4 listopada w polskich kościołach zostanie odczytany list pasterski Episkopatu na stulecie niepodległości. Według biskupów główne zagrożenie dla naszego kraju to „odstępowanie od wiary chrześcijańskiej i katolickich zasad jako podstawy funkcjonowania państwa”. Wyliczamy manipulacje i przekłamania

Czy Polak w ogóle może być patriotą, nie będąc katolikiem? Na to pytanie – i wiele innych frapujących zagadnień – odpowiada list pasterski Episkopatu z okazji święta niepodległości.

Dokument episkopatu, datowany na 14 marca 2018, ale opublikowany 29 października, można przeczytać w całości na stronie tej instytucji (tutaj). Dla każdego, kto zna historię Polski ostatnich dwóch stuleci – o niej głównie mówią autorzy – jest to lektura poruszająca, przede wszystkim ze względu na zawarte w nim przekłamania i manipulacje przeszłością. Ale nie tylko. Ważne jest także zupełnie aktualne przesłanie biskupów – „pasterzy Kościoła katolickiego w Polsce”, jak podpisali się pod listem.

Do przodków katolików

Zacznijmy od historii: według biskupów odzyskanie wolności przez Polskę to „dar Bożej Opatrzności”. 

Biskupi składają w liście hołd „naszym przodkom”, którzy w czasach zaborów dali przykład miłości ojczyzny. Piszą:

„Życiową postawą potwierdzili, że droga do odzyskania przez Naród Polski swego niepodległego i suwerennego państwa wiodła nie tylko poprzez walkę zbrojną, starania polityczne, dyplomatyczne i pracę kilku pokoleń Polaków, ale przede wszystkim przez miłość do Boga i bliźniego, wytrwałą wiarę oraz modlitwę”.

Przy odrobinie wysiłku można to zdanie uznać za opinię. Duchowni mają prawo myśleć, że rola modlitwy w odzyskaniu niepodległości jest ważniejsza niż walka zbrojna czy dyplomatyczna. Jest to pogląd trudny do obrony, ale być może dla kogoś głęboko wierzącego możliwy do zaakceptowania.

W istocie jednak to zdanie zawiera daleko idące historyczne przekłamanie. Polacy walczący o wolność wcale nie wszyscy byli wierzący, a ci wierzący nie wszyscy byli katolikami: byli wśród nich protestanci, prawosławni i Żydzi. 

Niesłychanie krytyczny stosunek do Kościoła – zwłaszcza do jego roli społecznej – mieli socjaliści, z których wywodził się Józef Piłsudski, i którzy byli jedną z głównych sił niepodległościowych. Krytykowali Kościół za wspieranie władz zaborczych oraz za popieranie wyzysku chłopów i robotników w kraju (tak, używali takiego słownictwa). Także narodowcy Romana Dmowskiego mieli często dystans wobec Kościoła, który uważali za wsparcie dla sił konserwatywnych, związanych z tradycyjną arystokracją i ziemiaństwem – podczas gdy sami uważali się za radykałów. Dmowski sojusz polskiego nacjonalizmu z Kościołem ogłosił później, w książce „Kościół, naród i państwo” wydanej w 1927 roku. Bardzo wpływowe na wsi było także krytyczne wobec Kościoła i jego pozycji wśród ludu skrzydło ruchu ludowego. 

Nie jest więc prawdą, że polski patriotyzm był nierozerwalnie związany z wiarą katolicką. 

Dodajmy również, że Kościół często krytykował w XIX w. polskie zrywy niepodległościowe. Pisaliśmy o tym w maju 2018 roku, kiedy zapomniał o tym abp. Stanisław Gądecki (tutaj). 

Dzieła Mickiewicza na katolickim indeksie zakazanym

Oczywiście, nie brakowało księży, którzy cierpieli za wolną ojczyznę – jak arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński, kanonizowany przez Jana Pawła II, który został przez władze carskie zesłany nad Wołgę za słowa protestu wobec brutalnego tłumienia powstania styczniowego (1863-1864). Ks. abp. Feliński spędził w Jarosławiu nad Wołgą 20 lat.

Ale w liście czytamy: „Kolejne zrywy narodu do walki zbrojnej o niepodległość Ojczyzny – poczynając od insurekcji kościuszkowskiej, poprzez okres napoleoński, Wiosnę Ludów, powstanie listopadowe i styczniowe – nie przynosiły rezultatów i powodowały nasilające się represje ze strony zaborców oraz niszczenie polskiej kultury i prześladowanie Kościoła, który zawsze wspierał narodowe zmagania o odzyskanie wolności”.

Otóż nie. Kościół nie zawsze „wspierał narodowe zmagania”.

Watykan potępiał wszystkie ruchy, które uważał za radykalne i godzące w monarchie europejskie – w tym Konstytucję 3 Maja, Powstanie Listopadowe (1830-1831) oraz Powstanie Styczniowe (1863-1864). Biskupi zachęcali poddanych zaborczych mocarstw do lojalności wobec władców, których prawa do rządzenia ziemiami polskimi nie kwestionowali. W kościołach modlono się za zaborczych monarchów.

Biskupi skwapliwie zawłaszczają dla Kościoła największych polskich twórców XIX w., zapominając, że wielu z nich miało z Kościołem relacje bardzo skomplikowane i często napięte. 

Na pierwszym miejscu wśród „chrześcijańskich” twórców wymieniają Adama Mickiewicza, którego dzieła w 1848 roku Kościół wpisał na indeks ksiąg zakazanych. Mickiewicz był mesjanistą i religijnym radykałem, który uważał, że Kościół porzucił oryginalne ideały chrześcijaństwa.

Przypomnijmy, że za czytanie dzieł znajdujących się na indeksie groziła katolikowi ekskomunika. Niektóre dzieła Mickiewicza były na indeksie jeszcze sto lat później. 

Dzisiaj Adam Mickiewicz w liście biskupów staje się przykładem twórcy katolickiego. Zabawne, prawda? Mickiewicz był autorem głęboko wierzącym, ale z Kościołem było mu często nie po drodze. Przed zawłaszczaniem Mickiewicza biskupom wypadałoby najpierw powiedzieć „przepraszamy”, ale tego słowa nie udało im się napisać.

Katolicki Naród Polski?

W całym tekście listu pasterskiego biskupi utożsamiają wiarę katolicką, patriotyzm oraz „Polski Naród” (pisany wielką literą). Wzmianka o „innych wyznaniach chrześcijańskich” pojawia się raz:

„Drogi Polaków do niepodległości motywowane wiarą katolicką prowadziły najpierw do umocnienia wiary i odrodzenia moralnego, a następnie do pogłębienia świadomości narodowej. Nastąpiło upodmiotowienie społeczne, narodowe i religijne szerokich warstw społeczeństwa polskiego, przede wszystkim ludności wiejskiej, rzemieślników oraz robotników. Prześladowania ze strony zaborców doprowadziły do jeszcze głębszego związania Kościoła katolickiego i innych wyznań chrześcijańskich z Polskim Narodem”.

Jest to, powtórzmy, całkowite zafałszowanie historii: ani Kościół nie wspierał bez zastrzeżeń polskich zrywów niepodległościowych, ani Polacy nie byli bez wyjątku wierzący.

W cytowanym fragmencie znajduje się jeszcze jedno nieuprawnione utożsamienie – odrodzonej RP z „Polskim Narodem”. Przypomnijmy, że II RP była państwem wielonarodowościowym, w którym mniejszości narodowe stanowiły ok. 30-40 proc. obywateli (spis powszechny 1931 roku pytał o języki ojczyste, co zaniżało w danych faktyczny odsetek mniejszości narodowych: według niego polski był językiem ojczystym 68,91 proc. obywateli). 

Bez katolicyzmu nie ma wolności

Sedno listu pasterskiego dotyczy jednak przesłania na przyszłość. Biskupi są tu bezkompromisowi: odejście od zasad katolickich to zagrożenie dla „suwerennego bytu” Polski. Przytoczmy:

„Odstępowanie od wiary katolickiej i chrześcijańskich zasad jako podstawy życia rodzinnego, narodowego i funkcjonowania państwa, to najpoważniejsze z zagrożeń, które doprowadziły już raz w przeszłości do upadku Rzeczypospolitej.

Szerzące się zniewolenia szczególnie wśród młodej generacji Polaków – alkohol, narkotyki, pornografia, zagrożenia płynące z Internetu, hazard, itd., prowadzą do osłabienia moralnego i duchowego narodu.

Spośród wad narodowych coraz bardziej dochodzą do głosu prywata, egoizm jednostek i całych grup, brak troski o dobro wspólne, szkalowanie i znieważanie wiary katolickiej, polskiej tradycji narodowej i tego wszystkiego, co stanowi naszą Ojczyznę”.

Nie ma tu rozróżnienia pomiędzy pornografią, hazardem a kwestionowaniem „chrześcijańskich zasad życia rodzinnego” (a więc zapewne np. dopuszczeniem związków jednopłciowych czy liberalizacją prawa do przerywania ciąży) oraz „brakiem troski o dobro wspólne” – tak jakby wszystkie były jednym rodzajem „zniewolenia”.

Oto i w całości przesłanie biskupów na stulecie niepodległości: Polaku, bez katolicyzmu nie istniejesz, nie ma Polski bez Kościoła. Polacy-niekatolicy są w tej optyce w najlepszym wypadku gorszym sortem obywateli, a w najgorszym – wypisują się sami z polskości. Naprawdę, w czasach rzeczywistych zagrożeń dla Polski, Europy, świata i planety, spodziewalibyśmy się po najważniejszych dostojnikach polskiego Kościoła czegoś więcej.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym