0:00
0:00

0:00

Kolejna interwencja aktywistów za granicą stanu wyjątkowego. Jak donosi nasz reporter Igor Nazaruk, który jest na miejscu, 6 października, po godzinie 16:00 aktywistki Fundacji Ocalenie odebrały telefon od mieszkanki Michałowa (woj. podlaskie) ws. kolejnych rodzin, które schroniły się w pobliskim lesie. Są to dwa małżeństwa irackich Kurdów z dwójką małych dzieci. Rodzice mają około 30 lat, dziewczynki: rok i trzy lata.

"Byliśmy w Sokółce. Mieliśmy ponad godzinę drogi na miejsce. Gdy dojechaliśmy do Michałowa, naprzeciw wyjechał bus na lokalnych numerach. Podjechaliśmy w okolice lasu, zaparkowaliśmy w odległości. Resztę trasy przeszliśmy na piechotę" — opowiada reporter OKO.press.

Na miejscu czekały dwie zmęczone, zmarznięte rodziny. "Dzieci są przeziębione. Daliśmy im jedzenie i ciepłe ubrania: skarpety, czapki, buty i kurtki" — mówi Nazaruk. Wiadomo, że zanim rodziny dotarły do Polski, obydwie próbowały różnych szlaków migracji. Najpierw wyruszyli z Turcji do Włoch, ale zostali wypchnięci. Potem próbowali jeszcze raz, przez Bułgarię. I znów zostali zawróceni.

Zdjęcie: Igor Nazaruk

W końcu przylecieli samolotem z Bułgarii do Mińska. Po polskiej stronie byli już raz, pięć dni temu. Z ich opowieści wynika, że zostali wypchnięci przez strażników na białoruską stronę. "W sumie w lasach spędzili 10 dni. Spali bez namiotów, pod gołym niebem. Dwoje z nich ma chore nerki. Opowiadają, że po białoruskiej stronie jest bardzo źle. Mówili, że zostali pobici, ale nie mogę zweryfikować tych informacji" — mówi nasz reporter.

"No Belarus, no Belarus. Chcemy zostać w Polsce" — powtarzają.

Aktywiści udzielili im informacji na temat procedury azylowej w Polsce. Po długiej rozmowie wszyscy zgodzili się, że to tutaj chcą starać się o ochronę międzynarodową. "Każdy z nich nagrał filmik, na którym mówi, że prosi o międzynarodową ochronę w Polsce. Wtedy aktywiści wezwali Straż Graniczną" — mówi nasz reporter.

Półtorej godziny zajęło Straży Granicznej dotarcie na miejsce. "Wcześniej dzwonili z informacją, że nie mają wolnego patrolu i nie wiedzą, kiedy przyjadą. Mimo że są z placówki z Michałowa, oddalonej 10 minut od miejsca, w którym jesteśmy" — relacjonuje Nazaruk.

SG: "Poczeka pani, załatwimy"

O godzinie 20:30 patrol SG zabrał rodziny do samochodu. "Jedziemy za nimi do Michałowa. Strażnicy twierdzą, że zabierają ich na placówkę" — przekazuje nasz reporter.

[video width="1280" height="720" mp4="https://oko.press/images/2021/10/5D642910-DFF3-4C2E-A7C3-1CE332A1BF01.mp4"][/video]

"Nie zostaliśmy wpuszczeni" — informuje po kwadransie Igor Nazaruk. — "Do budynku nie została też wpuszczona pełnomocniczka. Mamy podpisane dokumenty, ale strażnicy kazali nam opuścić teren. Czekamy".

Na filmie przesłanym przez naszego reportera widać, jak strażnicy przepędzają media i prawniczkę.

"Narazie załatwimy sprawę ten... pani nie filmuje nas, to jest teren placówki, proszę wyjść" — mówi jeden z nich.

"W jaki sposób mam się do nich dostać? Te osoby wszystkie złożyły chęć ubiegania się o ochronę w Polsce. Mam podpisane pełnomocnictwa i osoby mają prawo, aby złożyć wniosek w placówce" — mówi prawniczka.

"Nie wiem. Zaraz, pani poczeka, załatwimy. Dopiero te osoby wjechały" — odpowiada strażnik.

[video width="1280" height="720" mp4="https://oko.press/images/2021/10/5AAEA48C-6741-4F12-AFF2-6534C8788F6C.mp4"][/video]

Godzina 21:25. Nasz reporter informuje, że dziś żadne czynności wobec rodzin z Iraku nie zostaną podjęte. "Strażnicy zapewniają, że cudzoziemcy będą mieli możliwość ubiegania się o ochronę międzynarodową. Na placówce nie ma podobno tłumacza, ani innych osób, które prowadzą czynności. Przekonywali też, że gdyby została podjęta decyzja o przewiezieniu cudzoziemców, poinformują pełnomocniczkę, czyli Natalię Borysławską. Aktywiści uznali, że zostaną na noc pod bramą. Obawiają się, że wywiozą ich w środku nocy" — mówi Igor Nazaruk, który wspólnie z Fundacją Ocalenie zostaje na nocnym dyżurze w Michałowie.

Rzeczniczka podlaskiej Straży Granicznej Katarzyna Zdanowicz zapewniła naszego reportera, że do godziny 10:00 rano rodziny nie opuszczą placówki. "Po 21:30 na teren wjechało wojsko. Nie wiemy, co się dzieje" — relacjonuje Nazaruk.

Po pół godzinie ciężarówka wyjechała z terenu michałowskiej placówki. "Wydaje nam się, że nikogo więcej poza wojskiem tam nie było" — mówi nasz reporter.

;

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i usługach publicznych.

Komentarze