Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jechał 226 kilometrów na godzinę Trasą Łazienkowską, gdzie obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. W spowodowanym przez niego wypadku na miejscu zginął 37-latek, a jego żona i dwójka dzieci z obrażeniami trafili do szpitala.
20 lat więzienia z prawem do ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 15 latach – taki wyrok wydał śródmiejski Sąd Rejonowy w Warszawie wobec Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku. Łukasz Żak musi wypłacić też:
Do tragedii doszło we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Według ustaleń śledczych Żak prowadził samochód pod wpływem alkoholu, mimo obowiązującego go zakazu prowadzenia pojazdów. W chwili zderzenia jechał około 226 km/h na odcinku, gdzie dopuszczalna prędkość wynosi 80 km/h. W wyniku uderzenia zginął pasażer drugiego samochodu, a jego żona oraz dwoje kilkuletnich dzieci odnieśli obrażenia. Do szpitala trafiła także pasażerka auta prowadzonego przez Żaka.
Bezpośrednio po wypadku, zamiast udzielić pomocy poszkodowanym, mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia. Jak ustalili śledczy, w ucieczce pomogli mu znajomi, którzy przyjechali na miejsce po zderzeniu. Żak został zatrzymany kilka dni później na terenie Niemiec i przekazany Polsce. W procesie, obok Żaka, odpowiadało także sześciu jego znajomych oskarżonych o pomoc po wypadku i utrudnianie postępowania. Sprawę jednego z nich sąd wyłączył do odrębnego postępowania.
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej był jedną z kilku głośnych tragedii drogowych, które wywołały w ostatnich latach debatę o zaostrzeniu kar dla sprawców śmiertelnych wypadków. W ostatnich latach opinią publiczną wstrząsnęły także m.in. sprawa Sebastiana M., podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, oraz śmiertelny wypadek w Krakowie, gdzie pijany kierowca pędził ponad 160 km/h.
Po tych wydarzeniach zarówno PiS, jak i koalicja rządząca zapowiedziały zaostrzenie przepisów wobec tzw. drogowych bandytów. Politycy zaczęli mówić o wprowadzeniu do prawa pojęcia „zabójstwa drogowego”, jednak – jak pisał w OKO.press Marcel Wandas – nic nie wskazuje na to, by taki typ przestępstwa rzeczywiście znalazł się w Kodeksie karnym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Jeżeli jednak sprawca był pod wpływem alkoholu lub narkotyków, uciekł z miejsca zdarzenia albo dopuścił się innych szczególnie rażących naruszeń prawa, sąd może wymierzyć znacznie surowszą karę – do 20 lat pozbawienia wolności. O wysokości wyroku decyduje przede wszystkim stopień zawinienia i okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia.
Przeczytaj także: