Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Amerykanie próbują wdrożyć pokojową „mapę drogową” dla Strefy Gazy. Hamas deklaruje, że zgadza się na rozbrojenie i przekazanie władzy w ręce technokratycznego rządu. Izrael stanowczo odrzuca porozumienie
Do spotkania Jareda Kushnera z zastępcą szefa politycznego Hamasu Chalilem al-Hajją doszło w niedzielę 16 sierpnia w Egipcie. Jak podają źródła cytowane przez amerykański portal Axios, trwało ono 90 minut i przebiegło „bardzo produktywnie”. W rozmowie z wysłannikiem Donalda Trumpa przywódca Hamasu potwierdził swoje zobowiązanie do rozbrojenia i demilitaryzacji Strefy Gazy. To podstawowy warunek pokoju, a przynajmniej wycofania izraelskich wojsk z palestyńskiej półenklawy.
Od zawieszenia broni, które nie przyniosło pełnego spokoju, a jedynie położyło kres najdotkliwszym atakom, minęło 10 miesięcy. Zamieszkana przez dwa miliony ludzi Strefa Gazy wciąż w 65 proc. znajduje się pod kontrolą izraelskich sił. I wciąż jest ostrzeliwana. A rozmowy pokojowe utknęły w martwym punkcie.
Podczas spotkania Kushner miał przekazać, że Amerykanie oczekują konkretów, a nie tylko słów. Chodzi m.in. o przekazanie władzy wykonawczej technokratycznemu rządowi i zapewnienie, że Hamas nie będzie brał udziału w przyszłym zarządzaniu strefą Gazy. Kushner dodał, że tylko wtedy Izrael może być gotowy do wycofania swoich żołnierzy.
A nawet to wcale nie jest pewne, dlatego w poniedziałek 17 sierpnia Jared Kushner spotka się z premierem Izraela. Binjamin Netanjahu kategorycznie odrzucił plan pokojowy dla Gazy. Stwierdził, że Izrael nigdy nie zgodzi się na „państwo palestyńskie w Strefie Gazy lub na Zachodnim Brzegu Jordanu”. Przekonuje też, że Izrael nie uwierzy w samodzielne złożenie broni przez Hamas. Plan pokojowy, zakładający demilitaryzację strefy i wycofanie izraelskich wojsk, opracowała Rada Pokoju powołana przez Donalda Trumpa. Od początku wojny Netanjahu nie zmienił jednak stanowiska – nadal uważa, że tylko całkowite, militarne zniszczenie Hamasu jest gwarancją bezpieczeństwa Izraela. W tle są oczywiście interesy polityczne i osobiste: wojna nie tylko konsumuje uwagę społeczną, ale też odracza proces o korupcję polityczną, który od 2020 roku toczy się przeciwko premierowi Izraela. Netanjahu czeka też trudna kampania przed październikowymi wyborami. Aby utrzymać się przy władzy, którą jego partia Likud sprawuje dziś tylko dzięki koalicji z religijnymi fundamentalistami, premier Izraela nie może „zmiękczyć” swojego stanowiska w sprawie Palestyny. Z drugiej strony, Amerykanie wyrażają coraz większe zniecierpliwienie brakiem współpracy ze strony Izraela.
Także kilka sojuszniczych regionalnych mocarstw, w tym Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, wydało wspólne oświadczenie potępiające odrzucenie przez Izrael pokojowej „mapy drogowej”, stwierdzając, że to Izrael "ponosi teraz odpowiedzialność za utrudnianie wysiłków na rzecz przywrócenia pokoju w Strefie Gazy”.
W odpowiedzi partia Likud wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że „państwa arabskie chcą obalić” Netanjahu, aby centrowy konkurent Gadi Eisenkot i lider partii centrolewicowej Yair Golan „dali im wszystko, czego chcą".
Netanjahu, kontrolujący 65 proc. terenu Strefy Gazy, zapowiada, że zamierza „zacieśnić ucisk” na Hamasie „ze wszystkich stron”.
Przeczytaj także: