Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Wbrew działaniom premiera Netanjahu, izraelska Centralna Komisja Wyborcza potwierdziła wyniki wyborów i nie znalazła dowodów na fałszerstwa
Prezydent Izraela Jicchak Hercog rozpoczął dziś spotkania z przedstawicielami 11 partii, które zostały wybrane 27 października w wyborach do Knesetu. Po spotkaniach podejmie decyzję, komu przekaże misję utworzenia rządu.
Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista, ponieważ żaden z trzech bloków wyborczych nie zdobył większości – 61 miejsc w Knesecie.
Hercog rozpoczął dziś konsultacje od spotkań z Syjonizmem Religijnym Becalela Smotricza, partią Nasz Dom Izrael Awigdora Libermana i Szas – jedną z dwóch partii Żydów ortodoksyjnych. Na tę chwilę blok Benjamina Netanjahu ma poparcie 46 osób — jedna z partii jego koalicji, Zjednoczony Judaizm Tory ogłosiła, że jest też gotowa poprzeć jego przeciwnika i nie wiadomo, kogo zarekomenduje Hercogowi. Blok opozycyjny Gadiego Eizenkota ma 48 głosów.
Netanjahu dalej stara się podważyć wyniki wyborów, w których jego partia zdobyła najwięcej mandatów – 27, ale jego blok stracił większość. 2 listopada obecny premier próbował opóźnić potwierdzenie wyników wyborów przez Centralną Komisję Wyborczą. Powód — rzekome wpływanie na wyniki wyborów przez zagraniczne podmioty. W środę 4 listopada Komisja przekazała, że sprawdziła wszystkie skargi i nie znalazła żadnych dowodów oszustw wyborczych. Potwierdziła też wynik wyborów oficjalnie, a jej przewodniczący Noam Sohlberg podkreślił, że próby podważania wyniku są bardzo niebezpieczne.
Impas mogą przełamać partie arabskie. Dwie listy, w których decydującą rolę pełnią palestyńscy obywatele Izraela, zdobyły łącznie 19 miejsc w Knesecie. Z ich poparciem Eizenkot mógłby wygrać głosowanie o wotum zaufania. Partie arabskie nie poprą bowiem Netanjahu. Dla wciąż urzędującego premiera jedyną drogą do utrzymania większości w powyborczym układzie byłby rząd jedności narodowej z udziałem Likudu i partii bloku Eizenkota.
Dla Eizenkota byłaby to bardzo gorzka umowa polityczna. Najpewniej więc w pierwszym kroku to Eizenkot otrzyma misję utworzenia rządu i spróbuje utworzyć większość bez Likudu. To z kolei niemal na pewno będzie wymagało udziału partii arabskich, jeśli nie w rządzeniu, to przynajmniej w kluczowych głosowaniach w Knesecie. A to dla części partnerów Eizenkota — szczególnie np. dla Libermana — trudne do zaakceptowania.
Dlatego faza negocjacji i budowania odpowiedniej politycznej układanki może potrwać długo.
Przeczytaj także: