiedziała Ukraina.
Od 27 stycznia, kiedy rurociąg „Przyjaźń” został przez Moskwę uszkodzony w Ukrainie, na Węgry i Słowację nie płynie tędy rosyjska ropa. A jest to jedyna droga. Na razie Węgrom ani Słowakom nie udało się skłonić Chorwacji, by przyjmowała dla nich rosyjską ropę drogą morską.
Na miesiąc przed wyborami, których wynik jest niepewny, Węgry Viktora Orbána nie mają dostępu do rosyjskiej ropy, a jej zapasy się w kraju kończą.
Węgrzy nie wierzą, że „Przyjaźń” jest uszkodzona w stopniu uniemożliwiającym przesył ropy. Od kilkunastu dni chcą sprawdzić stan rurociągu, Ukraina odpowiada: nie ma takiej możliwości. My też nie sprawdzamy stanu zagranicznych magazynów, kiedy zachodni przywódcy mówią nam, że nie ma dla nas broni obronnej przed Rosją. Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział dziś, że na naprawę gazociągu potrzeba jeszcze dwóch miesięcy.
Orbán robi teraz wszystko, by dostęp do taniej ropy odzyskać. A przynajmniej by było widać, jak się stara.
Po rozmowie telefonicznej z Putinem i wysłaniem na Kreml ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó Rosja zagwarantowała Węgrom jako „przyjaznemu krajowi” ropę po przystępnych cenach, ale nie ma jej jak przesłać po uszkodzeniu rurociągu „Przyjaźń”. Nie pomoże też Węgrom drugi kluczowy sojusznik – Donald Trump, bo zajęty jest wojną w Zatoce Perskiej i blokada dostaw ropy w Cieśninie Ormuz.
Przeczytaj także:
9 marca na nadzwyczajnym posiedzeniu rząd Orbána zamroził ceny paliw w kraju.
Przeczytaj także:
Aby zmusić Ukrainę do ustępstw, Budapeszt zapowiedział już wcześniej blokadę 90 mld euro unijnej pożyczki dla Ukrainy oraz zablokował przyjęcie 20. pakietu sankcji na Rosję. Zakaz też eksportu ropy naftowej i niektórych paliw.
Gra jednak na wszystkie strony, bo 10 marca w parlamencie oświadczył, że oświadczył „jest zainteresowany przetrwaniem Ukrainy jako państwa, aby mogła ona ostatecznie stać się buforem między Węgrami a Rosją”. „Nie zależy nam na osłabianiu Ukrainy , lecz na jej wzmacnianiu, aby zawsze było coś – można by nawet to nazwać Ukrainą – między Rosją a Węgrami”.
Także 9 marca Orbán zaapelował do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, by zdjęła sankcje energetyczne nałożone na Rosję po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r., w związku z rosnącymi cenami energii po ataku USA i Izraela na Iran.
Przeczytaj także:
Po ukraińskim ataku na fabrykę półprzewodników i elektroniki do pocisków w Briańsku Moskwa oskarżyła Ukrainę o „krwawą zbrodnię” i zapowiedziała odwet.
10 marca Ukraińcy zniszczyli w Briańsku fabrykę Kremnij EL produkującą komponenty do pocisków manewrujących, którymi Rosja ostrzeliwuje Ukrainę. Do ataku użyli m.in. rakiet Storm Shadow. Nie był to pierwszy atak – od 2022 r. przedsiębiorstwo było atakowane sześć razy. Tym razem zginęło sześć osób a 42 zostały ranne. Nie jest to też jedyny udany atak ukraiński na terytorium Rosji w ostatnich dniach.
Od niedzieli Rosjanie przyznali się do zestrzelenia aż 1350 dronów nad swoim terytorium. Ukraińcy atakowali Moskwę, zakłady w Niżnym Nowogrodzie, Toljatti i Gubaszy, kilka składów ropy. Przez 24 godziny pod ostrzałem znajdowała się Anapa nad Morzem Czarnym, Ukraińcy atakowali też Sewastopol na Krymie. Kreml oskarża też Ukrainę o ataki na rosyjską część gazociągów Blue i Turkish Stream (charakterystycznie, że Putin zapowiedział ataki na te gazociągi tydzień temu w wywiadzie telewizyjnym).
Zazwyczaj propaganda Kremla tych ataków nie komentuje. Nawet ich nie zauważa, a liczby ofiar nie podaje. Tym razem jest inaczej. I to właśnie Briańsk wzięła na sztandary. A Brańsk jest tylko maleńką – choć ważną – kropeczką na mapie ukraińskich trafień.
