Zamiast zlecać robienie testów na obecność koronawirusa, rząd Orbána atakuje migrantów, niezależne media oraz planuje niczym nieograniczone rządzenie za pomocą dekretów. Jeśli parlament przyjmie nadzwyczajną ustawę, wirus autorytaryzmu do cna zniszczy demokrację na Węgrzech

W węgierskim parlamencie procedowana jest nadzwyczajna ustawa (nr druku T/9790), której oficjalnym celem jest walka z zagrożeniem epidemiologicznym koronawirusem, a celem dorozumianym i faktycznym: konsolidacja władzy w rękach Viktora Orbána.

Ustawa przewiduje, że rząd będzie mógł przedłużać stan wyjątkowy, który na Węgrzech wprowadzono 11 marca, co 15 dni, bez podania przyczyn – i bez końca. O zakończeniu stanu wyjątkowego zadecyduje Prezes Rady Ministrów, czyli Orbán.

Ustawa umożliwia rządzenie przez wydawanie dekretów. Rząd będzie mógł zawiesić stosowanie niektórych ustaw, odejść od regulacji ustawowych i wprowadzić w życie dodatkowe specjalne środki za pomocą dekretów, których nie będzie kontrolował parlament.

Przyjmując ustawę, parlament da Orbánowi blankietową zgodę na wszystkie dalsze działania rządu w czasie stanu wyjątkowego.

Tych działań nie będą mogły kontrolować sądy, ponieważ ich praca została już zawieszona na czas zagrożenia epidemiologicznego. Według węgierskiej konstytucji, w czasie stanu wyjątkowego ma działać Trybunał Konstytucyjny, ale ten od 2013 roku faktycznie legitymizuje wszystkie poczynania większości rządzącej.

Ku koronadyktaturze

Wybitna znawczyni prawa i polityki Węgier prof. Kim Lane Scheppele z Uniwersytetu Princeton oceniła, że tym samym Orbán zrywa z rządzeniem przy zachowaniu pozorów demokracji konstytucyjnej i trójpodziału władz.

Jeśli ta ustawa zostanie przyjęta, wyjaśnia Scheppele, nie będzie miało znaczenia, jakie prawo obowiązuje na Węgrzech, ponieważ każde będzie mogło być zmienione wedle zachcianki Orbána.

Ustawa wprowadza też dwie duże zmiany w prawie karnym.

Po pierwsze, przestępstwem ma być bliżej niezdefiniowane przeszkadzanie w kwarantannie lub izolacji, za co ma grozić kara do 5 lat więzienia, zwiększona nawet do lat 8, jeśli sprawca czynu zabronionego w wyniku swojego działania doprowadzi do śmierci osoby trzeciej.

Po drugie, ustawa przewiduje karę nawet do pięciu lat więzienia za przestępstwo publicznego rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, które

a) utrudniają rządowi ochronę obywateli,

b) alarmują i w inny sposób wzburzają opinię publiczną,

c) zakłócają kwarantannę oraz nakaz pozostawania w izolacji.

Nietrudno sobie wyobrazić, jak tych przepisów nadużywa prokuratura – wsadzając do więzień krytyków rządu i zamykając usta dziennikarzom. Podobnie jak w Polsce, na Węgrzech Prokurator Generalny jest zaufaną osobą przywódcy kraju, a upolitycznione działania prokuratury od dekady są dobrze udokumentowane.

23 marca w czasie debaty parlamentarnej nad projektem ustawy, Orbán mówił „potrzebuję tylko 133 odważnych osób [2/3 posłów], najodważniejszych w kraju”. Przemówienie zakończył słowami do opozycji: „przezwyciężymy ten kryzys bez was”.

Ustawa będzie głosowana w przyszłym tygodniu. Do jej przyjęcia jest wymagana większość parlamentarna 2/3, którą Koalicja Fidesz-KDNP dysponuje, a do tego może liczyć na głosy antysemickiej partii Mi Hazánk Mozgalom.

Ataki na migrantów i wolne media

Na Węgrzech, obok Rumunii i Polski, wykonuje się najmniej w całej UE testów na obecność koronawirusa w przeliczeniu na milion mieszkańców (Węgry – 563 testy; w Polsce – 569).

Do tej pory oficjalnie potwierdzono jedynie 167 przypadków osób zarażonych, 8 osób zmarło, w tym zastępca ambasadora Wielkiej Brytanii w Budapeszcie Steven Nicks, który miał 37 lat.

Węgierski rząd przez bardzo długi czas zachowywał się tak, jakby pandemia miała obejść kraj bokiem. Sprzyjające Orbánowi media mówiły o sianiu paniki i „propagandzie pandemii” w innych krajach.

Gdy jednak 11 marca rząd wprowadził stan wyjątkowy, oficjalna narracja została poddana korekcie. Zamknięto granice, szkoły i uniwersytety, ograniczono godziny pracy restauracji, barów i sklepów.

Jak to bywa na Węgrzech pod rządami Fideszu, partii Orbána, obiektem ataków stali się migranci – studiujący na Węgrzech młodzi Irańczycy. Atakowane są też niezależne media, informujące o zagrożeniu. Między innymi dlatego, że epidemia COVID-19 boleśnie obnażyła chroniczne niedofinansowanie systemu opieki zdrowotnej na Węgrzech.

W czasie konferencji prasowej po ogłoszeniu stanu wyjątkowego rzecznik rządu Zoltán Kovács uciszył dziennikarza portalu 444.hu słowami, że „nie powinien udawać, że jest mądrzejszy od epidemiologów”. Sytuacja miała miejsce 15 marca, kiedy na Węgrzech przypada Dzień Wolności Prasy.

Choroba toczy węgierską demokrację

Wirus toczy węgierską demokrację od lat. W rankingu Wolności Prasy opracowanym przez Reporterów bez Granic, w 2019 roku Węgry zajęły 87. miejsce na 180 krajów. Z krajów UE gorzej wypadła tylko Bułgaria (111.miejsce). Polska była na 59. miejscu. Pierwsze zajęła Norwegia, a ostatnie Turkmenistan.

Według raportu Freedom House „Wolność na świecie”, zmiany na Węgrzech w 2019 roku sprawiły, że kraj jest już jedynie „częściowo wolny”. Węgry uzyskały w tym zestawieniu 70 na 100 punktów (Polska zdobyła 84 punkty i nadal jest uważana za kraj „wolny”).

Badający jakość demokracji na świecie instytut V-Dem w raporcie opublikowanym w marcu 2020 roku po raz pierwszy w historii tego badania sklasyfikował państwo członkowskie UE jako niedemokratyczne. Uznano, że na Węgrzech panuje już ustrój autokracji wyborczej.

„Brak ograniczeń dla władzy nie jest lekarstwem”

Węgierskie Amnesty International i Komitet Helsiński apelują o odrzucenie projektu nadzwyczajnej ustawy. Przestrzegają, że danie węgierskiemu rządowi wolnej ręki na czas nieokreślony nie jest lekarstwem na nadzwyczajne wymogi epidemii COVID-19.

„Potrzebujemy silnych gwarancji dla praworządności i proporcjonalnych oraz koniecznych środków wyjątkowych, a nie nieograniczonej niczym władzy przez dekrety, która może trwać po końcu rzeczywistego kryzysu epidemiologicznego”.

Przewodniczący Komitetu Wolności Obywatelskich w Parlamencie Europejskim Juan Fernando López Aguilar przypomniał węgierskim parlamentarzystom, że wszystkie działania podejmowane przez państwa członkowskie UE w walce z pandemią muszą być w zgodzie z zasadami demokracji, praworządności i praw człowieka.

Zapowiedział też, że jeśli ta ustawa zostanie przyjęta, będzie naciskał na Komisję Europejską na zaskarżenie jej do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z naruszeniem art. 2 Traktatu o UE.

Na alarm bije też Sekretarz Generalna Rady Europy Marija Pejčinović Burić. Wystosowała do Orbána list, w którym przypomina, że ustawodawstwo przyjmowane nawet w wyjątkowych warunkach pandemii musi być zgodne z krajową konstytucją i standardami międzynarodowymi, a także nie naruszać samego sedna zasad demokracji.

Wskazała, że Rada Europy chętnie podzieli się wiedzą i pomocą, żeby pomóc państwom Rady Europy w przyjmowaniu regulacji zgodnych z tymi standardami. „Zapraszam węgierskie władze do skorzystania z tej możliwości” – zakończyła list Pejčinović Burić. Poniżej pełny tekst listu.

Wysoki Przedstawiciel Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ds. Wolności Mediów Harlem Désir wyraził obawę, że ustawa negatywnie wpłynie na możliwość informowania obywateli o pandemii.

„W pełni rozumiem potrzebę walki z fałszywymi informacjami w czasie wyjątkowego zagrożenia zdrowia publicznego, jednak istnieje wielkie ryzyko, że nowe uregulowanie nie tyle będzie karać osoby rozsiewające szkodliwą dezinformację, ale utrudnią pracę niezależnych dziennikarzy. Media w obecnej sytuacji odgrywają kluczową rolę w dostarczaniu ważnych informacji obywatelom i zwalczania tak zwanych fake newsów o pandemii” – podkreślił Désir.

Zaznaczył, że wszystkie środki przyjmowane przez państwa w nadzwyczajnym czasie pandemii muszą być konieczne do określonego celu, proporcjonalne i nie mogą być podstawą dyskryminacji.

Désir zacytował też wspólne stanowisko, które wydał wraz ze Specjalnym Sprawozdawcą ONZ w sprawie promowania i ochrony wolności opinii i wypowiedzi Davidem Kayem oraz Specjalnym Sprawozdawcą w sprawie wolności wypowiedzi MiędzyAmerykańskiej Komisji Praw Człowieka Edisonem Lanzą.

Przedstawiciele najważniejszych organizacji międzynarodowych chroniących prawa człowieka przypominają, że ludzkie zdrowie nie zależy jedynie od dostępnej opieki zdrowotnej, ale też dostępu do informacji o naturze zagrożeń i sposobów ochrony przed nimi.

Podkreślają, że w czasie pandemii dziennikarze powinni mieć możliwość informowania społeczeństwa i monitorowania działań rządu.

Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Pisze o prawie i polityce. Prowadzi Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    Ciekawe kiedy wyznawcy Kaczafiego zrozumieją, że te osobnik, wzorując się na Leninie i Orbanie, stanie się oficjalnie dyktatorem. A może im o to właśnie chodzi żeby było jak w Korei Północnej?

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press