Mówił „sprawdzam” nie tylko przedstawicielom władzy, ale - co dużo trudniejsze - sojusznikom i przyjaciołom. Był pomysłodawcą flagowego programu prawnego HFPC - Programu Spraw Precedensowych. Wiktor Osiatyński zmarł 29 kwietnia 2017

Nie wiem, kogo było w Wiktorze Osiatyńskim więcej – wybitnego znawcy przedmiotu, znakomitego wykładowcy, potrafiącego dotrzeć ze swoim przekazem do najprzeróżniejszych grup odbiorców od dzieci po kolegów naukowców, dziennikarza znakomicie popularyzującego wiedzę na temat praw człowieka czy pełnego pasji i zaangażowana obrońcy praw człowieka. Wiem natomiast, że w każdej z tych ról był znakomity i w każdej z nich był nie tylko autentyczny, ale aż do bólu szczery.

Duch opiekuńczy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Dzielił się z nami swoją ogromną wiedzą, ale również rodzącymi się wątpliwościami, czy pojawiającymi się pytaniami i próbami odpowiedzi na nie.

Przekazywał nam swoje teksty, opracowania czy nagrane wykłady („bo gdyby mnie, z jakiegoś powodu nie było, to zawsze będziecie mogli «puścić nagranie»” )

Uczestniczył w realizacji większości naszych programów edukacyjnych – był pomysłodawcą i niezastąpionym wykładowcą „Helsińskiej” Szkoły Praw Człowieka („nie ma kto przekazywać wiedzy na temat praw człowieka – to trzeba wykształcić takich «mówistów-speakerów», którzy to będą robić”)

Był pomysłodawcą flagowego programu prawnego Fundacji, jakim bardzo szybko stał się Program Spraw Precedensowych. Program, w ramach którego prowadzimy strategicznie ważne postępowania sądowe. Program bazujący na tzw. litygacji strategicznej, metodzie wywodzącej się z systemów common law – twórczo właśnie przez Wiktora Osiatyńskiego przeniesionej na nasz grunt („to co, że w naszym porządku prawnym nie funkcjonuje zasada precedensu, przecież można nad tym pomyśleć, jest przecież Trybunał Konstytucyjny czy Europejski Trybunał Praw Człowieka, których orzeczenia mogą dać to samo –  tyle, że trzeba wcześniej przejść przez wszystkie instancje sądowe, trochę to potrwa ale przejdziecie”).

Przeczytałam to, co napisałam, i poczułam się bezradna.



Bo tak, to wszystko prawda i należało by jeszcze dodać jego działania na rzecz praw człowieka poza Polską, pomysł na program małych grantów im. Marka Nowickiego dla działaczy praw człowieka z krajów byłego ZSRR, który pomagał im wystartować po skończonym Kursie do działań praktycznych i… i…, ale i tak nie odda to ani 10 procent tego, co do praw człowieka, do życia fundacji, do naszego życia wnosił Wiktor Osiatyński. Tego, co dawała nam uwaga, jaką obdarzał każdego z nas z osobna, szacunek, z jakim odnosił się do każdego, pełna życzliwości troska, pytania – również te najtrudniejsze – dzięki którym mogliśmy lepiej zrozumieć siebie samych, czasem istotę stojącego przed nami zadania, a czasem ciut lepiej otaczający nas świat. Jego odwaga, ale i umiejętność mówienia „sprawdzam” nie tylko przedstawicielom władzy, ale – co dużo trudniejsze – sojusznikom i przyjaciołom, konsekwencja głoszonych poglądów z podejmowanymi  działaniami. Bardzo chcę, ale nie umiem tego wszystkiego przelać na papier…

Drogi, Kochany Panie Wiktorze, dziękuję, że był Pan z nami, z fundacją, z prawami człowieka. Przed nami, obrońcami praw człowieka, jeden z trudniejszych egzaminów, musimy do niego podejść już bez Pana  – wierzę, również dzięki Panu, że go zdamy.

Danuta Przywara – prezeska zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka


Masz cynk?