Nie 48, a 64 strażników leśnych - tylu dodatkowych leśników co tydzień będzie w czasie wakacji pilnować protestów w Puszczy Białowieskiej. Lasy Państwowe nie radzą sobie z blokadami wycinek, które prowadzą aktywiści z Obozu dla Puszczy.

„Od najbliższej niedzieli, czyli od 23 lipca, do Puszczy Białowieskiej będzie jeździło tygodniowo nie trzech, a czterech strażników leśnych z każdej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Polsce – mówi OKO.press leśnik (prosi, by nie podawać jego stanowiska w strukturze Lasów Państwowych). – Dziś w tej sprawie przyszła decyzja Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego”.

To najpewniej reakcja na kolejne akcje aktywistów ekologicznych z Obozu dla Puszczy. Od początku lipca przeprowadzili oni cztery blokady.

Trzy były skuteczne. Udało się zablokować harvestery i forwardery. Pierwsza z wymienionych maszyn w minutę ścina, pozbawia gałęzi i tnie na bale jedno drzewo. Forwarder zaś służy do wywozu pociętego drewna z lasu.

Czwarta blokada, z 12 lipca, zakończyła się połowicznym sukcesem – nie udało się unieruchomić maszyn, ale aktywiści ujawnili, że Lasy Państwowe w dalszym ciągu prowadzą wycinki w strefach chronionych UNESCO. Robią to, mimo że Komitet UNESCO na szczycie w Krakowie wezwał Polskę do natychmiastowego zatrzymania cięć w najstarszych częściach Puszczy. Rząd PiS to wezwanie zignorował i tnie Puszczę nadal.



Strażnicy z całego kraju

Pierwsze posiłki Straży Leśnej z Polski przybyły do Puszczy na początku lipca. W tej sprawie pod koniec czerwca Tomaszewski wydał osobną decyzję.

„W związku z trudnościami w zabezpieczeniu ciągłości prac gospodarczych na terenie Puszczy Białowieskiej, uprzejmie proszę Panią i Panów dyrektorów o oddelegowanie po 3 strażników leśnych tygodniowo z podległych Państwu jednostek do działań w ramach grupy interwencyjnej do Nadleśnictwa Browsk, Hajnówka i Białowieża” – napisał Tomaszewski do dyrektorów Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych. Z tego polecenia wyłączony został tylko Białystok.

Decyzję Lasów Państwowych ujawnił na swoim profilu facebookowym Adam Wajrak, dziennikarz „Gazety Wyborczej” i działacz ekologiczny. „Piękne jest, że to korpo władające 1/4 kraju z 8 mld przychodu, aby poradzić sobie z kilkoma działaczkami i działaczami, musi ściągać posiłki z całej Polski” – skomentował.

Dzisiejsza decyzja to kontynuacja przyjętej przez Lasy Państwowe strategii. Oznacza to, że „ogólnopolska grupa interwencyjna w Puszczy Białowieskiej”, jak ją nazywają oficjalne dokumenty, będzie tygodniowo liczyła dodatkowo nie 48, ale 64 strażników leśnych.

Leśnicy z ciężkim sercem

Jak się dowiedziało OKO.press od swoich informatorów w Lasach Państwowych, strażnicy leśni są podzieleni, jeśli chodzi o stosunek do tej akcji. „Jedni jadą z ciężkim sercem. Nie podoba im się sposób, w jaki Lasy Państwowe brną w coraz ostrzejszy konflikt z organizacjami ekologicznymi i naukowcami. Niektórzy też gdzieś tam w sercu trzymają ich stronę. Ale są i tacy, którzy chcą dać «nauczkę» protestującym «ekoterrorystom»” – mówi leśnik.


Opłać abonament na wolność słowa

Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania.
W OKO.press pisze o ekologii (w tym o działalności min. Szyszki) i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym