Głodne, samotne, w ciasnocie i we własnych odchodach, a nawet obok martwych ciał towarzyszy niedoli - tak żyją cielaki na polskich fermach przemysłowych. Najnowsze śledztwo Compassion Polska pokazuje los, jaki czeka "produkty uboczne procesu produkcji mleka"

„Nie opłaca się leczyć byczka, bo i tak niedługo zostanie sprzedany na mięso” – powiedział śledczym organizacji Compassion Polska pracownik jednej z polskich hodowli. Po tym, jak zwrócili uwagę, że jeden z cielaków ma wybity bark i kuleje.

Organizacja prozwierzęca Compassion Polska przeprowadziła w 2019 r. śledztwo w pięciu fermach w Polsce, by zbadać, w jaki sposób w polskiej hodowli przemysłowej traktowane są cielęta. Wyniki są przerażające: zwierzęta cierpią i fizycznie, i psychicznie:

„Izolacja, brak kontaktu z innymi cielętami i możliwości zabawy, głód, brak możliwości swobodnego poruszania się oraz stres z tym związany, a zimą niska temperatura i brak możliwości ogrzania”.

Raport pokazuje bezmiar nieludzkiego stosunku hodowców do żywych istot. Zaś załączone do niego zdjęcia prezentują codzienną rzeczywistość zwierząt, które – choć brzmi to strasznie – są „produktem ubocznym procesu produkcji mleka”.

Compassion Polska domaga się eliminacji klatek z hodowli wszystkich zwierząt, nie tylko krów. Organizacja zbiera podpisy pod Europejską Inicjatywą Obywatelską Koniec Epoki Klatkowej (petycja dostępna jest tu).



Zwłoki cieląt na fermach

Cielęta krowim matko odbiera się zaraz po urodzeniu albo kilka godzin później. Trafiają do klatkopodobnych kojców, gdzie są izolowane od innych cielaczków, albo do plastikowych budek (zwanych igloo), gdzie również przebywają samotnie.

„Niektóre większe cielęta nie mogły się wyprostować w budkach i przyjąć naturalnej pozycji ciała” – czytamy w raporcie.

W innych przypadkach, zwierzęta w kojcach nie mogły się swobodnie poruszać, nie mówiąc o zabawie.

Cielaki w tzw. igloo. Fot. Compassion Polska

„Zaobserwowano także przypadki naruszeń unijnego prawa: trzymanie cieląt w zamkniętych drewnianych kojcach, w których nie mogły się wzajemnie widzieć ani dotykać; na jednej z ferm w kojcach trzymane były cielęta w wieku 3-4 miesięcy”.

„System ten ogranicza naturalny rozwój społeczny cieląt, które z natury są zwierzętami społecznymi i uniemożliwia im swobodne poruszanie się i zabawę” – pisze Compassion Polska. Przepisy UE jednak na to zezwalają – „pomimo dowodów, że trzymanie cieląt w grupach od urodzenia może zapewnić im dobrostan”.

Cielaki w ciasnych kojcach, bez możliwości kontakt z innymi zwierzętami. Fot. Compassion Polska

To nie wszystkie udręki, na jakie są skazane zwierzęta: „Na jednej z ferm cielęta trzymane były w plastikowych budkach na śniegu. Nie miały możliwości być blisko siebie lub z matkami, żeby wzajemnie się ogrzewać, ponieważ indywidualne kojce całkowicie to uniemożliwiają”.

„Igloo” z cielakami w śniegu. Fot. Compassion Polska

Cielaki były też ciągle głodne, bo karmiono je zbyt rozcieńczonym mlekiem, a do tego rzadko (widziano cielaki ssące z głodu smoczki przymocowane do pustych wiader).  I cały czas ubrudzone własnymi odchodami, bojące się ludzi. Organizacja pisze też, że jej

śledczy widzieli zwłoki cieląt pozostawione na fermach: w igloo oraz poza kojcem.

Martwe cielę na jednej z kontrolowanych ferm. Fot. Compassion Polska

Ponad połowa tych zwierząt tak spędza pierwsze osiem tygodni swojego życia. Według szacunków organizacji, to 1 mln cieląt w Polsce (w całej Unii Europejskiej – 12 mln).

„Compassion Polska pokazuje systemową przemoc wobec zwierząt, odbywającą się na skalę przemysłową, niestety co do zasady zalegalizowaną” – powiedziała „Wyborczej” mec. Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka ds. ochrony zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym.

Zaznaczyła, że polskie prawo jest niekonsekwentne, bo zwierzęta są w nim chronione przed przemocą wybiórczo.

„Oddzielenie maleńkiego bezradnego psiego szczeniaka od matki i zamknięcie go w kojcu z dostępem tylko do jedzenia i picia są w świetle naszego prawa nielegalne – to przestępstwo znęcania się nad zwierzętami. Analogiczne postępowanie wobec cielaka – jest prawnie dopuszczone. To się musi skończyć” – dodaje.



Wypalanie rogów, wpędzanie w anemię

W OKO.press pisaliśmy już o fatalnej sytuacji cieląt – i bydła w ogóle – w hodowlach przemysłowych. Szybko oddziela się je od matek, bo ich mleko jest przecież dla ludzi.

„Także po to, by nie zdążyła wykształcić się więź. Krowy bardzo cierpią, gdy odbiera im się dzieci – jak większość samic w takiej sytuacji” – mówiła OKO.press Marta Gregorczyk z Compassion Polska.

Jeśli nie pochodzą z rasy, która jest typowo mięsna, to uznaje się je za zbędne. Nawet gdy nie zostaną zabite tuż po urodzeniu, to i tak przeznacza się je na mięso po kilku tygodniach lub miesiącach. „Zwykle nie hoduje się ich dłużej, bo to się nie opłaca, nie osiągną takiej wagi jak bydło mięsne” – wyjaśniała aktywistka.

W Polsce w 2017 roku zabito ponad 63 tys. cielaków.

W przypadku występującej coraz rzadziej hodowli na tzw. białe mięso, cielętom podaje się wyłącznie pokarm mlekozastępczy o niskiej zawartości żelaza, by wpędzić je w anemię.

U bydła w wieku kilku tygodni popularnym zabiegiem jest dekornizacja, polegająca na usunięciu zawiązków rogów – dla bezpieczeństwa pracowników hodowli i by uniknąć zranień między zwierzętami.

Rogi wypalane są przy pomocy dekornizatora lub żrących związków chemicznych. Mogą też być usuwane chirurgicznie (nożem), choć ze względu na duże unerwienie i ukrwienie rogów jest to metoda najbardziej krwawa.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press