Ministerstwo Sprawiedliwości zarzeka się, że nowelizacja regulaminu urzędowania sądów powszechnych nie jest odejściem od zasady losowania przydziału spraw. W rzeczywistości odstępstwa dają prezesom sądów pole do nadużyć oraz potwierdzają, że - alarmowali już wcześniej eksperci - informatyczny system losujący ministra Ziobry jest wadliwy

System Losowego Przydziału Spraw był sztandarowym pomysłem Ministerstwa Sprawiedliwości. W październiku 2017 wystartował pilotażowy program, który objął trzy sądy w Polsce. Od 1 stycznia obowiązywał już we wszystkich jednostkach.

„Zasada sprowadza się do tego, że kiedy ten system wejdzie w życie, nawet cień podejrzeń nie może być związany z przydziałem sędziego do sprawy”

reklamował SLPS jesienią minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

System miał wykluczyć możliwość umyślnego przydzielania sędziów do konkretnych spraw. Jak twierdził minister sprawiedliwości, nie będzie wątpliwości, że prezes sądu, przewodniczący wydziału, czy ktokolwiek będzie ręcznie sterował wymiarem sprawiedliwości tak, by uzyskać przewidywane rozstrzygnięcie od konkretnego sędziego.

To nie jedyna zaleta losowania. Dzięki niemu miał nastąpić również sprawiedliwy podział ilości pracy.

„Nie będzie tak, że jeden sędzia jest przygniatany ciężarem wielu spraw, a drugi sędzia tych spraw ma trochę”

– obiecywał Ziobro.

Co się zmienia?

W regulaminie sądów już istnieją wyjątki, w których prezes może odstąpić od losowania przydziału spraw.  Na przykład urlopy sędziów, a także potrzeba wyrównania referatów (liczby spraw do rozpoznania przez poszczególnych sędziów).

Prezes może na określony czas wstrzymać wpływ spraw w całym wydziale i obciążyć nimi inny wydział.

„Można sobie wyobrazić, że »potrzeba wyrównania referatów« będzie się pojawiała za każdym razem, gdy będziemy komuś chcieli przydzielić sprawę. Albo jej nie przydzielić” – komentuje dla OKO.press prezes Stowarzyszenia Sędziów Iustia, sędzia Krystian Markiewicz.

Druga już nowelizacja regulaminu wprowadza kolejny wyjątek od reguły losowania – prezes może od niej odstąpić, gdy do wydziału trafia nowy sędzia.

Nowelizacja odciąża również sędziów funkcyjnych, czyli takich, którzy oprócz zwykłych obowiązków sędziego są np. rzecznikami, prezesami, czy członkami różnych instytucji.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że bardziej sprawiedliwy podział, a więc przydzielenie sędziom funkcyjnym większej ilości spraw, było jednym z postulatów Ministerstwa Sprawiedliwości.

W stosunku do poprzedniej wersji ustawy o 25 proc. może jeszcze zmniejszyć się ilość spraw rozpatrywanych przez szefów wydziału, jego rzeczników, lub sędziów zasiadających w kolegiach sądów okręgowych lub apelacyjnych.

Ilość spraw przydzielanych sędziom zasiadającym w KRS zmniejszono z 50 proc. do 25 proc. Obłożenie rzeczników dyscyplinarnych sądów powszechnych oraz prezesów większych sądów spadło do zaledwie 10 proc.

Sprawę opisała 13 sierpnia 2018 „Rzeczpospolita”. Padło stwierdzenie, że nowelizacja przywróci w sądach „ręczne sterowanie”.

Ministerstwo odpowiada na zarzuty

Już 14 sierpnia Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziało oświadczeniem.  Nie odnosi się do zarzutu nieproporcjonalnego odciążenia sędziów funkcyjnych, odrzuca jedynie zarzut „ręcznego sterowania” w przydzielaniu spraw nowemu sędziemu i twierdzi, że system losowania jest w pełni zachowany:

„Regulamin, zmieniony rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z 26 lipca 2018 r., jedynie precyzuje specyficzną sytuację, kiedy do wydziału w sądzie trafia nowy sędzia. Sędzia taki z oczywistych względów nie ma przydzielonej żadnej sprawy. Aby jak najszybciej był obciążony na równi z innymi sędziami, nowy regulamin wprowadza zasadę, że nowemu sędziemu przydzielane są automatycznie wszystkie sprawy trafiające do wydziału, aż do momentu przydzielenia mu spraw w liczbie odpowiadającej średniemu obciążeniu sędziów w danym wydziale.

Regulacja ta – dotycząca tylko i wyłącznie sytuacji, gdy nowy sędzia przystępuje do pracy w wydziale – była konieczna w opinii samych sędziów.

Ministerstwo Sprawiedliwości już pracuje nad korektą algorytmu systemu losowania, która uwzględnia postulaty sędziów i znacznie przyśpieszy równomierne obciążenie pracą nowych sędziów”.

Skoro system losuje, to czemu tworzy dysproporcje

Rzeczywiście, zmiany w regulaminie dotyczą sytuacji, w których do wydziału przychodzi nowy sędzia referent albo też dotychczasowy sędzia ma mieć większy wpływ spraw. Na przykład dlatego, że stracił funkcję albo ma mieć większy przydział spraw do swojego referatu. Ten problem miał rozwiązywać system losowego przydziału spraw, ale, jak wskazują sędziowie, działa wadliwie.

„Jednym z dwóch głównych celów systemu było wyrównywanie obciążeń sędziów, ale  na tym kompletnie zawodzi. To właśnie system losowy doprowadził do wielkiej dysproporcji w referatach sędziów” – komentuje dla OKO.press sędzia Tomasz Marczyński, wiceprezes Iustitii.

Sędzia Krystian Markiewicz, prezes Iustitii:

„Te dysproporcje to nie kilka, kilkanaście procent, ale nawet kilkadziesiąt. Zastanawiające. Jest mnóstwo wątpliwości co do tego systemu. Kto za nim stoi?”.

System Losowego Przydziału, czyli wielka tajemnica

Brak przejrzystości to główny zarzut, wysuwany zresztą od początku istnienia systemu. W styczniu eksperci i ekspertki organizacji „Wolne Sądy” pisali dla OKO.press:

„Za pomocą sieci informatycznej każdego dnia do centrali wysyłane mają być listy spraw, które trafiły do sądów. Następnie w ministerstwie przeprowadzane będzie losowanie sędziów. Wyniki tychże losowań odsyłane będą w nocy. Serwery umieszczone mają być wyłącznie w ministerstwie sprawiedliwości, a nie np. w siedzibach sądów apelacyjnych. To ważne nie tylko ze względu na przejrzystość dostępu do administrowanych danych, ale także na sprawność techniczną systemu: awaria serwera w ministerstwie powodować będzie paraliż losowań sędziów w całej Polsce”.

Algorytm oraz kod źródłowy, przy pomocy którego dokonywane są losowania owiane są tajemnicą.

O informacje na ich temat występowało kilka organizacji, m.in. Fundacja ePaństwo oraz Sieć Obywatelska Watchdog Polska, ale ministerstwo odmówiło ich udostępnienia.

Nie ma wiarygodnych informacji,

  • jak system funkcjonuje,
  • czy uwzględnia mechanizmy niezbędne do równomiernego przydzielania spraw (wiadomo – sprawa sprawie nierówna) oraz
  • jaka jest przestrzeń na ingerencję urzędników ministerstwa w system.

Dlatego trudno powiedzieć, po co wprowadzono kolejny wyjątek od reguły losowania.

„Myślę, że nie potrafili tego systemu tak skonstruować, by system wyrównywał referaty, więc wyłączono jego stosowanie, gdy trzeba przygotować nowy referat dla nowego sędziego” – dodaje sędzia Marczyński.

Nowelizacja – nie taka niewinna. Obciążanie sędziów po uważaniu

Czy nowelizacja miała jedynie usprawnić wadliwy system i bicie na alarm jest nieuzasadnione? Nie do końca.

Sędzia Tomasz Marczyński:

„Wprowadzenie ręcznego sterowania sprawami w przypadku nowych sędziów daje pole do manipulacji, a nawet represjonowania sędziów, których prezes nie lubi.

W wielu sądach sędziowie są w sporze z prezesami »dobrej zmiany«. Ci prezesi zamiast skupiać się na tym, żeby sądy działały lepiej, angażują się w konflikty z sędziami. Proszę sobie wyobrazić, że przychodzi do wydziału nowy sędzia i trzeba dla niego zbudować referat. Teraz nie będzie tego robił już system losowy, ale przewodniczący wydziału. Będzie zabierał sprawy dotychczasowym sędziom i przydzielał nowemu sędziemu. Jeśli sędzia X jest w konflikcie z prezesem, to przewodniczący może go nie odciążyć wcale.

Skutek jest taki, że część sędziów będzie miała mało spraw, a ten skonfliktowany będzie obłożony. To oznacza więcej pracy, a co za tym idzie – więcej zaległości. A zaległości to potencjalne powody do dyscyplinarek”.

I jeszcze jeden sposób na nicnierobienie swoich

To nie jedyny sposób na kreowanie dysproporcji na podstawie lipcowej nowelizacji regulaminu:

„Do tego dochodzi też przepis, że sędziowie funkcyjni mogą nie dostawać spraw, dla których przewiduje się więcej niż 10 terminów rozpraw. Co to znaczy? Można przecież wyznaczyć jedną rozprawę od 8.00 do 15.00 i przesłuchać 20 świadków, a można wyznaczyć rozprawę na 45 minut i przesłuchać jednego świadka. Wzywa się 15 takich świadków i już spełniony jest warunek »przewidywania 10 terminów rozpraw«. To kolejna sztuczka, która pozwala funkcyjnym sędziom na nicnierobienie” – dodaje prezes Iustitii.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym