0:00
0:00

0:00

Czy powinniśmy się obawiać o przyszłość amerykańskiej demokracji? – pyta Agnieszka Graff, profesorka w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW, badaczka feminizmu i ruchów anty-gender, pisarka i publicystka. Oto jej odpowiedź w artykule dla OKO.press.

Grupa dziwacznie ubranych mężczyzn przy nikłym oporze policji szturmuje budynek Kapitolu, wkracza do środka, po czym rozchodzi się po budynku, raz po raz pozując do zdjęć, które następnie wrzuca do sieci. Czy to kuriozalne zdarzenie można uznać za insurekcję lub nieudany zamach stanu?

Merkel wnuczką Hitlera, Tom Hanks pedofilem

„Zamachowcy” to głównie zwolennicy mrocznej teorii spiskowej o nazwie QAnon, zgodnie z którą światem zawładnęła złowroga grupa przestępcza, Tom Hanks jest pedofilem, zaś Angela Merkel wnuczką Hitlera.

Trump zamierzał ten spisek unicestwić, czemu zawdzięcza wsparcie zwolenników Q. Nie byłoby to szczególnie interesujące, gdyby nie fakt, że odchodzący prezydent jest tego wsparcia wdzięcznym odbiorcą. Media donoszą, że przywoływał kluczowe elementy teorii QAnon w tweedach i wystąpieniach publicznych.

Ruch #StopTheSteal [ZatrzymaćKradzież – chodzi o odebranie Trumpowi rzekomego zwycięstwa wyborczego – red.], który zobaczyliśmy w akcji, to luźna koalicja QAnon-owców, członków neofaszystowskiej grupy o nazwie Proud Boys oraz – niestety – dość licznych polityków z partii republikańskiej.

Przeczytaj także:

O co chodziło? Nie było konkretnego planu przejęcia władzy, przerwano jedynie proces wyniku wyborów. To i owo zdemolowano, to i owo z Kapitolu wyniesiono (najchętniej szabrowano w gabinecie Nancy Pelosi). Już wiemy, że bomby tu i ówdzie podłożono, ale żadna nie wybuchła.

Główny dorobek spisku to fotki, które krążą w sieci. Jak na zamach stanu w światowym mocarstwie, trochę to wszystko żałosne, by nie rzec – groteskowe, ale kilku fotkom warto przyjrzeć się bliżej, bo robi się mniej śmiesznie.

Dwaj neofaszyści przebrani za kontrkulturowców

Najbardziej malowniczy z zamachowców to „Q Shaman,” znany też jako Jake Angeli, stały bywalec wieców na cześć Trumpa i propagator idei o wyborczym oszustwie. Tak, zgadliście, to ten przypominający Wikinga, z patriotycznie pomalowaną twarzą, nagim torsem z neopogańskimi tatuażami (młot Thora, celtyckie drzewo życia). Jak donoszą media, futrzana czapa i rogi bawole czynią z niego wojownika z plemienia Siuksów.

Na innym zdjęciu pojawia się postać mniej malownicza, ale za to bardziej jednoznaczna: ascetyczny brodacz w czarnej bluzie z trupią czaszką i napisem „Camp Auschwitz. Work makes free”.

Obaj mężczyźni to neofaszyści przebrani za kontrkulturowców. O przejęciu etosu kontrkultury przez skrajną prawicę pisała w głośnej książce „Kill All Normies” (2016) Angela Nagle.

Współczesne wojny kulturowe odwracają scenariusz rewolty lat 60., obsadzając lewicę i feminizm w roli gnuśnego establishmentu i zepsutych elit, z prawicowców zaś czyniąc malowniczych buntowników.

Badając w latach 2018-2019 związane z alter-prawicą internetowe ruchy mizoginiczne, obserwowałam to zjawisko na Youtubie i kilku internetowych platformach. Szczególny to klimat: mieszanina ironii, odrealnienia, eklektyzmu kulturowego, niechlujstwa, nienawiści, megalomanii i wariackiego żartu. Współczesny faszysta to wojownik walczący z lewicowym (czy raczej lewackim) spiskiem, który w jego mniemaniu przejął władzę nad światem. Jeśli go jednak nazwać faszystą, ryknie śmiechem i powie: żart, znowu daliście się sprowokować.

Śledząc środowe wydarzenia w CNN pomyślałam sobie: oto alter-prawicowy Internet założył odświętne stroje i zainscenizował zamach stanu.

Mroczne zakątki sieci, czyli wylęgarnia radykalizmu

Komentując niby-zamach dla „New York Times’a” badaczka Internetu ze Stanfordu, Renee DiResta, powiada: „Te zdarzenia to jaskrawy dowód na to, że nie istnieją już odrębne światy online i offline”. Istotnie, widzieliśmy to już kilkakrotnie.

  • Zamachowiec z Christchurch czerpał wiedzę o świecie z radykalnych kanałów Youtube’a, a swój wyczyn publikował na Facebooku.
  • Charlottesville zaczęło się w sieci.
  • Facebook był miejscem, gdzie zbierali się sprawcy strzelaniny w Kenoshy zeszłego lata.
  • A w 2016 roku polityczna mobilizacja mizoginicznych subkultur funkcjonujących na platformach 4chan i 8chan walnie przyczyniła się do wyborczego zwycięstwa Trumpa.

Wczorajsi zamachowcy organizowali się na platformach Parler i Gab.

Jednak media społecznościowe to dla alter-prawicy coś więcej niż narzędzie mobilizacji. To wylęgarnia radykalizmu, przestrzeń rekrutacji i wzmacniania skrajnych poglądów.

W mrocznych zakątkach sieci wykluła się i rozwinęła teoria QAnon. Proud Boys to mizoginiczna i rasistowska alter-prawicowa subkultura – jedna z wielu, które powstały w ostatniej dekadzie właśnie w sieci, często pod hasłem „Czerwonej Pigułki” (Red Pill), czyli przebudzenia, dzięki któremu uczestnik rozpoznaje, że żyje w lewicowym matriksie i postanawia walczyć o wolność.

Trump kocha tych radykałów i szaleńców

W całej tej dziwacznej historii najdziwniejsze wydaje się sprzężenie zwrotne między Trumpem i ultra-prawicowym internetem. NBC podaje, że w sławetnej rozmowie telefonicznej ws. wyborów w Georgii też pojawiły się odwołania do Q.

Wiadomo też, że Trump czerpał informacje o rzekomych oszustwach w listopadowych wyborach od czołowych przedstawicieli QAnon. Trudno zarzucić politykowi, że popierają go radykałowie i szaleńcy. Gdy jednak po raz kolejny oświadcza on publicznie, że owych radykałów i szaleńców „kocha”, gdy w kolejnych wystąpieniach przywołuje ich szaloną teorię, gdy w przemówieniu, które ma zakończyć ich szturm powiada, że co prawda źli ludzie sfałszowali wybory, ale teraz idźcie już do domu – powstaje pytanie o współpracę, a przynajmniej o wspólnotę celów.

Nie twierdzę, że Trump przewodził zamachowcom. Niewątpliwie jednak ośmielił tłum do szturmu na Kapitol i nie zrobił nic, by go odwołać.

Szaman z rogami byłby zabawny, gdyby nie komitywa z policją federalną

Druga niepokojąca sprawa to rola policji federalnej – a raczej jej brak. Szturm na Kapitol nie miałby żadnych szans, gdyby policja naprawdę chciała mu przeszkodzić. Wiele osób nie bez racji sugeruje, że gdyby chodziło o protest Black Lives Matter – polałaby się krew. Tymczasem internet obiegł filmik, w którym „zamachowcy” pozują razem z policjantami. Angeli (szaman z rogami) wyjaśnił też dziennikarzom, że policja najpierw wpuściła go do środka, a potem „grzecznie poprosiła go, żeby wyszedł”. Jeśli coś w tym zamachu powinno nas niepokoić, to właśnie dziwna wspólnota zwolenników szalonej teorii spiskowej z aparatem państwa i z częścią Partii Republikańskiej.

Szaman z rogami byłby całkiem zabawny, gdyby nie jego ewidentna komitywa z policją federalną.

Zagrożona demokracja? I tak, i nie

Czy zatem amerykańska demokracja jest zagrożona? Tak i nie. Wiadomo, kto będzie nowym prezydentem USA i że nie będzie to Donald Trump. Żaden Q-szaman tego nie zmieni. Jednak wiadomo także, że

trzy czwarte wyborców Trumpa uważa, że w listopadzie doszło do wyborczego oszustwa.

Co więcej, badania wskazują, że jest to elektorat, w którym rosną tendencje autorytarne. Innymi słowy, środowy niby-zamach przestaje być zabawny, gdy sobie uświadomimy, że stoją za nim grupy neofaszystów i że wraz z odchodzącym prezydentem kibicowała mu znaczna część Amerykanów.

;

Udostępnij:

Agnieszka Graff

Profesorka w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, badaczka feminizmu i ruchów anty-gender, znana feministyczna publicystka, felietonistka (m.in. „Wysokich obcasów”) i pisarka. Członkini rady programowej stowarzyszenia Kongres Kobiet. Autorka takich książek, jak: „Matka feministka” (2014), Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie” (2008), Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym (2001).

Komentarze