0:00
Prawa autorskie: Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.plFot. Adrianna Bochen...
18 stycznia 2023

Mniej interwencji, większy luz na izbach wytrzeźwień. Nocna prohibicja zdaje egzamin?

Nocna prohibicja w niektórych miastach się spodobała, inne wycofują się z pomysłu jej wprowadzenia. Tam, gdzie obowiązuje, policjanci i strażnicy miejscy mają mniej roboty, a mieszkańcy mogą nieco odetchnąć.

Wydrukuj

Coraz więcej polskich miast, wzorem tych zachodnich, decyduje się na wprowadzenie nocnej prohibicji w sklepach i na stacjach benzynowych. Prawo zezwalające na taki krok weszło w życie w 2018 roku. Dobrymi skutkami tego rozwiązania chwalą się między innymi Bydgoszcz, Gdańsk, Tarnów i Katowice.

Do jego wprowadzenia szykuje się małopolski Andrychów, zastanawia się nad nim Warszawa. Kraków publikuje z kolei wyniki ankiety przeprowadzonej wśród mieszkańców. Respondenci wskazali, że nocny zakaz sprzedaży alkoholu powinien objąć całe miasto.

"Spodziewamy się, że przy części sklepów monopolowych spadłaby skala interwencji policyjnych. Poza tym zadowoleni zapewne byliby mieszkańcy, którzy mieszkają blisko takich sklepów. Wiemy jednak, że zakaz mógłby spowodować ograniczenie obrotu sprzedaży i organicznie swobody gospodarczej, o której mówią przedsiębiorcy, dlatego pytamy o to mieszkańców" - mówił wiceprezydent Krakowa, Bogusław Kośmider.

Nocna prohibicja chroni mieszkańców

Jak dokładnie wyglądają zasady nocnej prohibicji? Zwykle wprowadza się ją w godzinach od 22:00 lub 23:00 do 05:00 lub 06:00 rano. Może obejmować obszar całego miasta (jak w Tarnowie) lub funkcjonować z wyłączeniem jego części (jak w Katowicach). Późną nocą i nad ranem kasjer w sklepie musi odmówić sprzedaży alkoholu.

W niektórych przypadkach za granicą (na przykład w Paryżu) marketowe półki z napojami alkoholowymi są zasłaniane kotarą. Prohibicja jest jednak jedynie częściowa. W miastach, gdzie funkcjonuje, wciąż można napić się w barach czy restauracjach.

"Zakaz sprzedaży alkoholu poza takimi lokalami w późnych godzinach nocnych jest środkiem politycznym, który nie ogranicza poważnie wolności jednostki. Alkohol można przecież nadal legalnie kupić przed godziną 22:00 w kioskach, na stacjach benzynowych i w supermarketach oraz po godzinie 22:00 w barach, pubach, restauracjach i klubach" - przekonywali autorzy badania nad efektami wprowadzenia prohibicji w niemieckim landzie Badenii-Wirtembergii, opublikowanych przez pismo Health Economics.

Mocniejszych słów używają aktywiści z organizacji Miasto Jest Nasze oraz Porozumienia dla Pragi. Warszawscy działacze sugerują, że to nocna sprzedaż alkoholu godzi w osobistą wolność mieszkańców.

"Uważamy, że mieszkanki i mieszkańcy mają prawo do bezpieczeństwa, porządku i spokoju w swoim mieście. Na bazie doświadczeń innych miast, sądzimy, że poprawę sytuacji może przynieść zmniejszenie dostępności alkoholu w określonych godzinach nocnych i wieczornych" - mówił Marcin Chlewicki, wiceprzewodniczący Miasto Jest Nasze.

Mniej nocnych interwencji i "klientów" w izbach wytrzeźwień

Aktywiści wskazują na doświadczenia innych miast - w tym Katowic, które na ograniczenie możliwości nocnej sprzedaży alkoholu zdecydowały się już w 2018 roku. W 2021 prohibicja została rozszerzona poza śródmieście z wyjątkiem Giszowca na południowo-wschodnich krańcach miasta.

"Miasto ma służyć mieszkańcom, a my jesteśmy otwarci na każde rozwiązanie, które spotka się z aprobatą lokalnej społeczności. Wprowadzenie nocnej prohibicji w Śródmieściu Katowic w 2018 roku spotkało się z dobrym przyjęciem ze strony mieszkańców, pomimo początkowych obaw. O tym, czy takie regulacje zostaną wprowadzone w kolejnych dzielnicach decydują mieszkańcy. Ich głos jest dla nas bardzo ważny, dlatego tam, gdzie mieszkańcy wskazywali, że chcą takiego rozwiązania zostało ono wprowadzone i obowiązuje" - mówi w rozmowie z OKO.press prezydent Katowic Marcin Krupa.

Podaje też statystyki: - "Liczba interwencji służb porządkowych związanych z nietrzeźwością i spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych spadła po wprowadzeniu tzw. nocnej prohibicji. Już po pierwszym roku obowiązywania ograniczeń w sprzedaży alkoholu spadła o 54 proc. liczba udzielanych pouczeń, a także o 29 proc. liczba doprowadzeń do izby wytrzeźwień przez policję. Podobne efekty odnotowała również straż miejska: w 2017 roku strażnicy interweniowali 2043 razy, a w 2021 roku tylko 570 razy, natomiast doprowadzeń do izby wytrzeźwień lub miejsca zamieszkania w 2017 roku było 742, a w 2021 - 582."

Bat na pijanych turystów?

Na podobne efekty liczy również Kraków. "Wszystko na to wskazuje, że organicznie nocnej sprzedaży napojów alkoholowych skutkowałoby mniejsza liczba interwencji w zakresie porządku publicznego" - mówił portalowi RMF24 Tomasz Popiołek z magistratu.

W mieście obleganym przez turystów - również tych szukających zabawy przy napojach wyskokowych - jedna próba wprowadzenia prohibicji już się nie udała. Miasto próbowało objąć ograniczeniami Dzielnicę Pierwszą - Stare Miasto, w tym z przyciągającym imprezowiczów żydowskim Kazimierzem.

Uchwała nie weszła w życie po unieważnieniu przez Wojewódzki Sąd Administracyjny. Przyznał on rację właścicielom dwóch sieci nocnej sprzedaży alkoholu. Wskazywały one na brak większych problemów spowodowanych przez nietrzeźwe osoby w dzielnicy pierwszej. Policja częściej podejmowała więcej interwencji związanych z ich zachowaniem w innych częściach miasta - wskazywali sędziowie.

"Wprowadzenie ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu wyłącznie w jednej dzielnicy Krakowa bez wskazania racjonalnych ku temu powodów narusza konstytucyjną zasadę równości" - argumentowali sędziowie, wskazując, że sklepy w innych dzielnicach mogłyby bez problemu sprzedawać alkohol po 22:00. Krakowscy włodarze liczą, że tym razem uda się wprowadzić zakaz.

Od czterech lat obowiązuje on już w nieodległym Tarnowie. "Po wprowadzeniu zakazu najbardziej zadowoleni był ci mieszkańcy miasta, którzy mieli w pobliżu sklepy sprzedające alkohol nocą, w ich okolicach bowiem bywało czasem hałaśliwie i musiała interweniować policja" - mówi nam Ireneusz Kutrzuba, rzecznik prezydenta miasta- "Handlujący alkoholem przedsiębiorcy nie byli fanami zakazu, ale też nie załamywali rąk. Ich zdaniem, nocna sprzedaż w godz. 24:00 – 06:00 to zaledwie kilka procent dobowych obrotów".

Spokojniej na ulicach, tłoczniej w barach

Sklepowa prohibicja ma też pozytywny wpływ na lokalny biznes - wskazują autorzy niemieckiego badania dotyczącego zakazu sprzedaży alkoholu w nocy. Potencjalni klienci monopolowych dzięki niemu częściej zaglądają do lokali gastronomicznych i barów, które notują wyższe wpływy. Ceny odstraszają też przed nadmierną konsumpcją, a nad zachowaniem klientów czuwa obsługa - zauważają badacze, którzy przytaczają też twarde statystyki dotyczące wprowadzonej w 2010 roku prohibicji.

Przemawiają one za tym rozwiązaniem, choć nie oszałamiają. Wśród populacji pomiędzy 15. a 24. rokiem życia po wprowadzeniu zakazu o ok. 10 proc. spadła liczba hospitalizacji z powodu nadmiernego spożycia alkoholu. Spadła też ogólna liczba przyjęć do szpitala i liczba nocnych wizyt u lekarzy pierwszego kontaktu. Prohibicja nie miała jednak praktycznie żadnego wpływu na liczbę wypadków samochodowych.

"Istnieje kilka potencjalnych wyjaśnień, dlaczego zakaz jest skuteczny w ograniczaniu hospitalizacji i wizyt lekarskich związanych z alkoholem. Prohibicja może sprawiać, że mieszkańcy są bardziej świadomi niebezpieczeństw związanych z dużym spożyciem alkoholu. Innym wyjaśnieniem jest to, że zakaz nie podnosi świadomości, ale raczej utrudnia ludziom spontaniczny dostęp do napojów alkoholowych" - piszą uczeni.

Ta druga hipoteza może sprawdzać się w przypadku osób z problemem alkoholowym, którzy pić zaczynają w dzień lub wczesnych wieczorem. Gdy alkohol się kończy, trudno uzupełnić im brakujące zapasy.

Nocna prohibicja nie wszędzie się podoba

W niektórych przypadkach efekty wprowadzonej prohibicji nie wpływają na spadek wydatków na alkohol. "Radomsko bawi się niewąsko" - podsumował portal Nasze Miasto wydatki mieszkańców miasta na alkohol w 2021 roku - pierwszym z nocną prohibicją. Według danych Urzędu Miasta wydatki radomszczan na alkohol wzrosły wtedy o 7 mln złotych względem poprzedniego roku i wyniosły niemal 1500 zł na osobę.

Dwa lata temu wzrosła też w mieście liczba wypadków przemocy domowej. Pamiętajmy jednak, że był to rok pandemiczny, a obie te statystyki zwyżkowały w wielu miejscach na całym świecie - przekonywał przewodniczący miejskiej rady Tadeusz Kubak. Według niego Radomsko dzięki nocnej prohibicji jest spokojniejsze.

"Pozytywne skutki tej decyzji obserwujemy od jakiegoś czasu. Nie ma już awantur pod sklepami nocnymi, które były szczególnie dokuczliwe dla osób mieszkających w okolicach takich miejsc. Mniej jest pobić i urazów, w którymi pijani zgłaszali się do nocnej pomocy medycznej. Pod względem porządku jest zdecydowanie lepiej" - przekonywał Kubiak na łamach Naszego Miasta.

Mimo to nie wszędzie pomysł nocnego zakazu sprzedaży alkoholu się spodobał. Niemal na ostatniej prostej z jego wprowadzenia zrezygnowały władze Lublina. Straż miejska wnioskowała o prohibicję, która pomogłaby w opanowaniu sytuacji w centrum miasta. Od stycznia do września funkcjonariusze w związku z przypadkami nadmiernego spożycia alkoholu musieli interweniować niemal 700 razy. Przeciwko byli jednak radni Starego Miasta. Jak argumentowali - nocna prohibicja utrudniłaby życie mieszkańcom dzielnicy. W związku z tym Rada Miasta zarzuciła pracę nad stosowną uchwałą.

Zakaz obowiązkowy?

Takie decyzje nie należą do wyjątków. Przez pierwsze dwa lata obowiązywania prawa umożliwiającego jej wprowadzenie, nocna prohibicja zaczęła działać w zaledwie 162 na niemal 2,5 tys. gmin w Polsce. Dlatego na razie trudno jest jednoznacznie ocenić jej skuteczność w Polskich warunkach - choć doświadczenia poszczególnych miast bywają zachęcające. Według Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych ciężko wskazać jest też na negatywne skutki nocnej prohibicji.

"Wiele gmin wskazuje jednakże, że rozwiązanie to byłoby o wiele skuteczniejsze, jeśli byłoby obligatoryjne, a nie fakultatywne. Dobrowolność wprowadzenia takiego mechanizmu powoduje, że większość gmin z niego nie korzysta - co ma negatywny wpływ na gminy, które zakaz wprowadziły" - zauważają pracownicy agencji. Zakaz jest więc zwyczajnie mniej skuteczny, jeśli po procenty można wybrać się do sąsiedniej gminy lub dzielnicy.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne