0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

34 minuty temu

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Chciał śmierci prezydenta Ukrainy. Usłyszał zarzuty

Nawet trzy lata pozbawienia wolności grożą 40-letniemu mieszkańcowi powiatu nowosądeckiego, który wczoraj zamieścił w mediach społecznościowych wpis nawołujący do zabójstwa prezydenta Ukrainy.

Co się wydarzyło?

Policjanci z Nowego Sącza zatrzymali 40-latka, który w czwartek 29 lipca zamieścił w mediach społecznościowych wpis nawołujący do zabójstwa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego – poinformowała Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie.

Mężczyzna usłyszał zarzuty publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni zabójstwa i znieważenia Prezydenta Ukrainy. Za popełniony czyn grozi mu kara pozbawienia wolności do lat 3.

Mężczyzna jest mieszkańcem powiatu nowosądeckiego. Do jego zatrzymania doszło 30 lipca 2026 r. Treści opublikowane przez niego w mediach społecznościowych zostały ujawnione przez funkcjonariuszy Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości podczas monitorowania sieci.

Postępowanie w tej sprawie prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Muszynie.

Jaki jest kontekst?

W Polsce publiczne nawoływanie do popełnienia zbrodni jest zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności na podstawie art. 255 § 2 Kodeksu karnego. Z kolei publiczne znieważenie głowy obcego państwa jest przestępstwem określonym w art. 136 § 3 Kodeksu karnego, również zagrożonym karą do trzech lat więzienia. Policja i Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości monitorują media społecznościowe pod kątem gróźb oraz wpisów nawołujących do przemocy, w tym wobec osób pełniących funkcje publiczne.

Przeczytaj także:

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Rafał Szczepankowski / Agencja Wyborcza.plFot. Rafał Szczepank...

Zakaz komórek w przedszkolach i szkołach staje się faktem

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy, która zakazuje korzystania z telefonów komórkowych w przedszkolach i szkołach podstawowych. Zakaz wchodzi w życie 1 września 2026 roku. Prezydent zaakceptował też nowe przepisy antymobbingowe.

Co się wydarzyło?

W czwartek 30 lipca prezydent Karol Nawrocki podpisał pięć ustaw – poinformowała Kancelaria Prezydenta. Prezydent złożył podpis m.in. pod nowelizacją ustawy Prawo oświatowe, nowelizacją Kodeksu Pracy zawierającą nowe przepisy antymobbingowe i … .

Zmiany w ustawie Prawo oświatowe zakładają wejście w życie od 1 września 2026 zakazu wnoszenia i korzystania przez dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych telefonów komórkowych oraz i innych urządzeń umożliwiających komunikację, nagrywanie dźwięku lub obrazu.

Zakaz będzie obowiązywał zarówno podczas lekcji, jak i przerw, a także podczas zajęć edukacyjnych organizowanych poza szkołą, w tym na lekcjach wychowania fizycznego odbywających się w zewnętrznych obiektach sportowych.

Zakaz ma nie obowiązywać podczas wycieczek szkolnych, na terenie burs i internatów oraz podczas korzystania z infrastruktury szkolnej poza godzinami lekcyjnymi (zajęcia dodatkowe, aktywności sportowe itp).

Od zakazu mają obowiązywać następujące wyjątki:

  • sytuacja, w której nauczyciel uzna, że urządzenie jest potrzebne do realizacji zajęć lub sprawdzenia wiedzy,
  • sytuacja, w której niezbędny będzie pilny kontakt ucznia z rodzicami,
  • sytuacja, w której uczeń korzysta z telefonu lub specjalistycznej aplikacji ze względów zdrowotnych – zgodę na używanie urządzenia musi wtedy wyrazić dyrektor szkoły,
  • sytuacja, w której wystąpi zagrożenie zdrowia lub życia.

Dyrektorzy szkoły (po konsultacjach z radą pedagogiczną i radą rodziców) będą mogli tworzyć w szkołach miejsca do przechowywania należących do uczniów telefonów na czas ich pobytu na zajęciach lekcyjnych.

Zakaz nie obejmie szkół ponadpodstawowych, jednak nowelizacja ustawy nakłada na te placówki obowiązek określenia w ich statutach precyzyjnych zasad używania telefonów komórkowych przez uczniów.

