0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Karen MINASYAN / AFP)Fot. Karen MINASYAN ...

W nowym armeńskim parlamencie zasiądą dwie opozycyjne siły: Silna Armenia Samwela Karapetiana (23,28 procent, 29 mandatów) i Sojusz Armenia Roberta Koczariana (9,93 procent, 12 mandatów). Przez chwilę znajdowała się tam także Kwitnąca Armenia Gagika Carukiana, ale ostatecznie, po zliczeniu głosów oddanych elektronicznie, nie przekroczyła obowiązującego czteroprocentowego progu.

Frekwencja na wyborach 7 czerwca 2026 wyniosła prawie 59 procent, o dziesięć punktów procentowych więcej niż podczas wyborów w 2021 roku. Wzięło w nich udział 16 partii i dwie koalicje.

Wybory były postrzegane jako bitwa między Rosją a Zachodem.

Unia Europejska i Stany Zjednoczone jawnie popierały Nikola Paszyniana w walce o fotel szefa rządu, a Rosja sięgała po stare sprawdzone metody szantażu i wymierzania kary nieposłusznej republice. Miesiąc przed wyborami wprowadziła sankcje na niektóre towary (koniak, kwiaty, woda mineralna, wino, warzywa i owoce) i straszyła podwyżką cen gazu. Władimir Putin sugerował także, by Armenia jasno określiła, po której stronie chce stanąć: Rosji czy Zachodu i przypomniał, że próby zbliżenia Ukrainy z Unią Europejską doprowadziły do wybuchu „specjalnej operacji wojskowej”. Nie milczał też prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko, który stwierdził, że Armenia jest krajem nikomu do niczego niepotrzebnym, a jej obywatele powinni dokonać racjonalnego wyboru.

Obie opozycyjne siły, które weszły do parlamentu, wzywały Armenię do naprawy stosunków z Rosją i ponownego przyjrzenia się procesom pokojowym z Azerbejdżanem.

Oskarżenia o kupowanie głosów przez opozycję

Wybory były naznaczone ciągłymi oskarżeniami o kupowanie głosów przez opozycję. W dniu wyborów Komitet Śledczy ogłosił aresztowanie dziewięciu osób w związku ze wszczęciem 59 postępowań karnych pod zarzutem naruszeń prawa wyborczego. Również w niedzielę Komitet Antykorupcyjny i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowały o udaremnieniu procederu siedmiu osób powiązanych z partią Silna Armenia, którzy chcieli przekupić 45 wyborców na łączną 20,5 tys. dolarów w prowincji Kotajk.

Dzień przed wyborami wydano także nakazy aresztowania sześciu kandydatów parlamentarnych z bloku Silna Armenia, a Prokuratura Generalna Prokuratura złożyła odrębny wniosek do Centralnej Komisji Wyborczej o wydanie podobnego nakazu aresztowania kandydata Silnej Armenii, Davida Ghaziniana, byłego szefa Sieci Elektrycznych Armenii, między innymi za nakłanianie do przestępstw majątkowych.

Władze prowadziły też przedwyborczą kampanię informacyjną, w której ostrzegały wyborców, że za przyjęcie korzyści majątkowej za obietnicę oddania głosu na konkretnego kandydata grozi kara pozbawiania wolności na 7 lat. Ulotki z tą informacją były wręczane przylatującym na wybory do kraju Ormianom.

W niedzielę o godzinie 20 zamknęły się lokale wyborcze i rozpoczęło się liczenie głosów. Paszynian ogłosił swoje zwycięstwo po podliczeniu ledwie 10 procent głosów, co wywołało oburzenie opozycji.

O drugiej w nocy zwołał konferencję prasową, podczas której powiedział, że Ormianie zagłosowali za pokojem i wyraził nadzieję, że spotka się to z „pozytywnymi reakcjami z Turcji i Azerbejdżanu”.

Obiecał też zbliżenie z Zachodem i utrzymanie stosunków z Rosją. Powiedział też, że „trójgłowa partia wojny (Karapetian, Koczarian i Carukian), została pokonana”. Dodał jednak, że „to ważny, ale nie ostateczny wynik, ponieważ wierzę, że ludzie jasno wyrazili swoją wolę, by przestępczo-oligarchiczny system został wykorzeniony z Republiki Armenii”. Zaznaczył, że to „będzie to jeden z najważniejszych programów większości politycznej i rządu, który musimy wdrożyć bez zwłoki i bardzo zdecydowanymi ruchami”.

Również nocą oświadczenie wydał Samwel Karapetian, założyciel Silnej Armenii, w którym nazwał wybory „haniebnymi” z powodu „prześladowań”. Poinformował, że 75 członków jego koalicji zostało tymczasowo aresztowanych, a 700 osób aresztowano.

Warto zaznaczyć, że Karapetian firmuje swoją osobą całą kampanię wyborczą Silnej Armenii, ale sam nie bierze udziału w wyborach. Nie może. Po pierwsze dlatego, że prócz armeńskiego posiada jeszcze rosyjskie i cypryjskie obywatelstwa, a zgodnie z armeńskim prawem kandydat zobowiązany jest posiadać tylko i wyłącznie obywatelstwo Armenii. Po drugie, przez ostatnie cztery lata w większości nie mieszkał w Armenii, a po trzecie, najważniejsze, znajduje się aktualnie w areszcie domowym. Jest oskarżony m.in. o pranie brudnych pieniędzy i próbę obalenia rządu.

Szeregiem oskarżeń karnych i wyroków mogą pochwalić się też inni liderzy tzw. trójgłowej partii wojny – Koczarian i Carukian. Ich przeszłość nie przeszkadza im jednak w braniu udziału w wyborach i obiecywaniu obywatelom bezpieczeństwa pod ich skrzydłami.

– Z jednej więc strony mamy sytuację, w której Paszynian przedstawia sobą proeuropejskie widzenie świata, a z drugiej pozwala tym wszystkim kryminalistom brać udział w wyborach i obiecywać nam uczciwość. Czy da się brać to wszystko na serio? Z jednej strony rozumiem, że nie można tworzyć sztucznej opozycji, ale czy w prawdziwie demokratycznym kraju możliwe są takie scenariusze jak w Armenii? – mówi Stiopa Safranian, analityk z Armenian Institute of International and Security Affairs (AIISA).

Z tym, że należy pozbyć się z władzy oligarchów i ich pieniędzy zgadza się także Ruben Mehrabian z AIISA i jednoczenie numer dwa na liście wyborczej proeuropejskiej partii Za Republikę:

– W Armenii potrzebujemy demokracji jak powietrza. Ale musi to być demokracja z kolcami. Musimy się pozbyć prorosyjskich sił, bo dopóki one są, to naszą opozycją nie jest ani Karapetian, ani Koczarian, ani Carukian, a sam Władimir Putin. I z tym musimy walczyć.

Przeczytaj także:

Rosja oskarżona o próbę wpłynięcia na wynik głosowania

Przez cały okres przedwyborczy w Armenii Moskwa była oskarżana o próby manipulowania głosami poprzez presję ekonomiczną, kampanię dezinformacyjną i sprowadzanie Ormian z Rosji, aby oddali swoje głosy.

Przedstawiciele władz rosyjskich, w tym prezydent Władimir Putin, wielokrotnie apelowali do Armenii o podjęcie decyzji, czy pozostać w Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAEU), czy przystąpić do UE.

W dniu wyborów wicepremier Rosji Aleksiej Owerczuk oświadczył, że Moskwa „nieustannie powtarza Erywaniowi, że UE faktycznie przekształciła się ze związku gospodarczego w sojusz wojskowo-polityczny”. Zasugerował również, że „niektóre grupy” opozycji sprzeciwiają się dalszemu pogłębianiu więzi z blokiem, dążąc zamiast tego do zacieśnienia więzi z Rosją.

Paszynian z kolei, zaraz po oddaniu głosu, powiedział jednemu z dziennikarzy: „nie widzę napięć, to napięcie sztuczne. Nasze relacje z Rosją są instytucjonalne i oparte na wzajemnym szacunku”.

– Paszynian nie daje się prowokować Rosji. I dobrze. Wyciągnął wnioski z tego, co działo się choćby w Gruzji, która gwałtownie reagowała na reakcje Kremla w kontekście zbliżania się z Zachodem. Paszynian zachowuje się stabilnie i nie daje powodów, by ta pociągnęła go do odpowiedzialności. Przeciwnie. Robi wszystko, by jeśli do tego dojdzie, jasne było, że to jej, Rosji, decyzja. Poza tym nowy rozkład sił w parlamencie pozwala Paszynianiowi lawirować między Rosją a Zachodem. Poszedł na rękę Moskwie i pozwolił Karapetianowi wziąć udział w wyborach, choć oficjalnie nie mógł ich wziąć, ale jednak firmował sobą całą kampanię. Silna Armenia dostała się jako druga do parlamentu i będzie realizować agendę Rosji.

Z drugiej strony, jeśli Paszynian czegoś nie będzie w stanie, albo nie będzie chciał przeforsować na stronę Zachodu, będzie miał wymówkę, że powstrzymuje go prorosyjska opozycja. I też będzie miał rację – mówi Stiopa Safranian.

W wyborach wygrała partia Paszyniana, ale nie można zapomnieć, że prawie jedna czwarta wyborców poparła ugrupowania kojarzone z Rosją. Nie wiemy, na czym tak naprawdę zależało Rosji, kiedy prowadziła zajadłą kampanię przeciwko Paszynianowi. Czy na pewno chciała odsunąć go od władzy już teraz? Przecież w jakimś sensie Rosja także korzysta na zbliżeniu Armenii z Zachodem – ta od początku pełnoskalowej wojny pomaga obchodzić jej sankcje.

Czy może Moskwie bardziej na tym, by prorosyjska opozycja zyskała nową twarz w postaci Samwela Karapetiana, za którym nie ciągnie się polityczna przeszłość jak za byłym prezydentem, Robertem Koczarianem, który de facto doprowadził kraj do ruiny?

I jest jeszcze jedna niepokojąca rzecz, mianowicie obietnica ścigania liderów opozycji przez rządzącą partię. Czy Paszynian chciałby zostać autokratą i zachować całą władzę przy sobie? Czy w takim razie można go nazywać prozachodnim i demokratycznym politykiem?

Na zdjęciu Stasia Budzisz
Stasia Budzisz

Stasia Budzisz, tłumaczka języka rosyjskiego i dziennikarka współpracująca z "Przekrojem" i "Krytyką Polityczną". Specjalizuje się w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest autorką książki reporterskiej "Pokazucha. Na gruzińskich zasadach" (Wydawnictwo Poznańskie, 2019).  

Komentarze