Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Pociąg IC nr 1116/7 „Żubr” zderzył się z trzema żubrami na Podlasiu. Zwierzęta nie przeżyły.
W miejscowości Kraskowszczyzna w woj. podlaskim pociąg Intercity nr 1116/7 „Żubr” zderzył się ze stadem żubrów, które stało na torach. Do wypadku doszło przed godziną 8 rano, na odcinku Czeremcha-Witowo.
Trzy dorosłe osobniki nie przeżyły.
„Pociągiem podróżowało 52 pasażerów oraz trzy osoby z obsługi” – podaje Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Hajnówce. Nikt z pasażerów nie ucierpiał. „Po sprawdzeniu stanu technicznego w tym układu hamulcowego tuż po godz. 9 pociąg ruszył w dalszą podróż. Na miejscu zdarzenia pracowały 2 zastępy straży pożarnej, policja, pracownicy PKP, Białowieskiego Parku Narodowego oraz Nadleśnictwa Bielsk” – podaje straż.
Jak poinformował brygadier Piotr Sienkiewicz, żubry są często obserwowane w tych okolicach – częściej jednak wychodzą na drogi, znacznie rzadziej widywane są na liniach kolejowych.
Wypadek skomentował prof. Michał Żmihorski z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. „Przypominam, że napisaliśmy dwie duże prace o kolizjach dużych ssaków z pociągami w Polsce, pokazujemy, że miejsca kolizji da się do pewnego stopnia przewidzieć, zarówno jeśli chodzi o czas, jak i miejsce, może warto byłoby tę wiedzę wykorzystać do ograniczania częstości tego typu wypadków?” – napisał na Facebooku.
Ryzyko takich wypadków można ograniczyć „stawiając na określonych odcinkach tras ogrodzenia albo instalując urządzenia odstraszające, np. dźwiękowe. Ewentualna redukcja populacji rozwiąże problem jedynie chwilowo i w małej skali, a także tylko w rejonach, gdzie zagęszczenie populacji już jest niewielkie, a zatem stosunkowo niewielkie jest ryzyko kolizji” – informował w 2019 roku portal Nauka w Polsce, opisujący wyniki analizy naukowców.
Według pracy naukowej z 2017 roku, której współautorem jest prof. Żmihorski, na niektórych odcinkach linii kolejowej, gdzie dochodzi do największej liczby kolizji, "można by wprowadzić obniżenie ograniczeń prędkości w okresach podwyższonego ryzyka kolizji". Eksperci sugerują przeanalizowanie bardziej zaawansowanych metod – w tym montażu kamer na podczerwień na pociągach, które pozwoliłyby maszynistom na zauważenie zwierząt z daleka i odpowiednio szybką reakcję.
Przeczytaj także:
„Od dawna mamy co do tego podejrzenia” – pisze Donald Tusk w reakcji na doniesienia, że szef węgierskiego MSZ relacjonuje Kremlowi przebieg szczytów unijnych.
Donald Tusk zareagował na doniesienia „The Washington Post” dotyczące wpływu Rosji na kampanię wyborczą na Węgrzech i kontaktów węgierskiego rządu z Kremlem.
„Wiadomość, że ludzie Orbána informują Moskwę o posiedzeniach Rady UE ze szczegółami, nie powinna nikogo dziwić. Od dawna mamy co do tego podejrzenia. To jeden z powodów, dla których zabieram głos tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne i mówię tylko tyle, ile potrzeba” – napisał na X.
Głos w tej sprawie zabrał również minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. „To dużo wyjaśnia, Peter” – napisał, zwracając się do szefa węgierskiego MSZ Petera Szijjártó.
Na zdjęciu: Peter Szijjártó siedzi przy stole z Siergiejem Ławrowem i Władimirem Putinem.
Tusk i Sikorski odnoszą się do informacji, jakie wczoraj (21 marca) opublikowała amerykańska gazeta „The Washington Post”. Dziennikarze dotarli do informacji o kontaktach węgierskiego rządu i Kremla – jak podali, Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych regularnie informuje szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa o przebiegu szczytów unijnych. Miał dzwonić do Ławrowa nawet w przerwach unijnych spotkań. Często odwiedza również Moskwę – od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie był tam 16 razy. Ostatnio – 4 marca, kiedy spotkał się również z Władimiem Putinem.
Dzięki takim rozmowom „każde spotkanie (na forum) UE od lat odbywa się praktycznie z Moskwą przy stole” – komentował w rozmowie z „Washington Post” jeden z europejskich urzędników ds. bezpieczeństwa.
Gazeta ujawniła również, że Rosja proponowała upozorowanie zamachu na życie premiera Orbána w ramach kampanii wyborczej. Miało to pomóc Orbánowi tak, jak Donaldowi Trumpowi zamach podczas wiecu przed wyborami w 2024 roku.
Budapeszt zaprzecza tym doniesieniom
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki jedzie do Budapesztu, żeby pomóc Viktorowi Orbánowi w kampanii wyborczej. Tymczasem „The Washington Post” ujawnia, jak Rosja chciała upozorować zamach na węgierskiego premiera, żeby zwiększyć jego szanse na wygraną w wyborach.
Jutro (23 marca) Karol Nawrocki spotka się z premierem Węgier Viktorem Orbánem – pojedzie w tym celu specjalnie do Budapesztu. Wcześniej ma zaplanowaną wizytę z węgierskim prezydentem Tamasem Sulyokiem podczas obchodów Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Przemyślu.
Jak podał portal śledczy VSquare Project, wizyta ta ma być oficjalna, a jej celem będzie wsparcie kampanii wyborczej Orbána oraz zacieśnienie więzi między politykami. Może być też sposobem na polepszenie relacji po tym, jak Nawrocki odwołał grudniową wizytę w Budapeszcie. Prezydent odmówił wtedy rozmów z Orbánem, bo węgierski premier wcześniej odwiedził Moskwę.
VSquare Project zauważa, że tego samego dnia, kiedy prezydent przyjedzie do Budapesztu, będzie się tam odbywać „Wielkie Zgromadzenie” skrajnie prawicowego sojuszu Patriots for Europe. Mają pojawią się tam prokremlowscy politycy, tacy jak Matteo Salvini i Marine Le Pen.
Do sprawy odniósł się szef Kancelarii Prezydenta minister Marcin Przydacz. Napisał na X: „Prezydent Nawrocki nie planuje udziału w żadnym tego typu spotkaniu. W poniedziałek odbywają się Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, w związku z czym w Przemyślu dojdzie do spotkania prezydentów Polski oraz Węgier. Następnie wieczorem do kontynuacji rozmów pomiędzy prezydentami Nawrockim i Sulyokiem w Budapeszcie oraz do spotkania z premierem Węgier”.
Obóz rządzący krytykuje pomysł spotkania z Orbánem, szczególnie na chwilę przed wyborami na Węgrzech (zaplanowanymi na 12 kwietnia). Szef MSZ Radosław Sikorski napisał na X, że Naworcki ma „wesprzeć w kampanii wyborczej Wiktora Orbána. Tego samego, który blokuje 20 pakiet sankcji wobec Rosji oraz zwrot 2 miliardów złotych za sprzęt, który Wojsko Polskie przekazało Ukrainie. W kampani, w której Orban straszy rzekomą inwazją Ukrainy, w czym wspiera go specjalna ekipa GRU. W towarzystwie takich klakierów Putina jak Matteo Salvini i Marine le Pen. Panie Prezydencie, proszę zainteresować się dlaczego nacjonalizm i złodziejstwo Orbana spowodowały, że Węgry stały się najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Czy tego życzy Pan Polsce?”.
Informacje o wyjeździe Karola Nawrockiego do Budapesztu zbiegły się w czasie z doniesieniami „The Washington Post”, który ujawnił plany Rosji na zwiększenie poparcia Viktora Orbána w wyborach. Rosyjska strategia „Gamechanger” zakładała upozorowanie zamachu na życie premiera. W założeniu miało to pomóc Orbánowi tak, jak zamach na Donalda Trumpa przed wyborami w 2024 roku.
„Taki incydent spowoduje, że postrzeganie kampanii przesunie się z racjonalnej sfery kwestii społeczno-gospodarczych do sfery emocjonalnej, gdzie głównymi tematami staną się bezpieczeństwo państwa oraz stabilność i obrona systemu politycznego” – napisali agenci Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji (SVR).
Peter Szijjártó, minister spraw zagranicznych nazwał doniesienia „Washington Post” „absurdalnymi”. Komentował, że zostały przygotowane we współpracy z politycznymi przeciwnikami Fideszu, partii Orbana i z ukraińskimi służbami. Amerykańska gazeta w swojej publikacji podkreślała, że Szijjártó regularnie informuje szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa o przebiegu szczytów unijnych. Często odwiedza również Moskwę – od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie był tam 16 razy.
12 kwietnia odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech – sondaże wskazują, że rządząca partia Orbána Fidesz może je przegrać. Według sondażowni Minerva, która przeprowadziła badanie 10-11 marca, na opozycyjną partię TISZA chce głosować 51 proc. wyborców. Na Fidesz – 40 proc.
Z sondażu wynika, że prawie 58 proc. respondentów uważa kierunek, w którym zmierza kraj, za zły. Ponad 40 proc. dostrzega pogorszenie sytuacji materialnej gospodarstw domowych.
Kampania wyborcza jest zacięta, a o rosyjskich wpływach na jej przebieg pisała w OKO.press Anna Mierzyńska. Jak relacjonowała, rosyjska agencja reklamowa Social Design Agency, znana ze współpracy z Kremlem i objęta zachodnimi sankcjami, przygotowała plan niejawnej kampanii internetowej na Węgrzech. Jej celem jest zwiększenie poparcia dla Fideszu oraz zdyskredytowanie jego przeciwników.
Jednocześnie VSquare ujawnił, że do Budapesztu przyjechało trzech agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którzy specjalizują się w zachodniej wojnie informacyjnej. Mają na miejscu realizować „scenariusz mołdawski” ingerencji w kampanię.
Przeczytaj także:
Orbán ma również poparcie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. „Chciałbym złożyć najlepsze życzenia premierowi Viktorowi Orbánowi, którego, jak wiecie, popieram. Ma on moje pełne i całkowite poparcie” – powiedział w nagraniu, które wyświetlono wczoraj (21.03) podczas konferencji Conservative Political Action Conference (CPAC) w Budapeszcie.
Na tej samej konferencji pojawił się były premier Mateusz Morawiecki. Podczas swojego wystąpienia mówił, że obecnie Europa jest „papierowym tygrysem”. Krytykował m.in. Zielony Ład czy pakt migracyjny. Po CPAC napisał w mediach społecznościowych: „Europa potrzebuje powrotu do korzeni. Zamiast duszącej biurokracji i narzucanych odgórnie paktów, wybieramy Europę Ojczyzn”. Zamieścił również zdjęcie z Viktorem Orbánem, komentując, że rozmawiał z nim „o przyszłości Europy, bezpieczeństwie i współpracy państw naszego regionu”.
Przeczytaj także:
„To dobrze, cieszę się, że nie żyje” – napisał Donald Trump na platformie Truth Social po informacji o śmierci Roberta Muellera, byłego szefa FBI.
Robert Mueller zmarł w piątek 20 marca w wieku 81 lat. Nie podano oficjalnie przyczyny śmierci, jednak media informują, że chorował na Parkinsona. Był republikaninem, mimo to Donald Trump wielokrotnie go atakował. Po śmierci Muellera napisał na platformie Truth Social: „Robert Mueller właśnie umarł. To dobrze, cieszę się, że nie żyje. Nie będzie już mógł krzywdzić niewinnych ludzi!”.
Mueller był dyrektorem FBI w latach 2001-2013. Służył w administracjach zarówno republikańskich, jak i demokratycznych prezydentów. Był drugim szefem tej organizacji po Johnie Edgarze Hooverze, który dostał zgodę od Kongresu na sprawowanie tej funkcji dłużej niż przewidziane prawem 10 lat.
„W 2001 roku, zaledwie tydzień po objęciu stanowiska szóstego dyrektora FBI, Bob przeniósł misję agencji na ochronę kraju po 11 września. Skutecznie nią kierował, pomagając zapobiec kolejnemu atakowi terrorystycznemu na terytorium USA” — napisał w oświadczeniu były prezydent USA George W.Bush.
Barack Obama opublikował swoje kondolencje na portalu X. Napisał: „Bob Mueller był jednym z najwybitniejszych dyrektorów w historii FBI, który zrewolucjonizował biuro po 11 września i uratował niezliczone życia. Jednak to jego nieustępliwe zaangażowanie w przestrzeganie praworządności i niezachwiana wiara w nasze fundamentalne wartości uczyniły go jednym z najbardziej szanowanych urzędników państwowych naszych czasów. Michelle i ja składamy kondolencje rodzinie Boba i wszystkim, którzy go znali i podziwiali”.
Konflikt Donalda Trumpa i Roberta Muellera dotyczył śledztwa w sprawie rosyjskiej ingerencji w kampanię wyborczą w USA w 2016 r. Prowadził je właśnie Mueller, jako specjalny prokurator. Trwało 22 miesiące i toczyło się dwoma torami. Po pierwsze, badano kontakty ludzi z otoczenia Trumpa z przedstawicielami Kremla. Po drugie, sprawdzano, czy prezydent USA nie próbuje blokować działania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.
Finalnie wydano 37 aktów oskarżenia. Siedem osób przyznało się do winy, ale nigdy nie udowodniono, że Trump i jego otoczenie współpracowali z Kremlem. Prezydent USA nazwał śledztwo prowadzone przez Roberta Muellera „polowaniem na czarownice” i „zdradą stanu”.
Przeczytaj także:
Do aktów przemocy dochodzi niemal na całym terenie Zachodniego Brzegu. Izraelscy osadnicy podpalają domy i samochody, obrzucają palestyńskie pojazdy kamieniami.
Na zdjęciu: Palestyńskie flagi przy Pomniku Męczenników, na którym widnieją nazwiska ofiar zabitych przez izraelską armię lub osadników, w wiosce Abu Falah na Zachodnim Brzegu.
Palestyńska agencja informacyjna Wafa poinformowała, że w sobotę późnym wieczorem izraelscy osadnicy wkroczyli do wioski Al-Fandaqumiya i miasta Seilat al-Dahr, na południe od Dżaninu. W pierwszej miejscowości „podpalili domy i pojazdy oraz uszkodzili kolejne domy, wybijając okna”. W Seilat al-Dahr osadnicy próbowali podpalić kilka domów i zaatakowali fizycznie jednego z mieszkańców, raniąc go. Na nagraniach z miejsca widać, jak mieszkańcy w panice próbują gasić pożary.
Media informują również o ataku na Masafer Yatta, na południe od Hebronu, gdzie osadnicy ranili dwóch Palestyńczyków. W sieci pojawiły się także zdjęcia i filmy z ataków na wioski w pobliżu miasta Nablus.
Według agencji Wafa, w jednej z atakowanych miejscowości osadnicy zebrali się na głównej drodze i obrzucili kamieniami palestyńskie pojazdy.
Na razie nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.
Przemoc nasila się – jak podaje Al Jazeera – na całym okupowanym Zachodnim Brzegu. Pod koniec lutego izraelscy osadnicy zdewastowali i podpalili meczet w pobliżu miasta Nablus podczas Ramadanu .
Według najnowszych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych od początku wojny w Strefie Gazy, która rozpoczęła się 7 października 2023 r, izraelskie wojska i osadnicy zabili na Zachodnim Brzegu ponad 1000 Palestyńczyków. Zachodni Brzeg to teren okupowany przez Izrael od lat 60. XX wieku.
„To, co wyróżnia okupację Zachodniego Brzegu od innych okupacji militarnych to obecność izraelskich cywilów na terenie okupowanym. Czyli tzw. osadników, którzy żyją pod izraelskim prawem cywilnym i nie różnią się niczym od Izraelczyków mieszkających w Tel Awiwie. To bardzo dziwna sytuacja – jak zareagowalibyśmy, gdyby Stany Zjednoczone sprowadziły do Afganistanu amerykańskich cywili, którzy nadal żyliby według amerykańskiego prawa? To nie ma żadnego sensu, a jednak dokładnie to robi Izrael” – mówiła w OKO.press izraelska aktywistka Becca Strober.
Przeczytaj także: