Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Elwira Nabiullina pojawiła się na konferencji prasowej w Moskwie po dwutygodniowej nieobecności. Zatem Putin nie zdecydował się na zmianę polityki gospodarczej. Wszystko, łącznie z wysokimi stopami procentowymi, pozostanie po staremu. Tylko pieniądze się kończą
Na konferencji banku centralnego Rosji pojawiła się 19 czerwca jej szefowa Elwira Nabiullina. Nie pokazywała się od dwóch tygodni, nawet na ważnych wydarzeniach, w tym na spotkaniu gospodarczym u Putina. Ten w tym czasie prowadził publiczne rozważania o potrzebie obniżenia stóp procentowych w Rosji.
Nabiullina, wyjaśniwszy swą nieobecność przeziębieniem, powiedziała jednak, że obniżek stóp nie przewiduje. „Wzrost cen spowolnił ostatnio, ale z powodu czynników jednorazowych”, natomiast „obecnie ryzyko inflacji jeszcze bardziej wzrosło i jeśli prognoza dotycząca ścieżki stóp procentowych ulegnie zmianie, to będą one rosły, a nie spadały”. „Praktycznie wszyscy zauważyli, że przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych się skurczyła” – podkreśliła.
Nabiullina zaleciła też obniżenie szacunków na cenę ropy naftowej w budżecie Rosji, co pozwoli urealnić dochody budżetowe. Wyższe ceny ropy, w następstwie wojny z Iranem, przyniosły Rosji, chwilową ulgę. Jednak wraz ze złagodzeniem napięć na Bliskim Wschodzie, cena rosyjskiej ropy spadła już o około jedną trzecią w stosunku do szczytowych poziomów. Korzyści płynące z cen ropy zostały zniwelowane przez silnego rubla i ukraińskie ataki na rafinerie i inną infrastrukturę energetyczną.
Szefowa banku dodała, że nie widzi „żadnego ryzyka ochłodzenia gospodarki”. Do recesji w Rosji jeszcze nie doszło. Bank centralny szacuje, że pierwszej połowie 2026 roku PKB jednak w Rosji jednak wzrośnie – o 0,5%, bo już za pierwszy kwartał, po spadkach na początku roku, odnotowano wzrost 0,3 proc.
Elwira Nabiullina uchodzi za ekspertkę, która zapewniła Rosji przetrwanie w momencie, gdy uderzyły w nią zachodnie sankcje. Pilnuje stabilności gospodarki w państwie, która krocie wydaje na wojnę, na płace dla żołnierzy, odprawy pośmiertne oraz pracowników sektora wojskowego. Według Ministerstwa Finansów Rosji, od stycznia do maja wydatki federalnego budżetu wzrosły o 17 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, Odzwierciedla to rosnącą siłę ssącą machiny wojennej.
Jak pisze „Financial Times”,
uwaga, jaką przyciągnęła kilkunastodniowa nieobecność Nabiulliny, pokazuje jej rolę w zarządzaniu gospodarką wojenną Rosji.
Żeby powstrzymać inflację, bank centralny utrzymuje wysokie stopy procentowe (obecnie, po dzisiejszej, mniejszej niż oczekiwał rynek obniżce – to 14 proc.). Taka polityka ma jednak w Rosji wielu przeciwników – dla biznesu koszty kredytu stają się nie do wytrzymania. Na wojnę nie ma pieniędzy.
Niewątpliwie w kremlowskich kręgach władzy doszło do jakiejś rozgrywki. Że coś jest na rzeczy, wynika ze słów samej Nabiulliny, która opisała to w kategoriach meczu piłkarskiego: „Bank centralny czuje się jak bramkarz w obronie przed inflacją, a od jego działań zależą wyniki wielu meczów”.
Prezeska banku krytykom wysokich stóp procentowych tłumaczy, że nie decydują one o wzroście gospodarczym. „Aby gospodarka rozwijała się w zrównoważony i szybki sposób, potrzebujemy mechanizmów i instytucji, które będą stymulować rozwój zdolności produkcyjnych i wzrost wydajności pracy. To zależy przede wszystkim od efektywnego wykorzystania czynników produkcji”.
Skąd by się to miało w Rosji znaleźć, nie wiadomo.
Rosja – jak mówi cytowany przez „The New York Times” anonimowy doradca rządowy – stoi na gospodarczym rozdrożu, jednak „Putin żywi pewnego rodzaju złudzenie, że wszystko, co robi, jest zawsze słuszne”.
Będzie trudniej nękać dziennikarzy, aktywistów i zaangażowanych obywateli. „Wokół ustawy na moment pękła logika wojny plemiennej”
Karol Nawrocki podpisał 19 czerwca 2026 ustawę „o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej”. Regulacje kryjące się pod tą nazwą określane są w skrócie jako „ustawa anty-SLAPP”.
Ustawa utrudni działania zmierzające „wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia, zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej”.
O podpis pod ustawą apelowało bezprecedensowo szerokie grono organizacji: od Fundacji Batorego po związane z PiS Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. We wcześniejszych pracach uczestniczyła też „Gazeta Polska” obok np. Atlasu Nienawiści. Apel o podpis prezydenta, a wcześniej o poprawki podpisała też nasza redakcja, OKO.press.
Może się wydawać, że to ustawa dotycząca środowiska dziennikarskiego, ale w rzeczywistości jest ona ważnym instrumentem, który będzie chronić obywateli walczących z nieprawidłowościami czy korupcją.
Przypomnijmy, co to są SLAPP-y. „Chodzi o strategiczne wykorzystanie procesu sądowego po to, by zniechęcić do zabierania głosu. Taki pozew nie musi być wygrany, żeby spełnić swoją funkcję” – pisała w OKO.press prawnicza dr Dominika Bychawska-Siniarska.
Najbardziej głośne są przypadki, gdy potężne instytucje (korporacje, politycy) pozywają znanych dziennikarzy, w tym dziennikarzy śledczych.
Jednak problem szczególnie dotyka tych poza zainteresowaniem głównych mediów: dziennikarzy lokalnych, aktywistów, a nawet grup obywateli.
„SLAPP często zaczyna się lokalnie: tam, gdzie mieszkańcy pytają o spalarnię, plan zagospodarowania, wydatkowanie środków publicznych, działania burmistrza, inwestora albo spółki komunalnej” – pisze Bychawska-Siniarska.
Podpisana przez prezydenta ustawa wprowadza kilka istotnych zmian do polskiego prawa:
O tym, jak SLAPP-y stały się narzędziem w rękach różnych uprzywilejowanych grup i osób, piszemy w OKO.press konsekwentnie i od dawna.
Przeczytaj także:
Sejm przyjął projekt ustawy o powiązaniu informacji o wynagrodzeniach lekarzy z numerem PESEL. Przeciwko nie był nikt. Ale aż 177 posłów się wstrzymało od głosu
19 czerwca 2026 Sejm przegłosował ustawę, która pozwoli Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji gromadzić dane o wynagrodzeniach medyków powiązane z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu.
Rządową ustawę poparło 253 posłanek i posłów ze wszystkich klubów parlamentarnych. W tym dwóch posłów PiS: Bartosz Kownacki i Bartłomiej Wróblewski.
Żadna z obecnych na sali osób nie podniosła ręki przeciwko ustawie. Jednak byli tacy, którzy wstrzymali się od głosu.
Ręki za ustawą nie podniósł niemal cały klub PiS, wstrzymało się 173 posłów i posłanek partii Jarosława Kaczyńskiego. Od głosu wstrzymali się też: Witold Tumanowicz z Konfederacji, Paweł Kukiz, Marek Jakubiak i Marcin Józefaciuk.
Ustawa idzie przez Sejm w trybie ekspresowym. Prace przyspieszyły po tym, jak portal Zero.pl ujawnił, że Dawida Kacprzyka, radny KO, jako lekarz w trakcie specjalizacji i koordynator SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie zarobił 1,6 mln złotych. W tym samym szpitalu funkcjonował „salonik VIP”, a politycy mogli skorzystać z szybkiej ścieżki dostępu do świadczeń medycznych.
Ustawą już w przyszłym tygodniu ma się zająć Senat. Gdy zostanie przyjęta (z nie ma wątpliwości, że tak będzie), trafi na biurko prezydenta.
Deklaracji prezydenta jeszcze nie ma. Wypowiedział się za to szef prezydenckiej kancelarii. Zbigniew Bogucki zabrał głos w Sejmie przed głosowaniem nad ustawą.
„Wynaturzenia i patologie w słuzbie zdrowia mają znaczek Platformy Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej i nie można przed tym uciekać” – w ten sposób Bogucki odniósł się do słów Donalda Tuska, który mówił w reakcji na doniesienia o zarobkach Kacprzyka i praktykach Szpitala Południowego mówił:
„Tutaj nie powinno być sporów partyjnych, bo te wynaturzenia nie mają koloru jednej partii. Wiecie o tym dobrze. Te wynaturzenia nie mają tylko politycznego znaczka. Te wynaturzenia są dość powszechne”.
Tusk stwierdził też: „Słyszę argumenty, że nie różnimy się od PiS. [...] Gdyby rządził PiS, to ten młody lekarz ze Szpitala Południowego by został pewnie wiceministrem. Jak się rozhulała sprawa respiratorów, to Janusz Cieszyński z podsekretarza stanu, został sekretarzem, a potem ministrem“.
W odpowiedzi na te słowa Bogucki mówił w Sejmie: „Szpital Południowy jest zarządzany przez kogo? Przez prezydenta z Platformy Obywatelskiej, Rafała Trzaskowskiego. On ma konkretny znaczek i jest z konkretnej partii politycznej”.
Wewał premiera, by ten przeprosił Polaków: „Panie Premierze, powinien pan wyjść tutaj, w Wysokim Sejmie, i przeprosić Polaków, tych pacjentów, którzy nie mogą dostać się do lekarza, którzy czekają w kolejkach, których państwa nieudolne rządy odsyłały, odsyłały z zabiegów planowych ratujących życie i zdrowie w zeszłym roku”.
Ujawnienie zarobków lekarza-milionera należącego do Koalicji Obywatelskiej, a także informacje o uprzywilejowanym traktowaniu polityków warszawskim szpitalu stworzyło najpoważniejszy kryzys dla koalicji rządzącej od początku kadencji.
Sprawa ma wiele warstw. Pierwsza to wieloletnie zaniedbania w systemie opieki zdrowotnej i reformy wprowadzane ad hoc. Doprowadziło to do stworzenia niesprawiedliwego i skutkującego patologiami systemu wynagradzania lekarzy.
Przeczytaj także:
Połączona z pierwszą warstwa druga to nierówności w dostępie do publicznej ochrony zdrowia: terytorialne, klasowe. Skutkuje to jednocześnie rozrostem sektora prywatnego i rosnącym poczuciem niesprawiedliwości.
Warstwa trzecia to panujące wśród polityków przekonanie, że ludzie na dostęp do ochrony zdrowia narzekają, ale jeszcze nikt z tego powodu władzy nie stracił.
Warstwa czwarta: układ koalicyjny i włączenie „trybu przetrwania” przez rządzącą koalicję. Choć rząd Tuska ma stabilną sejmową większość, daleki od stabilności jest układ koalicyjny. Konieczność równoważenia tworzących rząd partii powoduje, że sensowne i prospołeczne rozwiązania padają ofiarą partyjnych interesów, a interesy wąskich grup stanowiących zaplecze konkretnych partii przeważają nad interesem całego społeczeństwa. Tak było w sprawie ciągnącej się miesiącami debaty o obniżeniu składki zdrowotnej, co na razie zablokowało próby zrównoważenia obciążeń różnych grup.
Warstwa czwarta to słabość komunikacyjna rządu. W sytuacji kryzysu jedyną osobą, która na ten kryzys może wiarygodnie odpowiedzieć jest premier.
Wreszcie warstwa piąta to układ sił w Koalicji Obywatelskiej. Afera szpitalna nakłada się na trwający od lat konflikt dwóch czołowych polityków KO: Marcina Kierwińskiego i Rafała Trzaskowskiego. Będący szefem warszawskich struktur partii Tuska Kierwiński wiele razy pokazywał prezydentowi Warszawy, kto naprawdę rządzi stolicą. Np. w przypadku ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu, gdy to radni KO zablokowali pomysły Trzaskowskiego. Teraz radni KO wezwali Trzaskowskiego do przedstawienia informacji na temat sytuacji w warszawskich szpitalach.
Kierwiński miał się szykować do przejęcia fotela prezydenta po Trzaskowskim. Dziś jednak słychać raczej, że miałby się pożegnać z pierwszoplanową rolą w KO.
Jak donosi Interia: „Kierwiński zapewne już wie albo przynajmniej przeczuwa, że Tusk skłania się ku „opcji atomowej”, czyli wymianie szefa struktur w stolicy, a być może nawet rozwiązaniu samych struktur tak, jak miało to niedawno miejsce w Krakowie. Stąd próba uderzenia wyprzedzającego, wymierzonego w Trzaskowskiego”.
Przeczytaj także:
Zmiany w rządzie: dymisja i awans
W piątek 19 czerwca 2026 dowiedzieliśmy się o zmianach w rządzie Donalda Tuska.
Z funkcji pełnomocnika rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego został odwołany Maciej Lasek. Zastąpi go Piotr Malepszak. Natomiast dotychczasowa pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zostanie wiceministrą obrony.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak przekazał, że Lasek odchodzi na własną prośbę. Żegnając się ze stanowiskiem, Lasek na pisał na platformie X:
„Projekt Port Polska nareszcie opuścił krainę kolorowych slajdów, makiet i niespełnionych obietnic. Stanął twardo na ziemi. Odblokowaliśmy inwestycje, zabezpieczyliśmy finansowanie i wylaliśmy fundamenty pod to, by ten potężny ekosystem nareszcie zaczął realnie, fizycznie rosnąć”.
Podkreślił też: „Stworzyliśmy racjonalny plan dla kolei, która skutecznie połączy Polaków, z pełnym poszanowaniem głosu lokalnych społeczności. Zintegrowana Sieć Kolejowa – Krajowy plan inwestycji kolejowych stworzony dzięki współpracy Port Polska i PKP PLK stanowić będzie przez dekady nowoczesny krwiobieg polskiego transportu”.
Sobkowiak-Czarnecka była odpowiedzialna za przygotowanie programu SAFE. Była powszechnie chwalona przez dziennikarzy za sprawność komunikacyjną.
Powołując ją na wiceministrę obrony wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział:
„Sprawdziła się [Magdalena Sobkowiak-Czarnecka] przy budowie i organizacji polskiej prezydencji, która była niewątpliwym sukcesem i tam się narodził program SAFE, propozycja premiera Tuska złożona w Brukseli, przeforsowana w KE, pierwsza w historii decyzja umożliwiająca finansowanie z budżetu europejskiego modernizacji i transformacji naszej armii – stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz w trakcie wystąpienia w Warszawie.
W MON Sobkowiak-Czarnecka ma odpowiadać za promocję i sprzedaż polskiego sprzętu za granicę. „Zakupy dla polskiej armii i koordynacja tego przedsięwzięcia, transformacja” – mówił o jej zadaniach Kosiniak-Kamysz.
Piotr Malepszak, dotąd wiceminister infrastruktury, przez większość kariery był związany z kolejami. Był m.in. w zarządzie Kolei Dolnośląskich. W latach 2018-2020 był wiceprezesem ds. komponentu kolejowego w spółce Centralny Port Komunikacyjny, a następnie pełnił obowiązki prezesa.
Przeczytaj także:
Sobkowiak-Czarnecka zanim weszła do polityki była dziennikarką TVP i Polsatu. W 2020 roku kierowała kampanią wyborczą Władysława Kosiniaka-Kamysza. Ostatnio pojawiły się doniesienia o prawdopodobnym awansie Sobkowiak-Czarneckiej. „Mamy informacje, że na finiszu kampanii wyborczej w przyszłym roku jej twarzą – jak i całego rządu” – przekazali dziennikarze Interii i Polsatu Piotr Witwicki i Marcin Fijołek.
Przeczytaj także:
Ministerstwo spraw zagranicznych Szwajcarii przekazało, że rozmowy USA i Iranu w górskim kurorcie Buergenstock nie odbędą się, jak planowano w piątek. Wiceprezydent J. D. Vance zrezygnował ze spotkania z delegacją Iranu
„Plany nadchodzących rozmów technicznych nie zostały jeszcze sfinalizowane, a delegacja amerykańska jest gotowa wyjechać przy pierwszej nadarzającej się okazji” – ogłosił Biały Dom.
Informacja o wstrzymaniu spotkania Iran-USA zwiększa niepewność co do kolejnego etapu negocjacji po tym, gdy Teheran i Waszyngton podpisały tymczasowe memorandum, mające na celu zakończenie wojny i otwarcie cieśniny Ormuz.
CNN informuje, że irański Urząd Zarządzania Drogą Wodną Zatoki Perskiej (Persian Gulf Waterway Management Authority) będzie zarządzać ruchem przez Cieśninę Ormuz. Ogłosiła to ogłosiła Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu. Urząd poinformował, że statki nie będą pobierać opłat za złożenie wniosku przez 60 dni. Trump upierał się, że cieśnina zostanie ponownie otwarta bez opłat drogowych.
W Szwajcarii 19 czerwca miało być podpisane wstępne porozumienie kończące wojnę USA z Iranem. Miał to w imieniu USA zrobić wiceprezydent Vance. Jednak 17 czerwca osobiście podpis pod umową złożył w Wersalu sam prezydent Trump — przy okazji spotkania G7. W imieniu Iranu umowę podpisał nie przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, ale prezydent Masud Pezeszkian.
Szczegóły tego porozumienia opisuje Jakub Szymczak:
Przeczytaj także:
Po podpisaniu umowy Trump z jednej strony starał się przedstawiać dokument jako sukces, a zarazem jako coś, co nie jest istotne: „To protokół ustaleń. Jeśli mi się nie podoba, jeśli nie będą się zachowywać, wrócimy do zrzucania bomb prosto na ich głowy”.
Umowa z Wersalu przewiduje, że część jej punktów wejdzie w życie dopiero po wynegocjowaniu szczegółów. I te negocjacje miały się zacząć dziś w Szwajcarii. Miały trwać 60 dni i doprowadzić do finalnego porozumienia kończącego wojnę, rozpętaną przez USA i Izrael 28 lutego.