"Fragment skrzydła Tupolewa został oderwany przez wybuch, a nie przez brzozę. Gdyby przyczyną było zderzenie z drzewem, to metal zostałby odkształcony, a nie rozerwany" - to nowe ustalenie podkomisji smoleńskiej. I kolejne, które nie wytrzymuje konfrontacji z faktami

Podkomisja smoleńska MON, czyli oficjalnie Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Wypadku Smoleńskiego, powołana przez ministra obrony Antoniego Macierewicza, dzień przed 88. miesięcznicą smoleńską, ogłosiła nowe ustalenia przyczyny wypadku rządowego Tupolewa 10 kwietnia 2010 roku.

Stwierdziła, że:

  1. zniszczenie lewego skrzydła rządowego TU 154 M nie rozpoczęło się w wyniku uderzenia w brzozę; początek rozpadu skrzydła nastąpił jeszcze przed drzewem;
  2. zniszczenia skrzydła Tupolewa „noszą ślady wybuchu”.

I to wszystko. Lakoniczny komunikat nie zawierał żadnych argumentów za przedstawionymi tezami. Nie odsyłał też do wyników żadnych badań.

Więcej szczegółów zdradził dr Kazimierz Nowaczyk, który pełni funkcję szefa podkomisji. Jego zdaniem stan fragmentów skrzydła pokazuje, że pierwotną przyczyną oderwania skrzydła nie było uderzenie w brzozę, jak stwierdziła w 2011 roku rządowa komisja pod kierunkiem Jerzego Millera w oficjalnym raporcie o przyczynach wypadku. O raporcie czytaj niżej.

„Aluminium to metal plastyczny” – przekonywał na antenie TV Republika. „Przy normalnych uderzeniach aluminium się odkształca. Tu jest złamanie kruche, co oznacza, że musiała przez bardzo krótki czas działać siła, która to aluminium rozbiła. Aluminium nie jest kruche” – dodał.

To kolejna próba przekonania, że to wybuch był przyczyną wypadku lotniczego 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem rządowego samolotu. Dr Nowaczyk powiedział, że nie musiało do wybuchu wcale dojść na skrzydle. Oderwanie fragmentu skrzydła miało nastąpić –  zgodnie z zaprezentowanym przez niego schematem – w wyniku fali uderzeniowej.

Ciekawe, że dr Nowaczyk nie wrócił do sensacyjnego tematu bomby termobarycznej. To właśnie ona miała wybuchnąć wewnątrz samolotu i, według ustaleń podkomisji opublikowanych 10 kwietnia 2017 roku, miała zniszczyć samolot.




Przy normalnych uderzeniach aluminium się odkształca. Tu jest złamanie kruche, co oznacza, że musiała przez bardzo krótki czas działać siła, która to aluminium rozbiła. Aluminium nie jest kruche

Kazimierz Nowaczyk, TV Republika - 09/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Aluminium zniszczyła brzoza, nie wybuch


W rozmowie z TVN 24 rewelacje Nowaczyka skomentował dr Maciej Lasek, były szef państwowej komisji badania wypadków lotniczych. Podkreślił, że feralna brzoza – o czym mówił już raport Millera – nie była pierwszą przeszkodą, w którą uderzył samolot.

Wcześniej zniżający się gwałtownie samolot zawadzał o czubki drzew. Ślady tego zostały na poszyciu samolotu, co widać na poniższym zdjęciu z miejsca katastrofy:

Źródło: http://faktysmolensk.niezniknelo.com

Delikatne wgniecenia, na które wskazuje strzałka, powstały właśnie w wyniku uderzeń o szczyty drzew. Można więc mówić, że pierwszym uszkodzeniom skrzydło zaczęło ulegać jeszcze przed uderzeniem w brzozę.

Natomiast nie ma żadnego dowodu na to, że końcówka skrzydła została oderwana – bądź zaczęła się odrywać – w wyniku eksplozji.

Lasek przypomniał, że fragment skrzydła na zdjęciach wygląda nawet jak „odcięty nożem”. Dobrze widać to na tej fotografii:

Źródło: http://faktysmolensk.niezniknelo.com

A co z uwagą Nowaczyka, że „aluminium to metal plastyczny”, a więc powinien się wygiąć a nie pęknąć w wyniku zderzenia? Materiał zdjęciowy również pokazuje, że w pierwszym momencie uderzenia materiał skrzydła uległ odkształceniu. Na zdjęciu poniżej widzimy, że blacha na końcówce skrzydła została – jak ujął to dr Lasek – „zgięta w harmonijkę”:

Źródło: http://faktysmolensk.niezniknelo.com

Ale siła zderzenia była tak duża, że spowodowała nie tylko wygięcie się blachy, ale również jej rozerwanie.

„Jest to ewidentnie efekt zderzenia z przeszkodą, a nie eksplozji, bo ta eksplozja musiałaby działać w obie strony – i na zewnątrz i do wewnątrz, a takich materiałów wybuchowych na razie nikt nie wynalazł – powiedział dr Lasek.

Prawdziwe przyczyny katastrofy

Te zostały już określone przez komisję Millera w 2011 roku. Jerzy Miller był w latach 2009-2011 ministrem MSWiA. Działająca w latach 2010-2011 pod jego przewodnictwem rządowa komisja przygotowała „Raport końcowy z badania zdarzenia lotniczego nr 192/2010/11 samolotu Tu-154m nr 101 zaistniałego dnia 10 kwietnia 2010 r. w rejonie lotniska Smoleńsk Północny”.

Zgodnie z jej ustaleniami, główną przyczyną wypadku były błędy polskiej załogi i niekompetencja kontrolerów rosyjskich. Oto główne z nich:

  • wyznaczenie na dowódców samolotu niedoszkolonych pilota i nawigatora,
  • zejście przez pilota poniżej minimalnej wysokości zniżania,
  • zbyt szybkie opadanie,
  • nieuwzględnienie fatalnych warunków atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią,
  • zbyt późna decyzja o rezygnacji z lądowania (odejściu na drugi krąg).

To wszystko doprowadziło do zderzenia z brzozą, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, utraty sterowności samolotu i zderzenia maszyny z ziemią. Wcześniej samolot obrócił się „na plecy” i uderzył o podłoże najbardziej delikatną częścią, czyli górnym poszyciem kadłuba. Powiększyło to rozmiary zniszczeń. Inną ich przyczyną był jeden z silników, który „przeorał” kabinę pasażerską.

Wykluczono jakoby katastrofa była wynikiem zamachu.

Poniżej film z poprzedniej „rewelacji” podkomisji smoleńskiej o bombie termobarycznej. Tylko dla widzów o mocnych nerwach.

Warto też przypomnieć, że podkomisja, snując kolejne teorie, nie pracuje na realnych częściach, ale na ich zdjęciach. A to w sposób oczywisty – pomijając już inne czynniki – podważa wartość tych analiz.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press