Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Donald Trump stwierdził, że wzrost cen ropy to niewielka cena za pokój w Iranie. Politycy polskiej opozycji o rosnące ceny oskarżają rząd Donalda Tuska
Cena ropy wzrosły w poniedziałek 9 marca 2026 do 119 dolarów za baryłkę, czyli do najwyższego poziomu od 2022 roku.
Jednak już kilka godzin później cena spadła i utrzymuje się w przedziale 102-105 dolarów.
Przyczyną wzrostu cen jest przedłużająca się i zaostrzająca wojna USA i Izraela z Iranem. W weeknd w odpowiedzi na inwazję Iran zaatakował infrastrukturę naftową i gazową swoich sąsiadów w Zatoce Perskiej. Jednocześnie blokada Cieśniny Ormuz, która odpowiada za ok. 20 proc. światowego transporu ropy, praktycznie zablokowała ruch tankowców.
Obawa przed długotrwałym niedoborem ropy i wynikającym z niego wzrostem cen wywołała panikę na rynkach.
Osłabła ona po doniesieniach, że kraje G7 oraz Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) rozważają skoordynowane uwolnienie awaryjnych rezerw ropy. Cena spadła o prawie 20 dolarów za baryłkę. Mimo to miesięczny wzrost ceny ropy sięga już 50 proc.
Do największych importerów ropy należą Chiny, Indie, Korea Południowa, Japonia, Niemcy, Włochy i Hiszpania. I to w tych krajach są największe obawy o wzrost inflacji i zahamowanie rozwoju.
Sytuacji nie uspokaja Iran. Speaker irańskiego parlamentu napisał w niedzielę na platformie X (dawniej Twitter): „Skutki ekonomiczne tej wojny, rozprzestrzeniające się na infrastrukturę w całym regionie i na świecie, będą ogromne i długotrwałe. Ceny ropy naftowej mogą przez jakiś czas utrzymywać się na poziomie trzycyfrowym. Upadek globalnych gospodarek jest prawdopodobnym rezultatem tej wojny”.
„W Europie nie ma bezpośredniego zagrożenia niedoborem dostaw ropy... Nie widzimy obecnie żadnych powodów do niepokoju ani sytuacji nadzwyczajnej” – powiedziała w poniedziałek 9 marca 2026 rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen.
„Znacznie mniej martwi nas bezpieczeństwo dostaw niż wysokie ceny energii” – dodała Itkonen. „Europa jest dobrze przygotowana, pomimo dużego uzależnienia od rynków światowych jako importer netto energii” – dodała. „Nasze dostawy zarówno ropy, jak i gazu są zdywersyfikowane na rynkach światowych”.
Wzrost cen paliw wykorzystuje opozycja i o rosnące ceny oskarża rząd. Kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek, podczas porannej konferencji prasowej przedstawił projekt ustawy, która ma czasowo obniżyć VAT z 23 do 8% i akcyzę na paliwo mniej więcej o 10-9%. „Chodzi o to, aby dziś Polacy poczuli, że państwo ich wspiera, w czasie kryzysu. Państwo nie może łupić obywatela” – powiedział Czarnek.
Również Jarosław Kaczyński twierdzi, że to nie globalny konflikt, lecz administracja Donalda Tuska jest odpowiedzialna za wysokie ceny paliwa. „Paliwo miało być po 5,19 zł/l, a jest już prawie po 8 zł/l. Miało być taniej, a jest drożej… Celowo podnoszą ceny, choć obecnie sprzedawana ropa była kupiona przed podwyżkami, czyli dużo taniej. Odbije się to na kosztach życia Polaków” – napisał Kaczyński na portalu X (dawniej Twitter).
Prezydencki minister odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe, Marcin Przydacz, co prawda nie oskarża rządu o podnoszenie cen ropy, ale zarzuca mu brak przygotowania na tę sytuację.
„O możliwej niestabilnej sytuacji w regionie Zatoki Perskiej mówiło się od tygodni. Rząd miał wiedzę. Z pewnością bardziej szczegółowa niż zwykli obywatele. Nie trzeba było być jasnowidzem, aby przewidzieć wzrost cen paliw. Jak Rząd przygotował siebie i Polaków na te sytuację?”
Politykom PiS odpowiedział premier Donald Tusk. Zapewnił, że paliwa w Polsce nie zabraknie, zastrzegł jednak: „czywiście mówimy o perspektywie tygodni”. „Gdyby wojna, wbrew temu, co prezydent Trump zapowiedział, miała się przedłużyć na długie miesiące, nikt w tej chwili nie wie, co się będzie działo na rynku ropy i benzyny na świecie. Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Dlatego mam nadzieję, że słowa prezydenta się sprawdzą” – dodał.
„Z całą pewnością inny Donald ma realny wpływ na to, co się dzieje z paliwami na świecie. Także tam proszę kierować pytania, a nie do skromnego polskiego Donalda. Chciałbym bardzo też wierzyć i myślę, że wszyscy w Polsce też chcieliby wierzyć i zaufać słowom prezydenta Trumpa, że ceny zaraz spadną, bo wojna zaraz się skończy” – mówił.
Sytuacją zdaje się nie przejmować prezydent Stanów Zjednoczonych.
„Krótkoterminowe ceny ropy, które gwałtownie spadną po wyeliminowaniu irańskiego zagrożenia nuklearnego, to bardzo niewielka cena za bezpieczeństwo i pokój w Stanach Zjednoczonych i na świecie” – napisał Trump w niedzielę wieczorem na Truth Social. „TYLKO GŁUPCY MYŚLĄ INACZEJ!”
Przeczytaj także:
Po dwóch dniach zakończono poszukiwania i akcję ratowniczą w budynku, w który w sobotę uderzyła rosyjska rakieta. Wskutek ataku zginęło 10 osób, w tym dwoje dzieci. Cztery osoby nadal pozostają zaginione.
O zakończeniu akcji poinformował minister spraw wewnętrznych Ukrainy Ihor Kłymenko.
„Ratownicy metr po metrze rozbierali ciężkie konstrukcje betonowe. Łącznie wywieziono ponad 2400 metrów sześciennych materiałów budowlanych” – napisał Kłymenko. Podkreślił:
„Był to celowy atak. W środku nocy, kiedy dziesiątki rodzin – mieszkańców tego pięciopiętrowego budynku – spały”.
Jak poinformował ukraiński minister w sobotnim ataku w Charkowie zginęło 10 osób, w tym dwoje dzieci – 7-letni chłopiec i 13-letnia dziewczynka. Ratownicy spod gruzów wydobyli również fragmenty ciał, których identyfikacja nadal trwa.
Ihor Terechow, mer Charkowa powiedział, że ciała i fragmenty ciał znalezione pod gruzami wskazują na to, że zginęło 11 osób.
„Dokładniejsze informacje będą dostępne po przeprowadzeniu ekspertyz” – napisał Terechow.
Co najmniej 16 osób zostało rannych w wyniku ataku, w tym troje dzieci.
Mimo zakończenia akcji ratowniczej – jak zaznaczył Kłymenko – kynolodzy z psami poszukiwawczymi będą kontynuować pracę. Cztery osoby nadal pozostają zaginione.
9 marca w Charkowie ogłoszono dniem żałoby.
W sumie wskutek sobotniego ataku rakietowego na Charków uszkodzonych zostało około dwudziestu budynków, samochody i placówka edukacyjna.
Według Kłymenki do likwidacji skutków ataku zaangażowano setki specjalistów, m.in. kynologów, wspinaczy, ekipy Państwowej Służby Ratowniczej Ukrainy z innych regionów, psychologów. Akcję ratowniczą utrudniały ciągłe alarmy. 7 marca wojska rosyjskie ponownie zaatakowały grupy ratowników, gdy ekipy przybyły na miejsce ataku.
W Dniprze, który również znalazł się wówczas pod atakiem, zniszczono trzy samochody Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy, w Charkowie jeden.
W nocy 7 marca rosyjskie wojska przeprowadziły atak balistyczny na Ukrainę. W Charkowie rakieta trafiła w pięciopiętrowy budynek mieszkalny. Wówczas informowano o siedmiu ofiarach oraz o dziesięciu osobach, które odniosły obrażenia.
Do ataku na Ukrainę w sobotę Rosja wykorzystała 29 rakiet i 480 dronów.
Wówczas zginęły również dwie osoby w obwodzie dniepropietrowskim i sumskim.
Przeczytaj także:
W związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie Ukraina obawia się, że wkrótce może mieć problem ze zestrzeliwaniem rosyjskich rakiet. W zeszłym tygodniu Wołodymyr Zełenski w wywiadzie włoskiej gazecie Corriere della Sera tak oceniał konserwencje wojny w Iranie dla jego kraju:
„Możemy mieć trudności z pozyskaniem pocisków i broni do obrony naszego nieba. Amerykanie i ich sojusznicy na Bliskim Wschodzie mogą ich potrzebować do obrony, na przykład pocisków Patriot” – powiedział Zełenski. I przypomniał sytuację z czerwca 2025 roku, kiedy trwała 12-dniowa wojna między Izraelem a Iranem. Wówczas wedle Zełenskiego Izrael był atakowany przez Iran i przekazywanie rakiet dla Ukrainy zostało spowolnione.
„Do tej pory do tego nie doszło, ale obawiam się, że może się to powtórzyć” – powiedział Zełenski. Wyraził też nadzieję, że „kryzys irański pozostanie operacją ograniczoną i nie przerodzi się w długą wojnę”.
Jak podają ukraińskie media, według Zełenskiego w ciągu pierwszych kilku dni wojny z Iranem kraje Bliskiego Wschodu wystrzeliły ponad 800 rakiet Patriot. Natomiast, jak podaje doradca ukraińskiego prezydenta Dmytro Lytwyn w ciągu czterech lat rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie Kijów dostał tylko około 600 nowoczesnych rakiet Patriot.
Przeczytaj także:
Donald Tusk pozostaje przewodniczącym Koalicji Obywatelskiej. Uzyskał 97 proc. poparcia Znane są też nazwiska liderów struktur w regionach.
W niedzielę, 8 marca, członkowie Koalicji Obywatelskiej wybierali liderów struktur powiatowych i regionalnych oraz przewodniczącego partii.
Dziś wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela ogłosiła wyniki. Przewodniczącym Koalicji Obywatelskiej pozostał premier Donald Tusk.
W głosowaniu na przewodniczącego wzięło udział 16 tys. 695 osób (78 proc. członków partii uprawnionych do głosowania). Na premiera Tuska zagłosowało 16 tys. 316 osób, co stanowi 97 proc. wszystkich głosujących. 379 osób zagłosowało przeciwko.
Były to pierwsze wybory władz przeprowadzone w partii Koalicja Obywatelska – powstałej w październiku 2025 roku w wyniku połączenia Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Inicjatywy Polskiej.
Znamy również liderów w 16 województwach.
Dolnośląskie
Ponownie wybrał dotychczasowy przewodniczący regionu Michał Jaros, pokonując wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską niewielką liczbą głosów. Wielichowska zapowiedziała złożenie protestu wyborczego, wskazując m.in. na rzekome naruszenia zasad tajności głosowania oraz agitację w lokalu wyborczym.
Kujawsko-pomorskie
W woj. kujawsko-pomorskim wygrał Tomasz Lenz.
Lubelskie
W województwie lubelskim nową przewodniczącą została europosłanka Marta Wcisło. Zdobyła 662 głosy, pokonując posła Michała Krawczyka, na którego zagłosowały 633 osoby. Dotychczasowy szef partii w regionie, były poseł Stanisław Żmijan, nie startował w wyborach.
Lubuskie
Wojewoda lubuski Marek Cebula pokonał posła Waldemara Sługockiego, który był szefem regionalnym od 2016 r.
Łódzkie
W województwie łódzkim przewodniczącym struktur Koalicji Obywatelskiej został wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. Był jedynym kandydatem na to stanowisko.
Małopolskie
W Małopolsce wygrał prezydent Krakowa Aleksander Miszalski.
Mazowieckie
Zwyciężył Jan Grabiec.
Opolskie
Nowym szefem KO został były poseł i obecny członek zarządu województwa Robert Węgrzyn. Otrzymał 390 głosów, pokonując posła Tomasz Kostuś (180 głosów).
Podkarpackie
Na Podkarpaciu nowym przewodniczącym regionalnych struktur KO – nieoficjalnie – został poseł Paweł Kowal. Pokonał posłankę Joanna Frydrych przewagą ponad 140 głosów. Również tam rozpatrywany będzie protest wyborczy. Dotychczasowy lider KO na Podkarpaciu, poseł Zdzisław Gawlik nie startował w wyborach.
Podlaskie
Zachował funkcję Krzysztof Truskolaski.
Pomorskie
Funkcję przewodniczącego regionu utrzymał Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. Był jedynym kandydatem i zdobył 909 głosów spośród 988 oddanych. Struk kieruje samorządem województwa od 16 lat.
Śląskie
Wygrał marszałek województwa Wojciech Saługa. Nie miał kontrkandydatów.
Świętokrzyskie
Ponownie wygrał Artur Gierada, przewodniczący regionalnym strukturom ugrupowania od ośmiu lat. Głosowało na niego 96 proc. spośród osób, które wzięły udział w głosowaniu. Był jedynym kandydatem.
Warmińsko-mazurskie
Zwyciężył europoseł Jacek Protas, który był jedynym kandydatem na tę funkcję. Oddano za niego 93,18 proc. głosów (601).
Wielkopolskie
Nowym przewodniczącym struktur został poseł Jarosław Urbaniak. Uzyskał 1257 głosów. Pokonał poznańskiego posła KO, wiceszefa MSZ Marcina Bosackiego wiceministra spraw zagranicznych Marcin Bosacki (522 głosy).
Zachodniopomorskie
Strukturami KO pokieruje Olgierd Geblewicz.
Przeczytaj także:
„The New York Times”: za atak na irańską szkołę dla dziewczynek w Minab 28 lutego są odpowiedzialne amerykańskie wojska. Zginęło 175 osób, w większości dzieci. Trump zaprzecza i zrzuca winę na Iran
„New York Times” wskazuje, że za atak na szkołę w pierwszym dniu ataku na Iran odpowiada USA, a udowadniają to m.in. kolejne opublikowane nagrania z tego dnia. Gazeta zweryfikowała wideo, udostępnione w niedzielę, 8 marca, przez irańską agencję prasową Mehr, które przedstawia uderzenie pocisku manewrującego Tomahawk w bazę morską zarządzana przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej obok szkoły w mieście Minab 28 lutego.
„Armia amerykańska jest jedyną siłą biorącą udział w konflikcie, która używa pocisków Tomahawk” – pisze NYT. Dodaje, że dziesiątki pocisków Tomahawk zostało wystrzelonych przez okręty wojenne Marynarki Wojennej USA w kierunku Iranu od 28 lutego, kiedy rozpoczął się amerykańsko-izraelski atak na Iran.
To oraz inne dowody, m.in. zdjęcia satelitarne, wpisy w mediach społecznościowych i inne zweryfikowane nagrania wideo wskazują, że budynek szkoły podstawowej „został poważnie uszkodzony w wyniku precyzyjnego uderzenia, które miało miejsce w tym samym czasie, co ataki na bazę morską”.
Dziennikarze porównali elementy widoczne na nagraniu z ataku, o którym po raz pierwszy poinformował kolektyw badawczy Bellingcat, z nowymi zdjęciami satelitarnymi wykonanymi kilka dni po atakach w Minab.
„Film został nakręcony z placu budowy naprzeciwko bazy i pokazuje wydeptaną, gruntową ścieżkę przez trawiasty teren oraz sterty gruzu, widoczne również na najnowszych zdjęciach satelitarnych, co wzmacnia jego wiarygodność” – pisze gazeta.
Według NYT pocisk uderzył w budynek opisany jako klinika medyczna w bazie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
„Po trafieniu z budynku wystrzeliwują kłęby dymu i gruzu, a w oddali słychać krzyki. Gdy kamera przesuwa się w prawo, wokół szkoły podstawowej unoszą się już kłęby pyłu i dymu, co sugeruje, że została ona zaatakowana na krótko przed atakiem na bazę morską” – czytamy w analizie.
Według analizy NYT zdjęć satelitarnych kilka innych budynków na terenie bazy morskiej również zostało trafionych precyzyjnymi uderzeniami.
To, że na nagraniach z ataku widać Tomahawki potwierdzają też eksperci ds. broni.
„Departament Obrony opisuje Tomahawki jako »dalekosiężne, niezwykle precyzyjne« pociski kierowane, które mogą pokonać dystans około 1600 kilometrów. Przed startem programuje się im konkretny plan lotu, a pociski same namierzają cele” – pisze NYT. Dodaje, że w pewnym sensie „przyznali się” do ataku amerykańscy wojskowi.
Generał Dan Caine, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, poinformował w środę (4.03) na konferencji prasowej, że siły amerykańskie przeprowadzały ataki w południowym Iranie w momencie ataku na bazę morską i szkołę. Nie określono dokładnie, o jakie miasto chodzi, jednak przedstawiona przez niego mapa obejmowała obszar, gdzie leży Minab.
„Wzdłuż osi południowej grupa uderzeniowa USS Abraham Lincoln nieustannie wywierała presję z morza na południowo-wschodnie wybrzeże i osłabiała potencjał marynarki wojennej na całej długości cieśniny” – cytuje NYT generała. Wcześniej, 2 marca podczas briefingu dla reporterów w Pentagonie mówił:
„Pierwszymi strzelcami na morzu były Tomahawki wystrzelone przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych”.
28 lutego, w pierwszym dniu izraelsko-amerykańskiej inwazji na Iran został przeprowadzony atak na szkołę podstawową w mieście Minab. Zginęło w nim 175 osób, w większości dzieci. Jest to najbardziej śmiercionośny przypadek ofiar wśród ludności cywilnej od początku ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran.
Wcześniej, prezydent USA Donald Trump na pokładzie Air Force One był pytany, czy Stany Zjednoczone zbombardowały szkołę. Powiedział, że atak na szkołę podstawową dla dziewcząt w Minab rzekomo „dokonał sam Iran”.
Trump nie przedstawił dowodów na poparcie swoich twierdzeń i wyjaśnił swoje stanowisko tym, że irańskie pociski są, jego zdaniem, „bardzo nieprecyzyjna”. Komentując tę samą kwestię, sekretarz obrony USA Pete Hegseth stwierdził, że śledztwo jest w toku, ale dodał, że „jedyną stroną, która atakuje ludność cywilną, jest Iran”.
Przeczytaj także:
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zagroził w niedzielę, że nie podpisze żadnych innych aktów prawnych, dopóki Kongres nie uchwali popieranej przez niego ustawy wyborczej
„Jako prezydent nie podpiszę innych ustaw, dopóki ta nie zostanie przyjęta” – napisał Trump w niedzielę 8 marca 2026 w poście na swojej platformie Truth Social.
Chodzi o ustawę SAVE America Act, która „znacjonalizowałaby” głosowanie w wyborach w USA. Wymaga ona udowodnienia obywatelstwa podczas rejestracji do głosowania (pokazania prawa jazdy lub aktu urodzenia). Nakłada też kary na urzędników wyborczych, którzy zarejestrują kogokolwiek bez wymaganych dokumentów.
W lutym ustawa została przyjęta przez kontrolowaną przez Republikanów Izbę Reprezentantów, ale czeka ją trudna walka w Senacie. Co prawda również stuosobowy Senat kontrolują Republikanie, jednak do przyjęcia ustawy potrzeba co najmniej 60 głosów. To oznacza, że musiałaby ją poparzeć część z 47 demokratycznych senatorów, a to wydaje się mało prawdopodobne.
Trump zagroził, że w ogóle pominie Kongres i wyda dekret, który nakładałby wymóg identyfikacji wyborców.
Dlaczego Trumpowi tak zależy na tej ustawie?
W listopadzie 2026 w Stanach Zjednoczonych odbędą się tzw. midterms. W środku kadencji prezydenta Amerykanie wybierają członków niższej izby Kongresu – Izby Reprezentantów, a także jedną trzecią składu izby wyższej, czyli Senatu. W wielu stanach odbywają się też wybory gubernatorów.
Sondaże pokazują, że to Demokraci mają większe szanse na większość w Izbie Reprezentantów. Liderzy Partii Demokratycznej twierdzą, że ustawa ma na celu ograniczenie liczby głosujących i osłabienie ich szans wyborczych.
„Demokraci twierdzą, że ustawa jest niepotrzebna i że będzie ona karać urzędników za problem, który praktycznie nie istnieje. Twierdzą również, że jej wymogi są tak uciążliwe, że mogą zniechęcić znaczną część Amerykanów do rejestracji lub głosowania, w tym kobiety, które zmieniają nazwisko po ślubie” – pisał niedawno „New York Times”.