Dziewczyna, która w obronie Puszczy Białowieskiej zawisła na stalowym trójnogu blokując potężnego harvestera, ma za sobą brawurową akcję w obronie Arktyki w 2013 roku - wspinaczkę na najwyższy budynek Europy, londyński The Shard. Otoczona przez policję, z kilkumetrowej wysokości udziela wywiadu OKO.press. Chwilę potem przegrywa powietrzną bitwę z policją

Ma 27 lat, od ośmiu lat angażuje się w ruch Greenpeace. W blokadzie Puszczy Białowieskiej  8 czerwca 2017 przypadła jej najważniejsza rola. Jest jedną z dwóch osób, które w miejscu blokady leśnych kombajnów założyły stanowiska na stalowych trójnogach. Wciągnęła się tam na wysokość 6-7 metrów, usiadła na plandece. Jej trójnóg ma szczególne znaczenie – stoi nad łapą harvestera, potężnego kombajnu zrębowego. Żeby harvester mógł wyjechać – i dalej wycinać drzewa w Puszczy Białowieskiej – trzeba odstawić trójnóg. Aby to zrobić, Wiola musiałaby zejść.

Zawisła przed szóstą rano. W chwili gdy rozmawiamy (przez krótkofalówkę), na miejscu jest już wóz straży pożarnej z Hajnówki z 25 metrowym podnośnikiem. Ale dowodzący akcją strażak powiedział OKO.press, że straż tylko wypożycza sprzęt, a samą akcję musi wykonać policjant: wejść do kosza i w jakiś sposób ściągnąć dziewczynę.

Tymczasem Wioletta Smul podciąga się wyżej, na sam szczyt trójnoga.

O 15.15 rozmowę przerywa  przyjazd dwóch policjantów w kaskach i z alpinistycznym sprzętem. Okazuje się, że to policyjni negocjatorzy, młodzi, sympatyczni mężczyźni. Jadą w górę na podnośniku, nie wiadomo po co spięci liną ze sobą.

Wiola cofa się na plandece. Rozmawiają. Jak powiedzieli OKO.press, jeśli nie namówią dziewczyny na zejście ich rola się kończy.

O 16.00 negocjacje wciąż trwają. Aktywiści z dołu wołają co chwila „Wiola, jesteśmy z tobą!”. I biją brawo. Podjeżdża jeszcze jeden samochód policyjny z przyciemnionymi szybami. Ktoś mówi, że tam są prawdziwi policjanci-alpiniści i to oni mieliby użyć siły, by ściągnąć Wiolę na ziemię. Negocjatorzy mają ją tylko zmęczyć.

O 16.10 negocjatorzy zjeżdżają na dół.

Wiola mówi z góry OKO.press, że zaproponowała układ: zawieszenie protestu, jeśli maszyny nie będą pracować, a na miejsce przyjadą naukowcy. Jeśli tego nie spełnią, protestujemy nawet do weekendu.

Odpowiedzi na razie nie ma. O 16:30 przyjeżdża karetka.

Policyjna alpinistyka

Potwierdzają się najgorsze przeczucia. Dwaj policjanci przystępują do akcji ściągnięcia Wioli na ziemię. Jeden z nich wciąga się na podnośniku, wisi na linie, zbliża do Wioli.

O 16.48 dziewczyna odsuwa się od niego, na ile to możliwe.

Mówi do policjanta: „Będę panu utrudniać wejście, w obronie swego życia. Ta konstrukcja nie wytrzyma ciężaru dwóch osób. Cała społeczność alpinistyczna patrzy na pana”.

Strażacy rozciągają ratunkową trampolinę, pompują ją. Ludzie skandują „To jest pokojowy protest”. Wygląda na to, że będą chcieli zrzucić Wiolę na ziemię, być może rozwalając trójnóg.

Plan jest jednak inny. O 17.02 policjant łapie Wiolę. Próbuje się do niej przypiąć karabińczykiem. Ona się opiera. Skacze po konstrukcji jak kozica. Szamotanina. O 17:08 udaje mu się i zjeżdżają razem na dół. Czterej policjanci chwytają Wiolę. Prowadzą do karetki pogotowia.

Już po wszystkim.

Policja rozrywa krąg blokujących harvestera na ziemi. Szarpie ludzi, rzuca nimi o ziemię. Zenon Kruczyński, autor słynnej książki „Farba znaczy krew” jest najbardziej poturbowany, na moment stracił przytomność, przestał widzieć. Lekarz mierzy ciśnienie: 210 na 160.

Harvester odjeżdża. Jest 17:15.

Komisarz Tomasz Krupa rzecznik komendanta wojewódzkiego z Białegostoku mówi OKO.press, że „maszyny zostały zabezpieczone. Policjanci mieli uprawnienia do takiej akcji, została przeprowadzona profesjonalnie”.

Rozmowa z widokiem na Puszczę, 2017

Tuż przed akcją policji rozmawiamy z Wiolą.

OKO.press: Czy jesteś zdenerwowana?

– Nie. Przez moment byłam zaniepokojona, gdy kierowcy harvestera zaczęli coś majstrować przy konstrukcji trójnogu, jakby chcieli odkręcać śruby. Teraz sobie siedzę i odpoczywam. Mam piękny widok na Puszczę.

A jeśli zaczną cię ściągać na siłę?

– Będę robiła wszystko co w mojej mocy, żeby tu zostać jak najdłużej. Każda chwila dłużej blokuje wycinkę drzew, która jest szkodą dla Puszczy.

Czy czujesz się trochę tak jak wtedy, gdy wchodziłaś na The Sharp?

– No skąd. Tam się cały czas wspinałam, piętnaście godzin, ogromny wysiłek. W Białowieży trwa okupacja. Zupełnie inne doświadczenie. Raczej relaks.

Czytelnicy OKO.press piszą, że są dumni z twojej akcji.

– Miło to słyszeć, ale każdy z nas tutaj zrobiłby to samo. Padło akurat na mnie, bo mam trochę doświadczenia. Wszyscy jesteśmy dalej w akcji, wszyscy razem. Nasz protest trwa.

Co poza aktywizmem wypełnia ci życie?

– Jak wszystkim, sporo zajęć zawodowych, przyjaciele. Żyję aktywnie, dużo podróżuję. Zimą wypady w Tatry. Niedawno weszłam na Mont Blanc, ale dostałam choroby wysokościowej. Nie było fajnie.

Trochę to może sztampowo zabrzmi, ale dla mnie liczy się wypełnianie pasji, robienie tego, co czuję, że warto zrobić, tego, na co mam ochotę. Na przykład teraz muszę być tu, w Puszczy i mam nadzieję, że nam się uda. Bo Puszcza jest dla mnie bardzo ważna. W tej chwili najważniejsza.

Shell zaprzestał wiercenia w Arktyce, czy minister Szyszko też odpuści Puszczy?

– To może nie być takie proste, Szyszko jest uparty i ma swoje interesy, lasy dają ogromne pieniądze. Ale liczę na to, że taka akcja, jak dzisiejsza, sprawi, że więcej ludzi dowie się, jaka krzywda się tu dzieje. Liczę też na mocny nacisk Komisji Europejskiej.

Wspinaczka na The Shard, 2013

Wioletta Smul zasłynęła udziałem w międzynarodowej akcji ekolożek w 2013 roku. Jako jedyna dotarła na szczyt najwyższego budynku Europy, londyńskiego The Shard, gdzie swoją siedzibę ma koncern paliwowy Shell. Zamachała stamtąd flagą z napisem „Save The Arctic”.

Na 306-metrowy The Shard wspinały się cztery dziewczyny z kilku krajów, ale ostatnie 18 metrów – samotnie i bez zabezpieczenia – pokonała tylko Wioletta.

Wspinaczce towarzyszyły wiwaty tłumów i setki tysięcy widzów w internecie. Na szczycie Wioletta przez kilkanaście minut powiewała „flagą przyszłości” z napisem „Save the Arctic”. Miało to przypomnieć światowym liderom i wielkim korporacjom naftowym, że bezcenne tereny Arktyki należą do całej ludzkości i powinniśmy je pozostawić nienaruszone przyszłym pokoleniom.
Dziennikarzowi londyńskiego „Gońca Polskiego” powiedziała: „jeśli mogę coś zrobić, gdy widzę, że moje działania coś zmieniają, to nie zrezygnuję”.

„Co na to pani bliscy?” – zapytał.

„Mama mi powiedziała, że patrzyła cały czas [na transmisję] i trzymała się za serce. To była ciężka próba. Ale jest ze mnie dumna. Dostałam mnóstwo gratulacji od znajomych i zupełnie obcych ludzi.

Cieszą mnie piękne widoki. Londyn ze szczytu Sharda wygląda fantastycznie, ale moim priorytetem jest uratowanie Arktyki, dlatego zawiesiłam baner „Save The Arctic”.

„Niestety, takie koncerny jak Shell czy Gazprom planują tam odwierty. A to teren unikatowy, który zachował się bez ingerencji człowieka” – mówiła w wywiadzie dla poznan.naszemiasto.pl

Wioletta jest poznanianką. Studiowała technologię drewna na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, zajmowała się „wspinaczką przemysłową”.
W Greenpeace działa od 2009 roku. Po studiach planowała założenie z koleżanką firmy, która produkowałaby gadżety promocyjne z drewna. Ale od razu dodaje, że spełnia się jako ekolożka. „To fajne, że widać efekty, gdy skutecznie naciskamy na koncerny i na polityków w obronie natury”.


Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym