Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rzeczniczka generalna TSUE uznała, że „mieszany” skład Sądu Najwyższego z udziałem neosędziów nie spełnia unijnych standardów niezawisłości. Tego samego dnia Trybunał wydał także dwa ważne wyroki dotyczące testu niezawisłości sędziów.
Skład orzekający Sądu Najwyższego, w którym zasiadają zarówno sędziowie powołani przed zmianami w sądownictwie, jak i osoby powołane z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po 2018 r., nie spełnia wymogu niezawisłego i bezstronnego sądu – uznała rzeczniczka generalna Trybunału Sprawiedliwości UE Tamara Ćapeta w opinii wydanej w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego Sądu Najwyższego.
Opinia dotyczy postępowania zainicjowanego przez obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, który zakwestionował skład Sądu Najwyższego rozpoznający jego sprawę po zmianach kadrowych dokonanych przez ówczesną pierwszą prezes SN Małgorzatę Manowską. Zdaniem Ćapety, jeśli TSUE zdecyduje się odpowiedzieć na pytania prejudycjalne mimo tego, że sama sprawa stała się bezprzedmiotowa, powinien uznać, że prawo Unii nie pozwala na udział w składzie orzekającym osób powołanych do Sądu Najwyższego z naruszeniem podstawowych reguł prawa krajowego, a skład „mieszany” z udziałem takich osób nie jest niezawisłym i bezstronnym sądem w rozumieniu prawa UE.
Rzeczniczka uznała również, że sędziowie mają prawo odmówić orzekania w składzie z udziałem osób powołanych w procedurze sprzecznej z prawem Unii. Jednocześnie zaproponowała, aby sam Trybunał uznał się w tej sprawie za niewłaściwy, ponieważ Waldemar Żurek został już przywrócony do orzekania, a następnie zrzekł się urzędu sędziego i objął funkcję ministra sprawiedliwości.
Tego samego dnia TSUE wydał także dwa wyroki dotyczące tzw. testu niezawisłości sędziów Sądu Najwyższego. Trybunał orzekł, że same nieprawidłowości w procedurze powołania sędziego mogą podważyć jego niezawisłość, jeżeli ich charakter stwarza ryzyko wpływu innych władz – zwłaszcza wykonawczej – na proces nominacji. Uznał również, że badania niezawisłości sędziego nie może prowadzić skład, w którym zasiada choćby jeden sędzia powołany w analogicznych okolicznościach.
W uzasadnieniu Trybunał podkreślił, że procedura powoływania sędziów ma fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania i legitymizacji władzy sądowniczej. Zaznaczył jednak, że nie każde uchybienie podczas nominacji automatycznie podważa status sędziego. Może się tak stać dopiero wtedy, gdy nieprawidłowości są na tyle poważne, że rodzą uzasadnione wątpliwości, iż na proces nominacji wpływ miały inne władze, zwłaszcza władza wykonawcza.
Obie sprawy dotyczyły sędziów Sądu Najwyższego powołanych z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po zmianach wprowadzonych ustawą z grudnia 2017 r., której niezależność była wielokrotnie kwestionowana przez sądy krajowe i europejskie.
Przeczytaj także:
Rada Najwyższa Ukrainy poparła mianowanie Serhija Koreckiego na stanowisko premiera Ukrainy. Co o nim wiadomo?
W czwartek, 16 lipca ukraiński parlament poparł mianowanie Serhija Koreckiego, byłego prezesa „Naftogazu” i „Ukrnafty” na stanowisko premiera Ukrainy. Za głosowało 289 posłów.
48-letni Korecki, określany jako „skuteczny technokrata” i dobry menadżer ma ponad 20-letnie doświadczenie w sektorze paliwowo-energetycznym.
Jak pisze „Ekonomiczna Prawda”, kariera Koryckiego rozpoczęła się jeszcze pod koniec lat 90. w grupie „Kontinium”. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od ochroniarza do dyrektora generalnego spółki zarządzającej grupą „Kontinium” oraz dyrektora generalnego sieci stacji benzynowych WOG (2013-2018).
W latach 2019 – 2022 był współzałożycielem i prezesem zarządu firmy zajmującej się handlem energią Centurion Group SA w Szwajcarii. W listopadzie 2022 roku, po przejęciu aktywów energetycznych oligarchy Ihora Kołomojskiego na rzecz państwa, stanął na czele spółek „Ukrnafta” i „Ukrtatnafta”.
Za sukcesy w „Ukrnafcie” – największym ukraińskim przedsiębiorstwie, zajmującym się wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego Korecki jest ceniony przez prezydenta Ukrainy. Przejął przedsiębiorstwo jako głęboko deficytowe (według Forbes ponad 10 miliardów hrywien straty w latach 2013–2022) i przekształcił w niezwykle dochodowe (40 miliardów hrywien zysku netto za lata 2023–2024). Udało się to osiągnąć głównie dzięki przejrzystym zamówieniom publicznym realizowanym za pośrednictwem platformy Prozorro oraz pracy bez pośredników.
W 2025 roku Korecki wygrał konkurs i został prezesem zarządu „Naftogaz Ukrainy”. Według Forbes Korecki przejął „Naftogaz” wiosną zeszłego roku, gdy „magazyny były niemal puste”, i przeprowadził spółkę przez najtrudniejszą zimę ostatnich lat. „Naftogaz” zwiększył zapasy do ponad 13 miliardów metrów sześciennych, kosztem prawie 1 miliarda dolarów środków własnych i 1,57 miliarda euro pożyczek. Jednak w obliczu zmasowanych rosyjskich ataków na ukraiński sektor energetyczny nie udało się osiągnąć zwiększenia wydobycia w celu osiągnięcia niezależności energetycznej.
Według źródeł „Ekonomicznej Prawdy” w kuluarach władzy, to właśnie reputacja skutecznego menedżera kryzysowego stała się głównym powodem, dla którego prezydent Zełenski rozważał jego kandydaturę na stanowisko szefa rządu.
Rozmówcy w „Naftogazie” mówią, że Korecki szybko podejmuje decyzje, nie boi się zatrudniać bardziej kompetentnych ludzi, a za główny kryterium oceny drużyny uważa wynik.
„Przechodząc z sektora wielkiego biznesu do przedsiębiorstw państwowych, Korecki udowodnił już, że potrafi działać w warunkach kryzysowych. Teraz stoi przed nim znacznie trudniejsze zadanie – przeniesienie biznesowego modelu zarządzania na poziom państwowy” – pisze gazeta.
Przed mianowaniem Koreckiego na premiera prezydent Wołodymyr Zełenski przedstawił mu główne priorytety: przygotowanie kraju do zimy, ochrona infrastruktury energetycznej i paliwowej, stabilizacja sytuacji gospodarczej oraz skuteczne zarządzanie pomocą międzynarodową.
Według ukraińskich władz nadchodząca zima będzie najtrudniejsza ze wszystkich dotychczasowych w czasie wojny. Podczas wystąpienia w Radzie Najwyższej o tym mówił również sam Korecki. „Musimy być zjednoczeni i zdecydowani, aby chronić ludzi i zapewnić funkcjonowanie systemów podtrzymujących życie państwa” – mówił Korecki.
„Otrzymałem propozycję objęcia stanowiska szefa rządu. Po 20 latach pracy w sektorze korporacyjnym w 2022 roku stanąłem na czele państwowej spółki »Ukrnafta«. Oczekiwano ode mnie walki z korupcją, a my osiągnęliśmy rekordowe zyski rzędu dziesiątek miliardów w tej wcześniej przynoszącej straty spółce państwowej. Dokładnie takie samo oczekiwanie mieli prezydent i rząd w momencie, gdy zostałem wybrany na prezesa »Naftogazu«. Udowodniliśmy, że zarządzanie państwowe może i powinno być skuteczne. Zawsze wierzyłem, że skuteczność, niezależnie od formy własności, zależy przede wszystkim od ludzi – od ich odpowiedzialności, profesjonalizmu i uczciwych zasad. Właśnie takie zasady chcę wprowadzić w pracy całego Gabinetu Ministrów” – kontynuował Korecki.
Podkreślił, że chce, aby jego rząd był „rządem obrony, rządem rozwoju gospodarczego i rządem integracji europejskiej”.
Korecki wymienił kluczowe priorytety przyszłej działalności swojego rządu, oprócz przygotowanie kraju do nadchodzącego sezonu grzewczego, co jednym z kluczowych zadań, są to: pełne zaopatrzenie Sił Obronnych, wzmocnienie potencjału ukraińskiego kompleksu obronno-przemysłowego, wsparcie dla ludności oraz ochrona socjalna, przede wszystkim dla mieszkańców gmin położonych w pobliżu linii frontu, wsparcie dla biznesu, zacieśnienie współpracy z partnerami, pozyskiwanie i efektywne wykorzystanie pomocy międzynarodowej oraz przystąpienie Ukrainy do UE.
W niedzielę, 12 lipca 2026 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział duże zmiany w ukraińskim rządzie i dymisję premier Julii Swyrydenko.
Wkrótce w mediach pojawiły się nazwiska czterech kandydatur na stanowisko premiera Ukrainy:
W niedzielę prezydent Zełenski spotkał się z nimi wszystkimi. Komentatorzy polityczni stawiali na neutralnego politycznie Koreckiego.
Jak pisaliśmy, jednym z powodów rekonstrukcji rządu miały być przygotowania do kolejnej trudnej zimy. Według prezydenta Zełenskiego na czele nowego rządu czele ma stanąć człowiek z doświadczeniem w sektorze energetycznym. Nazwał Koreckiego „najlepiej przygotowanym kandydatem” na stanowisko premiera w takich okolicznościach.
Przeczytaj także:
Jednak, jak pisaliśmy, po odwołaniu we wtorek (14 lipca) przez Radę Najwyższą premier Julii Swyrydenko, a zatem ukraińskiego rządu, najwięcej dyskusji w Ukrainie toczyło się nie o kandydaturze premiera, tylko o przyszłości Mychajła Fedorowa, do tej pory ministra obrony. W Kijowie oraz innych ukraińskich miastach od rana trwają demonstracje w obronie Fedorowa. Więcej o tym pisaliśmy w tym tekście:
Przeczytaj także:
Jechał 226 kilometrów na godzinę Trasą Łazienkowską, gdzie obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. W spowodowanym przez niego wypadku na miejscu zginął 37-latek, a jego żona i dwójka dzieci z obrażeniami trafili do szpitala.
20 lat więzienia z prawem do ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 15 latach – taki wyrok wydał śródmiejski Sąd Rejonowy w Warszawie wobec Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku. Łukasz Żak musi wypłacić też:
Do tragedii doszło we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Według ustaleń śledczych Żak prowadził samochód pod wpływem alkoholu, mimo obowiązującego go zakazu prowadzenia pojazdów. W chwili zderzenia jechał około 226 km/h na odcinku, gdzie dopuszczalna prędkość wynosi 80 km/h. W wyniku uderzenia zginął pasażer drugiego samochodu, a jego żona oraz dwoje kilkuletnich dzieci odnieśli obrażenia. Do szpitala trafiła także pasażerka auta prowadzonego przez Żaka.
Bezpośrednio po wypadku, zamiast udzielić pomocy poszkodowanym, mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia. Jak ustalili śledczy, w ucieczce pomogli mu znajomi, którzy przyjechali na miejsce po zderzeniu. Żak został zatrzymany kilka dni później na terenie Niemiec i przekazany Polsce. W procesie, obok Żaka, odpowiadało także sześciu jego znajomych oskarżonych o pomoc po wypadku i utrudnianie postępowania. Sprawę jednego z nich sąd wyłączył do odrębnego postępowania.
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej był jedną z kilku głośnych tragedii drogowych, które wywołały w ostatnich latach debatę o zaostrzeniu kar dla sprawców śmiertelnych wypadków. W ostatnich latach opinią publiczną wstrząsnęły także m.in. sprawa Sebastiana M., podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, oraz śmiertelny wypadek w Krakowie, gdzie pijany kierowca pędził ponad 160 km/h.
Po tych wydarzeniach zarówno PiS, jak i koalicja rządząca zapowiedziały zaostrzenie przepisów wobec tzw. drogowych bandytów. Politycy zaczęli mówić o wprowadzeniu do prawa pojęcia „zabójstwa drogowego”, jednak – jak pisał w OKO.press Marcel Wandas – nic nie wskazuje na to, by taki typ przestępstwa rzeczywiście znalazł się w Kodeksie karnym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Jeżeli jednak sprawca był pod wpływem alkoholu lub narkotyków, uciekł z miejsca zdarzenia albo dopuścił się innych szczególnie rażących naruszeń prawa, sąd może wymierzyć znacznie surowszą karę – do 20 lat pozbawienia wolności. O wysokości wyroku decyduje przede wszystkim stopień zawinienia i okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia.
Przeczytaj także:
Prokuratura oskarżyła 18-letniego obywatela Ukrainy o działania sabotażowe i dywersyjne na zlecenie rosyjskich służb. Według śledczych miał podsycać konflikty między Polakami i Ukraińcami.
Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 18-letniemu obywatelowi Ukrainy Illii K., któremu zarzuca wykonywanie na zlecenie rosyjskich służb specjalnych działań sabotażowych i dywersyjnych wymierzonych w bezpieczeństwo Polski. Śledztwo prowadziła Delegatura ABW we Wrocławiu pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. O sprawie na X poinformował rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński.
Według ustaleń śledczych oskarżony od listopada 2024 r. do sierpnia 2025 r. miał dopuścić się 47 czynów, których celem było podsycanie napięć narodowościowych między Polakami i Ukraińcami. Zarzuty dotyczą m.in. bezczeszczenia miejsc pamięci, w tym upamiętniających polskie ofiary UPA. Mężczyzna miał także przygotowywać działania dywersyjne z wykorzystaniem bezzałogowego statku powietrznego.
ABW poinformowała również, że w toku śledztwa zidentyfikowano sposób działania rosyjskich służb. Wykonawcy byli rekrutowani za pośrednictwem internetowych komunikatorów, a wynagrodzenie za wykonywane zadania otrzymywali w kryptowalutach za pośrednictwem giełd zarejestrowanych w Rosji i Chinach. Według służb celem operacji było inspirowanie konfliktów między Polakami i Ukraińcami.
To kolejna w ostatnich tygodniach sprawa, w której polskie służby wskazują na rosyjskie operacje wpływu wymierzone w relacje polsko-ukraińskie. Pod koniec czerwca ABW zatrzymała 11 osób – dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch Białorusinów – podejrzanych o organizowanie opłacanych przez Rosję demonstracji wśród ukraińskich uchodźców w Polsce – informowała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska. Protesty miały sprawiać wrażenie oddolnych inicjatyw ukraińskiej społeczności, choć – według ustaleń służb – były inspirowane i finansowane przez rosyjskie służby specjalne. Ich uczestnikom płacono za udział, a podczas demonstracji rozpowszechniano hasła wymierzone we władze Ukrainy i promujące narracje korzystne dla Kremla.
Eksperci od dezinformacji, w tym autorka OKO.press Anna Mierzyńska, od lat wskazują, że jednym z głównych celów rosyjskich operacji wpływu jest skłócenie społeczeństw Polski i Ukrainy oraz osłabienie poparcia dla pomocy udzielanej Kijowowi. W wykradzionych dokumentach rosyjskiej Social Design Agency opisano m.in. plany prowadzenia operacji wpływu w państwach NATO poprzez pogłębianie podziałów społecznych, organizowanie protestów i dyskredytowanie władz Ukrainy.
Przeczytaj także:
52,2 proc. Polaków uważa, że Polska powinna nadal wspierać Ukrainę militarnie – wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Poparcie jest jednak znacznie niższe niż po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. Największy sprzeciw deklarują wyborcy opozycji.
Większość Polaków nadal opowiada się za dalszym wsparciem militarnym Ukrainy, choć poparcie dla takiej pomocy wyraźnie spadło od początku wojny. Z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że 52,2 proc. badanych uważa, iż Polska powinna nadal wspierać Ukrainę militarnie, przeciwnego zdania jest 45,2 proc., a 2,5 proc. nie ma opinii w tej sprawie.
Według dziennika zwolennikami dalszego wsparcia militarnego Ukrainy są przede wszystkim wyborcy koalicji rządzącej, mężczyźni oraz osoby po 50. roku życia. Przeciwnikami częściej są wyborcy opozycji, zwłaszcza PiS i Konfederacji, osoby w wieku 30–39 lat, mieszkańcy wsi oraz respondenci z wykształceniem podstawowym lub zawodowym. „Rzeczpospolita” podkreśla, że oznacza to wyraźny spadek poparcia wobec końca 2022 r., gdy za przekazywaniem broni Ukrainie opowiadało się 77,5 proc. Polaków.
Gazeta przywołuje także drugi sondaż, przeprowadzony przez SW Research dla rp.pl na początku lipca. Wynika z niego, że 42,2 proc. badanych uważa, iż przekazywanie uzbrojenia Ukrainie nie zwiększa bezpieczeństwa Polski, przeciwnego zdania jest 38,5 proc., a 19,2 proc. nie ma zdania. Najbardziej sceptyczne są osoby w wieku 35–49 lat, kobiety oraz respondenci z wykształceniem zasadniczym zawodowym.
Sondaż został opublikowany w czasie ostrego sporu politycznego o dalszą pomoc wojskową dla Ukrainy. Bezpośrednim impulsem była krytyka przekazania przez Polskę pięciu pocisków PAC-3 do systemów Patriot oraz wypowiedzi kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka, który postulował czasowe wstrzymanie pomocy wojskowej dla Ukrainy w celu wymuszenia na władzach Ukrainy zmiany polityki historycznej.
Władze PiS zdystansowały się od słów Przemysława Czarnka. Prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył, że „pomoc militarna (...) na rzecz Ukrainy jest bezwzględnie potrzebna” z punktu widzenia polskiej racji stanu i bezpieczeństwa, a sprawa wypowiedzi Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii.
O sporze wewnątrz PiS wokół polityki wobec Ukrainy szerzej pisał Witold Głowacki w OKO.press. Jak zauważa, w ugrupowaniu ścierają się dwie tendencje: reprezentowany przez Przemysława Czarnka i część tzw. twardogłowych kurs zakładający zaostrzenie stanowiska wobec Ukrainy i podążanie za rosnącymi antyukraińskimi nastrojami części elektoratu, oraz linia Mateusza Morawieckiego, który argumentuje, że dalsze wspieranie Ukrainy leży w strategicznym interesie Polski i ostrzega, że przejmowanie narracji Konfederacji może osłabić PiS. Zdaniem Głowackiego partia „miota się między przekazami bliskimi środowiskom prorosyjskim (...) a opowieścią o »żelazie za krew« sformułowaną przez Morawieckiego”.
Przeczytaj także: