0:00
Prawa autorskie: Tomasz Stanczak / Agencja GazetaTomasz Stanczak / Ag...
29 maja 2021

Operacja: ASTRAZENECA DOWN. Strzał z "Handelsblatta"

Czarny PR szczepionki AstraZeneca mógł mieć związek z dążeniem Rosji do wejścia na europejski rynek z preparatem Sputnik V. Próba zdyskredytowania brytyjskiej szczepionki zaczęła się od artykułu w niemieckim "Handelsblatt".

Wydrukuj

Zła opinia o brytyjskiej szczepionce AstraZeneca spowodowała, że w Polsce i innych krajach europejskich brakuje chętnych na szczepienie tym preparatem. W naszym kraju już dziś milion wolnych dawek czeka na chętnych. W Niemczech i Francji o braku zaufania dla AZ informowano już w lutym.

Jak się okazuje, czarny PR AstraZeneca mógł mieć związek z dążeniem Rosji do wejścia na europejski rynek ze swoim preparatem Sputnik V.

W pierwszej części tego serialu opisaliśmy jak to się zaczęło w drugiej połowie 2020 roku, czyli przed udostępnieniem preparatów do szczepień. Rosjanie byli wówczas bardzo zainteresowani współpracą z AstraZeneca i produkcją jej preparatu w swojej fabryce w Niemczech (R-Pharm Germany to spółka-córka rosyjskiego R-Pharm Aleksieja Repika – niezbyt duży zakład farmaceutyczny w bawarskim mieście Illertissen. Repik kupił go w 2014 r. od firmy Pfizer, do 2018 r. realizowano tam kontrakty Pfizera, potem musiał radzić sobie na rynku samodzielnie).

Czas na drugi sezon tego polityczno-medycznego thrillera. Zaczyna się w styczniu 2021 r. Szczepionka AstraZeneca właśnie została zarejestrowana do użytku w Wielkiej Brytanii, Sputnik V walczył o podbicie rynków światowych. Unia Europejska dopuściła do użytku szczepionki Pfizer i Moderna,

AstraZeneca 12 stycznia złożyła wniosek o rejestrację w UE. 20 stycznia Rosjanie ogłosili, że oni także złożyli wniosek o rejestrację Sputnika V w UE. Wyścig trwał.

Mimo grudniowego, badawczego porozumienia AstraZeneki i Rosjan, obie grupy wciąż ze sobą konkurowały. Ich preparaty to podobne technologicznie szczepionki wektorowe, łatwe do przechowywania, znacznie tańsze niż preparaty Pfizer i Moderna. W najbliższych dniach miało się rozstrzygnąć, czy AstraZeneca podbije kraje europejskie, a jeśli tak, kto będzie ją produkował (czy na pewno rosyjski R-Pharm w Niemczech?).

Rosja wiedziała, że choć niektóre kraje europejskie są pozytywnie nastawione do jej preparatu, Unia Europejska nie będzie chętna do szybkiego podpisania umowy na Sputnik V, podczas gdy AstraZeneca miała taką umowę od dawna. Sputnik na rynku europejskim był w gorszej sytuacji wyjściowej. Znalazłby się w lepszej tylko, gdyby coś złego przydarzyło się jego konkurencji.

Rosła też presja społeczna, by szczepić jak najwięcej i jak najszybciej – Izrael dzięki umowie z firmą Pfizer wyprzedzał innych, Wielka Brytania korzystała z AstraZeneca, reszta Europy czekała na linii startu – szczepionek Moderny i Pfizera było za mało, by zaspokoić potrzeby.

Strzał z "Handelsblatta"

25 stycznia 2021 r., cztery dni przed oficjalnym dopuszczeniem AstraZeneca na rynek europejski, w Niemczech wybuchła informacyjna bomba.

Biznesowa gazeta „Handelsblatt” opublikowała artykuł, z którego wynikało, że szczepionka AstraZeneca ma zaledwie 8-procentową skuteczność wśród osób w wieku 65 lat i starszych.

„Szczepionka AstraZeneca najwyraźniej prawie nie działa u seniorów” – brzmiał nagłówek.

Dziennikarze powołali się na anonimowe źródła z kręgów rządowych. Podobne doniesienia, choć mniej konkretne, opublikował też niemiecki tabloid „Bild”.

Wybuchła afera. Informacje podawały kolejne media, AstraZeneca zaprzeczała, eksperci w ogóle nie wiedzieli, skąd wzięto dane – producent szczepionki w oficjalnych badaniach podawał wyniki tylko dla grupy wiekowej 18-55 lat.

„Handelsblatt” powołał się wtedy na (jeszcze nieoficjalny) raport renomowanego niemieckiego Instytutu Kocha. A po kilku dniach, w kolejnym artykule przyznał: „Skupianie się na współczynniku skuteczności u seniorów było błędem, ponieważ, jak pokazuje raport Stałej Komisji ds. Szczepień (STIKO), nie jest on istotny statystycznie.”

Jednak mleko już się rozlało.

Spójrzmy na przywołany raport. Po pierwsze wynika z niego, że eksperci Instytutu Kocha na podstawie szczegółowych protokołów badań klinicznych AstraZeneca sami obliczyli skuteczność szczepionki dla grupy powyżej 65 roku życia, mogli więc podać dane, których nie było w raportach AZ.

Ich obliczenia wykazały też, dlaczego AZ tych danych nie podała: grupa osób starszych, biorących udział w badaniach, była za mała jak na obowiązujący standard: tylko 341 osób powyżej 65 r.ż. dostało preparat, a 319 osób znalazło się w grupie kontrolnej.

Na dodatek w każdej z tych grup na COVID-19 zachorował zaledwie jeden badany. Tymczasem to właśnie zestawienie liczby badanych z liczbą zachorowań pozwala obliczyć poziom skuteczności szczepionki.

Tu nie dało się go ocenić. Oczywiście, policzyć wskaźnik można, wzory matematyczne działają na każdych liczbach, więc posłużono się nimi w Instytucie Kocha. Tyle że wynik procentowy wyniósł zaledwie 6,3 proc. (nie 8, jak w pierwszej wersji artykułu „Handelsblatt”), a każdy, kto znał się na interpretacji wyników badań, wiedział, że takich danych nie należy brać pod uwagę. Bo jeśli w obu grupach choruje tylko jedna osoba, świadczy to o minimalnej liczbie zachorowań, a nie o skuteczności (lub jej braku) preparatu.

Ktoś z niemieckich polityków zagrał przeciw AstraZeneca

Ale ktoś z niemieckich polityków przekazał dziennikarzom tę informację, podważając skuteczność AstraZeneca – w kluczowym dla tej szczepionki momencie w Europie. Przy czym aby znaleźć tę akurat daną w 88-stronicowym raporcie, trzeba się sporo naszukać.

Liczba 6,3 proc. pojawia się tam na stronie 18 (wersja tekstu opublikowana przez „Handelsblatt”), a potem w tabeli i jej omówieniu na stronie 35 – wśród wielu innych. Nie jest przedmiotem szczegółowej analizy.

Którzy politycy byli tak dociekliwi, że znaleźli tę liczbę, a potem podzielili się nią z dziennikarzami, nie biorąc pod uwagę opinii ekspertów? „Handelsblatt”, zgodnie z prawem prasowym, nie ujawnił swoich źródeł informacji. Czy stali za tym niemieccy politycy lub urzędnicy, przychylnie patrzący na bliższą współpracę z Rosją (w Niemczech to spora grupa)? To zasadne pytanie, jeśli weźmie się pod uwagę, co się działo dalej.

Rosjanie: Jesteśmy, by pomóc

Rosjanie na medialne doniesienia zareagowali natychmiast. Już dzień później, 26 stycznia, rosyjskie medium rt.com podało, że „ze względu na niepokojące dane niemieccy urzędnicy nie spodziewają się, by Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła lek do stosowania u osób powyżej 65. roku życia” – choć EMA nie wydała takiego oświadczenia.

AstraZeneca znalazła się na linii ognia, ostrzeliwana z dwóch stron – „Handelsblatt” opublikował bowiem swój raport w tym samym dniu, w którym Komisja Europejska zarzuciła firmie niewywiązywanie się z umów handlowych na dostarczenie szczepionek do UE oraz brak zadowalających wyjaśnień. Kryzys narastał.

A Rosjanie kontynuowali. 27 stycznia na Twitterze administratorzy konta Sputnik V (z kierowanego przed Dmitriewa RDIF-u (kim jest Dmitriew i co to jest RDIF -poniżej) poinformowali: „UE powinna skupić się na dywersyfikowaniu swego portfolio szczepionek. Sputnik V jest tutaj, aby pomóc.”

Kiriłł Dmitriew, prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF), który to fundusz finansuje prace nad rosyjską szczepionką Sputnik V. Ma 46 lat, to mąż Natalii Popowej, bliskiej przyjaciółki córki Władimira Putina, Kateriny Tichonowej. Ma częste i bezpośrednie kontakty z Putinem. Urodził się w Kijowie, ale w wieku 14 lat rodzice wysłali go do Kalifornii. Studiował na Uniwersytecie Stanforda, potem w Harvard Business School. Pracował w największych amerykańskich bankach i firmach konsultingowych (Goldman Sachs, McKinsey & Company). Od 2011 r. zarządza Rosyjskim Funduszem Inwestycji Bezpośrednich (RDIF), utworzonym przez rosyjski rząd.

Jednak, jak opisywał New York Times, w listopadzie 2016 r. Dmitriew zajmował się czymś innym niż inwestycjami gospodarczymi. W czasie kampanii prezydenckiej w USA zaczął szukać kontaktu z kimś z bliskiego kręgu Donalda Trumpa. To właśnie spotkania ze sztabowcami Trumpa spowodowały, że w 2019 r. Dmitriewem zainteresował się prokurator specjalny Robert Mueller, w dochodzeniu Russiangate nt. wpływów Kremla na kampanię Trumpa.

Z jego raportu wiemy, że Dmitriewowi udało się skontaktować z Rickiem Gersonem, przyjacielem Jareda Kushnera, zięcia D. Trumpa. Razem mieli pracować nad „planem pojednania” między Rosją a USA (na polecenie Putina). Dokument ten trafił potem do zaufanych ludzi Trumpa: Jareda Kushnera, Rexa W. Tillersona (sekretarza stanu USA w l. 2017-2018) i Steve`a Bannona (szef kampanii wyborczej, później doradca Trumpa).

Jak informował Mueller, działania Dmitriewa „były częścią szerokich wysiłków Kremla. mających na celu nawiązanie więzi z Trumpem, które rozpoczęły się na początku kampanii i rozwinęły się po zwycięstwie Trumpa. Były realizowane głównie przez ludzi ze świata biznesu w obu krajach. Zwłaszcza po wyborach doprowadziły do pomieszania interesów dyplomatycznych i finansowych”.

Zasugerowali, że istnieje prosty sposób rozwiązania problemu – kupno Sputnika, o czym znów poinformowało anglojęzyczne rt.com.

Mieli jeszcze jednego asa w rękawie – zaledwie kilka dni później, 2 lutego, renomowane czasopismo naukowe „The Lancet” opublikowało wyniki badań klinicznych Sputnika V. Wynikało z nich, że preparat osiągnął imponującą skuteczność 91,6 proc. (o prawie 16 proc. wyższą niż AstraZeneca), a żaden z uczestników badań nie doświadczył poważnych skutków ubocznych. To był moment prawdziwego tryumfu. (Ta chronologiczna zbieżność: ważny moment dla Sputnika V – kryzys AstraZeneca, powtórzy się w marcu).

Jednak eksperci z całego świata byli sceptyczni. Zarzucili autorom brak dostępności do tzw. szczegółowych protokołów badań. Pojawiły się też doniesienia o czterech zgonach w trakcie badań i sześciu poważnych odczynach poszczepiennych – żaden tych przypadków nie został uwzględniony w publikacji. Rosyjski urząd kontroli zaprzeczył ich związkom ze szczepionką.

Tylko Sputnik V może nas uratować?

Mimo sceptycyzmu ekspertów szala nadal przechylała się na korzyść Rosji. 28 stycznia niemiecka komisja STIKO, zajmująca się bezpieczeństwem szczepień, zarekomendowała, by AstraZeneca podawać tylko osobom w wieku 18-64 lata.

6 lutego niemiecki minister zdrowia poinformował, że rozmawia z Moskwą o produkcji Sputnika V w Niemczech. 7 lutego politycy landu Saksonia-Anhalt dołożyli swój przekaz: Rosjanie rozmawiają nie o produkcji w swojej spółce R-Pharm, lecz w firmie niemieckiej IDT Biologika.”

Zawirowania między UE a AstraZeneca trwały. Jednocześnie w sieci nasiliła się kampania dezinformacyjna, uderzająca w innego producenta szczepionek, firmę Pfizer, o czym informowała między innymi unijna grupa East Stratcom Task Force.

Rosyjska telewizja Tsargrad (należąca do oligarchy Konstantina Małofiejewa) nazywała wtedy Pfizer „zastrzykiem śmierci”. Wydawało się, że jedynym ratunkiem dla Europy będzie rosyjski preparat, który nie miał przecież oficjalnie żadnych skutków ubocznych…

Ale nastąpił kolejny niespodziewany zwrot akcji. 10 lutego, zaledwie cztery dni po deklaracji niemieckiego ministra zdrowia o rozmowach nt. produkcji Sputnika V w Niemczech, AstraZeneca wydała oficjalny komunikat.

Poinformowała, że to ona podpisała list intencyjny z niemiecką firmą IDT Biologica. To jej szczepionki (nie Sputnik V) będą tam produkowane. Co więcej – zainwestuje dodatkowe środki, by IDT Biologica zwiększyła zdolności produkcyjne, które „zabezpieczą długoterminowe zdolności dostaw” dla Europy.

W tym samym komunikacie znalazła się wypowiedź Jürgena Betzinga, dyrektora generalnego IDT Biologika: „Jesteśmy dumni, że AstraZeneca wybrała nas na strategicznego partnera do produkcji swoich szczepionek. (…) Chciałbym podziękować niemieckiemu Ministerstwu Zdrowia za wsparcie w nawiązaniu tej współpracy”

Jak widać - Brytyjczycy porozumieli się z UE, konflikt zażegnano między innymi dzięki zapewnieniu produkcji preparatu w Niemczech, a Rosjanie wypadli z wyścigu. Ale tylko na chwilę.

Już kilka dni później kolejni hakerzy przypuścili atak na laboratorium Uniwersytetu w Oxfordzie (poinformowano o tym dopiero 25 lutego). Celem był Wydział Biologii Strukturalnej, gdzie prowadzone są badania nad COVID-19.

Kto stał za atakiem? Tym razem była to grupa porozumiewających się w języku portugalskim hakerów, którzy już wcześniej sprzedawali na czarnym rynku dane skradzione z różnych firm i instytucji. Zarabiali na tym. Sprzedawali je zazwyczaj hakerom rządowym, bezpośrednio powiązanym z władzami różnych państw. Co wykradli, komu sprzedali? Nie wiadomo.

AstraZeneca down

Rosjanie nie odpuszczali. 1 marca na Słowacji wylądowało 200 tys. dawek Sputnika V, które premier tego państwa kupił w tajemnicy przed swymi politycznymi koalicjantami. Węgry już szczepiły rosyjskim preparatem.

W pozostałych krajach unijnych większość obywateli wciąż czekała na szczepienie. Nawet jednak te państwa, które patrzyły na Sputnik V przychylnym okiem, czekały na decyzję Europejskiej Agencji Leków (European Medicines Agency, EMA) ws. Sputnika.

Liczono na to, że EMA szybko dopuści Sputnik do użytku. Jednak okazało się, że Rosjanie wcale nie złożyli wniosku o rejestrację preparatu w styczniu – mimo że pochwalili się tym na Twitterze. Nie wiadomo, przez przypadek czy celowo – pomylili instytucję, do której powinni taki wniosek wysłać: poszedł do HMA, (organizacja skupiająca szefów Agencji Medycznych UE) nie do EMA. Właściwy dotarł do EMA dopiero 4 marca.

Już dwa dni później zaczęły się kolejne problemy AstraZeneca. W Austrii opublikowano pierwsze raporty o śmiertelnych zakrzepach krwi u czterech osób szczepionych tym preparatem. Te raporty są bardzo rzeczowe. Podkreślono w nich, iż związek między zakrzepami a szczepionką nie jest dowiedziony, zasugerowano wstrzymanie szczepień konkretną serią preparatów.

Uderzające w lekturze informacji z tego okresu jest co innego: natychmiastowe decyzje państw o zaprzestaniu szczepień AstraZeneca, połączone z presją na polityków (widoczną zwłaszcza w Niemczech), by kupić preparat rosyjski.

Gdy 8 marca Austria zrezygnowała z jednej serii AZ, już następnego dnia to samo zrobiły: Estonia, Litwa, Luksemburg i Łotwa. 10 marca o sprawie poinformowała EMA, a już 11 marca premier niemieckiego landu Turyngia, Bodo Ramelow, wezwał do jak najszybszego wprowadzenia szczepień Sputnikiem na terenie Niemiec.

Zaś następnego dnia do Moskwy pojechała oficjalna delegacja niemieckiej skrajnie prawicowej partii AfD! Jak informował jeden z jej członków, poseł AfD Robby Schlund (przewodniczący Niemiecko-Rosyjskiej Grupy Parlamentarnej), Niemcy spotkali się z przedstawicielami rosyjskiego MSZ i pojechali do Instytutu Gamaleya, by poznać szczegóły dotyczące Sputnika V.

To wszystko mimo dużych napięć między Niemcami a Rosją w tym okresie, między innymi ze względu na próbę otrucia przez rosyjskie służby opozycjonisty Andrieja Nawalnego.

Niemieccy politycy z wizytą w Moskwie

Współpraca AfD z Kremlem nie zaskakuje. Ostatnio mówi się o niej w mediach wręcz jako o swoistym sojuszu, który przestał być ukrywany. Szef AfD Tino Chrupalla był w Moskwie także w grudniu 2020 r.

Według dziennika „Die Welt”, Kreml znalazł w skrajnej prawicy „pomocników w realizacji swoich interesów”, politycy AfD „chętnie udzielają wywiadów stacji telewizyjnej Russia Today i innym mediom bliskim Kremlowi” i zamierzają pracować nad poprawą stosunków niemiecko-rosyjskich.

Jednak presja na rzecz Rosji nie kończyła się na AfD. Trzy dni po wizycie w Moskwie do przyspieszenia zatwierdzenia Sputnika V wezwał premier Bawarii Markus Soeder. Rosyjskie rt.com podkreśliło, że jego apel pojawił się dokładnie w tym samym czasie, gdy Kiriłł Dmitriew, szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich, poinformował, że Sputnik V „wkrótce zacznie być produkowany w kilku krajach UE. RDIF zawarło porozumienia z firmami z Francji i Niemiec, Włoch i Hiszpanii w sprawie produkcji partii szczepionki.”

Gdyby ta informacja była prawdziwa, oznaczałaby, że wspólna polityka szczepieniowa UE nie istnieje.

W tym czasie kryzys AstraZeneca gwałtownie narastał. 11 marca ze szczepień preparatem tej firmy zrezygnowała Dania. Potem taki sam zakaz błyskawicznie wprowadziły: Norwegia, Islandia, Bułgaria, Irlandia, Holandia, Austria, Estonia, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Francja i Włochy.

Niektóre państwa zawieszały tylko jedną partię szczepionki, inne rezygnowały z niej całkowicie. Wyglądało to bardziej na ogólną panikę i daleko posunięte maksymalizowanie środków ostrożności, na zasadzie: „lepiej dmuchać na zimne”, niż reakcję na rzeczywiste zagrożenie.

Nie brano pod uwagę ani komunikatów Światowej Organizacji Zdrowia, ani europejskiej EMA, że nie stwierdzono związku między przypadkami zakrzepicy a szczepieniami (choć równocześnie podkreślano, iż przypadki te wciąż są badane), dlatego nie ma podstaw do przerywania akcji szczepień. Polska szczepień preparatem AZ nie wstrzymała.

Sputnik nad Europą

Zaczęła być widoczna zmiana nastawienia wobec Sputnika. 16 marca o możliwości szczepienia rosyjskim preparatem mówił szwedzki koordynator ds. szczepień. Dzień później rosyjska agencja TASS doniosła, że niemiecka IDT Biologika wróciła do rozmów na temat produkcji Sputnika V.

18 marca inna rosyjska agencja Inosmi napisała: kolejni premierzy niemieckich landów naciskają na polityków federalnych, by zastosować w Niemczech rosyjski preparat. Do Turyngii i Bawarii dołączyła Saksonia, potem Meklemburgia i Saksonia-Anhalt.

Porozumienie z Rosją miała rozważać Norwegia. Niemiecki portal heise.de pytał wprost: „Sputnik zamiast AstraZeneca?”

Nasz bohater Kiriłł Dmitriew w wywiadzie dla „Berliner Zeitung” podkreślał: „Jak dotąd Sputnik V nie spowodował żadnych poważnych skutków ubocznych ani alergii. Jedyne, co może wywołać, to łagodne przeziębienie.”

Jednak pytany o to, jakie firmy europejskie będą produkować Sputnik V, uchylał się od odpowiedzi: „Z powodu dziwnej presji politycznej nie chcemy w tej chwili oficjalnie ogłaszać, kim są nasi partnerzy” – mówi. Zdradził tylko, że jednym z nich jest szwajcarsko-włoska firma Aidenne.

Jak się okazało, o planach produkcji Sputnika V, ogłaszanych przez RDIF, włoski rząd miał się dowiedzieć… z mediów. Adienne to prywatna firma, która ma własne fabryki we Włoszech. Natomiast informacje Dmitriewa o umowach z koncernami we Francji i Hiszpanii zostały przez tamtejsze resorty handlu zdementowane. Czyli nie było wcale tak dobrze, jak by wynikało z wypowiedzi oligarchy.

Tkaczenko oskarża Rosję

W całym tym zamieszaniu Europie umknęły dwie kwestie. Pierwsza to wypowiedź ukraińskiego ministra kultury Olega Tkaczenko. W momencie gdy 16 państw zawiesiło szczepienia AstraZeneca, Tkaczenko wprost oskarżył Rosję o prowadzenie kampanii dezinformacyjnej przeciwko AZ.

„(Rosja) wykorzystuje informacje, aby zniszczyć szczepionkę konkurenta, a następnie naciska na europejskich polityków, aby zezwolili na użycie Sputnika” – napisał na swoim kanale na platformie Telegram. – „Bardzo dokładnie sprawdziłbym źródła, z których pochodzą informacje o pseudoniebezpieczeństwie szczepionki AstraZeneca, i kto lobbował za rozpowszechnianiem tych horrorów w mediach europejskich.”

Czy w kontekście wypowiedzi Tkaczenki pamiętacie jeszcze o licznych atakach hakerskich na laboratorium pracujące nad AstraZeneca?

Ciekawy jest jeszcze jeden fakt: prezesem R-Pharm, rosyjskiej firmy Aleksieja Repika, będącej w samym środku wydarzeń, jest Wasilij Ignatiew. Dziwnym trafem w latach 2002-2006 pracował on w… AstraZeneca. Był szefem tej firmy na Rosję. Czy ma nadal jakieś kontakty w byłej firmie? Czy ma nieoficjalny dostęp do danych? Tego dziś nie wiadomo.

W Niemczech presja na Sputnik, nie na własny preparat

Druga kwestia, która zaskakuje w opisywanej sytuacji: miesiąc przed złożeniem przez Rosjan wniosku o rejestrację Sputnika V na rynku europejskim taki sam wniosek złożyła niemiecka firma CureVac z Tybingi. Opracowała własną szczepionkę, a 4 marca podpisała umowę na wytwarzanie substancji czynnej ze szwajcarską spółką Novartis.

A jednak niemieccy politycy nie wywierali presji na rządzie federalnym, by przyspieszyli decyzję EMA, zezwalającą na wprowadzenie CureVac na europejski rynek. Zajęli się Sputnikiem V, i to mimo marcowych informacji, iż niemiecka firma rozszerza badania kliniczne, by jego preparat został jak najszybciej zatwierdzony.

Premier Bawarii zaangażował się w walkę o Sputnik V do tego stopnia, że w kwietniu zawarł własną umowę z Rosjanami – na produkcję preparatu w bawarskim R-Pharm (w zakładzie Repika) oraz kupno 2,5 miliona dawek szczepionki. Dzień później niemiecki minister zdrowia poinformował, że Niemcy nie będą czekały na zgodę EMA ani na działania Komisji Europejskiej i wynegocjują dostawy ze Sputnikiem sami.

To był ten przełom, na który czekał Kreml. Gdyby zapowiedź weszła w życie.

Ostatnia scena w naszym serialu obywa się bez głównych bohaterów. Ten sam „Handelsblatt”, który w styczniu rozpętał awanturę donosząc o niskiej skuteczności AstraZeneca, 16 kwietnia poinformował: „Niemiecka IDT Biologica już rozpoczyna produkcję AstraZeneca, szybciej niż oczekiwano. (…) W ciągu najbliższych trzech miesięcy co najmniej dziesięć milionów dawek szczepionek od brytyjsko-szwedzkiego producenta ma zostać rozlanych w zakładzie w Dessau.”

Sputnik V wciąż nie został zatwierdzony przez EMA do użytku w Unii Europejskiej. Niemiecki rząd szczepi Niemców między innymi AstraZeneką.

To mogło uderzyć w podstawy Unii Europejskiej

Gdyby nie profesjonalizm EMA i WHO, nieuleganie presji przez niemiecki rząd federalny, być może także gdyby nie awantura wokół Sputnika na Słowacji (w wyniku której słowacki premier stracił stanowisko, zaś słowacki instytut badający preparat poinformował, że dostarczone przez Rosjan szczepionki mają inny skład niż te, które były wykorzystywane w badaniach klinicznych), AstraZeneca wypadłaby z rynku.

Jej miejsce zajęliby Rosjanie. Co prawda w międzyczasie zaczęły się też szczepienia amerykańskim preparatem Johnson and Johnson, ale na pewno Rosja starałaby się zająć jak największy fragment rynku. Przy nadwątlonej unijnej solidarności wystarczyłaby prawdopodobnie decyzja Niemiec, jednego z liderów UE, o kupnie Sputnika V, by na taki sam krok zdecydowały się inne kraje.

Tym samym Kreml udowodniłby, że Europa musi współpracować z Rosją, bo bez niej nie da rady. Natomiast gdyby państwa unijne wyłamały się z przyjętych wcześniej procedur i nie czekając na unijne decyzje działały na własną rękę, miałoby to poważne konsekwencje dla całej Unii, na wszystkich polach jej aktywności. De facto – podważyłoby sens jej istnienia.

Czy będzie trzeci sezon serialu?

Z ostatniej chwili: według francuskiego portalu numerama.com budząca wątpliwości agencja, która prawdopodobnie ma powiązania z Rosją, szuka chętnych do kampanii dyskredytującej szczepionkę Pfizer. Dowodem, tym razem na wysoką śmiertelność po podaniu preparatu, ma być… tabelka z danymi, fragment utajnionego raportu…

Dla zainteresowanych poszerzeniem wiedzy na opisywany temat polecam także wyniki badań treści dotyczących AstraZeneca na Twitterze, autorstwa Dariusza Jemielniaka i Yaroslava Krempovycha z Akademii Leona Kozmińskiego.:

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne