Konrad Szymański głosi tezę, że rząd w Warszawie jest przywiązany do zasad państwa prawa, tylko interpretuje ją inaczej z powodu zamachu Platformy Obywatelskiej na Trybunał Konstytucyjny. To stuprocentowa nieprawda - kryzys PiS wokół Trybunału Konstytucyjnego jest oddzielny od problemów, które wywołała Platforma Obywatelska


Ten spór nie toczy się o samą zasadę państwa prawa, ale o jej interpretację w konkretnych warunkach kryzysu politycznego wywołanego przez poprzednią większość parlamentarną wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Konrad Szymański, wPolityce - 17/05/2017

Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta


Kłamstwo. Były dwa oddzielne ataki na Trybunał Konstytucyjny - PO i PiS.


Minister ds. europejskich, Konrad Szymański, w wywiadzie dla portalu wPolityce powtórzył fałszywą tezę, którą politycy PiS powtarzają od początku swojej wojny z polskim ustrojem – że kryzys wywołała Platforma Obywatelska, uchwalając w czerwcu 2015 roku ustawę (podpis pod nią złożył Bronisław Komorowski), która pozwoliła sejmowej większości PO-PSL na wybór (8 października 2015) pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego – w tym dwóch „na zapas”, bo ich kadencje kończyły się już podczas nowej, ósmej kadencji Sejmu.

W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Prawo i Sprawiedliwość podczas prac legislacyjnych było zajęte kampanią wyborczą. Dopiero 23 października (cztery miesiące po uchwaleniu ustawy) złożyło do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności przepisów czerwcowej ustawy z konstytucją. Tym wnioskiem od października prezydent Andrzej Duda tłumaczył nieodbieranie ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów.

Zmiana strategii

Jednak 12 listopada 2015 roku, po wygraniu przez PiS wyborów parlamentarnych, wniosek PiS do Trybunału wycofano – a wobec wycofania wniosku TK nie mógł kontynuować prac i 25 listopada umorzył postępowanie.

13 listopada PiS złożyło w Sejmie pierwszy projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, w którym napisano: „Sędziów Trybunału wybiera Sejm. Wyboru dokonuje Sejm tej kadencji, w której następuje wygaśnięcie kadencji sędziego Trybunału, w którego miejsce wybierany jest jego następca”. Projekt niemal natychmiast wycofano.

W jego miejsce złożono projekt o zupełnie innej treści, który 19 listopada PiS uchwaliło głosami swoich posłów. Była to pierwsza z serii ustaw „naprawiających” Trybunał Konstytucyjny. Wprowadzono w niej zapis, że złożenie ślubowania przez nowego sędziego u prezydenta odbywa się „w terminie 30 dni od dnia wyboru”, a ślubowanie „rozpoczyna bieg kadencji sędziego Trybunału”. Ta ustawa miała pozwolić PiS nie tylko pozbyć się pięciu sędziów wybranych przez PO i PSL 8 października, ale również prezesa i wiceprezesa TK – art. 2 nowelizacji głosił bowiem, że „Kadencja dotychczasowego Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego wygasa po upływie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy”.

26 listopada nowy Sejm głosami PiS podjął uchwały o „stwierdzeniu nieważności” wyboru pięciu sędziów przez Sejm poprzedniej kadencji.

W połowie listopada 2015 roku PiS zmieniło strategię wobec Trybunału Konstytucyjnego – dysponując samodzielną większością parlamentarną, Jarosław Kaczyński postanowił rozpocząć wojnę z ustrojem Rzeczypospolitej przy pomocy ustaw, czyli poza porządkiem prawnym wyznaczanym przez Konstytucję.

Od listopada 2015 roku toczą się dwa równoległe spory o Trybunał Konstytucyjny – jeden jest rzeczywiście zawiniony przez Platformę Obywatelską, ale drugi jest dokonaniem własnym Prawa i Sprawiedliwości, za które PiS na nikogo nie może zwalać odpowiedzialności tak, jak robi to wiceminister spraw zagranicznych, Konrad Szymański. Nie istnieje więc żadna droga, którą PiS może powoływać się na zasadę państwa prawa – bo na zlecenie tej partii prawo jest w Polsce łamane przez najwyższych urzędników państwowych.



Trybunał miażdży ustawę Platformy Obywatelskiej

Po wycofaniu przez PiS wniosku z Trybunału po rozum do głowy poszła Platforma Obywatelska – 17 listopada złożyła do Trybunału Konstytucyjnego skargę na własną ustawę z czerwca 2015 roku. Wniosek Platformy Obywatelskiej był tożsamy z tym, który z Trybunału Konstytucyjnego 12 listopada wycofało Prawo i Sprawiedliwość.

3 grudnia Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w tej sprawie. Stwierdził to, co w pierwszym projekcie ustawy oraz w wycofanym z Trybunału wniosku pisali posłowie PiS: że posłowie na Sejm mają prawo wybrać sędziów Trybunału Konstytucyjnego na stanowiska, które stają się wolne podczas tej kadencji Sejmu. Sejm nie może więc wybrać sędziów ani zamiast poprzedników, ani zamiast następców.

Art. 137 ustawy „w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa 6 listopada 2015 r., jest zgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji, (…) w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 r., jest niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji” – orzekł Trybunał Konstytucyjny.

Jednocześnie Trybunał stwierdził, że prezydent nie ma prawa odmawiać odebrania ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego: „art. 21 ust. 1 ustawy powołanej w punkcie 1, rozumiany w sposób inny, niż przewidujący obowiązek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego Trybunału wybranego przez Sejm, jest niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji”.

W tym momencie – przeprosinami Borysa Budki z Platformy Obywatelskiej i rezygnacją z domagania się od Andrzeja Dudy zaprzysiężenia dwóch z pięciu wybranych 8 października sędziów – kończy się sprawa tzw. „małego zamachu na Trybunał”, czyli kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego, który wywołała Platforma Obywatelska.

Gdyby PiS uznało wyrok Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Duda odebrałby natychmiast ślubowanie od trzech sędziów wybranych prawidłowo przez Platformę Obywatelską (Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka i Andrzeja Jakubeckiego), a miejsce dwóch wybranych przez PO-PSL niezgodnie z konstytucją (Bronisława Sitka i Andrzeja Sokali) zajęliby sędziowie wybrani przez PiS (Julia Przyłębska oraz Piotr Pszczółkowski). Tak się jednak nie stało – PiS bowiem od połowy listopada prowadzi już zupełnie inną, nie mieszczącą się w ramach Konstytucji, politykę wobec Trybunału Konstytucyjnego.

Trwający od listopada 2015 roku kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego nie ma żadnego związku z ustawą, którą większość Platformy Obywatelskiej i PSL uchwaliły w czerwcu 2015 roku, i na podstawie której 8 października ta sama większość wybrała pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Przyczyną kryzysu jest nieuznanie wyroków Trybunału  przez Prawo i Sprawiedliwość i brnięcie w zmienianie ustroju zwykłymi ustawami (od 19 listopada 2015 roku zdominowany przez PiS parlament uchwalił już sześć ustaw o Trybunale Konstytucyjnym).

Skutkiem tych praktyk jest upadek instytucji sądu konstytucyjnego – obecny skład Trybunału nie ma umocowania prawnego, wysoce wątpliwe jest umocowanie prawne prezes Julii Przyłębskiej, a podejmowane przez TK wyroki obciążają praktyki eliminowania z pracy sędziów, którzy nie są dobrze widziani przez władzę PiS – wniosek Zbigniewa Ziobry posłużył za pretekst do eliminacji z pracy trzech sędziów wybranych w 2010 roku, a przymusowy urlop doprowadził do pozbycia się przez Julię Przyłębską wiceprezesa TK, Stanisława Biernata.



Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym