0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.plTomasz Pietrzyk / Ag...

"WIOŚ to bada, Wody Polskie na razie podały, że to przyducha (zmniejszenie ilości tlenu w wodzie - od aut.). Ale my tego nie kupujemy. Powiem tak – na oko wędkarza widać było, że coś jest nie w porządku. Woda miała nieprzyjemny zapach, nie wyglądała naturalnie" - mówił w OKO.press Tomasz Jędrzejczyk z koła PZW Reńska Wieś-Kofama, mieszkaniec Opolszczyzny.

W ubiegłym tygodniu opisywaliśmy tragedię drugiej co do długości rzeki Polski. W lipcu wędkarze zauważyli śnięte ryby i pianę na wodach Kanału Gliwickiego. Wcześniej zanieczyszczenie obserwowali w marcu - jednak Wody Polskie apelują, żeby tych dwóch sytuacji nie łączyć.

W lipcu zatruta została również płynąca równolegle z Kanałem rzeka Kłodnica. Kanał Gliwicki w Kędzierzynie-Koźlu wpada do Odry, w której kilka dni później również znaleziono tysiące nieżywych ryb. Wędkarze wyławiają z wody także nieżywe bobry. Opowiadają o tym, że znad rzeki wyprowadziły się ptaki.

Przeczytaj także:

Kiedy publikowaliśmy poprzedni tekst na temat Odry, zanieczyszczenie docierało pod Wrocław. "Niczego nie możemy powiedzieć na pewno. Chcemy znaleźć przyczynę, ale na razie nie wiemy, czy są to ryby z Kanału Gliwickiego. Nie będę gdybać" - mówił Andrzej Świętach z wrocławskiego PZW.

Teraz wiemy, że Odra umiera na jeszcze większym odcinku. Śnięte ryby zaobserwowano w województwach dolnośląskim i lubuskim. O martwych zwierzętach, zmianie koloru wody i nieprzyjemnym odorze informują też niemieckie media - Odra w woj. lubuskim wyznacza granicę między Polską i Niemcami. Katastrofa zbliża się do Bałtyku.

"Rząd patrzy, jak Odra umiera"

Andrzej Świętach opublikował na stronie PZW swoje stanowisko w tej sprawie, dziękując jednocześnie tym, którzy pomogli w wyławianiu kilku ton śniętych ryb z Odry. "Mam nadzieję, że sprawca (sprawcy) tego czynu zostaną ustaleni i poniosą daleko idące konsekwencje swoich bezmyślnych, a może świadomych i wykonanych z premedytacją działań" - napisał.

"Już tydzień temu domagałam się działań w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze od organów ochrony przyrody, Wód Polskich i rządu. Do dziś nie dostałam żadnej odpowiedzi na moje pisma. Rząd Zjednoczonej Prawicy od blisko 2 tygodni biernie patrzy jak Odra umiera i nic z tym nie robi" - tak 10 sierpnia na Twitterze napisała Małgorzata Tracz, posłanka Zielonych.

W swojej interwencji poselskiej zwracała uwagę na to, że trzeba jak najszybciej usunąć skutki katastrofy i zadbać, by do podobnych sytuacji nie dochodziło w przyszłości.

"Dla rzeki Odry to stan klęski żywiołowej. Tragedia zbiera swoje żniwo na odcinku słynącym dotąd z ogromnych brzan, leszczy, kleni czy sandaczy. Odbudowanie życia w rzece do stanu sprzed katastrofy zajmie lata" - napisała.

Wędkarze i mieszkańcy nadodrzańskich terenów mówią o katastrofie ekologicznej. Woda śmierdzi, a służby odradzają łowienie ryb i kąpiele. Do Odry nie powinni wchodzić zarówno ludzie, jak i psy - podkreślają Wody Polskie.

Przyducha czy trująca substancja?

O sprawę już w ubiegłym tygodniu zapytaliśmy trzy oddziały Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska - śląski, opolski i dolnośląski. We wszystkich odpowiedź była dość podobna: próbki wody zostały pobrane, trwają badania. Urzędnicy informowali, że powodem pomoru ryb może być przyducha.

Ten scenariusz może się jednak nie potwierdzić.

WIOŚ z Wrocławia opublikował na swojej stronie pierwsze wyniki badań. Próbki pobrano w trzech miejscach:

  • Odra poniżej Jazu Lipki,
  • Odra na wysokości ul. Na Grobli w Oławie,
  • Odra na wysokości miasta Łany.

"Na podstawie pomiarów nie potwierdzono odtlenienia wody w rzece, czyli tzw. przyduchy.

Natomiast, wysoki poziom tlenu w wodzie odbiegający od typowych stężeń tlenu w okresie letnim, czyli w warunkach wysokich temperatur oraz niskich stanów wód, brak zakwitu w wodzie, wysoka temperatura wody, wskazywało na jego nienaturalne pochodzenie.

Możliwe, że do wody przedostała się substancja o właściwościach silnie utleniających" - czytamy.

W dalszej części komunikatu podano, że analiza jakościowa prób pobranych 28 lipca wykazała w wodzie ze śluzy Lipki i z Oławy 80-procentowe prawdopodobieństwo występowania mezytylenu. To substancja o działaniu toksycznym na organizmy wodne.

GIOŚ zaprzecza

Z kolei WIOŚ z Katowic podaje, że według wstępnych wyników "pH jest w normie, nie stwierdzono obecności zanieczyszczeń organicznych. W trakcie poboru prób nie stwierdzono śnięcia ryb".

Informacjom z Wrocławia przeczy kolejny komunikat, który pojawił się na stronie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska po tym, jak temat Odry stał się głośny w mediach społecznościowych. Wcześniej ani Wody Polskie (na swoich ogólnopolskich kanałach), ani GDOŚ, nie wypowiadały się na temat katastrofy ekologicznej.

"W żadnym z pięciu województw nie stwierdza się obecności mezytylenu" - czytamy.

Zapytaliśmy GDOŚ o te rozbieżności w komunikatach, czekamy na odpowiedzi.

Tymczasem WIOŚ wrocławski poinformował, że zgłosił sprawę zatrucia Odry do prokuratury. Zawiadomienie dotyczy możliwości popełnienia przestępstwa przeciw środowisku.

Odra pod stałym nadzorem

Burza wokół Odry i coraz liczniejsze doniesienia o śniętych rybach z kolejnych miejscowości i województw spowodowały, że państwowe służby zdecydowały się zorganizować konferencję prasową na ten temat.

Wnioski?

Niestety, żadne. "Odra jest pod stałym nadzorem inspekcji ochrony środowiska" - mówiła Magda Gosk, zastępczyni Głównego Inspektora Ochrony Środowiska.

"Mamy suszę hydrologiczną, która charakteryzuje się małymi przepływami, mamy wysoką temperaturę, która powoduje niekomfortowe środowisko dla organizmów wodnych, prowadzi do przyduchy. Trzeba uważać na nasze rzeki i zbiorniki. Wystarczy mały element, niewielki wypływ z szamba, który nie stanowiłby różnicy [w okresie bez suszy], może teraz spowodować katastrofę ekologiczną" - wyjaśniał Przemysław Daca, prezes Wód Polskich.

Dodał, że Wody Polskie zwróciły się do marszałków województw, którzy mogą podjąć decyzję o "zaniechaniu połowu ryb". Podkreślił również, że substancja, która zatruwa Odrę, jest "silnie utleniająca". Jego zdaniem za wcześnie jednak, żeby mówić o całkowitym umieraniu rzeki.

Służby zgodnie informują, że na ostateczne wyniki badania wody trzeba jeszcze poczekać.

W OKO.press będziemy wracać do tej sprawy.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Przeczytaj także:

Komentarze