Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Marek Bogacewicz z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku: „Na przełomie lutego i marca zostaną wykonane czynności procesowe z podejrzanymi, w tym ośmioma byłymi i obecnymi funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa oraz jedną osobą cywilną”. Chodzi o wypadek kolumny rządowej, którą podróżowała premier PiS Beata Szydło.
Wraca sprawa wypadku byłej premier Beaty Szydło. Prokuratura Rejonowa w Białymstoku wydała przełomową decyzję: chce ponownie wysłuchać funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, który brali udział w wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu w 2017 roku.
Śledczy wezwą na przesłuchanie ośmiu funkcjonariuszy SOP oraz jedną osobę cywilną. Postępowanie prowadzone jest w sprawie „nieprawidłowości w postępowaniach związanych z wypadkiem drogowym z udziałem byłej Prezes Rady Ministrów”.
Do wypadku doszło 10 lutego 2017 roku. Rządowa kolumna, którą jechała premier Beata Szydło, na jednym ze skrzyżowań w Oświęcimiu, zderzyła się z fiatem seicento, prowadzonym przez 20-letniego wówczas Sebastiana Kościelnika. Mężczyzna skręcał w lewo, w drogę podporządkowaną. Minął go pierwszy samochód z kolumny, Kościelnik rozpoczął manewr – i wtedy pojawił się drugie auto, to, którym jechała premier. Kierowca limuzyny, aby uniknąć zderzenia, odbił kierownicą i uderzył w drzewo.
Zarówno szefowa rządu, jak i funkcjonariusze BOR odnieśli obrażenia.
Prokuratura oskarżyła Kościelniaka o spowodowanie wypadku. Kluczową sprawą było bowiem ustalenie, czy samochody z rządowej kolumny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że kolumny słychać nie było. Ale funkcjonariusze SOP (wówczas Biura Ochrony Rządu) zgodnie przed sądem zeznali, że jechali kolumną uprzywilejowaną, mieli pierwszeństwo i włączone sygnały dźwiękowe i świetlne. Kościelnik miał więc obowiązek ją przepuścić, czego nie zrobił.
W lipcu 2020 Sebastian Kościelnik, kierowca seicento, został uznany winnym nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jednocześnie sąd rejonowy w Oświęcimiu go nie skazał.
Tyle że rok później Piotr Piątek, jeden z funkcjonariuszy i uczestnik tamtej kolumny wyznał „Wyborczej”, że BOR-owcy zgodnie skłamali przed sądem. Kolumna jechała bez włączonych sygnałów dźwiękowych – a więc i bez pierwszeństwa. „Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji. Żeby ludzie nie widzieli, że władza się wozi i panoszy” – mówił wówczas były BOR-owiec.
Słowa te potwierdził przed sądem. Sąd drugiej instancji w teorii wziął to wyznanie pod uwagę. W 2023 roku, w prawomocnym wyroku uznał oficera Biura Ochrony Rządu (dziś SOP) kierującego limuzyną Szydło za współwinnego wypadku – ale nie wyeliminował winy Kościelnika.
Mimo wiedzy i świadomości o fałszywych zeznaniach funkcjonariuszy, prokuratura nie wszczęła przeciwko nim sprawy. Prokuratura Krajowa, która na wniosek byłego Ministra Sprawiedliwości audytowała tamto postępowanie wykazała, że mogło być ono prowadzone z zamiarem potwierdzenia z góry przyjętej tezy. Chodziło o opieszałość w zabezpieczeniu nagrań, uszkodzenie płyty i niepełnych notatek policji.
Przeczytaj także: