0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

13:23 29-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamins...

Konfederacja i Razem już po spotkaniu z prezydentem

Przedstawiciele Konfederacji rozmawiali z Karolem Nawrockim m.in. o edukacji zdrowotnej, Ukrainie, szczepieniach i przedsiębiorcach. Partia Razem namawiała do zablokowania ewentualnego zniesienia dwukadencyjności w samorządach oraz do poparcia swoich ustaw o posiłkach w szkołach oraz o podatku antyspekulacyjnym.

Co się wydarzyło?

Pierwsi przedstawiciele klubów i kół poselskich zakończyli już czwartkowe spotkania z prezydentem. Po godzinie 11.00 przewodniczący klubu Konfederacji Grzegorz Płaczek przekazał dziennikarzom, czego dotyczyła rozmowa z głową państwa.

„Rozmawialiśmy między innymi o przyszłości polskich przedsiębiorstw, o coraz wyższych rachunkach za prąd, o pomyśle prezydenta i o ustawie obniżającej wysokość rachunków za energię elektryczną. Rozmawialiśmy o edukacji zdrowotnej, która najprawdopodobniej, jeśli cud się nie zdarzy, wejdzie jako przedmiot obowiązkowy do polskich szkół" – mówił polityk.

Spotkanie dotyczyła także ustaw, które czekają na podpis prezydenta. Chodzi m.in. o przepisy wprowadzające unijną dyrektywę NIS 2 (dotyczące krajowego systemu cyberbezpieczeństwa), a także o ustawę o zawodzie psychologa.

„Rozmawialiśmy o Ukrainie, o blokadzie złomu z Ukrainy do Unii Europejskiej, który wszedł w życie w styczniu 2026 roku i o tym, jaki ta decyzja będzie miała skutek na przyszłość polskiej stali. Sytuacja jest bardzo poważna, bardzo groźna i zastanawialiśmy się, jakie możemy znaleźć rozwiązanie tutaj i czy Pałac Prezydencki, w jaki sposób może skutecznie zareagować i pomóc polskiej branży" – mówił Grzegorz Płaczek.

„Rozmawialiśmy również o kalendarzu szczepień obowiązkowych, o edukacji domowej. Rozważaliśmy, czy przypadkiem regulacje dotyczące edukacji domowej nie powinny znaleźć się w Trybunale Konstytucyjnym i czy TK nie powinien odnieść się do tego” – dodawał.

Partia Razem: nie dla cofnięcia dwukadencyjności

Na spotkanie u Karola Nawrockiego wybrali się także przedstawiciele partii Razem. Aleksandra Owca, współprzewodnicząca partii, przekazała, że spotkanie dotyczyło konkretnych ustaw – zgłaszanych przez Partię Razem, zgłaszanych przez prezydenta i tych, które obecnie są procedowane w Sejmie.

„Podstawową kwestią, którą chcieliśmy poruszyć dzisiaj (...) To pomysł głównie Polskiego Stronnictwa Ludowego związany ze zniesieniem wprowadzonego w poprzedniej kadencji parlamentu limitu kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Ten projekt jest w naszej ocenie bardzo szkodliwy. Wielokrotnie wspominaliśmy o tym, że ten limit kadencji ma szansę stać się bezpiecznikiem, który pozwoli rozbić tworzące się w bardzo wielu miejscach w Polsce układy, układziki wokół konkretnej osoby, konkretnej opcji politycznej, które betonują na całe dekady polskie miasta (...) Dzisiaj w rozmowie z panem prezydentem prosiliśmy go o to, aby jeśli taki projekt przejdzie przez Sejm, przejdzie przez parlament, aby ten projekt zawetował" – powiedziała Aleksandra Owca.

Posłanka Razem Marcelina Zawisza przekazała, że rozmowa dotyczyła także złożonych przez partię w Sejmie ustaw o bezpłatnych posiłkach w szkołach, zmniejszeniu liczebności grup dzieci w placówkach publicznych, a także o projekcie podatku antyspekulacyjnym.

Jaki jest kontekst?

Karol Nawrocki wyszedł z inicjatywą spotkania z przedstawicielami klubów sejmowych 23 stycznia, po powrocie z Davos. Klub PiS jako pierwszy przekazał mediom, że pojawi się w Pałacu Prezydenckim. Przy czym zaproszenie od prezydenta dostał nie tylko przewodniczący klubu, ale cały klub PiS. Przewodniczący innych klubów dostali tylko pojedyncze imienne zaproszenia.

Onet podaje, że Polskę 2050 będzie reprezentował u Nawrockiego Bartosz Romowicz, a z ramienia PSL na spotkanie uda się Krzysztof Paszyk. Jednak Katarzyna Pełczyńska-Nałecz, kandydatka na szefową Pl 2050 zasugerowała, że na spotkanie nie należy iść. „Uważam, że warto rozmawiać. Decyzja szefa klubu Pl2050 będzie dziś. Nie jest dobrym pomysłem, by decyzje prezydenta dzieliły koalicję”.

Przewodniczący klubu Konfederacji Grzegorz Płaczek przekazał PAP, że „w obecnej sytuacji politycznej, mając na uwadze, że każda rozmowa oparta na odpowiedzialności i trosce o interes państwa jest szczególnie potrzebna”, w imieniu klubu pozytywnie odpowiada on na zaproszenie prezydenta.

Udziału w spotkaniu odmówili przedstawiciele klubów KO i Nowej Lewicy.

„Nie zamierzam spowiadać się przed prezydentem ”- mówiła w TOK FM Anna Maria Żukowska. – „Od razu napisałam do szefa kancelarii Zbigniewa Boguckiego, że bardzo dziękuję za zaproszenie, ale nie skorzystam” – podkreśliła przewodnicząca Klubu Parlamentarnego Lewicy. Zaproszenie na spotkanie z prezydentem – jak wyjaśniła – było imienne, więc do Pałacu Prezydenckiego nie wybiera się żaden przedstawiciel Lewicy.

„Formuła spotkań jest dziwna: wezwanie szefów kół na spotkania indywidualne nie wiadomo, o czym”- oceniła Żukowska. Według niej przewodniczący klubów parlamentarnych i kół powinni się spotykać z prezydentem w ramach Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

O braku obecności przedstawiciela klubu KO na rozmowach z prezydentem poinformował media rzecznik rządu Adam Szłapka. Polityk argumentował, że w takich spotkaniach powinien uczestniczyć premier i to do niego powinny być kierowane tego rodzaju zaproszenia.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

09:12 29-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Ziobro może stracić 9/10 uposażenia. Ruszyła procedura sejmowa

W związku z nieusprawiedliwionymi nieobecnościami marszałek Sejmu skierował sprawę Zbigniewa Ziobry do sejmowej Komisji regulaminowej. Poprzez tę procedurę Prezydium Sejmu będzie mogło zdecydować o odebraniu diety parlamentarnej i obniżeniu uposażenia posła do 1/10 jego wysokości.

Co się wydarzyło?

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poinformował dziś podczas briefingu prasowego o skierowaniu pisma do Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych w sprawie Zbigniewa Ziobry.

„Ponieważ wczoraj upłynęło 7 dni od momentu, kiedy minister mógł usprawiedliwić swoją 18. nieobecność na posiedzeniach Sejmu, w związku z tym, zgodnie z regulaminem Sejmu, po minięciu tych dni, kieruję dzisiaj pismo do posła Jarosława Urbaniaka, przewodniczącego komisji regulaminowej, wniosek o zajęcie się tą sprawą" – przekazał dziennikarzom marszałek.

„Pan Urbaniak, na podstawie 22 artykułu regulaminu Sejmu, komisja ma obowiązek zająć się moim wnioskiem i podjąć uchwałę bądź nie w sprawie zwrócenia posłowi uwagi, udzielenia posłowi upomnienia bądź udzielenia posłowi nagany. W momencie, kiedy na posiedzeniu komisja taka stanowisko zajmie i przekaże na moje ręce to stanowisko, to pan poseł Ziobro będzie miał czas na odwołanie się do prezydium Sejmu od tej decyzji. Jeżeli się odwoła, to ta decyzja zostanie rozpatrzona. Jeżeli się nie odwoła, to przedstawię na prezydium Sejmu projekt uchwały o utracie diety parlamentarnej i obniżeniu uposażenia posła do 1/10 jego wysokości, czyli pobierania 1350 zł” – wyjaśnił Włodzimierz Czarzasty.

Jaki jest kontekst?

Zbigniew Ziobro przebywa w Budapeszcie od października 2025. Posłowi PiS i byłemu ministrowi sprawiedliwości polska prokuratura chce postawić aż 26 zarzutów. Śledczy zarzucają Ziobrze m.in. założenie i kierowanie grupą przestępczą, przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z rozdysponowaniem środków Funduszu Sprawiedliwości Chodzi m.in. o ustawianie konkursów i przeznaczanie pieniędzy funduszu na kampanie wyborcze polityków Suwerennej Polski.

W połowie stycznia media dowiedziały się, że Zbigniew Ziobro oraz jego żona Patrycja Kotecka-Ziobro dostali na Węgrzech azyl.

W tym samym kraju od kilkunastu miesięcy przebywa także Marcin Romanowski, poseł PiS oraz były wiceminister w resorcie Zbigniewa Ziobry. W związku ze sprawą Funduszu Sprawiedliwości na Romanowskim ciąży 11 zarzutów. To pierwszy poseł, który otrzymał azyl polityczny od rządzonych przez Viktora Orbana Węgier.

Na początku 2025 roku Marcin Romanowski zrzekł się statusu posła zawodowego i od tego czasu nie pobiera uposażenia poselskiego. Kilka miesięcy później redakcja „Faktu” ujawniła, że były wiceminister, choć przebywa za granicą, pobiera jednak ryczałt na prowadzenie biur poselskich. To 23 tysiące złotych miesięcznie.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

07:52 29-01-2026

Prawa autorskie: 08.01.2025 Kielno, Szkoła Podstawowa. Działacz środowisk narodowych Robert Bąkiewicz (c) podczas" Protestu w obronie krzyża" przed szkołą w związku ze zdarzeniem, z 15 grudnia 2025 r. Podczas lekcji języka angielskiego. Nauczycielka miała zażądać od uczniów zdjęcia krzyża w sali lekcyjnej, a gdy młodzież odmówiła, samodzielnie zdjąć krzyż i wyrzucić go do kosza na śmieci. Fot. Martyna Niecko / Agencja Wyborcza.pl08.01.2025 Kielno, S...

Kielno: nauczycielka „od krzyża" wraca do pracy

Komisja dyscyplinarna zadecydowała, że nauczycielka, która wyrzuciła do śmieci halloweenową zabawkę – krzyż, może po feriach wrócić do szkoły – podało Radio Zet.

Co się wydarzyło?

Komisja dyscyplinarna dla nauczycieli przy wojewodzie pomorskim uwzględniła wniosek nauczycielki z Kielna o cofnięcie decyzji o jej zawieszeniu – podało w środę 28 stycznia Radio Zet, powołując się na jej prawnika. Oznacza to, że zdyscyplinowana przez dyrektora szkoły pracowniczka po feriach może wrócić do pracy i prowadzić lekcje.

Nauczycielka angielskiego z Kielna została zawieszona w styczniu 2025 roku po tym, jak jeden z uczniów poinformował rodziców, że miała wyrzucić podczas lekcji do śmieci krzyż, a sprawę nagłośniły środowiska ultrakatolickie i prawicowe.

Jaki jest kontekst?

Zabezpieczony przez lokalną policję krzyż okazał się plastikowym elementem halloweenowego stroju. Jak mówiła nauczycielka, z którą skontaktował się „Dziennik Bałtycki„, był to „gadżet, który dzieci powiesiły nad klatką chomika”. Sprawę nagłośnił zaś uczeń, którego ona nie uczy i nie zna.

Według początkowych informacji rozpowszechnianych przez środowiska prawicowe i ultrakatolickie nauczycielka miała zerwać krzyż ze ściany i wrzucić do kosza na śmieci. W tej wersji sprawa wzbudziła oburzenie, a przed szkołą w Kielnie odbył się na początku stycznia protest, w którym udział brali politycy Konfederacji Korony Polskiej, Dorota Arciszewska-Mielewczyk i Michał Kowalski, członkowie Klubów Gazety Polskiej i Robert Bąkiewicz.

Więcej o „aferze" w Kielnie pisała w OKO.press Stasia Budzisz:

Przeczytaj także:

17:28 28-01-2026

Prawa autorskie: Zdjęcie: UAE PRESIDENTIAL COURT / AFPZdjęcie: UAE PRESIDE...

1 lutego kolejna runda rokowań w sprawie pokoju w Ukrainie. Bez Amerykanów

Informację o kolejnym spotkaniu podał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, a potwierdził dziś rzecznik Putina Pieskow. Amerykanie dodają, że tym razem będą to rozmowy bez ich udziału, a sprawa gwarancji dla Ukrainy i obecności w niej zachodnich wojsk jest w zasadzie ustalona. Choć nie ma na to zgody Rosji

23 i 24 stycznia odbyła się w Abu Zabi pierwsza tura rozmów – USA, Ukraina, Rosja. Amerykanom udało się doprowadzić do spotkania Ukraińców z Rosjanami. I to mimo tego, że Rosja nie uznaje obecnych władz Ukrainy.

Co się stało?

28 stycznia doradca Putina Uszakow ogłosił, że jeśli prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski naprawdę chce się spotkać z Putinem, to może przyjechać do Moskwy, gdyż „Putin osobiście gwarantuje mu bezpieczeństwo”.

Oczywiście o tym, by Putin pojechał na takie spotkanie z Zełenskim poza Rosję, nie ma mowy. Putin, który prezydenta Zełenskiego nie uznaje, może go traktować tylko jako petenta.

Jednocześnie rzecznik Putina potwierdził słowa Zełenskiego, że kolejna tura rozmów w Abu Zabi odbędzie się 1 stycznia.

Jak z kolei ujawnił sekretarz stanu USA Marco Rubio, nowa runda negocjacji będzie miała już charakter dwustronny. Stany Zjednoczone mogą do nich dołączyć, ale do Abu Zabi nie pojedzie żaden z dotychczasowych wysłanników Trumpa: ani Steve Witkoff ani Jared Kushner.

O pierwszej turze tych rozmów wiadomo, że były „konstruktywne”, ale o czym rozmawiano, tego strony prawie nie ujawniły.

Przeczytaj także:

Zełenski mówi, że nadal problemem są kwestie terytoriów.

„Myślę, że pozostała tylko jedna kwestia (w rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie – red.), którą wszyscy dobrze znacie – roszczenia terytorialne, w szczególności wobec obwodu donieckiego” – powiedział 28 stycznia Rubio występując przed senacką komisją spraw zagranicznych.

Szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha ujawnił, że na stole są dwie umowy: jedną Ukraińcy podpisaliby z Amerykanami, a drugą – Amerykanie z Rosją. Przy czym UE jest „obecna” w procesie negocjacyjnym i zapewnianiu gwarancji bezpieczeństwa. 28 stycznia gotowość do udziału w rozmowach i dalszego nacisku na Rosję wyraził prezydent Francji Emmanuel Macron.

Rubio przed senacką komisją spraw zagranicznych mówił 28 stycznia, że

  • sprawa gwarancji dla Ukrainy jest w zasadzie załatwiona
  • gwarancje te obejmowałyby rozmieszczenie „niewielkiego kontyngentu” wojsk europejskich, głównie francuskich i brytyjskich
  • a także wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych, bez którego gwarancje byłyby „bezużyteczne” – z tym że obecność wojsk USA w Ukrainie jest wykluczona

„Financial Times” napisał, że Amerykanie ponownie zaproponowali Ukraińcom, że gwarancje te wejdą w życie po podpisaniu umowy, a to jest możliwe dopiero po wycofaniu się z całego Donbasu i oddaniu go Rosji. Biały Dom te doniesienia następnie zdementował. Ale informację o tym, że Amerykanie naciskają na Ukrainę, by zrobiła ustępstwa terytorialne, podaje też Reuters.

„Ustępstwa” na tym etapie rozmów polegają na wycofaniu się Ukraińców z ziem, których Putin nie zdołał zdobyć przez cztery lata wojny. Ale z jakich terenów?

Pieskow mówi, że szczegóły rokowań są tajne, toteż rosyjscy „dziennikarze” niczego ustalić nie próbują. Sam Pieskow opowiada jednak, że

  • „eksperci zaczęli omawiać złożone kwestie związane z postępem prac nad uregulowaniem sytuacji na Ukrainie”
  • negocjacje udadzą się, o ile utrzymana zostanie „formuła Anchorage”.

Rosja twierdzi bowiem, że w czasie spotkania Putina z Trumpem w Anchorage na Alasce 15 sierpnia 2025 r. prezydenci USA i Rosji porozumieli się co do losów Ukrainy. Sugeruje też, że nie chodzi tylko o Donbas, a „wdrożenie formuły Anchorage” doprowadzi do zakończenia wojny.

Z tym że sama „formuła Anchorage” jest wedle Pieskowa także tajna.

Rzecz w tym, że Amerykanie nigdy nie potwierdzili istnienia takiej „formuły”, a zaraz po spotkaniu na Alasce zachodnie media pisały, że przedstawiciele USA nie robili nawet notatek z tego spotkania. W tej chwili więc nawet gdyby Ukraińcy zgodzili się na cofniecie wojsk np. w Donbasie, Rosja mogłaby spokojnie powiedzieć, że to za mało.

Jaki jest kontekst

O ile Ukraina cały czas powtarza, że jest gotowa do konkretnych rozmów, Moskwa tego zrobić nie może, gdyż w świecie Kremla postulatów Putina się nie negocjuje, tylko je przyjmuje. Dlatego Amerykanie dbają o poufność rozmów. Liczą, że w ten sposób da się dojść do porozumienia, a Putin nie wyjdzie na takiego, który ustępuje.

Jednak poufność pozwala też przedłużać rozmowy. Tymczasem dla Putina przeciągająca się i niszcząca Rosję wojna w Ukrainie nadal jest bardziej korzystna niż pokój, który dałby Ukrainie, nawet bardzo osłabionej, niezależność od Rosji.

Moskwa powtarza więc, że rozmowy wyglądają na długie i żmudne. „Oczekiwanie, że wstępne kontakty trójstronne będą bardzo owocne, byłoby błędem” – opowiada Pieskow.

W czasie tych „żmudnych” rozmów Rosja nie zamierza wstrzymać ostrzału Ukrainy, licząc, że to katastrofa humanitarna w Kijowie zmieni stanowisko delegacji ukraińskiej. Putin ujawnił 26 stycznia, że Moskwa była naciskana, by ostrzał wstrzymać, ale nie może tego zrobić, gdyż broniąca się Ukraina „też” ostrzeliwuje Rosję.

Jednocześnie Kreml liczy na pozytywną odpowiedź Waszyngtonu w sprawie uczestnictwa w Radzie Pokoju Trumpa. Rosja gotowa byłaby do tego przedsięwzięcia przystąpić, gdyby Trump zgodził się odmrozić rosyjskie aktywa zatrzymane w USA. Miliard z tego mógłby pójść na odbudowę Strefy Gazy, a resztę – na odbudowę ziem „zniszczonych przez wojnę”.

Z kremlowskich komunikatów wynika, że Putin oferuje Trumpowi możliwość zarobku na kontraktach na okupowanych ziemiach Ukrainy i tych terenach, z których Amerykanie każą teraz Ukraińcom się wycofać. Jednak – jak zauważa Kreml – do tej pory Amerykanie na tę propozycję nie odpowiedzieli. Dlatego Putina w Radzie Pokoju nie ma.

Przeczytaj także:

17:18 28-01-2026

Prawa autorskie: In this picture taken on February 15, 2021 Russian Naval Admiral Grigorovish ship takes part in the multinational naval exercise 'AMAN-21' in the Arabian Sea near Pakistan's port city of Karachi as some 45 countries participating with ships and observers. (Photo by Asif HASSAN / AFP)In this picture take...

14 państw, w tym Polska oskarża Rosję o zakłócanie nawigacji morskiej

Rosja, poprzez zagłuszanie systemów nawigacyjnych, naraża statki na kolizje i inne poważne wypadki – ostrzega 14 państw leżących nad Morzem Bałtyckim i Morzem Północnym, w tym Polska, w liście skierowanym do Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO).

Co się wydarzyło

Rosja zakłóca krytyczne dla bezpieczeństwa sygnały GPS, powodując wypadki i narażając statki na całym świecie na niebezpieczeństwo – ostrzegli sygnatariusze listu, o którym poinformował w środę brytyjski dziennik „The Times”, na który powołuje się PAP.

Swój list napisały: Belgia, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Holandia, Islandia, Litwa, Łotwa, Niemcy, Norwegia, Polska, Szwecja i Wielka Brytania.

Państwa te wezwały też wszystkie kraje i organy morskie, by uznały zagłuszanie sygnałów GPS i nadawanie fałszywych sygnałów za zagrożenie oraz zaczęły opracowywać alternatywne systemy, które mogłyby być wykorzystywane w przypadku zagłuszania sygnałów przez Rosję.

Jak wynika z raportu brytyjskiego Królewskiego Instytutu Nawigacji (RIN), do najczęstszych metod zakłócania należą zagłuszanie (blokowanie lub zagłuszanie sygnałów satelitarnych, aby statki nie mogły określić pozycji) lub nadawanie fałszywych sygnałów satelitarnych.

Rosyjska flota cieni korzysta głównie z niewystarczająco ubezpieczonych starych tankowców, które są powiązane z fałszywymi sygnałami satelitarnymi i innymi formami zakłóceń. W grudniu rosyjski tankowiec Eventin stracił zdolność manewrowania na wodach niemieckich

Ivana-Maria Carionni-Burnett, kapitanka statku i przedstawicielka RIN, powiedziała, że zagrożenia nie da się zlikwidować tradycyjnymi technikami nawigacyjnymi. „To już nie są odosobnione incydenty. Stanowią realne zagrożenie dla życia, ludzi, mienia i środowiska” – powiedziała.

Co więcej, państwa podpisane pod listem, powołując się na Konwencję Narodów Zjednoczonych o prawie morza, zaznaczyli, że statki samowolnie zmieniające banderę mogą być traktowane jako „jednostki bez przynależności państwowej”.

Takie podejście ma zapewnić państwom europejskim większe możliwości działania – np. zatrzymywanie tankowców zmieniających banderę lub nieposiadających wymaganych dokumentów.

Jaki jest kontekst

Jak podaje PAP, światowa żegluga opiera się na założeniu, że statek już na początku budowy musi otrzymać numer IMO oraz posiadać dokument potwierdzający jego stan techniczny odpowiedni do bezpiecznej żeglugi. Świadectwo to zawiera m.in. informacje dotyczące bandery, właściciela, operatora oraz menedżera technicznego statku.

Flota cieni to statki widmo, głównie stare tankowce, używane do nielegalnego transportu rosyjskiej ropy naftowej w celu omijania zachodnich sankcji. Te jednostki, często rejestrowane pod banderami państw o słabym nadzorze jak Panama czy Liberia, działają poza standardowym monitoringiem morskim.

Statki te mają nieprzejrzystą własność, zmieniane bandery i brak ubezpieczenia, co czyni je „niewidzialnymi” dla międzynarodowych regulacji. Są skupowane na rynku wtórnym, a ich załogi czasem pochodzą z firm z Azji czy Bliskiego Wschodu. Rosja zarobiła dzięki nim miliardy euro na eksporcie paliw kopalnych od 2022 roku, finansując wojnę z Ukrainą.

Flota zagraża bezpieczeństwu morskiemu przez zły stan techniczny statków, ryzyko kolizji i awarii ekologicznych, np. wycieków ropy. Podejrzewa się je o sabotaż infrastruktury krytycznej i szpiegostwo.

Na północnym Atlantyku, około 200 mil morskich na południe od Islandii, amerykańskie siły przejęły objęty sankcjami statek floty cieni Marinera, podejrzewany o transport irańskiej ropy. Jednostka pływała pod banderą Gujany, jednak w trakcie pościgu prowadzonego w grudniu przez Straż Przybrzeżną USA zmieniła banderę na rosyjską, licząc, że uchroni ją to przed kontrolą.

Rosja potępiła przejęcie statku argumentując, że było to „naruszenie prawa morskiego”, ale operacja przebiegła bez incydentów.

Według szacunków flota cieni wykorzystywana przez Rosję, ale także Iran i Wenezuelę liczy obecnie około 1000 statków.

Czytaj więcej tekstów OKO.press

Przeczytaj także: