Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent USA Donald Trump chciałby nie tylko Grenlandii, której zajęcie zasugerował po przeprowadzeniu operacji w Wenezueli. Amerykański lider zapowiada też, że zajmie się reżimami, które uważa za „chore”
- Wenezuela jest bardzo chora. Kolumbia też jest bardzo chora i jest rządzone przez człowieka, który lubi produkować kokainę i sprzedawać ją Stanom Zjednoczonym. Ale powiem wam, że nie będzie tego robił zbyt długo – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami. Dopytywany o możliwość operacji wojskowej stwierdził: „To brzmi dobrze”. W podobnym tonie wyraził się o Meksyku, którym według niego rządzą kartele narkotykowe, z którymi „trzeba coś zrobić”. Jak mówił, władze Kuby wyglądają, jakby były „gotowe, by upaść”.
- Meksyk musi wziąć się w garść, bo narkotyki przepływają przez Meksyk, a my będziemy musieli coś zrobić. Chcielibyśmy, żeby Meksyk to zrobił. Oni są do tego zdolni, ale niestety kartele są w Meksyku bardzo silne – mówił Trump.
Słowa te następują po operacji wojskowej i schwytaniu wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro. Polityk wywodzi się z południowoamerykańskiej lewicy, do której USA od dekad podchodzą krytycznie. Maduro, podobnie jak jego poprzednik Hugo Chavez, był oskarżany przez kraje Zachodu i organizacje międzynarodowe o tłamszenie opozycji i doprowadzenie gospodarki kraju na skraj zapaści — mimo potężnych zasobów ropy naftowej, którymi dysponuje kraj. Jednocześnie operacja USA określana jest przez ekspertów jako rażące naruszenie prawa międzynarodowego.
- Tak naprawdę Stany Zjednoczone nie przedstawiły żadnego uzasadnienia prawnego tego, co zrobiły. Poza tym też nie jest uznane w prawie międzynarodowym stanowisko, że działalność karteli narkotykowych, które działają na terenie jednego państwa, a które przemycają narkotyki na terytorium drugiego państwa, mogła być uznana przez to drugie państwo za atak na nie. To nie jest żadna uznana forma ataku zbrojnego na państwo, które uzasadniałaby prawo do samoobrony — powiedziała OKO.press dr Agata Kleczkowska z Polskiej Akademii Nauk.
Przeczytaj także:
Rządy Hiszpanii, Brazylii, Chile, Kolumbii, Meksyku i Urugwaju wydały 4 stycznia wspólne oświadczenie potępiające działania USA. Określają je jako „niebezpieczny precedens”. Odnosząc się do twierdzenia administracji Trumpa, że Stany Zjednoczone będą „rządzić” Wenezuelą i nadzorować produkcję ropy naftowej, sześć rządów wyraziło również zaniepokojenie „w związku z jakąkolwiek próbą kontroli, administrowania lub zewnętrznego przywłaszczenia zasobów naturalnych lub strategicznych”.
Mimo to w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych dotychczasowa wiceprezydentka i pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodriguez stwierdziła, że jej rząd priorytetowo traktuje budowanie relacji ze Stanami Zjednoczonymi.
„Zapraszamy rząd USA do współpracy z nami w ramach programu ukierunkowanego na wspólny rozwój w ramach prawa międzynarodowego, aby wzmocnić trwałe współistnienie społeczności. Prezydencie Donaldzie Trumpie, nasze narody i nasz region zasługują na pokój i dialog, a nie na wojnę” – napisała Rodriguez.
Wielka Brytania powinna dążyć do ściślejszego zharmonizowania się z rynkami UE, „jeśli leży to w naszym interesie narodowym”.
Premier Keir Starmer stwierdził, że Wielka Brytania powinna dążyć do ściślejszego zharmonizowania się z rynkami UE, „jeśli leży to w naszym interesie narodowym”. Komentarz ten, udzielony BBC, jest jak dotąd najwyraźniejszym sygnałem, że Starmer chce większego zacieśnienia stosunków.
W odpowiedzi niektórym członkom gabinetu, którzy sugerowali, że Wielka Brytania powinna dążyć do utworzenia unii celnej z UE, Starmer stwierdził, że nie uważa tego za właściwe rozwiązanie. „Lepiej będzie, jeśli skupimy się na jednolitym rynku niż na unii celnej, jeśli chodzi o dalszą integrację”.
Każde dalsze zbliżenie z UE prawdopodobnie pociągnie za sobą kolejne żądanie Brukseli złagodzenia ograniczeń migracyjnych. Starmer stwierdził, że powrót do pełnej swobody przemieszczania się nie będzie częścią przyszłych negocjacji, ale bronił porozumienia w sprawie programu mobilności młodzieży. „Rozważamy program mobilności młodzieży, który umożliwi młodym ludziom podróżowanie, pracę i zabawę w różnych krajach europejskich, aby mogli zdobyć takie doświadczenia”.
W ostatnich miesiącach Starmer dawał do zrozumienia, że chciałby ponownie rozważyć zacieśnienie więzi z UE. W listopadzie Nick Thomas-Symonds, minister odpowiedzialny za negocjacje z UE, awansował na stanowisko pełnoprawnego członka rządu.
Według szacunków Office for Budget Responsibility (OBR) straty wynikłe z wystąpienia z UE wynoszą dla Wielkiej Brytanii 4 proc. PKB. Reeves podkreśliła, że Wielka Brytania musi dążyć do silniejszych więzi handlowych, aby złagodzić te skutki. Partia Pracy długo unikała otwartej krytyki Brexitu. Teraz to się zmienia. Opozycyjni konserwatyści oskarżają ich, że wykorzystują Brexit, by wytłumaczyć się z obecnych trudności gospodarczych Wielkiej Brytanii.
Walka o zacieśnienie więzi z Europą prawdopodobnie będzie kluczową linią podziału, którą Partia Pracy chce wyznaczyć w partii Reform. Źródło w Partii Pracy powiedziało „Guardianowi”: „Największą słabością Nigela Farage'a jest jego stanowczy sprzeciw wobec jakichkolwiek relacji z Europą. Dodajmy do tego wszystko, co dotyczy czystej energii, a zobaczycie, jak bardzo się dziś nakręcił. Ale wynika to też z czegoś o wiele bardziej złowrogiego. Nie chce, żeby brytyjskie firmy miały łatwiej. Nie chce, żeby rachunki spadły. Jeśli Wielka Brytania będzie miała problemy, to podsyci jego politykę podziałów”.
Przeczytaj także:
Szwajcarska policja poinformowała w niedzielę o zidentyfikowaniu 16 kolejnych ofiar pożaru w noc sylwestrową w miejscowości Crans-Montana, gdzie w noc sylwestrową zginęło 40 osób, a 121 zostało rannych. Najmłodszą zidentyfikowaną ofiarą jest 14-letnia Szwajcarka. Dziewięć osób miało mniej niż 18 lat.
W wyniku pożaru, który strawił bar Le Constellation, zginęło co najmniej 40 osób, a 119 zostało rannych. Zidentyfikowano w sumie 24 ofiary śmiertelne. Media opisują szok w miasteczku. Wielu młodych ludzi dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że cudem uniknęło śmierci. Ktoś wyszedł na papierosa, ktoś w ostatniej chwili wybrał inny bar. Pożar i eksplozje w Le Constellation początkowo uznali za fajerwerki. Teraz opowiadają, że nie mogą spać, bo widzą przerażające scen z płonącego baru, z którego goście nie mogli się już wydostać.
Na zdjęciu – żałobnicy gromadzą się koło baru Constellation 4 stycznia. "Przyszliśmy dzisiaj, bo musimy tu być. Musimy zobaczyć miejsce, gdzie to się stało. Ona [córka] mogła nie żyć, ale żyje. Ale inni nie żyją” – mówi Reutersowi matka dziewczyny, która w ostatniej chwili zmieniła zdanie i poszła się bawić w Sylwestra do baru obok.
Wśród zidentyfikowanych ofiar jest dwóch Włochów, jedna osoba z podwójnym obywatelstwem Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Rumunka, osoba z Francji i z Turcji – poinformowała policja kantonu Valais. Jednak większość ofiar to młodzi Szwajcarzy.
Prokuratura kantonalna wszczęła w sobotę śledztwo przeciwko właścicielom baru, w którym doszło do pożaru. Dochodzenie ma wykazać przede wszystkim, czy materiał, z którego wykonany był sufit, odpowiadał normom bezpieczeństwa, i czy w lokalu wolno było używać sztucznych ogni (wedle pierwszych informacji, pożar wywołały sztuczne ognie przypięte do unoszonych w górę butelek szampana). Ponadto śledczy sprawdzą, czy stosowano tam wszystkie wymagane środki bezpieczeństwa. Według mediów sufit wykończono pianką izolacyjną do wygłuszenia sali. Pytanie, czy nie była łatwopalna.
Przeczytaj także:
Jeśli dyplomacja mająca na celu zakończenie wojny zawiedzie, Ukraina będzie się bronić dalej – powiedział prezydent Wołodymyr Zełenski. “To zależy od naszych partnerów – jeśli nie zmuszą Rosji do zaprzestania wojny, będziemy bronić się sami”.
Prezydent Ukrainy wyraził 3 stycznia nadzieję, że do końca stycznia odbędzie się w USA szczyt przywódców na temat zakończenia wojny z Rosją Doradcy ds. bezpieczeństwa czołowych sojuszników Ukrainy spotkali się w sobotę w Kijowie, aby porozmawiać o wynegocjowanym przez USA planie zakończenia wojny. W spotkaniu uczestniczyli urzędnicy z 15 krajów, w tym Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, a także przedstawiciele NATO i UE. Jak poinformował ukraiński urzędnik, wirtualnie uczestniczył również specjalny wysłannik USA Steve Witkoff.
Szczyt w USA z udziałem Ukrainy i Europejczyków Zełenski i Donald Trump zapowiedzieli 28 stycznia po spotkaniu na Florydzie. Rosja próbuje zerwać rozmowy pokojowe – najpierw ogłosiła, że w trakcie negocjacji w rezydencji Trumpa w Mar-a-Lago Ukraina zaatakowała rezydencję Putina nad Wałdajem (opowiedział to Trumpowi przez telefon Putin, ale historia ta okazała się zmyśleniem), potem oskarżyła Ukrainę o atak na noworoczne przejęcie dla cywilach w Chorłach, zajętej przez wojskowych letniskowej wsi nad Morzem Czarnym.
Przeczytaj także:
Trump początkowo przejął się doniesieniami z Moskwy, potem jednak zmienił zdanie. „Nie jestem zachwycony Putinem. Zabija zbyt wielu ludzi” – powiedział podczas konferencji prasowej 3 stycznia, na której omawiano nocną operację wojskową USA w Wenezueli.
W przyszłym tygodniu rozmowy w sprawie Ukrainy będą kontynuowane podczas spotkania europejskich przywódców w Paryżu, a następnie z negocjatorami z USA. „A potem… będziemy przygotowywać się do spotkania w Stanach Zjednoczonych na szczeblu przywódców. Chcielibyśmy, żeby to wszystko odbyło się w styczniu, do końca stycznia” – powiedział Zełenski.
Wedle Amerykanów i zachodnich mediów konflikt w Ukrainie mógłby być rozwiązany, gdyby nie spór terytorialny o Donbas. A dokładnie jego zachodnią część, której Rosja nie zdołała zdobyć przez cztery lata “operacji specjalnej”.
Ukraińcy gotowi są rozmawiać o uznaniu samego faktu okupacji i zatrzymania wojny na linii frontu – jednak bez uznawania zwierzchnictwa Rosji nad okupowanymi terytoriami. Zełenski wątpi przy tym, że Ukraińcy zaakceptują ustępstwa terytorialne wobec Rosji. Przekonać ich do tego mogłyby tylko realne gwarancje bezpieczeństwa ze strony Zachodu.
Przeczytaj także:
Zełenski w swym przesłaniu podkreśla, że Ukraina broni się – najeźdźcą i problemem, z którym świat musi sobie poradzić, jest Rosja.
Moskwa jednak nie zmienia zdania: domaga się nie tylko czterech regionów Ukrainy w całości (dwóch obwodów Donbasu oraz Zaporoża i Chersońszczyzny, w dużej części do tej pory nie zdobytych) oraz uznania aneksji Krymu, ale powrotu do Kijowa prorosyjskich władz, które uciekły stamtąd w 2014 r. Powrót ten miałyby zalegalizować wybory zorganizowane w Ukrainie na rosyjską modłę, z udziałem “milionów” obywateli Ukrainy, którzy wedle Putina uciekli w czasie pełnoskalowej wojny do Rosji. Ponadto USA mają doprowadzić do tego, że NATO wycofa się ze wschodniej flanki. Gdyż rozszerzenie NATO w 1999 r. napawa Rosję nieustannie obawami i zmusza ją do obrony, zwanej niekiedy też “kończeniem wojny, którą zachód rozpętał w 2014 r.”
Błyskawiczna “operacja specjalna” Trumpa w Wenezueli, choć na razie pozbawiona tak szczegółowego planu zarządzania zaatakowanym krajem, osłabiają nieco pozycję negocjacyjną Rosji w sprawie jej “operacji specjalnej”. Nie zmienia jednak jej żądań.
Ukraina daje do zrozumienia, że ona tym bardziej będzie się przed tym bronić.
Przeczytaj także:
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed prognozowanymi regionalnie na niedzielę intensywnymi opadami śniegu oraz zawiejami i zamieciami śnieżnymi. W wielu powiatach na wybrzeżu obowiązują ostrzeżenia III oraz II stopnia – miejscami możliwy jest przyrost pokrywy śnieżnej o pół metra.
Od godz. 7 w niedzielę obowiązują ostrzeżenia III stopnia przed intensywnymi opadami śniegu dla powiatów: koszalińskiego (z miastem Koszalin), sławieńskiego, słupskiego (z miastem Słupsk), bytowskiego oraz lęborskiego.
W związku z prognozowanymi zjawiskami, w sobotę alert wydało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa – także on obowiązywać będzie do poniedziałkowego poranka. RCB ostrzega przed trudnymi warunkami drogowymi i możliwymi przerwami w dostawie prądu, jakie mogą wystąpić w części województw zachodniopomorskiego oraz pomorskiego.
Lepiej jest na Warmii i Mazurach. Wszystkie drogi krajowe i wojewódzkie w woj. warmińsko-mazurskim są przejezdne, ale kierowcy powinni zachować ostrożność, bo miejscami może być ślisko – podały w niedzielę rano służby drogowe. W regionie obowiązuje ostrzeżenie pogodowe o zawiejach i zamieciach śnieżnych. „Lokalna śliskość występuje na odcinku DK59 Giżycko-Mrągowo. Błoto pośniegowe leży na całym odcinku DK22 w województwie i na DK51 między Olsztynem a Olsztynkiem” – poinformowała PAP Monika Braham z GDDKiA w Olsztynie.