PiS próbuje wykorzystać pasztet prawny, który mamy w prawie wyborczym. W 2018 PiS znowelizował kodeks - wprowadził dwie komisje wyborcze i możliwość zamazania krzyżyka na karcie wyborczej. Przepisów o tym, kto może kandydować, nie zmienił.
Do nieczystej walki na interpretacje prawne przystąpił Jacek Sasin

Według polityków Prawa i Sprawiedliwości Hanna Zdanowska, która walczy w Łodzi o swoją trzecią kadencję prezydentki miasta, nie będzie mogła objąć stanowiska, nawet jeśli wygra 21 października 2018 w wyborach.

Wszystko dlatego, że Hanna Zdanowska jest skazana prawomocnym wyrokiem za poświadczenie nieprawdy.

12 marca 2018 sąd uznał, że prezydentka Łodzi świadomie poświadczyła nieprawdę w dokumentach, dzięki czemu jej partner otrzymał kredyt na wykupienie od niej mieszkania. Według wyroku Zdanowska została zobowiązana do zapłacenia grzywny w wysokości 20 tysięcy złotych.

27 września sąd apelacyjny podtrzymał wyrok. Zdanowska była już wtedy zarejestrowaną kandydatką na urząd prezydenta Łodzi. Założyła swój własny komitet, ale jest popierana przez Platformę Obywatelską, której kandydatką była 4 i 8 lat temu.

Walka na sondaże

Politycy PiS (wypowiedzieli się m.in. Jacek Sasin, Tomasz Poręba) postanowili wykorzystać sprawę w kampanii wyborczej i poinformowali media, że ich zdaniem głos na Hannę Zdanowską będzie zmarnowany, ponieważ obecna prezydentka i tak nie będzie mogła objąć urzędu ze względu na prawomocny wyrok.

8 października do Łodzi przyjechał Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, aby spotkać się z wojewodą łódzkim Zbigniewem Rau i porozmawiać o ewentualnych problemach prawnych w przypadku zwycięstwa Zdanowskiej w wyborach. Rau dotychczas nie zabrał głosu w sprawie. Powiedział jedynie lakonicznie, że „analizuje sytuację prawną”.

Zdanowska jest zdecydowaną faworytką wyścigu prezydenckiego. Według zamówionego przez KWW Hanny Zdanowskiej sondażu, który został przeprowadzony 3 października, czyli już po uprawomocnieniu się wyroku, obecna prezydentka może liczyć na 65 proc. poparcia wśród głosujących. Według opublikowanego 28 września sondażu „Dziennika Łódzkiego” może z kolei liczyć na 59 proc. głosów.

PiS powołuje się na własne badanie, według którego po sprawie wyroku dla Zdanowskiej jej poparcie spadło do niespełna 40 proc.

Walka na interpretacje

Kontrowersje wokół wyroku i ewentualnego startu prezydent Łodzi w wyborach samorządowych nie są nowe. Już w marcu „Dziennik Łódzki” pisał, że Zdanowska będzie mogła zostać wybrana, ale być może nie będzie mogła pobierać wynagrodzenia.

Głównym punktem sporu jest kolizja między kodeksem wyborczym a ustawą o samorządach. Według kodeksu w wyborach nie może kandydować osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego na karę pozbawienia wolności. Zdanowska została skazana na grzywnę, więc ten przepis jej nie dotyczy. Natomiast

według ustawy o pracownikach samorządowych, żadna osoba skazana prawomocnym wyrokiem nie może być zatrudniona w samorządzie.

„Uważam, że te dwie ustawy, interpretowane właściwie, tzn. zgodnie z zasadą racjonalności ustawodawcy, pozwalają w tym wypadku zarówno na kandydowanie, jak i objęcie urzędu – mówi OKO.press profesor Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego – Jeżeli chodzi o kandydowanie, to przecież właściwe organy wyborcze przyjęły zgłoszenie kandydatki. W takim wypadku,

jeżeli wyborcy zezwolą na objęcie urzędu, to tak właśnie powinno się stać”.

O kolizji dwóch ustaw mówił w wywiadzie dla TOK FM Wojciech Hermeliński, prezes Państwowej Komisji Wyborczej: „Jest tutaj niespójność. Państwowa Komisja Wyborcza nie ma tytułu, żeby prowadzić rozstrzygnięcia. To jest kwestia ustawodawca. Ustawodawca powinien zdecydować, czy dostosować ustawę o pracownikach samorządowych do Kodeksu wyborczego czy Kodeks wyborczy do ustawy. Znane mi są opinie niektórych konstytucjonalistów, którzy dają pierwszeństwo Kodeksowi wyborczemu i nie widzą przeszkód, żeby osoba, która została uznana za winną i skazana przez sąd na jakąkolwiek karę, mogła pełnić funkcję wójta, burmistrza czy prezydenta”.

Ustawodawca miał 7 lat na ujednolicenie tych regulacji. Od 2011 roku obowiązują omawiane przepisy kodeksu wyborczego. Chociaż w ostatnich latach nowelizowano zarówno prawo wyborcze, jak i ustawy samorządowe, nikt (łącznie z PiS) nie zadbał o jedność przepisów w kwestii tego, czy osoba skazana prawomocnym wyrokiem może kandydować w wyborach i później sprawować urząd.

Kto więc powinien tę rozbieżność w interpretacji prawa rozstrzygnąć?

Profesor Piotrowski: „Ostateczne rozstrzygnięcie po wyborach będzie być może w sądzie administracyjnym. Ale obecnie nie mamy podstawy, aby sądzić, że rząd ostatecznie nie podzieli mojego poglądu. Nikt nie przedstawił w tej sprawie oficjalnego stanowiska rządu, wojewoda łódzki się nie wypowiedział.

Politycy PiS w tej chwili jedynie korzystają z okazji. Nie oni stworzyli ten pasztet, tylko ustawodawca, który uchwalał kodeks wyborczy.

To wykorzystanie niejednoznaczności sytuacji prawnej dla celów agitacji wyborczej. Wypowiedzi o których mowa, to oceny, nie fakt.

Moim zdaniem to nie podlega postępowaniu w trybie wyborczym. Inne zagadnienie to natomiast ewentualne przekroczenie uprawnień przez wypowiadających się w tej sprawie urzędników”.

Hermeliński w trybunale

Anna Godzwon, była rzecznik prasowa Krajowego Biura Wyborczego, zwraca na jeszcze jeden czynnik, który może działać na korzyść Hanny Zdanowskiej:

„Dziewięć lat temu Trybunał Konstytucyjny przy okazji sprawy o zasadzie utraty mandatu wójta oraz biernym prawie wyborczym (w składzie orzekającym był obecny przewodniczący PKW, sędzia Wojciech Hermeliński) zwrócił uwagę, że bierne prawo wyborcze obejmuje sobą uprawnienie do bycia wybranym, a także do sprawowania mandatu uzyskanego w wyniku niewadliwie przeprowadzonych wyborów.

Oznacza to, że jeśli osoba startująca w wyborach ma bierne prawo wyborcze (czyli prawo do kandydowania), to może zostać wybrana i sprawować mandat, pod warunkiem, że wybory zostały przeprowadzone prawidłowo”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym