Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Polska nie będzie w stanie odeprzeć dużego ataku dronowego, zasugerował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Przed takim scenariuszem ostrzegał również ekspert OKO.press, pułkownik Piotr Lewandowski.
„Nasze Siły Powietrzne wraz z oddziałami obrony przeciwlotniczej, mobilnymi grupami, myśliwcami i dronami przechwytującymi – to wielosystemowe rozwiązanie – wszystko to działało przeciwko 810 dronom. Tego dnia zestrzeliliśmy 700 z nich, co jest dużą liczbą. Można to porównać z Polską. W przypadku naszych polskich przyjaciół to zrozumiałe– oni nie są w stanie wojny, więc jasne jest, że nie są gotowi na takie rzeczy. Ale porównajmy: 810 dronów, z których zestrzeliliśmy ponad 700, podczas gdy oni mieli, jak się wydaje, mieli nad swoim terytorium 19 dronów i zestrzelili cztery. Nie były uzbrojone, nie towarzyszyły temu ataki balistczne. I oczywiście nie będą w stanie uratować ludzi, jeśli dojdzie do masowego ataku" – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Pomylił się w liczbie dronów, które naruszyły polską przestrzeń — było ich 20. Zełenski dodał, że Ukraina może pomagać w szkoleniu i treningu wojskowych z innych krajów partnerskich, i że może to być forma podziękowania za pomoc, którą Kijów otrzymał od nich od początku wojny.
Do wtargnięcia rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną doszło w nocy z 9 na 10 lipca. W zniszczeniu ich pomagały samoloty krajów sojuszniczych stacjonujących w Polsce, w tym holenderskie. Wicepremier i minister obrony narodowej stwierdził, że zestrzelono te z maszyn, które mogły stanowić zagrożenie.
Komentatorzy i specjaliści zwracali uwagę na zapóźnienia w budowie skutecznych systemów obrony przed atakami dronów. W takim tonie wypowiadał się między innymi ekspert OKO.press, Pułkownik rezerwy, absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Rakietowych i Artylerii Piotr Lewandowski.
„Z pomocą myśliwców i zaawansowanych pocisków powietrze-powietrze możemy bardzo skutecznie, ale jedynie okazjonalnie zwalczać drony. W realiach pełnoskalowego konfliktu to nam nie wystarczy. Tymczasem tańszych systemów antydronowych nadal nie mamy” – komentował Lewandowski. – "F-16 i F-35 w takiej konfiguracji uzbrojenia, jaka została użyta w trakcie nocnej akcji, powinny zwalczać samoloty lub pociski manewrujące wroga. W tym konkretnym wypadku chodziło jednak o wysoką skuteczność oraz o możliwość wyboru momentu zestrzelenia rosyjskich dronów, w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko zniszczeń na ziemi po upadku szczątków.
Niestety, Polska nadal nie ma alternatywnego sposobu zwalczania rosyjskich dronów dalekiego zasięgu gwarantującego wysoką skuteczność. System przeciwlotniczy bliskiego zasięgu Pilica Plus, który jest dedykowany między innymi do zwalczania dronów, jest nadal na etapie tworzenia. Siły Zbrojne RP mimo czterech lat konfliktu toczącego się za wschodnią granicą nadal nie dysponują rozbudowanym systemem walki radioelektronicznej (WRE), pozwalającym na skuteczne zakłócanie lotu bezzałogowców.
A więc: czy decyzja o użyciu samolotów z pociskami, których wartość kilkadziesiąt albo i kilkaset razy przekracza koszt zestrzelonych dronów, była właściwa? W tym konkretnym przypadku – tak. Ale jako rozwiązanie w pełnoskalowym konflikcie już nie. Być może jawnie wrogie działania Federacji Rosyjskiej zmotywują decydentów do przyspieszenia wdrażania w polskiej armii zaawansowanych technologicznie systemów przeciwdronowych" – pisał na łamach OKO.press wojskowy.
Przeczytaj także: