0:00
14 września 2019

OKO.press demaskuje. Za prowokacją wymierzoną w Kampanię Przeciw Homofobii stoi TVP

9 września podstawiona wolontariuszka, która nagrywała z ukrycia spotkania w Kampanii Przeciw Homofobii, wróciła pod siedzibę KPH. Towarzyszyło jej trzech mężczyzn z kamerą telewizyjną. OKO.press ustaliło, że dwaj z nich - operator kamery i realizator dźwięku - od lat pracują w TVP, m.in. dla "Wiadomości". Biuro informacyjne TVP milczy

Wydrukuj

6 września 2019 w OKO.press opisaliśmy próbę infiltracji Kampanii Przeciw Homofobii - organizacji, która od 18 lat działa na rzecz społeczności LGBT w Polsce. Podstawiona wolontariuszka - którą w naszym artykule nazwaliśmy Kasią - wyposażona w szpiegowski sprzęt (okulary z wmontowaną kamerą) nagrywała wewnętrzne spotkania KPH.

Wypytywała pracowników m.in. o stosunek do katolików, prowokując ich do obraźliwych wypowiedzi. Pytała o "Tęczowy Piątek" i instytucje, które wspierają KPH. Próbowała też zdobyć dostęp do bazy danych organizacji. Nakryta na nagrywaniu twierdziła, że robi to, bo ma słabą pamięć.

OKO.press znalazło Kasię w mediach społecznościowych. Odkryliśmy, że jest znajomą jednego z propagandystów TVP, Marcina Tulickiego. Metody, które stosowała, wskazywały na prowokację dziennikarską. Gdy próbowaliśmy skontaktować się z Kasią, skasowała konta na dwóch portalach.

Kasia wraca do KPH w asyście pracowników TVP

9 września, trzy dni po publikacji materiału w OKO.press, Kasia przyszła pod siedzibę KPH w asyście trzech mężczyzn. Jeden z nich miał kamerę telewizyjną.

"Zjawili się godzinę przed otwarciem biura. Z nagrań monitoringu wynika, że nagrywali Kasię stojącą pod drzwiami organizacji. Gdy na miejsce dotarli pracownicy, Kasia uciekła. Mężczyźni zostali i nagrywali osoby wchodzące do biura" - mówi OKO.press Cecylia Jakubczak, rzeczniczka prasowa KPH.

OKO.press dotarło do nagrań z kamery monitoringu zainstalowanej przy wejściu do siedziby KPH. W oparciu o nagrania ustaliliśmy, że dwaj mężczyźni, którzy towarzyszyli Kasi od wielu lat pracują w TVP;

robią materiały m.in. dla "Wiadomości". Pamiętają ich dziennikarze, którzy pracowali w publicznej telewizji przed nastaniem rządów "dobrej zmiany" i Jacka Kurskiego. Tożsamość operatora kamery i realizatora dźwięku potwierdziło troje byłych pracowników publicznej telewizji.

Realizator dźwięku z TVP i Kasia. Zdjęcie z monitoringu pod biurem KPH; anonimizacja OKO.press
Operator kamery i Kasia. Zdjęcie z monitoringu pod biurem KPH. Anonimizacja OKO.press

Biuro Informacyjne TVP wciąż nie odpowiedziało na pytania OKO.press o współpracę z Kasią. Po ustaleniu tożsamości mężczyzn z towarzyszącej jej ekipy, wysłaliśmy kolejne pytania - o to jaki materiał przygotowywali wieloletni pracownicy TVP i w jakiej roli występowała podstawiona wolontariuszka.

Zapytaliśmy też, dlaczego ekipa TVP zdecydowała się na prowokację dziennikarską. Stosuje się ją zwykle gdy dziennikarze mają informacje, że np. w jakiejś instytucji czy organizacji dochodzi do poważnych nadużyć, a nie ma możliwości potwierdzenia tych informacji w żaden inny sposób, niż podstawiając osobę o wymyślonej tożsamości.

Jak ustaliliśmy w rozmowie z pracownikami KPH, nikt z dziennikarzy telewizji nie próbował skontaktować się z organizacją, by zadać pytania, które na wewnętrznych spotkaniach stawiała Kasia.

"Działania organizacji są jawne. Sposób w jaki działamy skrupulatnie opisujemy i publikujemy na naszej stronie internetowej. Wystarczy tam zerknąć. Nie mamy nic do ukrycia" - mówi OKO.press Slava Melnyk, dyrektor KPH.

KPH: działania TVP to zastraszanie

"Działania TVP to szalona akcja zastraszania, która zaburzyła nasze wewnętrzne zaufanie. Ofiarą nieudanej prowokacji padła nie tylko organizacja, ale przede wszystkim młodzież, która angażuje się w działania wolontariatu. To głównie te działania były nagrywane. Jesteśmy organizacją przejrzystą, ale niektóre dane są wrażliwe - np. orientacja seksualna i identyfikacja płciowa wolontariuszy i wolontariuszek" - mówi OKO.press Slava Melnyk.

Jak wyjaśnia Melnyk, nie wszystkie osoby współpracujące z KPH są "wyautowane", czyli nie wszystkie ujawniły w swoich środowiskach swoją orientację.

Podanie takich informacji do wiadomości publicznej, mogłoby narazić je na kłopoty w życiu rodzinnym lub zawodowym.

Przekroczenie granic prywatności osób, które działają w organizacji sprawiło, że KPH rozważa podjęcie w tej sprawie kroków prawnych.

Według KPH prowokacja była wymierzona we wszystkie organizacje społeczne zajmujące się prawami człowieka. "Pilnujcie się, bo do was też wyślemy szpiegów. To chciało nam powiedzieć TVP" - mówi Melnyk.

***

Choć znamy nazwiska operatora i dzwiękowca z ekipy TVP, nie ujawniamy ich - nie chcemy, by na nich skupiła się uwaga i krytyka opinii publicznej. Zwłaszcza, że jako pracownicy techniczni, nie mają wpływu na tematykę i wydźwięk materiałów, przy których produkcji pracują.

Wcześniej nie ujawniliśmy również tożsamości rzekomej wolontariuszki, która nagrywała spotkania KPH. Naszym celem nie jest prowokowanie publicznego linczu na niej, lecz wyjaśnienie, kto z TVP zlecił zorganizowanie prowokacji. I dlaczego wydał takie zlecenie.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne