Postanowienie o wydaniu rzeczy i przeszukaniu lokali organizacji kobiecych prokuratura wydała już 24 lipca. Dlaczego więc policja czekała z tym aż do 4 października, w dzień po czarnym proteście? Wg prawników "potrzeba nie była paląca", a zastosowane środki naruszają konstytucyjną zasadę proporcjonalności. Wystarczyło wezwać do wydania dokumentów

Ustalenia OKO.press podważają oficjalną wersję prokuratury i policji.

Dzień po Czarnym Proteście, 4 października 2017 roku, do siedzib oddziałów Centrum Praw Kobiet w Łodzi, Gdańsku, Warszawie oraz lubuskiego Stowarzyszenia BABA bez zapowiedzi wkroczyła policja. Zarekwirowała dokumenty, komputery i dyski przenośne.

Oficjalnie wszystko w związku ze śledztwem prowadzonym przez prokuraturę regionalną w Poznaniu dotyczącym nieprawidłowości w Ministerstwie Sprawiedliwości, a dokładnie „nienależytego wydatkowania pieniędzy z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej w latach 2012-2015”.

Prokuratura zaznacza, że śledczy będą sprawdzać urzędników pracujących w ministerstwie – a nie organizacje kobiece – pod kątem „przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przy przyznawaniu, kontrolowaniu wydatkowania oraz rozliczaniu środków Funduszy Pomocy Pokrzywdzonym”. Według prokuratury mieli oni działać na szkodę interesu publicznego.

Jednak okoliczności policyjnego „nalotu” sugerują, że akcja wymierzona była w organizacje zajmujące się przemocą wobec kobiet, które korzystały z dotacji Funduszu.

Jak dowiedziało się OKO.press w rozmowie z Urszulą Nowakowską, dyrektorką Centrum Praw Kobiet, postanowienie prokuratora o żądaniu wydania rzeczy i przeszukaniu opatrzone było datą 24 lipca 2017 roku.

Policja czekała jednak ponad 10 tygodni. Na przeprowadzenie jednoczesnej akcji w kilku miejscach Polski wybrała właśnie 4 października 2017, czyli dzień po Czarnym Proteście – kobiecych manifestacjach w setkach polskich miast.

Urszula Nowakowska mówi OKO.press: „Oczywiście nie możemy wykluczyć, że data była przypadkowa, chociaż szczerze mówiąc nie sądzę. Nie wiemy, czy i jakie inne organizacje miały takie najścia, ale z tego co dotychczas wiadomo poza naszymi oddziałami było to stowarzyszenie BABA.

Czy to przypadek, że są to organizacje zaangażowane w obronę praw kobiet? Zastanawia jak sens miało zabezpieczanie dokumentów, które i tak są w Ministerstwie,

gdyż przy sprawozdaniu końcowym byłyśmy zobligowane załączyć ich kserokopie i przekazać różne dokumenty dodatkowo  w wersji elektronicznej. Kiedy zadawałyśmy te pytania usłyszałyśmy tylko, że „takie są procedury”.

Czy prokuratura i policja działały na zwłokę?

Dr Adam Ploszka, prawnik w kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy i członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego mówi OKO.press: „Termin realizacji czynności jaką jest przeszukanie powinien być określony w postanowieniu prokuratora. Zwykle jest tak, że w postanowieniu określa się stosunkowo krótki czas na realizację tej czynności, co wynika z jej istoty, czyli pilnej potrzeby znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie lub podlegających zajęciu w postępowaniu karnym (art. 219 kk).

Jeżeli w postanowieniu określono tak długi czas na jego realizację (czyli ponad dwa miesiące), to można się zastanawiać  nad zasadnością i proporcjonalnością sięgnięcia po ten instrument procesowy przez organ prowadzący postępowanie karne. W sytuacji, gdy potrzeba zrealizowania tej czynności nie była pilna,

można było bowiem wezwać organizację do wydania dokumentów, co byłoby zdecydowanie mniej uciążliwe dla funkcjonowania tej organizacji i zgodne z konstytucyjną zasadą proporcjonalności”.

Mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, jedna z  pełnomocniczek obecnych podczas przeszukania w siedzibie Centrum Praw Kobiet w Warszawie mówi OKO.press: „Przede wszystkim

w samym postanowieniu prokurator wskazał, że wnosi o dobrowolne wydanie rzeczy. Pytanie, czemu to postanowienie nie zostało wykonane?

Pytałyśmy o to na miejscu, zaznaczając, że organizacja sama wydałaby potrzebne dokumenty. Na miejscu były klientki centrum, często kobiety straumatyzowane, których wizyty musiały zostać odwołane.

Policja zabezpieczyła wszystkie dyski, w związku z tym praca Centrum Praw Kobiet w ciągu kilku najbliższych dni jest praktycznie niemożliwa”.

Mec. Gregorczyk-Abram zaznacza, że obecność adwokatek pozwoliła zabezpieczyć dane objęte tajemnicą, w tym tajemnicą psychologiczną, psychiatryczną, obrończą czy mające charakter osobisty. „Nie dopuściłyśmy do tego, żeby te dane tak po prostu wyjechały z organizacji. Wszystkie dokumenty zawierające tego rodzaju informacje zostały w odpowiedni sposób zabezpieczone. Ale czy w innych miejscach udało się tak zrobić? Nie sądzę.”

Ministerstwo Sprawiedliwości nie zabiera głosu

Ze strony Ministerstwa zniknął już wykaz organizacji, które w latach 2012-2015 korzystały z dotacji Funduszu w części „pomoc pokrzywdzonym” (ostatnie dostępne w bipie sprawozdanie jest za rok 2015), ale

zastanawia, że nie przeprowadzono kontroli w organizacjach o innym profilu takich jak np. Caritas Polska, które również w latach 2012-2015 dotowane były z rządowych pieniędzy.

O znikające dokumenty, ocenę działania prokuratury i stanowisko w sprawie akcji z 4 października OKO.press zapytało Ministerstwo Sprawiedliwości. Zapytaliśmy też, czy ministerstwo odpowie na apel przedstawicieli organizacji pozarządowych z żądaniem wydania jasnego komunikatu, że działania nie były wymierzone w organizacje kobiece. Odpowiedź, którą otrzymaliśmy jest lakoniczna i zastanawiająca.

 



 


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym