Aż 19 osób wezwano dziś przed sąd za blokadę warszawskiego marszu Obozu Narodowo-Radykalnego w kwietniu 2017 roku. Protestowali przeciwko narastającemu nacjonalizmowi i odradzającemu się faszyzmowi. Mają odpowiedzieć za zakłócanie legalnej demonstracji i tamowanie ruchu na drodze publicznej

Obwinieni w rozpoczynającym się dziś (11 października 2017) procesie to zwykli obywatele – pracownicy na etatach, socjolog, inżynier, studenci, emeryci, pracownicy fizyczni. 29 kwietnia 2017 roku stali na rogu ulic Świętokrzyskiej i Nowego Światu w Warszawie, protestując przeciwko narastającemu nacjonalizmowi Polaków i odradzającemu się faszyzmowi.

Tego dnia przez centrum stolicy przeszedł marsz nacjonalistycznego Obozu Narodowo-Radykalnego. Na przemarsz zgodziły się władze miasta – był więc legalny. Zorganizowano go dla uczczenia 83. rocznicy powstania ONR. Miał być i był pokazem siły spadkobierców i kontynuatorów tradycji przedwojennego, faszystowskiego ONR-u.

Grupa Obywateli RP i innych osób, niezwiązanych z Obywatelami, usiłowała zablokować im przejście.

Stanęli, a później usiedli na ulicy, z rozwiniętym transparentem „Tu są granice przyzwoitości”. Skandowali: „Faszyzm nie przejdzie!”, „Nacjonalizm – to się leczy!”. Policja zepchnęła ich jednak na chodnik, robiąc przejście nacjonalistom.

11.10.2017 r. Proces w sprawie blokady marszu ONR. Fot. OKO.press

Teraz do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia trafiają wnioski o ukaranie obywateli. Policja zarzuca im złamanie kodeksu wykroczeń.

Chodzi o artykuł 52 paragraf 2 punkt 1, czyli zakłócanie legalnej demonstracji. Niektórzy mają także zarzut tamowania ruchu na drodze publicznej. Za oba te czyny grozi grzywna, a za blokowanie demonstracji nawet ograniczenie wolności.

W środę sędzia Łukasz Biliński sprawdził tylko dane osobowe obwinionych, bo dwoje obrońców złożyło wnioski o odroczenie rozprawy. Pełnomocnictwa od swoich klientów dostali na krótko przed rozprawą i nie zdążyli zapoznać się z aktami, co uniemożliwia im obronę. Sąd odroczył więc sprawę do 30 listopada. Wyłączył z niej wątek jednej osoby, która jest chora. Będzie miała oddzielny proces.

11.10.2017 Kinga Kamińska (o kulach) z Obywateli RP w oczekiwaniu na rozprawę w sprawie blokady marszu ONR. Fot. Franciszek Mazur /Agencja Gazeta

Obwinionych broni ośmiu adwokatów, w tym Jakub Wende, syn mecenasa Edwarda Wende, obrońcy działaczy podziemia w procesach politycznych w czasach PRL. Broni on obywateli również w innych procesach wytaczanych przez policję w związku z antyrządowymi protestami. Nie chciał przed rozpoczęciem procesu ws. blokady marszu ONR zdradzić strategii obrony.

W środę rano trudno było wejść na salę rozpraw, gdzie mieli być sądzeni uczestnicy blokady marszu ONR. Publiczność i dziennikarze przybyli tak licznie, że sędzia wprowadził karty wstępu na rozprawę. Przed wejściem do sądu odbywała się pikieta wsparcia dla sądzonych.

11.10.2017 r. Widownia podczas procesu za blokadę marszu ONR. Fot. OKO.press

Na sali rozpraw był były szef MON, obecnie senator PO Bogdan Klich. Na sądowym korytarzu mówił dziennikarzom: „To zbiorowy proces polityczny. Wraca stare, jak w PRL-u. Przypomina to sprawy opozycjonistów przed kolegiami do spraw wykroczeń. Sądzi się obywateli, którzy bronią przestrzegania Konstytucji i występują przeciwko obecnej władzy i faszystowskiej ideologii”.

Klich dodał, że parlamentarzyści mają obowiązek solidaryzować się z sądzonymi dziś obywatelami. Wierzy w sprawiedliwy wyrok, ale dodał: „Sam fakt, że skierowano do sądu wnioski wobec ludzi broniących praw obywatelskich i występujących przeciwko faszyzującym ugrupowaniom to sygnał ostrzegawczy”.

Podkreślał, że podpisał się pod listem do Prokuratora Generalnego o delegalizację ONR, ale prokuratura w Częstochowie odpowiedziała, że wniosek jest niezasadny, bo członkowie tej organizacji nie byli karani.

11.10.2017 r. Pikieta przed sądem w trakcie procesu o blokadę marszu ONR. Fot. Franciszek Mazur /Agencja Gazeta

To już kolejna sprawa sądowa o manifestacje, w której podsądnych wspierają swoją obecnością politycy PO. 3 października 2017 rozprawę przeciwko osobom, które w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 blokowały wyjazd z Sejmu, obserwował poseł Michał Szczerba (protest pod Sejmem rozpoczął się, gdy marszałek bezpodstawnie wykluczył go z obrad).

Obywatele RP apelowali, by na dzisiejszy proces przyszła Zofia Romaszewska, działaczka opozycji w PRL-u.  Nie pojawiła się jednak w sądzie.



Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym