4 listopada 2017 odbył się ingres abpa Grzegorza Rysia do archikatedry w Łodzi. Decyzję o wstąpieniu do seminarium duchownego Ryś podjął w chwili, gdy jego ojciec i brat uczestniczyli w jednej z manifestacji na krakowskim Rynku Głównym podczas stanu wojennego. Mówi dziś, że w ten sposób chciał zareagować na dramat, który się wokół niego wtedy rozgrywał

Nic dziwnego, że i obecnie nowy metropolita łódzki mówi o patriotyzmie jako duchowym wyzwaniu. Podczas mszy w dniu Święta Niepodległości wypowiedział znamienne słowa: „Zróbmy wszystko co możliwe, aby nasz patriotyzm był patriotyzmem spotkania, wtedy będzie też zdolnością do dawania i nie tylko do dawania jakiegoś grosza, jałmużny rzuconej komuś, tylko do spotkania oko w oko, dłoń w dłoń, osoba z osobą”.

Wielu myślało, że biskup Grzegorz Ryś zostanie następcą Wojtyły, Macharskiego i Dziwisza w krakowskiej archidiecezji. Taką nadzieję miały przede wszystkim środowiska katolickiej inteligencji reprezentującej tzw. „Kościół otwarty”, w których działania podejmowane Konferencję Episkopatu Polski oraz poszczególnych biskupów budziły pewien dyskomfort.

Powodem było mniej lub bardziej jawne popieranie przez niektórych arcybiskupów polityki Prawa i Sprawiedliwości.

Ksiądz Ryś – od 2011 roku krakowski biskup pomocniczy – był daleki od podobnej postawy. Obca jest mu retoryka o nacjonalistycznym, ksenofobicznym czy integrystycznym wydźwięku. Jeszcze przed swoją nominacją biskupią dał się poznać w Krakowie jako wybitny wykładowca (specjalizuje się w średniowiecznej historii Kościoła) oraz rektor miejscowego seminarium duchownego. Stale współpracował też – i współpracuje do dziś – z redakcją „Tygodnika Powszechnego” i miesięcznika „Znak”, co nie spotkało się z przychylnymi reakcjami polskich katolickich tradycjonalistów.

Pozytywnie za to – i to nie tylko w środowiskach „Kościoła otwartego” – postrzegano działalność duszpasterską bpa Rysia. Od 2011 roku pełni on w Episkopacie funkcję przewodniczącego Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji i trzeba przyznać, że okazał  się sprawnym organizatorem ewangelizacyjnych akcji i spotkań.

Wielu katolików (i to nie tylko tzw. „otwartystów”) zaczęło postrzegać jego działalność jako powiew świeżości w rodzimym Kościele.

Bp Ryś nie przemawiał do ludzi z – tak charakterystycznej dla wielu hierarchów – paternalistycznej arcypasterskiej wysokości. Widać było, że szuka bliskiego kontaktu z wiernymi, także (a może nawet przede wszystkim) z tymi, których noga od lat w kościele nie postała. W Krakowie wręcz legendarne stały się jego bezpośredniość (gdy był tam biskupem pomocniczym można było się z nim kontaktować, dzwoniąc na jego komórkę) i szacunek, z jakim zwracał się do katolików, a także członków innych wyznań chrześcijańskich, religii oraz niewierzących.

Doceniano jego homilie i wystąpienia (z pogłębioną refleksją biblijną i teologiczną). Z uznaniem spotkały się np. rozważania do nabożeństwa Drogi Krzyżowej, które odbyło się podczas zeszłorocznych Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Zauważono też, że biskupa Rysia wyraźnie fascynuje papież Franciszek oraz modele duszpasterskie i ewangelizacyjne, które w ostatnich dekadach wypracowane zostały – przy dużym udziale obecnego biskupa Rzymu – w Kościele latynoamerykańskim.

Dlatego, gdy 8 grudnia 2016 roku ogłoszona została decyzja Watykanu, że nowym metropolitą krakowskim zostanie znany ze swych konserwatywnych poglądów abp Marek Jędraszewski, dotychczasowy metropolita łódzki, katolicy (prawda, że przede wszystkim ci związani z „Kościołem otwartym”) byli skonsternowani. Zastanawiano się nawet, jak ułoży się współpraca bpa Rysia z nowym arcybiskupem. Różnice w poglądach i sposobach działania obu hierarchów były aż nadto widoczne. Po niecałym roku okazało się, że Ryś został następcą Jędraszewskiego w Łodzi.

Katolicyzm pod ścianą

Trzeba przyznać, że Watykan nie postawił przed nowym metropolitą łatwego zadania. Archidiecezja łódzka to z pewnością jedno z większych wyzwań dla Kościoła w Polsce. Od lat plasuje się w tyle kościelnych statystyk. Robotnicza Łódź (w której od końca XIX w. mocno zaznaczały się wpływy antyklerykalnej lewicy) nigdy szczególnie przychylnie nie odnosiła się do Kościoła. Dziś jest podobnie. Gdy np. w diecezji tarnowskiej co niedzielę przychodzi na mszę ok. 70 proc. wiernych, w Łodzi i okolicach średnia to ok. 25 proc. (a w niektórych łódzkich parafiach jeszcze mniej). Mniej też jest osób przystępujących regularnie do spowiedzi i komunii. Nie ma zbyt wielu powołań kapłańskich. Ktoś, kogo typowano na arcypasterza w katedrze wawelskiej, mógłby zatem uznać Łódź za miejsce kościelnej zsyłki.

Nie wydaje się jednak, że to przypadek obecnego metropolity łódzkiego. Abp Ryś od dawna stawia ostrą diagnozę sytuacji Kościoła w Polsce. Niedługo po wyborze Franciszka w 2013 roku mówił: „[…] jeśli w przeciętnej polskiej diecezji mamy te, powiedzmy, 48 procent regularnie praktykujących, to pojawia się pytanie, czy chcemy tylko zakonserwować ten stan, czy zwracać się też do pozostałych. Oczywiście nie chodzi o same liczby, trzeba dodatkowo zadać pytanie, co się za nimi kryje. Jakie jest to 48 procent?

Niestety, prawdą jest, że często ulegamy pokusie koncentrowania się na utrzymaniu liczb. Efekt jest taki, że jako Kościół kurczymy się w sposób straszny”.

Nowy metropolita łódzki nie ma złudzeń: od ćwierćwiecza coraz mniej katolików pojawia się regularnie w polskich kościołach. Jednak także ci, którzy pojawiają się w nich częściej, niekoniecznie głęboko swoją wiarę przeżywają. Tymczasem wielu polskich biskupów, księży i świeckich wiernych zdaje się uspokajać statystyka, która istotnie imponująco wypada w porównaniu z Europą Zachodnią. Tylko czy takie porównanie powinno dawać powód do spokoju?

Abp Ryś widzi w takim stawianiu sprawy jedną z największych iluzji polskiego Kościoła. Twierdzi, że polski katolicyzm właściwie doszedł do ściany. Podkreśla, że „przejść dalej można tylko sięgając po inną metodę. Nie ma przecież w Kościele innych środków. Środki będą te same – sakramenty. Natomiast jest pytanie o nowy język, o nowe metody, nowy zapał. Naturalnie, możemy zapraszać biskupów z Niemiec. Będą opowiadać, jak dokonuje się kurczenie Kościoła i jak nie są w stanie tego zatrzymać. Próbują co najwyżej ten proces uładzić”.

Rewolucja Franciszka

Ryś jest przekonany, że dobrej i skutecznej ewangelizacji niekoniecznie należy się uczyć od wspólnot, w których panuje duch rezygnacji. W takich bowiem okolicznościach diagnoza okazuje się zwykle prosta: to nie „dzięki nam” kościoły pustoszeją. „Istnieje pokusa – tłumaczy nowy metropolita łódzki – żeby ciągle mówić o okolicznościach zewnętrznych. Opisywać dzisiejszą kulturę czy dzisiejsze społeczeństwo i to, co się w nim dzieje, jakie niesie zagrożenia. Wtedy jednak nasza refleksja napchana jest tymi wszystkimi »izmami«: modernizmem, sekularyzmem itd. A przecież wpływ mamy przede wszystkim na samych siebie”.

Po wzorce skutecznej ewangelizacji powinniśmy sięgać nie do Europy Zachodniej, lecz do Ameryki Łacińskiej, bo to duchowni i świeccy wierni z tego regionu mieli odwagę zadać kluczowe dla współczesnego katolicyzmu pytania, twierdzi nowy arcybiskup. „Tamtejsi biskupi przyjrzeli się wspólnotom niekatolickim, które świetnie się rozwijają (…). Co tam jest tak atrakcyjnego, czego brakuje w Kościele katolickim? I odpowiadają, że przede wszystkim chodzi o doświadczenie Boga. W tamtych wspólnotach jest nacisk na przeżycie i doświadczenie, a nie tylko na intelektualne poznanie. Ich katecheza jest na wskroś biblijna oraz poparta doświadczeniem braterskiej wspólnoty. Do tego dodać trzeba niezwykle istotne doświadczenie ewangelizacji.

Czyli pokazanie człowiekowi, który jest w naszej wspólnocie bądź też do niej przyszedł, że on także może być posłany, potrzebny, że również dla niego istnieje zadanie misyjne, że duchowni chcą dzielić się nim częścią odpowiedzialności. W naszym Kościele to wszystko też powinno być, a nie ma”

– konstatuje abp Ryś.

Jakie jest zatem remedium na kurczenie się katolickich wspólnot? Zdaniem biskupa Rysia na pewno nie jest nim szukanie politycznego wsparcia dla misji wypełnianej przez Kościół, lecz wewnętrzne nawrócenie – pojmowane jako zmiana dotychczasowego myślenia o duszpasterstwie i ewangelizacji. O takim nawróceniu ludzi Kościoła – zwanym „nawróceniem pastoralnym” – głośno powiedziano 10 lat temu na zgromadzeniu biskupów Ameryki Łacińskiej w brazylijskim sanktuarium maryjnym Aparecida. Autorem kluczowego dokumentu, który owo pojęcie objaśniał, był kard. Bergoglio – obecny papież Franciszek. Bez wewnętrznego nawrócenia Kościoła trudno pojąć, czym jest tzw. „rewolucja Franciszka”. Trudno też byłoby pojąć, w jaki sposób zamierza przewodzić archidiecezji łódzkiej abp Ryś.

Nowy metropolita Łodzi tłumaczy, że przede wszystkim „chodzi o nawrócenie wspólnoty, tzn. parafii, każdej grupy w dowolnym ruchu eklezjalnym [kościelnym – red.], diecezji, lokalnych Kościołów. Faktycznie, nie chodzi tylko o księży – a jednak nawrócenie księdza jest w tej kwestii kluczowe. W dokumencie z Aparecidy pojawia się nawet taka teza, że nawrócenie pastoralne jest jednym z ważniejszych wymiarów nawrócenia księdza. To, na ile on się nawraca, widać choćby w kondycji wspólnot w jego parafii. […] Kapłan jest na służbie wspólnoty. […] Biskupi latynoamerykańscy stwierdzili, że kapłaństwo wierne takiej tożsamości jest trudniejsze nawet od życia w celibacie. Myślę, że mają rację. Kapłaństwo rozumiane jako służba naprawdę wymaga od księdza nawrócenia. Nieraz stawia się chrześcijanom pytanie: czy możesz pokazać owoce działania Boga w twoim życiu? Pokaż mi znaki twojego nawrócenia”.

Czy duchowni w Polsce skłonni byliby oprzeć się w swojej służbie na „nawróceniu pastoralnym”? Nie bardzo wiadomo, jak wielu wśród nich mogłoby odczuć taką potrzebę. I nie chodzi tylko o gorszące przypadki księży, którym bardziej zależy na dobrach materialnych niż własnym i wiernych wzroście duchowym (jak np. nieszczęsnemu proboszczowi z Kasiny Wielkiej – do niedawna szczęśliwemu posiadaczowi nowego porsche).

Z dala od polityki

Czy nowemu metropolicie łódzkiemu uda się zmienić te specyficzne cechy polskiego Kościoła? On sam nie ma wątpliwości, że polskiemu katolicyzmowi potrzebne są nawrócenie pastoralne oraz nowa ewangelizacja. I traktuje te sprawy poważnie. Jednak model pełnienia biskupiej posługi, jaki wybrał, wbrew nadziejom niektórych, niewiele musi mieć wspólnego z aktywnym uczestnictwem w bieżących politycznych sporach. Kościół dla abpa Rysia to sprawa dużo od nich poważniejsza.

Tak o nim mówił w swojej ingresowej homilii: „Jaki Kościół ma moralne prawo usiąść z Chrystusem na pierwszym miejscu? Przecież nie ten, który się wywyższa. Który skupia się na sobie. Odnosi się tylko do samego siebie, i dba o swoje wyłącznie interesy. Nie ten, który szuka potwierdzenia własnej pozycji materialnej, politycznej czy prawnej. Z całą pewnością raczej ten, który służy – zapomina o sobie, wychodzi ku innym. Szuka innych – sam nawracając się ku ciągłej ewangelizacji! Kościół, który zna wolność i autorytet płynące z ubóstwa, a nie z układów. Kościół, który zużywa się w miłosierdziu, a nie zabezpiecza się ciasno i doraźnie skrojoną sprawiedliwością.”

Kościół, który nie skupia się na sobie to z pewnością dla abp. Rysia nie jest puste hasło. Dał temu wyraz podczas swego ingresu, gdy z wielkim szacunkiem zwrócił się do przybyłych do łódzkiej katedry przywódców innych wyznań chrześcijańskich. Zaznaczył mocno, że: „ekumenizm, będący wymianą darów Ducha pomiędzy nami, to nie jest w Kościele wybór opcjonalny – zależny od czyjejś większej czy mniejszej otwartości. To jeden z najważniejszych sprawdzianów naszego posłuszeństwa Duchowi Świętemu”.

Tak samo wyborem opcjonalnym wedle abpa Rysia nie może być dla katolików przyjmowanie uchodźców.

Silny ostatnio w Łodzi ONR nie może się zatem łudzić, że nowy metropolita w jakikolwiek sposób będzie wspierał jego poglądy i działania.

Takiej iluzji zresztą nie powinni ulegać także politycy reprezentujący bardziej liberalne czy lewicowe opcje (naiwnie liczący np. na to, że nowy metropolita łódzki poprze ich optykę w sprawie aborcji).

Abp Ryś ma świadomość, że jednoznaczne polityczne wskazania zwykle nie służą Kościołowi funkcjonującemu w demokratycznym państwie (co nie znaczy, że biskupowi nie wolno krytykować niegodziwości występujących po różnych stronach sceny politycznej). Taka wyważona postawa niekoniecznie jest cechą charakterystyczną większości członków obecnej Konferencji Episkopatu Polski.

Niemniej warto zauważyć, że w październiku bieżącego roku, jeszcze przed swoim ingresem w Łodzi, abp Ryś został członkiem Rady Stałej tego gremium. Rada wytycza główne kierunki działania polskiego Kościoła. Czy takim kierunkiem – dzięki nowemu metropolicie łódzkiemu – staną się nawrócenie pastoralne i nowa ewangelizacja? Przekonamy się.

W tekście wykorzystano cytaty z rozmowy Konrada Sawickiego z biskupem Grzegorzem Rysiem, która ukazała się w kwartalniku „Więź” nr 3/2013.


Sebastian Duda: filozof, teolog, publicysta, redaktor kwartalnika „Więź”. Ostatnio nakładem wydawnictwa Helion ukazała się jego książka „Reformacja. Rewolucja Lutra”.


Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym