Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja GazetaAdam Stepien / Agenc...
28 czerwca 2020

Ogromna frekwencja i mobilizacja w województwach liberalnych! Ale ostrożnie, to może być efekt epidemii

Frekwencja na godz. 12 wg PKW to aż 24,08 proc. W porównaniu z wyborami parlamentarnymi 2019 mobilizacja w województwach liberalnych jest większa (wzrost o 7,15 pkt proc.) niż w konserwatywnych (4,52 pkt). Jeśli by poszło tak dalej ostateczna frekwencja sięgnęłaby... 82 proc.

Gdyby to były "zwykłe" wybory konkluzja mogłaby być tylko jedna: wyborcy liberalni są zmobilizowani w o wiele większym stopniu niż wyborcy konserwatywni. Frekwencja w stosunku do wyborów parlamentarnych 2019 wzrosła skokowo w całym kraju, ale w regionach, które OKO.press opisuje jako "liberalne" nadwyżka jest dużo wyższa niż w tych opisanych jako "konserwatywne". Na wykresie poniżej im ciemniejszy kolor, tym przyrost frekwencji w porównaniu z październikiem 2019 większy. Mapa ciemnieje na bardziej "liberalnym" zachodzie i północy, blednie na wschodzie i południu.

Liberałowie masowo głosują

Aby dokładniej ocenić ten trend, wybraliśmy do porównań sześć województw: trzy, gdzie najlepsze wyniki w wyborach do Sejmu 2019 miały partie bardziej liberalne (Lubuskie, Pomorskie, Zachodniopomorskie) i trzy, gdzie ogromne oparcie zyskiwały siły bardziej konserwatywne (Lubelskie, Podkarpackie, Podlaskie).

O godz. 12:00 frekwencja w tych sześciu województwach wyglądała tak.

Historycznie frekwencja o godz. 12 w województwach konserwatywnych była zazwyczaj wyższa niż w regionach liberalnych, bo to konserwatywny elektorat częściej głosuje przed południem (np. w drodze do kościoła, lub z kościoła do domu) - dziś wyniki są porównywalne.

Znacznie ważniejsze dla oceny sytuacji jest jednak porównanie obecnej frekwencji z godz. 12:00 z tą w ostatnich wyborach parlamentarnych 2019. Poniższy wykres nie zostawia wątpliwości: w porównaniu z październikiem 2019 liberałowie ruszyli ławą do lokali wyborczych, ze średnim wzrostem o 7,15 pkt. proc. W regionach konserwatywnych to jedynie 4,52 proc.

Trudno jeszcze ocenić, ile w tym politycznej mobilizacji wyborców liberalnych (czyli krytycznych), a ile zmiany wzorca głosowania z powodu epidemii.

Przyrosty we wszystkich województwach można zobaczyć na wykresie:

Co więcej, wzrost odnotowują największe miasta. To ważne, bo nawet te z nich, gdzie przewagę mają siły bardziej konserwatywne, są relatywnie bardziej liberalne niż region, w którym się znajdują. Na przykład konserwatywny Białystok jest o wiele mniej konserwatywny wyborczo niż Podlasie jako całość.

Czy ten trend się utrzyma? Zobaczymy o godz. 18:30

Jak ogromny jest całkowity wzrost frekwencji w stosunku do poprzednich wyborów, pokazuje poniższy wykres:

Tutaj prześledzić można dane o frekwencji we wszystkich województwach:

Główne pytanie brzmi: czy ten trend się utrzyma? O wiele więcej i już z dużą pewnością będziemy mogli powiedzieć, analizując wynik frekwencji z godz. 17:00, który PKW poda o godz. 18:30. Nie jest bowiem wykluczone, że elektorat liberalny zareagował na apele, by głosować wcześniej ze względu na możliwe kolejki wynikające z obostrzeń związanych z epidemią.

Jedno jest pewne, jeśli taki przyrost frekwencji się utrzyma, ostateczny wynik może wynieść nawet 82 proc. Jeśli dynamika nieco spadnie, i tak ostateczna frekwencja może przekroczyć 70 proc., a to oznacza, że przewidywania wynikające z przedwyborczych sondaży mogą zostać zupełnie wywrócone. Po prostu rzesza ludzi zmobilizowała się do udziału w wyborach, kluczowe jest, jacy to ludzie i kogo popierają, a także kogo odrzucają.

Inne media skupiają się - za PKW - na porównaniach frekwencji z wyborami prezydenckimi w 2015 roku, OKO.press porównuje z głosowaniem w październiku 2019, co wydaje się bardziej uzasadnione. W kolejnych wyborach po przejęciu władzy przez Andrzeja Dudę i PiS w 2015 roku - w samorządowych 2018, europejskich 2019 i wreszcie parlamentarnych - obserwowaliśmy nową dynamikę polityczną i to ona będzie wyznaczać wyniki wyborów 2020.

Ale porównanie frekwencji z godz. 12:00 z wyborami prezydenckimi 2015 (Komorowski kontra Duda), także daje "kosmiczne" jak na polskie wybory liczby. W 2015 do 12:00 głosowało 14,61 proc. wyborców, teraz 24,08 proc. czyli 1,65 raza więcej. Gdyby taka mobilizacja trwała nadal, na koniec dnia zamiast 50,92 proc. (ostateczna frekwencja w 2015 roku), mielibyśmy równe 84 proc.

To wydaje się mało realne, największa do tej pory w Polsce była frekwencja w wyborach prezydenckich Kwaśniewski kontra Wałęsa: w I turze 64,7 proc. w II turze 68,2 proc. Może 80 proc. nie będzie, ale te rekordy mogą zostać pobite.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne