Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Adam Stepien / Agencja Wyborcza.plFot. Adam Stepien / ...

Mokotowski Oddział Dzienny przy ul. Grottgera 25a w Warszawie powstał ponad 30 lat temu. Powołano go zgodnie z ideą psychiatrii środowiskowej, dążącej do decentralizacji usług wspierających przy dużych szpitalach. Placówki te bowiem często kojarzą się pacjentom z ostrym kryzysem związanym z pobytem na oddziale zamkniętym.

Oddział na Grottgera oferował jednorazowo pomoc ok. 20 pacjentom. Przebywali tam zwykle ok. 3 miesięcy. Uczestniczyli w zajęciach terapeutycznych. Mogli na miejscu korzystać z pomocy lekarskiej i psychologicznej.

Chodzili na spacery, na wystawy, na zorganizowane zajęcia na zewnątrz. Czuli się częścią miasta. Zdrową częścią miasta.

Szczególne znaczenie miało dla nich położenie oddziału. Mieścił się on bowiem przy parku Morskie Oko i niedaleko najpiękniejszego parku w stolicy – Łazienek Królewskich. Za to z dala od gmachu szpitala psychiatrycznego warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii, któremu oddział podlegał.

Na zdjęciu: Pikieta w obronie Mokotowskiego Oddziału Dziennego przy ul. Grottgera, kwiecień 2024. Fot. Adam Stępień/Agencja Wyborcza.pl

Dopasowanie oferty

Dyrekcja Instytutu dość dawno doszła do wniosku, że ten ceniony przez pacjentów i ich rodziny oddział należy zlikwidować. A konkretnie przenieść go do oddziału dziennego przy ul. Sobieskiego na terenie Instytutu.

Poważna próba takiego zabiegu miała miejsce 2 lata temu. Ówczesna dyrekcja IPiN tłumaczyła go „dopasowaniem oferty terapeutycznej do aktualnych potrzeb zdrowotnych mieszkańców Mokotowa”. Słowo „oszczędność” wówczas nie padło, aczkolwiek wydaje się, że mogła to być jedna z przyczyn działań dyrekcji.

Warszawski Instytut Psychiatrii i Neurologii – wiodąca tego typu placówka w kraju – jest mocno zadłużony, z czego spora część zobowiązań jest w parabankach.

Liczy się los pacjentów

W kwietniu 2024 wydawało się, że sprawa jest przegrana. Decyzja o likwidacji oddziału zapadła. Spotkała się ona jednak z ostrym sprzeciwem pracowników, ale przede wszystkim pacjentów. „Odezwali się do nas ludzie, których nie widzieliśmy od lat, tylko po to, by nas wesprzeć. To było bardzo poruszające” – usłyszałem wówczas od osoby pracującej na oddziale.

Przeczytaj także:

To pacjenci de facto uratowali placówkę, choć kluczową rolę odegrała tu minister zdrowia Izabela Leszczyna, która postanowiła zapoznać się z argumentami pracowników. Wkrótce potem zapadła decyzja o pozostawieniu oddziału.

9 maja 2024 roku opublikowaliśmy na ten temat optymistyczny tekst w OKO.press, w którym chwaliłem władze ministerstwa.

Izabela Leszczyna w wywiadach podkreślała, że podejmując decyzje, najbardziej bierze pod uwagę los pacjentów. “Dziś mamy konkretne potwierdzenie wiarygodności tych słów” – tymi słowami kończyłem wspomniany artykuł.

Zamykają Grottgera

“Punkt dla mnie. Zamykają Grottgera” – napisał 30 marca 2026 kolega pracujący w IPiNie.

W pierwszej chwili mu nie uwierzyłem. Wystarczył jednak rzut oka za stronę internetową Instytutu, by zorientować się, że to prawda.

W zakładce “Aktualności” umieszczono lakoniczną informację opatrzoną datą 27 marca 2026: “Z dniem 01.04.2026 Oddział Dzienny Mokotowskiego Centrum Zdrowia Psychicznego ul. Grottgera 25a zostaje przeniesiony do Oddziału dziennego MCZP Warszawa ul. Sobieskiego 9 Budynek I – na terenie Instytutu Psychiatrii i Neurologii”.

Przeniesienie w trybie natychmiastowym

Od byłych i obecnych pracowników IPiN dowiedziałem się, że tym razem decyzja o przeniesieniu oddziału z Grottgera 25a nastąpiła w sposób gwałtowny, a poprzedziło ją przeniesienie w trybie natychmiastowym na inne miejsca pracy w ramach Instytutu osób, które wcześniej tam pracowały i brały aktywny udział w obronie placówki.

Nie było w ogóle czasu, by przyjrzeć się zasadności tej decyzji, znaczeniu tego miejsca dla mieszkańców Mokotowa.

Nikt zresztą wcześniej z dyrekcji Instytutu nie interesował się pracą oddziału, jego osiągnięciami, problemami.

Operacja została przeprowadzona w sposób niepozwalający na spokojne wygaszenie działalności i zamknięcie oddziału. Przeprowadzono ją bez należytego poinformowania zarówno pacjentów, jak i członków zespołu.

Pacjenci, którzy leczyli się na Grottgera, zostali poinformowani o zmianie w czasie pobytu, tymczasem podpisali zupełnie inną zgodę podczas przyjęcia na oddział.

Budynek ma służyć mieszkańcom dzielnicy

Nie przedstawiono też żadnych planów zagospodarowania budynku, który jest wynajmowany od miasta. Budynek przy ul. Grottgera 25a nie jest bowiem własnością Instytutu. W zapisie ma służyć mieszkańcom Mokotowa.

Pytałem rozmówców o wysokość czynszu – czy może to było zbyt duże obciążenie dla Instytutu?

“Umowa najmu i tak jest obowiązująca do danej daty i nie można zrezygnować z najmu teraz, więc czynsz i tak będzie musiał być dalej opłacany” – usłyszałem. Ponadto ośrodek był remontowany z funduszy UE i miał funkcjonować w niezmienionej formie dla pacjentów – mieszkańców Mokotowa.

Do tego Instytut wynajmuje budynek na bardzo preferencyjnych warunkach, czynsz nie był podnoszony od lat.

Wizyty w poradni u rezydenta

A co dalej z pacjentami?

Zamknięty oddział dzienny przyjmował m.in. pacjentów, którzy czekali wiele miesięcy na konsultacje w Klinice Nerwic. Dzięki temu udzielano im już pierwszej pomocy w oczekiwaniu na dalszą terapię. To tylko jedna z działalności oddziału, który znika z mapy stolicy.

Decyzja dyrekcji poprzedzająca zamknięcie oddziału oznaczała jednocześnie przeniesienie jedynego specjalisty psychiatry, przyjmującego wiele lat w poradni przy ulicy Grottgera. Tą samą decyzją przeniesiono miejsce świadczenia wizyt z poradni Grottgera na ul. Chełmską i przydzielono pacjentów lekarzowi rezydentowi. Na miejscu brak jest nadzoru specjalisty.

To wskazuje, do jakiego stopnia dyrekcja nie liczy się z dobrem pacjentów.

Dyrekcja milczy

Plany restrukturyzacji zadłużonego Instytutu powstały w 2025 roku. Były gotowe w grudniu. Zaakceptowała je minister Jolanta Sobierańska-Grenda – słyszę od jednego z moich rozmówców.

W planach tych nie było ani słowa o zamknięciu oddziału dziennego na Grottgera – informuje mnie inna osoba.

Trudno więc powiedzieć, że obecna pani minister przeciwstawiła się decyzji swojej poprzedniczki.

W dyrekcji Instytutu nikt nie chciał ze mną rozmawiać na temat przyczyn przeniesienia oddziału na Sobieskiego. Pełnomocniczka Dyrektora ds. Lecznictwa lek. Agnieszka Nowak-Musiej jest na zwolnieniu lekarskim. Główny dyrektor Instytutu Piotr Nowicki pełni dziś funkcję dyrektorską po raz ostatni. Od jutra już nie rządzi Instytutem.

Napisałem maile z pytaniem do obu wymienionych osób. Do końca dnia pozostały bez odpowiedzi.

Po co są oddziały szpitalne

Dwie osoby, które zgodziły się rozmawiać ze mną pod nazwiskiem to Katarzyna Szczerbowska i Maciej Olbrysz.

Katarzyna Szczerbowska pracowała w oddziale na Grottgera jako asystentka zdrowienia. Dziś sądzi, że decyzję podjęto z oszczędności. “W Instytucie oszczędza się nawet na papierze toaletowym, więc to chyba jest tajemnica całej decyzji”.

“Ona najbardziej uderzy w pacjentów” – dodaje. “To pięknie położony budynek z widokiem na park Morskie Oko. Pacjenci spacerują po tym parku z terapeutami. Park jest miejscem, z którego się korzysta np. w czasie gimnastyki”.

“To miejsce zupełnie nie przypomina szpitala. [Jego zamknięcie] to ogromna strata.

Myślę, że wielu ludzi nie przyjdzie na teren szpitala, który się wiąże z ogromną traumą, a mogli przyjść tutaj” – mówi Katarzyna Szczerbowska.

Maciej Olbrysz z Fundacji eFkropka (Fundacja mocno włączyła się we wcześniejszą obronę placówki) był sam pacjentem oddziału na Grottgera. “Uważam, że to był bardzo dobry oddział i źle jest mi z tym, że został zamknięty. Moim zdaniem oddziały szpitalne nie są po to, by przynosiły zyski, tylko by leczyły ludzi i przywracały ich do społeczeństwa”.

Na zdjęciu Sławomir Zagórski
Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze