Na obniżce PIT z 18 do 17 proc. samorządy stracą około 6 miliardów złotych. PiS realizuje swoje pomysły wyborcze kosztem samorządów, bo wpływa do nich aż połowa pieniędzy z PIT. Według Związku Miast Polskich aż 1/3 gmin może mieć przez to problem z uchwaleniem budżetu
„Obywatele są w lepszej sytuacji, gdy płacą mniejsze podatki; przede wszystkim liczy się jakość życia obywateli” – powiedział 12 lipca 2019 rzecznik rządu Piotr Müller w Programie III Polskiego Radia o zapowiedzianej przez rząd PiS obniżce podatku PIT.
Obniżka podatku powoduje, że w kieszeni obywateli rzeczywiście zostaje więcej pieniędzy. Ale mniej pieniędzy dostaje budżet państwa i budżet samorządów. I tu jest problem.
Chodzi o zmiany w ustawie o podatku dochodowym dla osób fizycznych (PIT). Kluczowe są dwie z nich:
16 lipca rząd przyjął projekt zmian w ustawie podatkowej. Zmiany wejdą w życie od 1 października 2019.
Zmiany uderzają w samorządy, które otrzymują prawie połowę podatku PIT. Udział we wpływach z PIT od osób zamieszkałych na terenie jednostki administracyjnej wynosi:
Ogólnie - 49,93 proc. podatku PIT otrzymują samorządy.
Ile na obniżce zyskają obywatele? Według obliczeń Aleksandra Łaszka, głównego ekonomisty FOR, dla osoby, która zarabia pensję minimalną oznacza to 41 złotych miesięcznie, dla osoby, która zarabia wynagrodzenie przeciętne (5227 brutto według założeń ustawy budżetowej na rok 2020) – 65 złotych.
Dla budżetów samorządów oznacza to natomiast kłopoty. Szef Związku Miast Polskich i prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz uważa, że ostatnie podatkowe pomysły rządu mogą spowodować, że nawet co trzecia gmina będzie miała problem z dopięciem budżetu.
I wylicza: obniżenie stawki podatku PIT z 18 do 17 proc. będzie kosztowało samorządy 3,5 mld zł rocznie, podwojenie kosztów uzyskania przychodów - 2 mld zł rocznie, a zwolnienie osób do 26. roku życia z podatku dochodowego - 0,45 mld zł w tym roku, a potem 1,1 mld rocznie.
"Największymi odbiorcami [samorządowej części] podatku PIT, spośród wszystkich samorządów są oczywiście największe miasta, bo tam też te dochody są największe, z Warszawą na czele" - mówi OKO.press dr Dawid Sześciło z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Fundacji Batorego, redaktor raportu „Polska samorządów. Silna demokracja, skuteczne państwo”.
"Duże miasta funkcjonujące na prawach powiatu dostają z jednej strony część, która przysługuje gminom i tę część, która przysługuje powiatom. Stąd też uderzenie w te miasta jest największe, jeśli chodzi o niekorzystne zmiany w podatku PIT".
12 największych miast zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich szacuje, że na obniżce PIT straci ponad miliard złotych.
Całość strat dla samorządów z powodu zmian w prawie podatkowym UMP szacuje na 6,4 miliarda złotych.
Podobnie ocenia to Związek Miast Polskich: „Samorządy z wielką obawą patrzą też w przyszłość, gdyż planowane jeszcze w tym roku zmiany w systemie podatku PIT, zmniejszą ich dochody o prawie 6 mld zł rocznie!”
Według UMP Warszawa ma na obniżce PIT o 1 pkt. proc. stracić 408 milionów zł. Wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski zaprezentował inne wyliczenia, według których straty stolicy mają być wyższe i wynieść 595,6 miliona złotych.
Rząd argumentuje, że samorządowcy nie mają powodów do narzekań, bo z powodu wzrostu płac i tak dostają nominalnie znacznie więcej pieniędzy z podatku. Według premiera Morawieckiego "przez 4 lata, dokonując pewnej ekstrapolacji, do końca tego roku 2019, który jeszcze budżetowo się nie zakończył, to będzie wzrost około 21-22 mld zł”.
Dr Sześciło: - "Rzeczywiście jest tak, że w kwotach bezwzględnych te dochody rosną. Ale pamiętajmy, że wraz ze wzrostem dochodów, rosną też koszty zapewnienia usług publicznych. Samorządy wydają coraz więcej na oświatę, potrzebują coraz większych pieniędzy na inwestycje, których koszty też rosną. Nie jest tak, że tylko po stronie dochodów mamy do czynienia ze wzrostem, po stronie kosztów również. Dlatego ten argument strony rządowej jest chybiony”.
Samorządowcy zrzeszeni w Związku Miast Polskich wystosowali 26 czerwca list otwarty do premiera Mateusza Morawieckiego. Wskazują jakie koszty ich działalności w ostatnich trzech latach wzrosły, w tym zwłaszcza w zakresie lokalnych usług publicznych z powodu:
Swoje stanowisko w kwietniu przedstawił też Związek Powiatów Polskich, w którym podkreślił, że zmian w systemie dochodów samorządu domaga się od dawna. Według działaczy powiatowych, niezbędne są trzy kroki:
„Dzisiaj niestety władze samorządowe są wykorzystywane do robienia tej dużej polityki, na szkodę tych gmin. Jeżeli prezydenci kolejnych miast konfliktują się z rządem, tak się dzieje w przypadku Warszawy czy Gdańska, trudno się dziwić, że później do tych miast nie będą trafiać wielkie inwestycje rządowe. Jeżeli ktoś rozpoczyna z rządem wojnę, to trudno, żeby później był skuteczny, gospodarzem miasta”. – powiedział 15 lipca w TVP 1 europoseł PiS Adam Bielan.
Czy z tego wynika, że obniżka podatków PIT jest karą za krnąbrność samorządów? Dawid Sześciło: „Nie wydaje mi się, żeby to było głównym celem tej zmiany. Rząd rozumował raczej w ten sposób: jak cudzym kosztem zrobić coś, co się spodoba obywatelom”.
Ekspert podkreśla, że poprzedni rząd również wprowadzał niekorzystne dla samorządów zmiany w podatkach - likwidacja 40-procentowej stawki dla najbogatszych, prawo do wspólnego rozliczania się przez małżonków, ulgi na dzieci.
„Te wszystkie zmiany również uderzały w samorząd. One były przeprowadzane przez kolejne ekipy rządzące, niezależnie od tego, jaki był ich deklarowany stosunek wobec samorządów. Władza centralna lubi majstrować przy podatku PIT, wprowadzać ulgi i zmiany korzystne z punktu widzenia podatnika, bo on tylko w połowie trafia do budżetu centralnego. Dlatego ewentualne obniżki dużo łatwiej jest znieść. Takich samych zabiegów nie ma w przypadku VAT, bo on w całości trafia do centralnej kasy. Każdy kolejny rząd pilnie strzeże, żeby przypadkiem nie ulżyć podatnikom, obniżając VAT, raczej stara się zwiększać z niego wpływy” - tłumaczy Sześciło.
Część prezydentów największych miast jest związana z obecną opozycją. Spośród 12 miast zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich, ośmiu jest członkami PO lub startowało z poparciem Koalicji Obywatelskiej w ostatnich wyborach.
Krytykują obniżkę PIT o 1 punkt procentowy, tymczasem w programie Platformy Obywatelskiej znajduje się pomysł, aby PIT obniżyć do… 10 proc. To spadek o kolejne 7 punktów. Jak Platforma chce jednocześnie mocno obniżyć stawkę PIT i nie skrzywdzić samorządów?
Dla „Gazety Wyborczej” tłumaczyła to posłanka PO Izabela Leszczyna, b. wiceminister finansów. Według niej, pomysł PO jest następujący: obniżamy PIT do 10 proc. przy jednoczesnym oddaniu pełnych przychodów z PIT i CIT samorządom.
Jak wówczas zbilansować straty budżetu centralnego? Według Leszczyny, zmiany podatkowe rozkręcą gospodarkę na tyle, że większe wpływy z VAT w pełni zrekompensują straty.
Dr Sześciło: „Z punktu widzenia samorządu jest szansa, że taka zmiana jakoś by się zbilansowała. Nie widzę natomiast, jak miałoby się to spinać na poziomie całego systemu finansów publicznych. To mało realne, nawet przy spłaszczeniu VAT, pełnym wyeliminowaniu preferencyjnych stawek, przy radykalnym uszczelnieniu i rozhuśtaniu gospodarki, to się bardzo słabo spina. Kampania wyborcza nie sprzyja mówieniu o tym, że coś takiego się finansowo nie skleja, ale trzeba mieć tego świadomość”.
W budżecie na 2019 rok wpływy z VAT wynoszą 179 miliardów złotych. Łączne wpływy z PIT i CIT – 99 miliardów. Jeżeli zwiększenie wpływów z VAT miałoby pokryć dziurę po oddaniu całego zysku z PIT i CIT, oznaczałoby to konieczność zwiększenia tych wpływów o 55 proc. z roku na rok.
Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.
Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.
Komentarze