Ustawa została przyjęta przez parlament 3 lipca 2026. Za zagłosowało 420 posłów, przeciwko było tylko 6 posłów, wstrzymało się od głosu 4.

Nowe przepisy antymobbingowe

Poza tym prezydent podpisał także nowelizację Kodeksu Pracy wzmacniającą przepisy antymobbingowe. Projekt powstał w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Nowelizacja zawiera nową definicję mobbingu oraz katalog przykładowych zachowań, które uznaje się za mobbing. Mobbing jest definiowany jako uporczywe nękanie pracownika bez względu na skutki i motywacje oraz to, kto go stosuje. W świetle nowych przepisów sprawcą mobbingu może być nie tylko przełożony, ale też kolega, pracownik na równoległym stanowisku, czy grupa osób.

Podpis prezydenta pod ustawą z zadowoleniem przyjęła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej. Dziemianowicz-Bąk uznała wejście w życie ustawy za „świetną wiadomość dla milionów polskich pracowników i pracodawców”.

„Nowe przepisy mają sprawić, by każdy czuł się bezpiecznie w swoim miejscu pracy Są skuteczniejsze, jaśniejsze i bliższe zarówno pracownikom, jak i pracodawcom” – napisała ministra.

Poza tym prezydent podpisał:

  • ustawę z dnia 19 czerwca 2026 r. o zmianie ustawy – Prawo wodne,
  • ustawę z dnia 19 czerwca 2026 r. o zmianie ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie oraz ustawy o grach hazardowych,
  • ustawę z dnia 3 lipca 2026 r. o zmianie ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych oraz ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, którą jednocześnie Prezydent RP skieruje do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej.

Ta ostatnia ustawa ma na celu wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej poprawy równowagi płci w organach spółek giełdowych. Zakłada ona m.in. wprowadzenie minimalnych wymagań dla spółek giełdowych w zakresie selekcji kandydatów w oparciu o przejrzyste, niedyskryminacyjne zasady.

Przeczytaj także:

12:56 30-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pFot. Jakub Orzechows...

Ostrzeganie ludności: „Wszystko zadziałało, jak powinno”. Czyżby?

„Systemy ostrzegania ludności (...), procedury (...) zadziałały tak, jak powinny zadziałać” – twierdzi minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. W ten sposób odpowiada na pytanie, dlaczego mieszkańcy województw zagrożonych rosyjskimi rakietami, nie otrzymali odpowiednio wcześniej alertów RCB.

Co się wydarzyło?

Mieszkańcy części województw lubelskiego i podkarpackiego, którzy w nocy ze środy 29 lipca na czwartek 30 lipca byli zagrożeni przez nadlatujące w stronę polskiej przestrzeni powietrznej rosyjskie rakiety, nie otrzymali alertów RCB. Jako sygnału ostrzegawczego użyto syren alarmowych, które zawyły jednak dopiero kilka minut po upadku jednej z rakiet na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia.

Czy system ostrzegania zadziałał prawidłowo?

Podczas czwartkowej konferencji prasowej na miejscu zdarzenia premier Donald Tusk, minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że tak.

„Systemy ostrzegania ludności (...) zadziałały tak, jak powinny zadziałać” – mówił szef MSWiA Marcin Kierwiński.

Wyjaśnił, że od chwili otrzymania informacji o zagrożeniu służby miały około 13 minut na reakcję. W tym czasie uruchomiono – zgodnie z procedurą SPO-13 – najszybszy sposób ostrzegania, czyli syreny alarmowe. Po ustaniu zagrożenia syreny poinformowały także o odwołaniu alarmu – zapewnił Kierwiński. Dodał, że procedura była już dwukrotnie aktualizowana, a po tym incydencie rząd ponownie przeanalizuje jej działanie i w razie potrzeby wprowadzi kolejne zmiany.

Na pytanie o to, dlaczego do mieszkańców nie zostały wysłane alerty RCB, minister tłumaczył, że w nocy syreny są skuteczniejsze niż SMS-y, a przy tak krótkim czasie zagrożenia nie ma możliwości przekazywania szczegółowych instrukcji. Stwierdził, że mieszkańcy powinni znać zasady postępowania opisane w rządowym „Poradniku Bezpieczeństwa".

„Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie” – podkreślał szef MSWiA, apelując o traktowanie takich sygnałów z pełną powagą.

Dziennikarze zwracali jednak uwagę, że mieszkańcy przez blisko dwie godziny po alarmie nie otrzymali żadnych oficjalnych informacji wyjaśniających sytuację ani przez SMS, ani w innych kanałach. Premier Donald Tusk przyznał, że „procedury wymagają uzupełnienia” i zapowiedział wprowadzenie zasady wysyłania po odwołaniu alarmu wiadomości SMS uspokajających mieszkańców i potwierdzających, że zagrożenie minęło.

„Jako społeczeństwo ciągle uczymy się sytuacji, w której musimy reagować na ostrzeżenia sygnały, syreny alarmowe” – mówił Tusk. Zapewnił, że rząd przeanalizuje „wszystkie elementy reakcji państwa” po to, by „każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”. Stwierdził jednak, że „na razie z meldunków, szczególnie wojskowych, wynika, że wszystko zadziałało tak, jak powinno”.

Premier porównał obecną sytuację z incydentem pod Bydgoszczą z 2022 r., podkreślając, że dziś wymiana informacji między służbami przebiega znacznie sprawniej.

„Natychmiast po tym, jak podniosły się nasze myśliwce, otrzymałem informacje od pana premiera Kosiniaka-Kamysza, który powiadomił też oczywiście prezydenta” – zapewniał Tusk.

Pojawiły się również pytania, dlaczego rakieta nie została zestrzelona. Tusk i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że wojsko było gotowe do użycia siły, jednak decyzja o zestrzeleniu zawsze wymaga oceny ryzyka.

„Decyzja o zestrzeleniu jest zawsze trudną decyzją, nie ze względu na to, że ktoś się czegoś obawia, tylko zestrzelenie może spowodować czasami większe straty niż upadek swobodny rakiety, czy pocisku, czy drona i to muszą żołnierze, którzy są w akcji oceniać. Dla mnie jest ważne, że wojsko było gotowe w każdej chwili do zestrzelenia i na szczęście nie była taka masywna akcja potrzebna” – mówił premier.

Szef MSWiA zaapelował do mieszkańców Polski o zaangażowanie w przygotowanie się do działania w razie poważnych zagrożeń bezpieczeństwa. Przypomniał, że rząd od miesięcy prowadzi działania mające przygotować mieszkańców do reagowania w sytuacjach kryzysowych. Wskazał m.in. na Akademię Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej oraz pikniki organizowane przez Państwową Straż Pożarną.

„Bardzo konsekwentnie od wielu miesięcy przeprowadzamy szkolenia (...), gdzie mówi się o tych kwestiach. Podchodźmy do tych informacji bardzo, bardzo poważnie (...). Musimy liczyć na to, że zbudujemy tę odporność populacyjną i umiejętność zachowania się na głos syreny ostrzegający o tym, że niebezpieczeństwo jest realne, że potencjalnie należy się przygotować na masywne uderzenie i że należy postępować zgodnie z tym” – apelował Kierwiński.

Jaki jest kontekst?

W nocy z 29 na 30 lipca na terenie miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim spadła rosyjska rakieta balistyczna, najprawdopodobniej – jak wynika z informacji przekazanych przez premiera Donalda Tuska – CH-101. Rakieta spadła na pole uprawne, około 1,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Nikt nie został ranny, nie odnotowano też żadnych zniszczeń poza tym, że wybuch rakiety pozostawił w ziemi lej o szerokości 10 i głębokości 5 metrów.

Śledztwo w sprawie prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Czynności koordynuje Prokurator Okręgowy z Lublina.

Przeczytaj także:

10:40 30-07-2026

Prawa autorskie: 17.06.2026 Warszawa , Aleje Ujazdowskie , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej dot. spraw biezacych .17.06.2026 Warszawa ...

Tusk: „Wiele wskazuje na to, że to rosyjski pocisk”

„Mamy poważne zdarzenie” – powiedział premier Donald Tusk w odniesieniu do rakiety, która spadła w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia. Poinformował, że nie ma informacji o ofiarach ani o stratach.

Co się wydarzyło?

Premier Donald Tusk poinformował, że z oględzin miejsca zdarzenia w powiecie biłgorajskim, gdzie koło godziny 3:46 nad ranem w czwartek 30 lipca na pole niedaleko miejscowości Tarnawa Kolonia spadł niezidentyfikowany obiekt, wynika, że był to rosyjski pocisk balistyczny.

„Na razie wszystko to wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym Ch-101, rosyjskim” – powiedział premier podczas zebrania specjalnego zespołu powołanego w sprawie wydarzeń na Lubelszczyźnie. Premier podkreślił jednak, że nie można wyprzedzać „efektów szczegółowego badania”.

Tusk określił zdarzenie jako „poważne” i podkreślił, że polskie wojsko i siły sojusznicze były gotowe do zestrzelenia rakiety.

„Pierwsze informacje wskazują jednoznacznie, że odpowiednie służby, przede wszystkim wojsko, nasi piloci, nasze samoloty zadziałały bardzo szybko i sprawnie. Nie było bezpośredniego zagrożenia w związku z tym, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym” – podkreślił premier. „Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot” – zapewnił.

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że systemy obrony powietrznej państwa były postawione „w stan najwyższej gotowości” już od późnego wieczora w środę 29 lipca. Blisko polskiej przestrzeni powietrznej obserwowano ponad 20 obiektów, które mogły stanowić zagrożenie.

„Polskie pary dyżurne F-16 już od godziny około 2 w nocy operowały w okolicy granicy polsko-ukraińskiej, czekając na dalsze rozkazy. Do tego uruchomiono samoloty rozpoznawcze, które operowały nad polską przestrzenią powietrzną i samoloty sojusznicze do tankowania w powietrzu, które z Republiki Federalnej Niemiec wystartowały na terytorium Polski. Działały systemy naziemne (...) Dowódca operacyjny był w pełnej gotowości, miał wszystkie uprawnienia do wydania decyzji o zestrzeleniu” – mówił szef MON.

Do zestrzelenia rakiety ostatecznie nie doszło, ponieważ rakieta spadła na teren niezabudowany. Rakieta była prawdopodobnie uzbrojona w pocisk, który wybuchł, o czym świadczy wielkość leja.

Premier Donald Tusk, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef MSWiA Marcin Kierwiński udali się obecnie na miejsce zdarzenia.

Jaki jest kontekst?

W czwartek o godzinie 3:40 nad ranem wojskowe systemy radiolokacyjne wykryły w polskiej przestrzeni powietrznej niezidentyfikowany obiekt lecący w kierunku zachodnim. Do jego przechwycenia wysłano dyżurny myśliwiec F-16, jednak sześć minut później obiekt zniknął z radarów, zanim udało się go jednoznacznie zidentyfikować. Następnie śmigłowiec Mi-24 wskazał prawdopodobne miejsce jego upadku w pobliżu Tarnawy-Kolonii.

Mniej więcej w tym samym czasie lubelska policja otrzymała zgłoszenie o „potężnym huku”, który słychać było pomiędzy miejscowościami Tarnawa Kolonia a Biskupice w powiecie biłgorajskim, 92 kilometry od granicy z Ukrainy i 42 kilometry na południe od Lublina. Po godz. 5.00 policjanci pomiędzy miejscowością Tarnawa Kolonia a Tokary na polu w odległości około 2 km od zabudowań ujawnili lej oraz porozrzucane elementy niezidentyfikowanego obiektu. Teren został zabezpieczony.

O zdarzeniu powiadomiono służby, w tym Żandarmerię Wojskową, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz Prokuraturę Okręgową w Lublinie. Na miejsce skierowano też policyjnych kontrterrorystów. Śledztwo prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Na miejsce zdarzenia udał się też Prokurator Okręgowy z Lublina, który ma koordynować czynności.

Lej ma 10 metrów szerokości i 5 metrów szerokości. Szczątki rakiety są rozrzucone nawet 200 metrów od krateru.

Wątpliwości ekspertów budzi sposób użycia systemu alarmowego w związku ze zdarzeniem. Syreny alarmowe zawyły w Lublinie oraz w kilku miejscowościach dopiero 5 minut po upadku rakiety. Mieszkańcy nie otrzymali też alertu RCB.

09:15 30-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych UkrainyFot. Państwowa Służb...

Rosja wystrzeliła na Ukrainę ponad 70 rakiet. Są ofiary śmiertelne

W nocy 30 lipca Rosja przeprowadziła zmasowany atak na ukraińskie miasta. Na przedmieściach Krzywego Rogu zginęło sześć osób, w tym troje dzieci, 6-letnia dziewczynka oraz chłopcy w wieku 11 i 17 lat. Są ofiary i ranni też w innych regionach Ukrainy.

Co się wydarzyło?

Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że do ataku rosyjskie wojsko wykorzystało 358 środków ataku powietrznego, w tym 74 pociski i 284 bezzałogowe statki powietrzne różnych typów.

Głównym kierunkiem ataku były obwody kijowski i lwowski. Zaatakowano również obwody dniepropetrowski, sumski, winnicki, połtawski, mikołajowski i iwano-frankowski.

„Cechą charakterystyczną tego zmasowanego ataku jest jednoczesne użycie różnych rodzajów środków powietrznych z różnych kierunków oraz zastosowanie dużej liczby pocisków balistycznych i rakiet skrzydłowych” – czytamy w komunikacie Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy.

Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić 55 rakiet i 265 dronów różnych typów.

Według ukraińskich Sił Powietrznych odnotowano trafienia trzech pocisków przeciwokrętowych, sześciu pocisków balistycznych i dwóch pocisków manewrujących, a także 17 bojowych bezzałogowych statków powietrznych w 20 lokalizacjach oraz upadki zestrzelonych obiektów (odłamki) w 13 lokalizacjach. Informacje dotyczące ośmiu pocisków są obecnie weryfikowane.

Skutki ataku

Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w wyniku rosyjskiego ataku na Kijów zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne. W stolicy Ukrainy wybuchły pożary w dwóch dzielnicach. W dzielnicy Obolońskiej doszło do pożaru pawilonów handlowych na terenie targowiska. W dzielnicy Swiatoszyńskiej wybuchł pożar na terenie spółdzielni garażowej. Podczas akcji gaśniczej znaleziono ciało ofiary śmiertelnej.

W obwodzie kijowskim rannych zostało 5 osób, w tym jedno dziecko. Trzech poszkodowanych trafiło do lokalnego szpitala, a dwóm pozostałym udzielono pomocy na miejscu.

W obwodzie połtawskim w wyniku rosyjskiego ataku wybuchły pożary w magazynach. Zginęła jedna osoba.

W miejscowości Raduszne, na przedmieściach Krzywego Rogu w obwodzie dnipropetrowskim w wyniku bezpośredniego trafienia rakietą balistyczną w prywatny dom zginęło sześć osób, w tym troje dzieci, 6-letnia dziewczynka oraz chłopcy w wieku 11 i 17 lat. Według prezydenta Ukrainy w Radusznem zginęli m.in. rodzice i trójka dzieci.

Jeszcze osiem osób odniosło obrażenia. „84-letnia kobieta została hospitalizowana w stanie krytycznym. 49-letnia kobieta oraz chłopcy w wieku 6 i 15 lat zostali przewiezieni do szpitala w stanie średnio ciężkim. Pozostali będą leczeni ambulatoryjnie” – poinformował Ołeksandr Hanża, szef dniepropietrowskiej administracji wojskowej.

W miejscowości całkowicie zniszczono dwa parterowe prywatne domy mieszkalne, a pięć kolejnych prywatnych domów uległo uszkodzeniom. Wybuchło kilka ognisk pożaru, które strażacy szybko ugasili. Podczas akcji ratownicy uratowali spod gruzów dwoje dzieci. Obecnie trwają działania poszukiwawczo-ratownicze.

„Dysponujemy wstępnymi informacjami o kilku zaginionych osobach – wszystkie niezbędne jednostki dokładają wszelkich starań, aby je odnaleźć. Trwa również identyfikacja znalezionych fragmentów ciał” – poinformował Iwan Wyhiwski, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy.

Aktualizacja.

Jak podaje lokalny kanał „Pierwszy miejski. Krywyj Riż”, w swoim domu zginęli rodzice wielodzietnej rodziny – 47-letni Artem i 41-letnia Ołena. Wraz z nimi rosyjski atak odebrał życie ich dzieciom oraz półtorarocznemu wnukowi.

„Wśród osób, których ciała już odnaleziono oraz tych, których wciąż szukają, są: Mark, który za miesiąc miałby skończyć 18 lat, Dominika (16 lat), Viorika (14 lat), Zachariasz (13 lat), Azariasz-Ilai (11 lat), Federika (9 lat), Emilia (7 lat) oraz wnuk Artem, który miał zaledwie 1 rok i 6 miesięcy” – piszą dziennikarze. „Jedna rakieta. Jedna rodzina. Jeden dom, który stał się zbiorową mogiłą dla najdroższych osób.

To nie był atak na cel wojskowy. To był cyniczny atak na pokojową ukraińską rodzinę. Na dzieci, które miały żyć, marzyć, dorastać. Na rodziców, którzy budowali swój dom, wychowywali dzieci i wierzyli w przyszłość”.

31 lipca w Krywym Rogu ogłoszono dniem żałoby.

We Lwowie odnotowano kilka trafień, uszkodzono dwa wieżowce przy ulicach Patona i Wyhowskiego, gdzie doszło do pożaru oraz budynki niemieszkalne. W miejscach uderzeń wybuchły pożary.

„Pod gruzami budynku przy ulicy Patona nadal znajdują się ludzie. Trwa akcja ratunkowa. Mieszkańcy pomagają ratownikom w usuwaniu gruzów” – zaznaczył burmistrz miasta Andrij Sadowy.

W mieście wskutek ataku 34 osoby odniosło obrażenia, w tym troje dzieci. Według wcześniejszych danych 15 rannych, w tym dziecko trafiło do szpitala. Ratownikom udało się uratować siedem osób.

Według Sadowego tylko na Lwów w nocy leciało 22 rakiety. Większość z nich udało się zestrzelić, ale były też bezpośrednie trafienia. We Lwowie oprócz wspomnianych trafień w sumie uszkodzonych zostało ponad 20 budynków mieszkalnych, a także szkoła i dwa przedszkola.

Jaki jest kontekst?

Ukraina mierzy się z brakiem rakiet do zestrzeliwania pocisków balistycznych. Jak poinformował niedawno prezydent Ukrainy, Rosja wykorzystuje od 30 do 40 pocisków balistycznych podczas każdego zmasowanego ataku na Ukrainę. A co miesiąc przeprowadza od trzech do pięciu takich ataków.

„W sytuacji, gdy krytycznie brakuje rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej od naszych partnerów, nasi żołnierze dokonują po prostu niesamowitych rzeczy, wykazując się bardzo wysokim poziomem profesjonalizmu. To niezwykła fachowość, która ratuje życie, gdy dostawy rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej nie docierają lub są opóźnione” – napisał po dzisiejszym ataku Wołodymyr Zełenski.

„Ten rosyjski terror po raz kolejny dowodzi: ochrona przed rosyjskim zagrożeniem rakietowym jest najważniejszym zadaniem dla ratowania życia naszych obywateli. I jest to zadanie, które nie może być wyłącznie ukraińskie, wyłącznie jednego kraju. Wszyscy partnerzy wiedzą, jak i czym mogą pomóc. Brak pomocy w odpowiednim czasie, opóźnienia w dostawach rakiet antybalistycznych – skutkuje właśnie takimi zniszczeniami, właśnie takimi ofiariami, z którymi niestety mamy dziś do czynienia”.

Przeczytaj także:

Zmasowanymi atakami i zabijaniem cywili Rosja odpowiada na ukraińskie ataki, które są co raz bardziej dotkliwe dla Kremla. W nocy 30 lipca ukraińskie drony uderzyły w centra logistyczne rosyjskiej platformy handlowej Wildberries w pobliżu Penzy oraz miasta Sarapuł w Udmurcji. Jak pisaliśmy, od 18 lipca Siły Obronne Ukrainy przeprowadziły ataki na szereg magazynów tej rosyjskiej platformy handlowej Wildberries, w szczególności w regionach moskiewskim i tambowskim, w obwodach krasnodarskim i stawropolskim, w Sankt Petersburgu i obwodzie leningradzkim, a także w Jekaterynburgu. Wczoraj, 29 lipca rano ukraińskie drony uderzyły w centrum logistyczne Wildberries w Riazaniu.

Oprócz tego codziennie są ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, drogi dostaw oraz obiekty wojenne. Ukraina chce poprzez asymetryczne działania osłabić potencjał militarno-gospodarczy Rosji i przymusić ją do zakończenia wojny.

Przeczytaj także: