0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Adam Stepien / Agencja Wyborcza.plFot. Adam Stepien / ...

Wybory 2023 na żywo. Duda o szkodliwych sojuszach, narodowcy o komunistach. Kaczyński o zawsze złych Niemcach

Wybory 2023

Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska

Google News

09:09 16-10-2023

Prawa autorskie: 15.10.2023 Wybory do Sejmu i Senatu . Fot. Wladyslaw Czulak / Agencja Wyborcza.pl15.10.2023 Wybory do...

16 godzin pracy do rana, bez posiłków. Tak wyglądały wybory z perspektywy członków komisji

Chaos organizacyjny, niekończące się czekanie na dowiezienie brakujących kart, 16 godzin pracy, brak posiłków. Do tego problemy z właściwym wydrukowaniem protokołów – tak wyglądały wybory z perspektywy osoby pracującej w komisji wyborczej. Właśnie dlatego wciąż czekamy na oficjalne wyniki głosowania.

Bardzo wysoka frekwencja to wspaniałe osiągnięcie. Jednak dla członków komisji wyborczej oznaczała ona dużo więcej pracy. W wielu miejscach nie spodziewano się aż takiej liczby ludzi, nie przygotowano więc systemu szybkiego dostarczania brakujących kart (odpowiadały za to samorządy) czy urn.

Czytelniczka dziś rano przesłała nam relację pokazującą, jak wybory wyglądały z jej perspektywy. Po raz pierwszy pracowała w komisji wyborczej w dużym mieście. Publikujemy ją niemal w całości, by pokazać problemy organizacyjne, z jakimi musiały mierzyć się osoby obsługujące głosowanie.

„Jeżeli chodzi o sam dzień wyborów, była niesamowita frekwencja i chyba po raz pierwszy w życiu poczułam jakąś jedność i zjednoczenie ludzi podczas wyborów. Ludzie przychodzili ze świetną energią. Jednak mam ogromne zarzuty co do organizacji – napisała Czytelniczka. – ”Praca w mojej, jak i chyba wszystkich komisjach, zaczęła się w dniu 14 października, gdzie większość komisji przygotowywała lokale, sprawdzała pakiety kart, więc był to spokojny dzień."

Chaos wyborczy

"Prawdziwy chaos rozpoczął się 15 października. Połowa komisji zebrała się o 6 rano w lokalu, po godzinnym liczeniu kart i podpisaniu pieczęci o godz. 7 rano zaczęli wchodzić pierwsi wyborcy. Już od pierwszych 5 minut było czuć, że szykuje się ciężki dzień. O godz. 10 były już takie kolejki, że ciężko było wstać od stołu, nie widać było urny po drugiej stronie sali. O godz. 14 weszła druga zmiana komisji, natomiast ci z porannej >warty< mieli czas do godziny 20.45 na >regenerację sił<.

Po powrocie okazało się, że brakuje kart do głosowania oraz że mamy też drugą urnę. Większość osób była w szoku, bo przecież podawali w mediach od dawna, że spodziewana jest wysoka frekwencja. Okazało się też, że ilość kart od samego początku była mniejsza niż powinna. Ludzie czekali po półtorej godziny na korytarzu szkoły, w której był mój lokal, jak i na podwórku, przy niskich temperaturach. Kontakt z urzędem wyglądał tak, że go nie było, nie dało się dodzwonić do nikogo. A kierowca z kartami, o którym była mowa od godziny, jak go nie było, tak dalej nikt nic nie widział i nie słyszał. Karty dojechały po 21-szej. (...) Ostatnia osoba z lokalu wyszła o godz. 21.46."

16 godzin pracy, jedzenie z automatu na korytarzu

"I teraz ciekawostka. Jest godzina 7.11, jak piszę tego maila. Ludzie z komisji dalej siedzą w lokalu po 16 godzinach pracy! Niektórzy o lekkim śniadaniu, bo jedyne, czym można się pożywić, to jedzenie z automatu na korytarzu szkolnym. Można także skorzystać z czajnika, ale jeżeli ma się własną kawę lub herbatę. I to wszystko za 600 zł?! Przewodnicząca komisji informuje, żeby uzbroicie się w cierpliwość. Dokumenty są źle wydrukowane, urząd się skarży na źle wypełniony opis w dokumencie, więc spędzimy tu kolejną godzinę.

Był to zdecydowanie mój pierwszy i ostatni raz w komisji wyborczej. Ludzie spośród członków komisji mają dzieci, do których muszą wrócić, studia, które rozpoczynają się za godzinę czy dwie, pracę. Oczywiście można otrzymać zwolnienie z pracy w związku z byciem członkiem komisji. Tyle że na jedenaście osób w komisji zostały nam dane cztery dokumenty zaświadczające o pracy w komisji dla pracodawcy.

Spędziliśmy godziny licząc karty, bo był problem z ich ilością. Może nie byłoby takiego problemu, gdyby pakiety kart rzeczywiście były pakowane w takich ilościach, w jakich powinny. Licząc w niedzielę po raz pierwszy okazało się, że większość pakietów miała braki po parę kart. Do tego wiele kart zostało nam dostarczonych w trakcie wyborów, bo przecież „nikt nie był przygotowany na taką ilość ludzi w tegorocznych wyborach”, a mąż zaufania dopytuje się o każdy brakujący dokument.”

Tak wybory wyglądały z perspektywy osoby odpowiadającej za ich przebieg na poziomie obwodowej komisji wyborczej. Opisany chaos, połączony z rekordową frekwencją, to przyczyny, dla których wciąż jeszcze nie znamy wyników wyborów.