Odmówili jej legalnej aborcji. We wrocławskim szpitalu interweniowała policja. Wiemy, dlaczego
Pacjentka miała prawo do legalnej aborcji, ale jej nie dostała. Zamiast tego jej dane medyczne trafiły do antyaborcyjnej Fundacji Życie i Rodzina, która zawiadomiła prokuraturę. Do szpitala, wskutek donosu przyjechała natomiast policja. Po to, by sprawdzić, czy nie dochodzi tam do „nielegalnego zabiegu”.
We wrocławskim Szpitalu Specjalistycznym im. A. Falkiewicza odmówiono wykonania legalnej aborcji. O sprawie poinformował kolektyw Legalna Aborcja.
Administrowane przez szpital wrażliwe informacje o stanie zdrowia kobiety trafiły do skrajnie antyaborcyjnej, prowadzonej przez Kaję Godek Fundacji Życie i Rodzina. W połowie października organizacja poinformowała o hospitalizacji pacjentki i ubieganiu się przez nią o przerwanie ciąży. Następnie zasiadający w zarządzie organizacji Krzysztof Kacprzak opublikował w mediach społecznościowych post informujący o złożeniu przez fundację zawiadomienia do prokuratury. Antyaborcjonista stwierdził, że organy ścigania otrzymały wniosek o zabezpieczenie dokumentacji medycznej pacjentki i postawienie jej zarzutu „zlecenia zabójstwa na poczętym dziecku przed przerwaniem ciąży”. Przypomnijmy: mowa o legalnej aborcji. Chodziło o przerwanie ciąży zagrażającej zdrowiu lub życiu.
Kilkadziesiąt godzin później działacze Fundacji Życie i Rodzina poinformowali w internecie, że aborcja na Brochowie została odwołana. Kobieta, której prywatność została naruszona i której dane medyczne obiegły cały kraj, nie otrzymała w placówce we Wrocławiu zgodnego z prawem świadczenia, po które zgłosiła się do publicznego szpitala w jednym z największych miast w Polsce.

Komentarze