Na zdjęciu u góry: briański gubernator Bogomaz ogląda straty – to zdjęcie jest oficjalnie dystrubuowane w Rosji
11 marca atakiem tym zajął się MSZ Rosji i rzecznik Putina Pieskow. Nie wymieniają celu ataku – twierdzą, że wymierzony był po prostu w Briańsk i że była to „niewytłumaczalna krwawa zbrodnia” i „atak terrorystyczny na ruchliwą dzielnicę biznesową położoną w pobliżu Briańskiego Państwowego Uniwersytetu Inżynieryjno-Technicznego” , za którą odpowiada „kierownictwo polityczne reżimu kijowskiego” a współodpowiedzialny są Brytyjczycy (bo odpowiadają za użycie rakiet Storm Shadow) .
MSZ Rosji twierdzi też, że celem ataku było sabotowanie amerykańskich starań o pokój w Ukrainie
Rzecznik Putina Pieskow zapowiedział, że po ataku na Briańsk teraz „demilitaryzacja Ukrainy jest jednym z celów Wspólnych Operacji Wojskowych”. Rzecz w tym, że ”demilitaryzacja” jest jednym z czterech eufemizmów na podbicie Ukrainy –(oprócz „denazyfikacji”, „denuklearyzacji” i „neutralnego statusu”). Kreml używa ich od początku pełnoskalowego najazdu w 2022 r. Więc to żadna nowość.
Po wplątaniu się USA w izraelską wojnę z Iranem Moskwa po raz kolejny powtórzyła, że zamierza zrealizować wszystkie swoje cele w Ukrainie. Temu mają służyć negocjacje z Ukrainą i USA, chwilowo przełożone – ale obecnie planowane na przyszły tydzień.
9 marca Putin rozmawiał z Trumpem przez telefon (to Trump do niego zadzwonił) i podał mu warunki, na jakich może ewentualnie pomóc w zakończeniu wojny z Iranem i ustabilizowania sytuacji na rynku ropy. Warunki nie zostały oczywiście podane, ale w oficjalnym komunikacie Rosjanie podali, że tematem rozmowy była też Ukraina i „mediacja Trumpa na rzecz pokoju”.
W rozmowach z Amerykanami Rosja raczej nie przedstawiała się jako ofiara ukraińskiego ostrzału. Putin zrobił to raz, skarżąc się na rzekomy ukraiński atak na swój pałac nad jeziorem Wałdaj. Tyle że była to fałszywka, którą ujawniło CIA, a Donald Trump uwierzył swoi służbom.
Kampania w sprawie ataku na zakłady Kremnij EL może być niestety przygotowaniem do kolejnego krwawego ataku na Ukrainę.
Może być jednak także sposobem Moskwy na wycofanie się z rozmów lub kolejne ich rozmycie i przedłużenie – jako że Moskwa wojny nie chce zakończyć, a Trump nie ma teraz jak jej do tego zmusić.
Ale możliwe jest też inne wyjaśnienie: w Rosji narasta napięcie. W samej stolicy, Moskwie, władze wyłączyły mobilny internet. Jedyne oficjalne wyjaśnienie, które kolejny dzień daje Pieskow, brzmi: „Ograniczenia w korzystaniu z telefonów komórkowych w centrum Moskwy będą obowiązywać tak długo, jak będzie to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom Rosji. Są one w pełni zgodne z prawem”.
Opowieści o atakach ukraińskich mogą odwracać od tego uwagę.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Rosyjskie drony atakują Ukrainę, ukraińskie – Rosję. „Wszystko, czego Ukraińcy nauczyli się w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa, może stać się globalną podstawą bezpieczeństwa” – mówi Zełenski.
Rosyjskie ataki na Ukrainę
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że w nocy 11 marca rosyjska armia zaatakowała ukraińskie miasta 99 uderzeniowymi bezzałogowymi statkami powietrznymi (z czego około 70 to Shahedy). Ukraińskim Obrońcom udało się zestrzelić/zneutralizować 90 dronów. Odnotowano trafienia 9 pozostałych bezzałogowców w 6 lokalizacjach.
W Charkowie rosyjski dron cywilne przedsiębiorstwo – zakład mięsny. W wyniku ataku zginęły dwie osoby. Siedem innych odniosło obrażenia różnego stopnia ciężkości. Wszystkie ofiary to pracownicy tego przedsiębiorstwa.
Dwie osoby zginęły, dwie zostały ranne w wyniku rosyjskich nalotów bombami kierowanymi na Hłuchów w obwodzie sumskim wieczorem 10 marca. Tam również pod atakiem było przedsiębiorstwo cywilne. Według danych ukraińskiej policji, w mieście uszkodzono budynek administracyjny i infrastrukturę przedsiębiorstw, magazyny, samochody, gazociąg i transformator.
Z kolei rosyjskie władze również poinformowały o masowym ataku dronów na kilka regionów Rosji w nocy 11 marca. Rankiem mieszkańcy miasta Toljatti w obwodzie samarskim zgłaszali liczne wybuchy i pożar w zakładzie chemicznym. Jaki pisze „Ukraińska Prawda”, prawdopodobnie płonie „Kujbyszew Azot”. To jedna z największych rosyjskich firm chemicznych, lider w produkcji kaprolaktamu i produktów jego przetwórstwa, a także jeden z największych producentów nawozów azotowych w Federacji Rosyjskiej.
Obok „Kujbyszew Azotu” znajduje się jeszcze jedno przedsiębiorstwo – „Togliatti-Kauczuk”.
Było słychać wybuchy m.in. w Soczi. Mer miasta informował o pracy obrony przeciwlotniczej.
Ministerstwo Obrony Rosji ogłosiło, że w ciągu nocy ich środki obrony przeciwlotniczej rzekomo przechwyciły i zniszczyły 185 ukraińskich dronów.
Wczoraj, 10 marca ukraińscy żołnierze przeprowadzili atak na rosyjską fabrykę wojskową w Briańsku. Zakład ten produkował systemy sterowania wszystkich rodzajów rosyjskich rakiet. Prezydent Zełenski pogratulował ukraińskim obrońcom tej operacji.
Jak pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, wcześniej, 9 marca rosyjski MON przyznał się do zneutralizowania rekordowej liczby ukraińskich dronów nad Rosją – 754.
Przeczytaj także:
W poniedziałek 9 marca Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina otrzymała 11 zgłoszeń od krajów sąsiadujących z Iranem, państw europejskich i amerykańskich, które są zainteresowane ukraińskim doświadczeniem w zestrzeliwaniu dronów.
„Ukraina jest gotowa pozytywnie reagować na wnioski tych, którzy pomagają nam chronić życie Ukraińców i niezależność Ukrainy. Na część wniosków odpowiedzieliśmy już konkretnymi decyzjami, konkretnym wsparciem” – powiedział Zełenski.
Później, odpowiadając na pytania dziennikarzy, Zełenski doprecyzował, że Ukraina wysłała trzy profesjonalne zespoły na Bliski Wschód, które będą pracować w Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Tam ukraińscy eksperci będą pomagać w kwestiach bezpieczeństwa i przeciwdziałania dronom.
W zamian za pomoc na Bliskim Wschodzie Ukraina liczy na otrzymanie rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej, w szczególności chodzi o deficytowe rakiety PAC-2 i nowocześniejsze PAC-3 (ostatnie są produkowane tylko w USA), które są wykorzystywane w systemach Patriot. Jak pisaliśmy w OKO.press, w związku z rozpoczęciem wojny w Iranie Ukraina obawia się o brak rakiet do obrony przeciwlotniczej.
Przeczytaj także:
Wcześniej ukraiński prezydent mówił, że Ukraina pomoże krajom Bliskiego Wschodu w zamian za dyplomatyczną pomoc w skłonieniu Rosji do zawieszenia broni.
Zełenski podkreślił, że ukraińskie doświadczenie w walce z dronami Shahed jest „uznawane przez wszystkich amerykańskich ekspertów”.
Ukraiński prezydent potwierdził również informację, że Ukraina jeszcze w zeszłym roku zaproponowała Stanom Zjednoczonym umowę dotyczącą przechwytywania dronów. Tzw. umowa Drone Deal przewidywała przekazanie stronie amerykańskiej ukraińskich rozwiązań i technologii w dziedzinie dronów.
Jak pisał portal Axios, w sierpniu 2025 r. Stany Zjednoczone odmówiły współpracy z Ukrainą w tym zakresie. Wówczas Ukraina proponowała porozumienie w celu wzmocnienia więzi i „wyrażenia wdzięczności”.
Teraz Zełenski wyjaśnił, że umowa „nie została odrzucona, a jedynie odroczona”, a Ukraina pozostaje otwarta na jej podpisanie.
W zeszłym tygodniu CNN pisało, że podczas zamkniętej konferencji prasowej minister obrony USA Pete Hegseth i przewodniczący Połączonych Sztabów Sił Zbrojnych generał Dan Caine przyznali, że irańskie drony stanowią większy problem, niż przewidywano, a amerykańska obrona przeciwlotnicza nie jest w stanie przechwycić ich wszystkich.
Wieczorem, 10 marca Zełenski poinformował, że Rustem Umerow, Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy oraz szef delegacji negocjacyjnej wraz z wojskowymi pojechał na Bliski Wschód, aby negocjować wzajemną pomoc dla Ukrainy.
Ukraina chce pomóc w obronie życia mieszkańców regionu oraz w ustabilizowaniu sytuacji.
„Stabilność jest potrzebna również nam. Potrzebujemy, aby ci, którzy obecnie zwracają się do Ukrainy o wsparcie, nadal pomagali nam w zakresie obrony, przede wszystkim naszej obrony przeciwlotniczej” – dodał Zełenski.
„W zeszłym roku zaproponowaliśmy Stanom Zjednoczonym umowę dotyczącą dronów. To właściwa perspektywa – współpracować z nami w zakresie produkcji i wykorzystania dronów. Wszyscy widzą teraz, że nie ma alternatywy dla tej perspektywy. Ukraina ma największe na świecie doświadczenie w zwalczaniu dronów uderzeniowych i bez naszego doświadczenia regionowi Zatoki Perskiej, całemu Bliskiemu Wschodowi, partnerom w Europie i Ameryce będzie bardzo trudno zbudować silną ochronę”.
W wywiadzie dla irlandzkiego blogera Caolana Robertsona opublikowanym w nocy 11 marca Zełenski powiedział, że Ukraina ma teraz „karty” dzięki ukraińskim siłom zbrojnym i produkcji uruchomionej po pełnej inwazji Rosji. Pytanie nawiązywało do kłótni w Białym Domu rok temu, kiedy prezydent Ukrainy usłyszał od Donalda Trumpa, że nie ma żadnych kart w sytuacji wojny z Rosją.
„Jestem dumny, że możemy pomóc naszym amerykańskim partnerom” – mówi teraz Zełenski, cytuje UP.
„Myślę, że rok temu też je [karty] miałem, ale nie pokazywaliśmy ich. Teraz jednak wszyscy zrozumieli, że je mamy” – kontynuował Zełenski. Dodał, że Ukraina cieszy się z doświadczenia w prowadzeniu współczesnej wojny, ale podkreślił, że zdobyła je kosztem wielu ludzkich strat.
10 marca Zełenski odpowiadając na pytania dziennikarzy, poinformował, że nowa runda trójstronnych rozmów w formacie Ukraina, USA i Rosja odbędzie się w przyszłym tygodniu w Szwajcarii lub Turcji.
Rozmowy miały odbyć się 5-6 marca, ale w związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie zostały przeniesione. Pisaliśmy o tym tu:
Przeczytaj także:
Później były planowane na 10-11 marca. Jednak strona amerykańska zaproponowała przełożenie spotkania na następny tydzień. Dokładna data będzie zależała od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Według Zełenskiego, wśród kluczowych tematów rozmów będzie kontynuacja wymiany jeńców (w zeszłym tygodniu Ukraina i Rosja przeprowadzili dużą wymianę jeńców – 500 na 500), a także przygotowanie ewentualnego spotkania przywódców. Kluczowa kwestia – terytorialna raczej nie będzie mogła zostać rozwiązana bez negocjacji na najwyższym szczeblu politycznym.
Przeczytaj także:
Prezydent Zełenski zaznaczył również, że Kijów starał się zapewnić udział europejskich przywódców w różnych formatach negocjacji, „nawet wtedy, gdy niektórzy partnerzy nie popierali takiej konfiguracji”.
„Europa również musi być bardziej aktywna w tym kierunku. Europa nie może liczyć na to, że Rosja zechce zobaczyć ją przy stole negocjacyjnym. Ona [Rosja] tego nie chce” – dodał.
Choć Karol Nawrocki formalnie nie ogłosił weta dla programu SAFE, brak podpisu pod europejskimi pożyczkami na wzmocnienie obronności jest niemal pewny. Rząd szykuje plan B: chce wciągnąć środki z programu do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Tyle że wtedy zyska tylko wojsko. A straci policja, strażacy i pogranicznicy.
„W przypadku weta prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o SAFE jest przygotowany plan B” — poinformowała we wtorek wieczorem w Polsat News pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
Plan ten zakłada, że w razie weta Karola Nawrockiego, rząd wtłoczy środki z unijnego programu SAFE do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. To jednak oznacza, że miliardy euro trafią tylko do wojska, a nie innych służb mundurowych. Pierwotny plan zakładał siedem miliardów złotych na dofinansowanie policji, straży pożarnej i granicznej. Te pieniądze do nich nie trafią.
Ratunkowe rozwiązanie opracowywane przez Donalda Tuska będzie też mniej opłacalne ekonomiczne, bo odpowiedzialność za spłatę zadłużenia będzie miało na sobie Ministerstwo Obrony Narodowej. FWSZ jest gorzej oprocentowany i opiera się na tym, że Polska sama de facto zaciąga kredyt. SAFE z kolei jest tanią pożyczką, bo odsetki opłaca Bruksela.
„Zawetowanie SAFE będzie zawetowaniem 185 miliardów złotych dla polskiego wojska. To będzie powiedzenie ”nie„ dwunastu tysiącom firm, które w Polsce by ten program realizowały” – powiedział podcasz konferencji prasowej w Sejmie marszałek Włodzimierz Czarzasty.
Na biurko prezydenta Karola Nawrockiego leży projekt ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE, czyli o europejskim programie SAFE. Prezydent ma czas na jego podpisanie do 20 marca – ale jego otoczenie wielokrotnie wskazywało, że program zawetuje. Przypomnijmy: w ramach unijnego programu Polska ma otrzymać do 44 mld euro (186 mld złotych), czyli niemal 30 proc. jego całkowitej wartości.
Karol Nawrocki razem z szefem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim przygotowali kontrpropozycję – SAFE 0 procent, opierający się na powołaniu Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych w Banku Gospodarstwa Krajowego, który ma być zasilany m.in. zyskiem NBP oraz... zaciąganymi przez BGK kredytami i pożyczkami. Szczegóły tego pomysłu Pałac Prezydencki przedstawił premierowi oraz szefowi MON we wtorek popołudniu. Projekt wpłynął już do Sejmu, a Nawrocki oficjalnie liczył, że rząd jeszcze w tym tygodniu przegłosuje go w Sejmie.
Donald Tusk ogłosił, że projektu na sejmową mównicę przynosić w ogóle nie zamierza. „Mamy projekt ustawy, w tym projekcie nie ma pieniędzy, jest nowe ciało, rada, nowa biurokracja, dziesiątki przepisów niepotrzebnych. Na moje pytanie, jeśli rzeczywiście tak jest, panie Glapiński, że NBP ma zysk, to proszę ten zysk wpłacić tak, jak należy, do budżetu państwa i wydamy te pieniądze dla bezpieczeństwo państwa” – powiedział Donald Tusk.
Czarzasty w Sejmie w środę potwierdził – ustawa nie będzie procedowana, dopóki prezydent jasno nie okresli, czy ustawę podpisuje, czy wetuje. „Dosyć ściemy i obłudy w tej sprawie, za decyzję trzeba wziąć odpowiedzialność” – ogłosił marszałek Czarzasty.
Przeczytaj także:
Napięcie w kluczowej dla handlu ropą cieśninie nie spada. Może to być kluczowy element dla dalszych losów wojny
CNN na podstawie rozmów z amerykańskimi źródłami dyplomatycznymi podaje, że Iran rozpoczął minowanie Cieśniny Ormuz. Według tych źródeł, zaminowanie na razie nie jest duże – chodzi o kilkadziesiąt min. We wtorek 10 marca Donald Trump napisał w mediach społecznościowych:
„Jeśli Iran rozmieścił jakiekolwiek miny w Cieśninie Ormuz, a nie mamy takich informacji, to chcemy, by usunęli je NATYCHMIAST”.
Amerykańska armia w komunikacie we wtorek, że zniszczyła 16 irańskich jednostek.
Jeszcze w poniedziałek Donald Trump zapewniał, że żegluga tym kierunkiem będzie bezpieczna dzięki ochronie ze strony amerykańskiej armii. Ruch morski w cieśninie jest dziś jednak de facto zatrzymany – po groźbach ze strony irańskiej Gwardii Rewolucyjnej statki boją się sprawdzać, czy da się bezpiecznie przepłynąć w tym wąskim przesmyku.
Przez Cieśninę Ormuz transportowane jest około 20 do 30 procent światowych zasobów ropy. W najwęższym miejscu przesmyk między irańską wyspą Keszm a terytorium Omanu ma zaledwie około 50 km. Morskie „wąskie gardło” jest dziś w praktyce jest zablokowane, a tym samym nie ma możliwości wypłynięcia z Zatoki Arabskiej w kierunku otwartego oceanu. Sytuacja w cieśninie może przynieść poważne konsekwencje dla globalnej gospodarki. Już dziś widzimy znaczne podwyżki cen paliwa. Cena baryłki ropy od początku wojny wzrosła z ponad 70 dolarów do pona 90 dolarów.
Przeczytaj także: