0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...

Po przeliczeniu 97 proc. głosów w poniedziałek 11 kwietnia rano wyniki pierwszej tury francuskich wyborów prezydenckich wyglądają tak:

  • Emmanuel Macron: 27,6 proc.
  • Marine Le Pen: 23,4 proc.
  • Jean-Luc Mélenchon: 22,0 proc.
  • Éric Zemmour: 7,1 proc.
Zewnętrzne źródło
O losie Francji (i Europy) zdecydują lewicowi Francuzi [Aleksander Smolar]

Co to oznacza dla drugiej tury, która odbędzie się za dwa tygodnie - mówi OKO.press Aleksander Smolar:

W ostatnich latach we Francji nastąpiła silna polaryzacja sceny politycznej. Dwie partie centralne przez pół wieku: socjaliści i partia wywodząca się z gaullizmu praktycznie przestały istnieć. Wyborcy skrajnej prawicy – obecnie to ponad 30 procent wyborców – zagłosują na Marine Le Pen.

Na kogo zagłosuje zradykalizowana lewica? Jej wyborcy mogą zostać w domu, albo nawet zagłosować na kandydatkę skrajnej prawicy. To są głosy protestu, gdzie między lewicowymi a prawicowymi głosami nie ma często istotnej różnicy. Zwłaszcza że Le Pen grała na kwestiach społecznych, przejęła tradycyjny język lewicy.

Kiedy wybuchła wojna, zmieniła język, potępiła agresję Rosji. Chociaż przed paru dniami powiedziała, że ma nadzieję, że powrócą czasy dobrych stosunków Francji z Rosją. Później tłumaczyła, że pod warunkiem zakończenia wojny.

Na pewno w wielu kwestiach Le Pen nie zmieniła tego, co myśli. Jest np. entuzjastką polskiego i węgierskiego stanowiska co do wyższości prawa krajowego nad europejskim. W jej programie jest zmiana konstytucji i zorganizowanie w tej sprawie referendum.

Zwycięstwo we Francji kandydatki skrajnej prawicy mogłoby wzmocnić tendencje brexitowe. Natomiast jeśli Macron wygra i wróci do spraw europejskich, to będzie musiał rozmawiać z Polską i z tym będzie trudno.

Cała rozmowa poniżej:

Agata Szczęśniak, OKO.press: Dlaczego Macron jednak wygrał taką przewagą, choć nie wskazywały na to wcześniejsze sondaże?

Aleksander Smolar*: Zaledwie miesięcy temu sondaże dawały Macronowi ponad 30 proc., dystansował wszystkich kontrkandydatów, ale w ostatnich dniach nastąpił poważny spadek.

Macron źle rozplanował kampanię wyborczą. Ludzie odczytywali w tym pewną arogancję, która i tak jest mu przypisywana. Macron jest szanowany, często podziwiany, ale nielubiany. Przypisuje się mu nadmierną pewność siebie i lekceważenie zwykłych ludzi. Z tego między innymi zrodził się ruch żółtych kamizelek.

Macron przyjął strategię, która jest tradycyjną strategią wszystkich prezydentów V Republiki, poczynając od de Gaulle’a. Czyli: odmówił uczestniczenia w debatach przed pierwszą turą. Można to zrozumieć. Jest 12 kandydatów i 11 z nich waliłoby w niego jak w bęben. Ale teraz wyborcy nie byli skłonni mu tego wybaczyć.

Poza tym właściwie nie prowadził kampanii. Skoncentrował uwagę na polityce międzynarodowej.

Oczywiście na wojnie w Ukrainie – na inicjatywach, rozmowach, ideach pomocy dla Ukrainy i na sankcjach wobec Rosji. Nadto, od stycznia Macron przez pół roku stoi na czele Unii Europejskiej. W rezultacie pierwszy i jedyny wiec, w jakim Macron uczestniczył, odbył w sobotę przed tygodniem. To był ogromny wiec na 30 tys. osób, wielki spektakl w stylu amerykańskim, ale jedyny.

Macron zajmował się wielką polityką, a w tym czasie Marine le Pen mówiła o codziennych sprawach Francuzów: o drożyźnie, płacach najniższych, o poczuciu zagrożenia w miejscu zamieszkania, o niebezpieczeństwie masowej imigracji.

Inne czynniki: w ostatnim okresie pojawiło się kilka afer. Były drobne, ale opozycja nadała im rozgłos. Np. okazało się, że doradzała mu jedna z amerykańskich firm, która w dodatku przez ostatnią dekadę nie płaciła we Francji podatków. Przy pewnym francuskim nacjonalizmie i nastawieniu antyamerykańskim to odegrało istotną rolę. Przecież sam Macron atakował wielkie amerykańskie firmy, że nie płacą podatków w Europie.

Mimo spadku notowań prezydenta i zarazem kandydata – w piątek dawano mu równe szanse z Marine le Pen, kandydatką skrajnej prawicy – orientacyjne wyniki wyborów dają mu około 5 punktów przewagi.

Przeczytaj także:

Co ten wynik oznacza w perspektywie drugiej tury?

Pozycja Macrona okazała się mocniejsza, niż wydawało się przed paru dniami, ale niepewność co do ostatecznych wyników pozostaje. Jest kilka istotnych tego źródeł.

W ostatnich latach nastąpiła silna polaryzacja francuskiej sceny politycznej. Dwie partie centralne przez pół wieku: socjaliści i partia wywodząca się z gaullizmu praktycznie przestały istnieć. Wyborcy skrajnej prawicy – obecnie to ponad 30 procent wyborców – zagłosują na Marine le Pen.

Na kogo zagłosuje zradykalizowana lewica?

Jej wyborcy mogą zostać w domu, albo nawet zagłosować – swoisty głos protestu – na kandydatkę skrajnej prawicy. Na przykład dotyczy to części wyborców Jean-Luc Mélenchona, radykalnego kandydata lewicy, który otrzymał w pierwszej turze ponad 20 proc głosów. Mélenchon wezwał do niegłosowania na Le Pen, ale nie opowiedział się za Macronem. Wiadomo z sondaży, że część jego wyborców woli Le Pen. To są głosy protestu, gdzie między lewicowymi a prawicowymi głosami nie ma często istotnej różnicy.

Zwłaszcza że Le Pen bardzo grała na kwestiach społecznych, przejęła tradycyjny język lewicy. Poziom życia, inflacja — to jej najbardziej wybijające się hasła. To pozwoliło jej też uzyskać bardziej umiarkowany obraz, niż przypisywany jej przedtem jako czołowej przedstawicielce skrajnej prawicy.

Jak będzie z kandydatami prawicowymi? Można przypuszczać, że głosy Zemmoura pójdą w znaczym stopniu na Le Pen. Ale duża część głosów Valérie Pécresse pewnie pójdzie na Macrona. Zresztą do tego wezwała. Macron bardzo ewaluował w stronę centroprawicową, wielu kandydatów atakowało Pécresse, że jej program nie różni się wiele od Macrona, że mogłaby być ministrem w jego rządzie.

Widzimy jak następuje rozpad tradycyjnych partii. Macron, który reprezentował centrowo-populistyczną linię, doprowadził w poprzednich wyborach do rozbicia lewicy, a teraz następuje rozbicie prawicy. Powstaje bardzo silna skrajna prawica, która zdobyła ponad 30 procent głosów. To nie tylko formacja Marine Le Pen, ale również bardziej radykalna partia Erica Zemmoura.

Niemal wszyscy komentatorzy powtarzają, że Marine Le Pen ma największą szansę w historii na wygraną. W OKO.press też to napisaliśmy. W jaki sposób Le Pen stała się kandydatką wybieralną?

To jest m.in wynik jej wieloletniej polityki. Ojciec Le Pen, założyciel Frontu Narodowego i poprzedni przywódca tej partii, miał opinię skrajnego prawicowca, ksenofoba i antysemity. Marine wyrzuciła go z partii, zaczęła politykę „dediabolizacji”, deradykalizowania obrazu tej partii. Usuwała ludzi, którzy posługiwali się retoryką antysemicką.

Jednym ze źródeł sukcesu Le Pen jest to, że wysunęła na pierwszy plan kwestie socjalne. Kiedy lewica stała się mieszczańska, odwołuje się do klasy średniej, zajmuje problemami mniejszości seksualnych, praw rozrodczych, często jednocześnie tracąc tradycyjny elektorat ludowy, dla którego najważniejszy jest poziom dochodów, kwestia płac najniższych, zatrudnienia, bezpieczeństwa pracy.

Zyskała też na tym, że pojawił się znacznie bardziej radykalny kandydat Eric Zemmour, który postawił zdecydowanie ostrzej niż ona kwestie walki z migracją, z muzułmanami. W opinii publicznej obraz Le Pen stał się znacznie bardziej umiarkowany. Zemmour przejął monopol na skrajność. W percepcji Francuzów Le Pen nie jest już postrzegana jako kandydatka radykalna.

Zwłaszcza że złagodziła również dotychczasowe stanowisko wrogie Unii Europejskiej, monecie euro, a nawet NATO.

Przeciwko NATO pozostała.

To niezupełnie tak. Jest przeciwko uczestniczeniu Francji w zjednoczonym dowództwie NATO. Chce, żeby Francja się z niego wycofała, pozostając jednak członkiem organizacji. Le Pen nawiązuje tu do polityki generała de Gaulle’a z lat 60.

Na początku grudnia 2021, w czasie wizyty w Polsce, Le Pen powiedziała w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” - tłumacząc politykę Moskwy - że Ukraina należy do strefy wpływów Rosji. Została za to zaatakowana we Francji. Uznano to za potwierdzenie jej tradycyjnego, prorosyjskiego stanowiska. Nota bene, na poprzednią kampanię pieniądze dostała z rosyjskiego banku. W ostatnich wyborach była finansowana przez węgierski bank, różnica polityczna nie jest wielka.

Kiedy wybuchła wojna, zmieniła język, potępiła agresję Rosji. Chociaż przed paru dniami powiedziała, że ma nadzieję, że powrócą czasy dobrych stosunków Francji z Rosją. Później tłumaczyła, że pod warunkiem zakończenia wojny.

Na pewno w wielu kwestiach nie zmieniła tego, co myśli. Jest np. entuzjastką polskiego i węgierskiego stanowiska co do wyższości prawa krajowego nad europejskim. W jej programie jest zmiana konstytucji i zorganizowanie w tej sprawie referendum.

U niej elementy skrajnego myślenia prawicowego dają się łatwo odnaleźć, ale nie są widoczne na pierwszy rzut oka, a w dodatku Zemmour przejął odium, jakie ciążyło na niej i jej partii.

Przed drugą turą odbędzie się jak zawsze debata między kandydatami. Poprzednim razem, w 2017 roku, Macron był świetny i zdeklasował Marine le Pen. Tym razem może to być trudniejsze.

Poprzednio była stremowana, była cieniem siebie. Teraz Macron na to nie może liczyć. Ona będzie apelowała do klasy ludowej i w sytuacji nieobecności lewicy będzie starała się reprezentować interesy materialne, godnościowe, ale i strach wielu Francuzów przed masowym napływem migrantów. Tym razem to może być znacznie trudniejsza debata dla Macrona. I ta debata może zadecydować o wyniku.

Co może zrobić Macron, żeby utrzymać przewagę?

To, czego dotychczas nie robił. Pewnie będzie jeździł intensywnie po kraju, musi być przez dwa najbliższe tygodnie wszędzie bardzo obecny. Powinien też przede wszystkim walczyć o głosy klasy ludowej. Nie docenia się osiągnięć Macrona jeżeli chodzi o radykalne obniżenie bezrobocia, ogólny rozwój Francji. Te osiągnięcia należą już do przeszłości. Macron dużo obecnie mówi o sprawiedliwości społecznej i będzie przekonywał do metod walki swojej administracji z drożyzną, inflacją. Ale też będzie musiał zaostrzyć język „prawa i porządku”, oraz więcej miejsca poświęcić walce z nielegalną imigracją, żeby przejąć część potencjalnych wyborców prawicy.

Będzie też na pewno pokazywał stosunek Le Pen do Putina do wojny w Ukrainie, będzie mówił o związkach jej partii z najbardziej radykalnymi partiami prawicy w Europie.

Macron ma znacznie większy problem z lewicą niż z prawicą, to jest miara jego przesunięcia na prawo. Przy czym prawica we Francji nawet w sprawach obyczajowych jest bardzo liberalna. Le Pen np. popiera małżeństwa jednopłciowe, zajmuje liberalną pozycję, trudno ją za to zaatakować.

Jednocześnie to Macron jest jedynym poważnym kandydatem, który był rzecznikiem Unii, roli Francji w UE i był zdecydowanie antyrosyjski, kandydaci skrajni byli prorosyjscy i antyukraińscy. Macron prezentował bardzo przyzwoitą postawę proeuropejską.

Co w takim razie Marine Le Pen może zrobić, żeby jednak pokonać Macrona?

Umacniać swoje pozycje tam, gdzie jest słaba. Będzie podkreślała, że nie jest kandydatką skrajnej prawicy, że zwraca się do wszystkich, którym drogie są interesy Francji, interesy Francuzów. Już to czyni.

Będzie mówiła, że Macron jest prezydentem bogaczy, a ona broni klasy ludowej. Nie będzie musiała bać się za bardzo zarzutów dotyczących polityki zagranicznej, bo ujawnienie sprawy pożyczki z rosyjskiego banku, czy ogólnie związków z Putinem, nie wpłynęło na obniżenie jej notowań; jej wyborcy nie zwracają na to uwagi.

Główna batalia rozegra się zapewne o wyborców lewicowych. Np. część wyborców Mélenchona gotowych jest zagłosować na Marine Le Pen.

Na ile sprawa wojny w Ukrainie odegra jakąś rolę przed drugą turą?

Nie sądzę, żeby polityka międzynarodowa odegrała istotną rolę. Najważniejsza będzie polityka wewnętrzna, chyba że nastąpi jakaś dramatyczna zmiana w Ukrainie. Ale nawet wtedy nie sądzę, żeby to doprowadziło do spadku notowań Le Pen, bo ona na pewno natychmiast potępi Putina. Stawka jest za wysoka, żeby tego nie uczyniła.

Czy PiS może odegrać jakąś rolę? Czy wsparcie przez polski rząd Le Pen ma w tych wyborach jakieś znaczenie?

Polski rząd nie odegrał żadnej roli, ani też incydent między Morawieckim a Macronem. Argument Morawieckiego dotyczący rozmów Macrona z Putinem na nikim we Francji nie zrobił wrażenia. Żaden kandydat za to go nie krytykował. Zwłaszcza że oceny Macrona dotyczące agresji Rosji przeciwko Ukrainie były zdecydowane i jednoznaczne.

Natomiast, jeśli Macron wygra i wróci do spraw europejskich, to będzie musiał rozmawiać z Polską i z tym będzie trudno. Zarzuty wobec polskiego premiera, zwłaszcza o antysemityzm, bardzo utrudnią rozmowy. Chociaż są oczywiście ludzie, którzy pamiętają słowa Morawieckiego wypowiedziane w Niemczech o mordowaniu Żydów przez Żydów i następnie składanie kwiatów na grobie żołnierzy NSZ.

Wygrana Le Pen dałaby poczucie zadowolenia ludziom PiS i polskiemu rządowi, ale Le Pen jest znacznie bardziej niebezpieczna dla interesów Polski.

Ze względu na politykę europejską, politykę wobec Rosji i jej idee na temat rosyjskiej strefy wpływów. To jest oczywiste, że jej wygrana byłaby zagrożeniem dla interesów Polski i całej Europy.

Gdyby jednak Marine Le Pen wygrała, jaki byłby to sygnał dla Europy?

To byłaby zapowiedź bardzo głębokiego kryzysu w UE. Francja była nośnikiem idei europejskiej, a w ostatnich latach Macron był jedynym politykiem w Europie, który miał klarowną koncepcję europejską. On jest za wzmocnieniem integracji europejskiej. Poza nim nie ma nikogo innego, kto by formułował jakąkolwiek wizję przyszłości Europy, chociaż jego idee są przez wielu kontestowane.

Zwycięstwo we Francji kandydatki skrajnej prawicy mogłoby wzmocnić tendencje brexitowe. Z samego centrum UE wyszedłby sygnał, że UE nie jest trwałym bytem, skoro nawet we Francji dochodzą do władzy siły antyeuropejskie. Jednak z drugiej strony po Brexicie we wszystkich krajach UE wzmocniły się tendencje proeuropejskie. Tego też nie można wykluczyć.

W każdym razie dla Europy wygrana Le Pen mogłaby być bardziej dramatyczna niż dla samej Francji.

We Francji w czerwcu są wybory parlamentarne. Zwykle wybór prezydenta determinował wyniki wyborów parlamentarnych, które po nich następowały. Teraz nie jest to pewne. Zwycięstwo Le Pen może spowodować panikę w opinii publicznej i zwrócenie się wyborców do partii bardziej umiarkowanych. Le Pen mogłaby zostać prezydentem, ale gdyby nie miała własnej większości parlamentarnej, to silna prezydentura by znikła.

;

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze