Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Elon Musk konsekwentnie sprzeciwia się wykorzystaniu sieci satelitarnej Starlink do kierowania ukraińskimi uderzeniami na cele położone na terytorium Rosji.
Amerykański miliarder i właściciel SpaceX Elon Musk odmawia Ukrainie zezwolenia na wykorzystanie satelitarnego internetu Starlink do ataku na terytorium Rosji. Musk uważa, że nadszedł czas, aby Ukraina zawarła porozumienie pokojowe z Rosją.
Jak donosi dziennik „The Atlantic”, strona ukraińska od dłuższego czasu prowadzi intensywne działania dyplomatyczne i nieoficjalne rozmowy, mające na celu zmianę stanowiska właściciela firmy SpaceX. W próby przekonania biznesmena zaangażowany był m.in. były minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow. Ponadto podczas niedawnego spotkania w Waszyngtonie prezydent Wołodymyr Zełenski zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o wywarcie nacisku na Muska, jednak amerykański przywódca nie złożył w tej sprawie jednoznacznych deklaracji.
6 sierpnia Fedorow oświadczył, że kontynuuje negocjacje z Elonem Muskiem dotyczące możliwości wykorzystania sieci Starlink do niszczenia celów, w szczególności wyrzutni balistycznych, na terytorium Federacji Rosyjskiej.
„The Atlantic” szczegółowo opisuje zabiegi ukraińskiej administracji, które miałyby pomóc Ukrainie utrzymać inicjatywę na froncie.
„W środku zimy [2025/2026] Rosja opracowała nowy, skuteczny sposób ataku. Rosyjskie wojska naprowadzały swoje drony na Ukrainie za pomocą Starlinka. „To mogła być prawdziwa katastrofa” – powiedział nam Fiodorow. Technologia ta pozwoliła Rosjanom ominąć ukraińską obronę powietrzną i zbombardować dowolny cel, w tym okręg rządowy w Kijowie. Aby ich powstrzymać, Fiodorow zwrócił się do Muska z pilnym apelem o pomoc.
Miliarder oddzwonił do niego pod koniec stycznia, kiedy Fiodorow akurat był na urodzinach córki, a minister wyszedł, żeby porozmawiać z Muskiem, którego twarz pojawiła się na ekranie jego telefonu. Ta rozmowa doprowadziła do powstania planu odcięcia Rosjanom dostępu do terminali Starlink. Siły ukraińskie kontynuowały loty dronów z systemem Starlink na terytorium Ukrainy, w tym na Krymie i innych regionach okupowanych przez Rosję.
Nierównowaga technologiczna pozwoliła Ukrainie przejąć inicjatywę na froncie, gdzie do połowy lutego jej wojska odzyskały kilkaset kilometrów kwadratowych okupowanego terytorium”.
Według rozmówców „The Atlantic” w administracji Trumpa prezydent USA miał chwilowo być bardziej skłonny do pomocy Ukrinie „bo lubi wspierać zwycięzców”, a Ukrainie udawało się
Teraz jednak amerykańsko-ukraińskie stosunki znów są w impasie. A Rosja planuje w 2027 roku uruchomić własną wersję systemu Starlink.
W lipcu 2025 Reuters donosił, że Musk wyłączył system Starlink w trakcie ofensywy ukraińskiej w Cherosniu, której celem było odzyskanie kontroli nad regionem. Musk wielokrotnie nazywał artykuł Reutersa fałszem. wcześniej otwarcie protestował przeciwko wykorzystaniu Starlinka do ataków na Rosję: „Niewłaściwie wykorzystali cywilny system Starlink do celów wojskowych. Bezpośrednie naruszenie warunków świadczenia usług” – pisał na swojej platformie X w maju 2026.
Przeczytaj także:
Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (UINP) poinformował w sobotę, że wydane zostały zgody na ekshumacje szczątków polskich ofiar w Hucie Pieniackiej w obwodzie lwowskim oraz na poszukiwania i ekshumacje w Ugłach na Wołyniu.
W piątek 7 sierpnia 2026 ukraińska Państwowa Międzyresortowa Komisji ds. Upamiętnienia Uczestników Operacji Antyterrorystycznej, Ofiar Wojny i Represji Politycznych podjęła decyzje, które umożliwiają rozpoczęcie badań ekshumacyjnych na terenie dawnej wsi Huta Pieniacka i na terenie wsi Ugły.
Decytzja jest wynikiem „ustaleń osiągniętych przez Ukraińsko-Polską Grupę Roboczą ds. Pamięci Narodowej.
W odrębnej decyzji komisja zgodziła się na pobranie próbek materiału genetycznego (DNA) ze szczątków pochowanych w latach 1992–2015 na cmentarzu dawnej wsi Ostrówki” – oświadczył UINP.
„Jednocześnie polski Instytut Pamięci Narodowej podał, że w wyniku prac ekshumacyjnych na terenie dawnych wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka na Wołyniu, które prowadzono od 13 lipca do 7 sierpnia, odnaleziono szczątki 55 osób, w tym 26 dzieci, oraz ponad 300 przedmiotów osobistych. 30 sierpnia szczątki zostaną pochowane w kwaterze ofiar UPA na cmentarzu w Ostrówkach”.
Masowych grobów nie odnaleziono natymiast w Ugłach, gdzie ekshumacje prowadzone były w marcu.
źródło: PAP
Spór o eksumacje na Wołyniu ciągnie się od dekady. W kwietniu 2017 ukraiński IPN wydał zakaz poszukiwań szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy po zdemontowaniu pomnika UPA w Hruszowicach w województwie podkarpackim.
Moratorium zostało zniesione w 2024 roku.
W rozmowie z OKO.press ministra kultury Marta Cienkowska przyznała: „Nie ukrywam, że pierwsze rozmowy były trudne. Kiedy byłam Kijowie w lutym 2024 roku z wizytą jeszcze jako wiceministra, nie do końca dostaliśmy odpowiedź ze strony ukraińskiej”.
W grudniu 2024 powstała polsko-ukraińska grupa robocza i ekshumacje stopniowo ruszyły.
Przeczytaj także:
Ostatnio tragedia wołyńska znalazła się w centrum konfliktu między władzami polskimi i ukraińskimi, a także wewnątrz polskiej klasy politycznej. Po tym, jak Wołodymyr Zełenski nadał jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imię bohaterów UPA, prezydent RP Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego przyznany przez Andrzeja Dudę w 2023 roku za zasługi w walce o niepodległość Ukrainy.
Przeczytaj także:
W OKO.press opisaliśmy historię Katarzyny, która w kwietniu na warszawskim Bemowie broniła dzika Henia. Zwierzę zostało jednak zabite, a Katarzyna dostała wyrok nakazowy za utrudnianie pracy policji. Co w sprawie wydarzeń z kwietnia mówi policja i miasto?
24 kwietnia na Bemowie w Warszawie grupa mieszkańców zebrała się, by obronić dzika, którego nazwano Heniem, przed odstrzałem. Policja na miejsce wysłała ok. 20 funkcjonariuszy. Jak dowiedziało się OKO.press, jedna z protestujących dostała wyrok nakazowy (wydany bez rozprawy) – 300 zł kary za utrudnianie wykonywania czynności funkcjonariuszom i 100 zł kosztów sądowych.
Jak wskazuje Katarzyna, która protestowała przeciwko zabiciu Henia, nie chodzi jej o wysokość kary, a o sprawiedliwość. Podkreślała, że dzik był spokojny i przyjazny, leżał w piaskownicy na placu zabaw należącym do parafii. Służby wezwał miejscowy ksiądz, domagając się zabicia zwierzęcia. Henio został uśpiony, po czym lekarz weterynarii wstrzyknął mu śmiercionośny środek. Policja szybko zabrała jego ciało z miejsca zdarzenia.
Jeszcze przed publikacją materiału dotyczącego wydarzeń z Bemowa poprosiliśmy o komentarz Komendę Rejonową Policji Warszawa IV oraz władze miasta. Zapytaliśmy, w jaki sposób protestujący utrudniali pracę policji, dlaczego zdecydowano się wysłać na miejsce aż 20 funkcjonariuszy oraz czy nie było możliwości relokacji dzika, zamiast uśmiercenia.
Po publikacji tekstu otrzymaliśmy stanowisko policji.
”Zachowanie dzikiego zwierzęcia jest nieprzewidywalne. W sytuacji, gdy zwierzę odczuwa zagrożenie lub zostanie sprowokowane, może podjąć gwałtowną próbę ucieczki lub zaatakować człowieka. Z tego względu przebywanie w bezpośrednim sąsiedztwie zwierzęcia stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia. Pomimo opinii części zgromadzonych osób, że zwierzę nie zachowywało się agresywnie, nie można wykluczyć nagłej zmiany jego zachowania. Sam fakt, że w danym momencie dzik nie wykazywał agresji, nie oznacza, że nie mógł zaatakować” – wskazuje podinsp. Marta Sulowska w wiadomości przesłanej do naszej redakcji.
Na pytanie, dlaczego na miejsce wysłano ok. 20 policjantów (Komenda nie informuje, ilu dokładnie przyjechało ich na miejsce), odpowiada:
“Policjanci byli obecni wyłącznie w celu ochrony osób postronnych przed potencjalnym niebezpieczeństwem oraz zapewnienia, aby nikt nie zbliżał się do zwierzęcia na odległość stwarzającą ryzyko. Liczba funkcjonariuszy skierowanych do zabezpieczenia tego rodzaju zdarzeń jest każdorazowo ustalana indywidualnie i uzależniona od skali oraz specyfiki zdarzenia, charakteru terenu, liczby osób znajdujących się w pobliżu oraz poziomu występującego zagrożenia”.
W tym wypadku – dodaje podinspektor Sulowska, liczba policjantów miała zapewnić protestującym bezpieczeństwo i „skutecznie zabezpieczyć miejsce zdarzenia”. Działania określiła jako „adekwatne do zaistniałej sytuacji”.
Policja informuje, że „wobec pięciu osób sporządzono dokumentację służbową w związku z naruszeniem przepisów art. 65a kodeks wykroczeń, tj. niestosowania się do poleceń funkcjonariuszy”. Za wykroczenie z tego artykułu Katarzyna dostała wyrok nakazowy.
Podinspektor Marta Sulowska dodaje, że decyzje dotyczące uśpienia lub odłowienia zwierzęcia podejmują Lasy Państwowe.
Wydział Prasowy UM Warszawy w sprawie zdarzenia z 24 kwietnia odsyła do policji. Zapytany o to, czy miasto dopuszcza nieśmiercionośne metody rozwiązujące konflikty z dzikami, odpowiada:
„Obecne działania prowadzone są zgodnie z prawem, które reguluje możliwe metody postępowania. Działania związane z redukcją populacji dzików nie są prowadzone w celu ograniczenia ryzyka występowania ASF (afrykańskiego pomoru świń). Jednak obowiązujące przepisy, wynikające z sytuacji epizootycznej (zagrożeniem chorobą) w kraju i Unii Europejskiej, wykluczają stosowanie części alternatywnych metod, które były dostępne przed wprowadzeniem tych ograniczeń – czyli stosowanie odłowu tych zwierząt z ich relokacją. Jesteśmy otwarci na alternatywne metody, ale tylko, gdy będą sprawdzone i prawnie zatwierdzone”.
Zdaniem prawniczki zajmującej się prawami zwierząt Karoliny Kuszlewicz, istniała zgodna z przepisami możliwość przewiezienia dzika Henia do lasu, oddalonego zaledwie 2 km od miejsca zdarzenia.
Karolina Kuszlewicz reprezentuje skazaną wyrokiem Katarzynę (nazwisko do wiadomości redakcji). Już złożyła sprzeciw wobec ukarania jej klientki.
- Jeżeli uznamy za standard to, że władze Warszawy postanawiają zabić spokojnego, łagodnego dzika, bo naciska ksiądz i to, że przyjeżdżają na miejsce całe grupy funkcjonariuszy, uniemożliwiając aktywistom protestowanie, okaże się, że prawo do protestu w sprawie dzików jest w zasadzie wymazane. To będzie oznaczało, że osiągnięto efekt mrożący i aktywiści nie mogą protestować w tak ważnej kwestii, w której chodzi przecież o ratowanie czujących istot przed nadużyciami prawa – mówiła.
Katarzyna komentowała: – To, co się stało w dniu śmierci Henia, to była pokazówka. To nie jest normalne, że kiedy ludzie pokojowo protestują, nie ma krzyków, nie ma nerwów, nie ma wielkiego zbiorowiska, przyjeżdża ponad 20 funkcjonariuszy.
Przeczytaj także:
Nowy prezydent południowoamerykańskiego kraju zapowiedział twardą walkę z przestępczością i ostre, liberalne reformy gospodarcze.
Popierany przez prezydenta USA Donalda Trumpa 48-letni Abelardo de la Espriella, który posługuje się pseudonimem „Tygrys”, został zaprzysiężony na prezydenta Kolumbii. Niewielką różnicą głosów pokonał w czerwcu w drugiej turze wyborów prezydenckich lewicowego senatora Ivana Cepedę, protegowanego ustępującego szefa państwa Gustavo Petro.
– To wielki dzień dla demokracji. Kolumbia się uratowała i wszyscy zbudujemy cudowną ojczyznę – powiedział przed zaprzysiężeniem de la Espriella, który obiecywał w kampanii wyborczej zdecydowaną walkę z przestępcami oraz cięcia wydatków państwa.
Pod tym względem może przypominać argentyńskiego prezydenta Javiera Mileia, który był obecny podczas uroczystości. Uczestniczyli w niej również prezydenci Chile – Jose Antonio Kast, Ekwadoru – Daniel Noboa, i Paragwaju – Santiago Pena oraz król Hiszpanii Filip VI.
De la Espriella zapowiada cięcia w administracji publicznej o 40 procent, wsparcie dla przedsiębiorców poprzez obniżki podatków oraz zwiększenie wydobycia ropy naftowej. Nowy prezydent postuluje zezwolenie na użycie technologii wydobywczej szczelinowania hydraulicznego.
To ryzykowna dla środowiska i otoczenia metoda, używana między innymi w wydobyciu gazu łupkowego. Eksperci wskazują na jej wodochłonność i możliwość powstawania trzęsień ziemi. Do pozyskania surowca używana jest woda z chemikaliami oraz piaskiem, wtłaczana pod wysokim ciśnieniem do wnętrza wywierconego wcześniej otworu. W wielu przypadkach dochodzi do dodatkowej emisji potężnych ilości metanu – silnego gazu cieplarnianego.
Abelardo de la Espriella zapowiedział też „bombardowania obozów narkoterrorystów”, zastanawiał się nad wycofaniem kraju z ONZ i innych układów międzynarodowych, w tym Organizacji Państw Amerykańskich oraz Międzynarodowej Komisji Praw Człowieka.
Przeczytaj także:
W ten sposób Hiszpania odpowiada na reakcję Rzymu po kryzysie uchodźczym w Ceucie. Kontrole obowiązują od soboty (8.08).
Hiszpańskie media ostrzegają, że kontrole graniczne mogą wpłynąć na plany podróżnych w szczycie sezonu wakacyjnego. Kontrole są wprowadzone „w obliczu ciągłej presji nielegalnej migracji”, z którą zmagają się Włochy – poinformowało hiszpańskie ministerstwo spraw wewnętrznych w oświadczeniu. Potrwają do 7 września i obejmą podróżujących z Włoch do Hiszpanii.
Na zdjęciu: premier Hiszpanii Pedro Sánchez i premierka Włoch Giorgia Meloni.
To odpowiedź na środki podjęte przez Włochy po kryzysie w Ceucie, eksklawie hiszpańskiej, do której w ostatnich dniach lipca przedostało się kilkadziesiąt tysięcy osób z Maroka.
Włoska premier napisała na portalu X: „Obrazy docierające z Ceuty robią wrażenie i po raz kolejny ukazują, że niekontrolowana nielegalna imigracja stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa granic europejskich”. Ogłosiła również „nadzwyczajne środki w celu obrony granic i bezpieczeństwa obywateli”, proponując m.in. zawieszenie strefy Schengen z Hiszpanią.
Włochy wprowadziły na miesiąc kontrole dla przyjeżdżających z Hiszpanii.
Rząd Hiszpanii skrytykował tę decyzję, nazywając ją „niesprawiedliwą, sprzeczną z interesami UE i dyskryminującą społeczeństwo hiszpańskie”. Minister spraw zagranicznych José Manuel Albares nazwał to „torpedą wystrzeloną w kadłub jedności europejskiej”.
Powiedział: „Wzywamy rząd Włoch do podjęcia działań naprawczych, zakończenia kontroli i traktowania Hiszpanów na równi z innymi obywatelami europejskimi”. W piątek 7 sierpnia zagroził, że jeśli Włochy nie zrezygnują z kontroli, podjęte zostaną „proporcjonalne środki”. Rzym odmówił, a w odpowiedzi Hiszpania ogłosiła swoje kontrole graniczne.
Według hiszpańskiego ministra spraw wewnętrznych Fernando Grande-Marlaski w ciągu zaledwie dwóch dni (30 i 31 lipca) do Ceuty dotarło około 72 tys. migrantów z Maroka. Rząd podkreśla, że 70 tysięcy już wróciło do swojego kraju.
Dane zbierane przez władze i organizacje pozarządowe wskazują, że w trakcie kryzysu w Ceucie zginęło co najmniej 141 osób. W piątek (5.08) Paulina Pacuła pisała w OKO.press, że w Hiszpanii wyłowiono z wody już 78 ciał. Pozostałe 63 osoby zostały wyłowione u wybrzeży Maroka.
Według hiszpańskich komentatorów Maroko traktuje migrację jako instrument nacisku na Madryt i Brukselę w sprawie uznania Sahary Zachodniej za część Maroka. Wydarzenia w Ceucie dały również pretekst krajom UE oraz Stanom Zjednoczonym do krytyki polityki migracyjnej rządu Pedro Sáncheza. Na początku lipca hiszpański Sąd Najwyższy zakazał odsyłania osób, które dostały się do Hiszpanii wpław.
22 przywódców państw UE, w tym Donald Tusk, podpisało wspólne oświadczenie, wzywając Unię do ochrony granic wspólnoty. „Mamy obowiązek skutecznie zapobiegać nielegalnej migracji i nieustannie z nią walczyć poprzez koordynację naszych działań, wzmocnienie naszych granic zewnętrznych oraz zajęcie się wszystkimi obszarami polityki, które mogą stanowić czynniki przyciągające, takie jak legalizacja bardzo dużej liczby migrantów o nieuregulowanym statusie” – napisali.
Przeczytaj także: