Trudno obronić tezę, że „Polska jest coraz mniej uprzemysłowionym krajem” - w kontekście podsumowania rządów PO-PSL. W szerszej perspektywie temat uprzemysłowienia Polski jest dużo bardziej złożony, a odniesienie do II Rzeczpospolitej powoduje, że porównać trzeba rzeczy nieporównywalne


Wystarczy porównać III RP z II RP. II RP potrafiła zbudować Centralny Okręg Przemysłowy czy Gdynię. Na tym tle widać, że Polska jest coraz mniej uprzemysłowionym krajem. II RP, z mniejszym potencjałem, potrafiła być bardzo przemysłowym państwem.

Patryk Jaki, wpolityce.pl - 13/05/2016

wpolityce.pl

Patryk Jaki w wiezieniu w Nowogardzie. Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. To opinia oparta na stereotypach, nie na faktach.


Udział przemysłu w PKB Polski w ostatnim ćwierćwieczu spadł wprawdzie znacząco (z 42 procent w roku 1991 do poziomu poniżej 20 procent w roku 2001), ale miało to miejsce zanim Platforma Obywatelska w ogóle powstała.

Spadek ten był bardzo gwałtowny, ale zarazem oznaczał przyspieszone dostosowanie do przeciętnego poziomu uprzemysłowienia, jaki kraje Zachodu uzyskiwały stopniowo od końca lat 60. Od roku 2002 nastąpiło pod tym względem niewielkie odbicie (do ok. 22–23 procent) i obecnie utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie. To samo dzieje się w takich krajach jak Niemcy czy Japonia, przy czym udział przemysłu w polskim PKB sytuuje się na poziomie pomiędzy tymi dwoma krajami, a jednocześnie o kilka punktów procentowych wyżej niż dla „starej” piętnastki UE (zwłaszcza Wielkiej Brytanii) i Stanów Zjednoczonych.

Coraz mniej osób pracuje w przemyśle. Zatrudnienie w tym sektorze spadło w latach 19802013 z 5,2 do 2,8 miliona pracowników, a więc na skalę porównywalną tylko z Wielką Brytanią. Jednak obecne 20 proc. zatrudnionych to dużo powyżej europejskiej średniej, w tym powyżej poziomu potęg przemysłowych, Niemiec i Włoch. Jednocześnie jednak wzrasta wydajność pracy. Mimo spadku zatrudnienia wielkość produkcji przemysłowej zwiększyła się aż czterokrotnie, a eksportu towarów przemysłowych – dziesięciokrotnie w stosunku do roku 1990. Przemysł w Polsce odpowiada też za 70 procent wartości eksportu i aż 80 procent wydatków na badania i rozwój.

Nadużyciem jest również stwierdzenie, że „nie mamy własnej produkcji”, nie tylko ze względu na niewątpliwe sukcesy eksportowe takich firm z przewagą kapitału krajowego, jak Pesa, Solaris, Drutex czy Stocznia Remontowa.

Prawdziwe byłoby natomiast stwierdzenie, że dezindustrializacja po roku 1989 przyjmowała niekorzystne strukturalnie formy. Szczególnie szybko likwidowano miejsca pracy i potencjał produkcyjny najbardziej nowoczesnych branż krajowych (elektronika, przemysł zbrojeniowy).

Dramatycznie spadła również liczba miejsc pracy w ośrodkach badawczo-rozwojowych; częściowo było to wynikiem błędnej strategii („najlepsza polityka przemysłowa to brak polityki”) przyjętej przez rządzących w pierwszych latach transformacji. Faktem jest również przewaga udziału firm pod kontrolą kapitału zagranicznego (głównie niemieckiego) w polskim eksporcie (70 procent) oraz rozdźwięk produktywności firm zagranicznych i polskich – te pierwsze mogą eksportować „dobra typowe dla gospodarek średnio do 4 tys. USD per capita bogatszych, niż dobra eksportowane z firm krajowych”, a transfer wiedzy i technologii między tymi dwoma segmentami zachodzi głównie poprzez mobilność siły roboczej. Firmy polskie częściej niż zagraniczne przyjmują też strategię rywalizacji kosztowej (obniżania płac, oszczędności w segmencie badawczo-rozwojowym), a także podejmują się działalności relatywnie mniej zaawansowanej, często pozostają silnie zależne od importu podzespołów, maszyn czy technologii produkcji.

III RP to nie II RP

Porównania dorobku przemysłowego II RP i III RP są oparte na wątłych podstawach, w wypowiedzi posła Jakiego przede wszystkim na stereotypowych obrazach ówczesnego sukcesu: budowy portu w Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego przeciwstawionych stereotypowi Polski wyprzedanych i rdzewiejących fabryk po 1989 roku. Brakuje porównywalnych danych opartych na jednolitej metodologii, które pozwoliłyby ocenić wyniki gospodarcze II RP na tle tych współczesnych. Z ograniczonych danych, jakimi dysponujemy, można jednak wysunąć wnioski dalekie od jednoznacznego entuzjazmu dla przemysłowych osiągnięć II RP.

Flagowy przykład sukcesu międzywojnia – COP – zdążył przynieść około 100 tysięcy miejsc pracy (na tle około 4 milionów ówczesnej nadpodaży pracowników w Polsce, głównie na wsi), przy czym jego budowa w okresie lat 1936-39 pochłaniała aż 60 procent wszystkich nakładów inwestycyjnych ze strony rządu.

Zatrudnienie w przemyśle i górnictwie (w roku 1931) dawało utrzymanie około 6 milionom ludzi na tle około 18 milionów utrzymujących się z rolnictwa. Wszystkie kraje rolniczo-przemysłowe ówczesnej Europy rozwijały się szybciej od Polski; przeciętny światowy wzrost produkcji przemysłowej w latach 1928-38 wynosił 19 procent, a w Polsce – w zależności od przyjętego wskaźnika 6 procent bądź 19 procent (dla porównania: na Łotwie 75 procent, w Grecji 65 procent, w Finlandii 56 procent, w Rumunii 33 procent); dopiero w roku 1938 Polska osiągnęła poziom produkcji dla swoich terytoriów z roku 1913, przy jednoczesnym wzroście liczby ludności o 18 procent (co oznacza spadek produkcji per capita o około 1/5). Eugeniusz Kwiatkowski mówił w 1935 roku, że „Nikt u nas nie może się uwolnić od uczucia szczególnej depresji psychicznej, gdy przegląda się – kartka za kartką – liczby porównawcze w naszym Roczniku Statystycznym. Konstatujemy tam, że nasz wskaźnik produkcji przemysłowej jest nawet w liczbach stosunkowych bardzo niski i że w porównaniu z okresem przedwojennym spadliśmy w produkcji węgla do 3/4, w produkcji żelaza do 1/4, w produkcji stali i nafty do 1/2”.

Rachityczny eksport (głównie surowców, półfabrykatów i towarów rolnych) subsydiowano kosztem ogromnego fiskalizmu (koszt budżetowy zwolnień podatkowych i premii eksportowych) i tolerowania bardzo niekorzystnych dla krajowego konsumenta zmów cenowych, wyrównujących straty producentom zmuszonym do konkurencji międzynarodowej cenami dumpingowymi (najbardziej drastyczny przykład to węgiel kamienny).

Udział kapitałów zagranicznych (głównie francuskiego, niemieckiego i amerykańskiego) w krajowych spółkach akcyjnych dochodził w międzywojniu do około 50 procent (w roku 1934), w tym w sektorze górniczym do 67 procent, hutniczym – 89 procent, chemicznym – 70 procent; jednocześnie kwota obsługi inwestycji i pożyczek zagranicznych była tak wysoka, że ujemne w efekcie saldo napływu kapitału równe było wartości inwestycji publicznych planowanych na lata 1936-40.

[Dane statystyczne i cytat E. Kwiatkowskiego za: J. Tomaszewski, Z. Landau, Polska w Europie i świecie 1918-1939].

Wiele z opisanych zjawisk i okoliczności miało przyczyny niezależne od polityki państwa (utrata rynków zewnętrznych dawnych zaborców, niepewność geopolityczna zniechęcająca zagranicznych inwestorów długoterminowych, chwiejność nastrojów i wysoka cena kapitału zagranicznego, niski poziom dochodów mas ludności, zwłaszcza wiejskiej, działającej w warunkach gospodarki drobnotowarowej, niedostatek kapitału krajowego), część wynikała z anachronicznej doktryny gospodarczej (waluta kruszcowa wymuszająca równoważenie bilansu płatniczego za wszelką cenę, niechęć do finansowania inwestycji długiem krajowym, długotrwały opór przed aktywną polityką przemysłową powiązany z silnym etatyzmem i fiskalizmem). Całokształt osiągnięć przemysłowych II RP – pod względem wartości produkcji, wielkości zatrudnienia, udziału kapitału zagranicznego, a także wartości i struktury eksportu – nie pozwala na jednoznaczne uogólnienia na poziomie makro ani proste, wartościujące porównania między III a II RP.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press