„Orwellowska metafora” należy do ulubionych w repertuarze europarlamentarzysty PiS Ryszarda Legutki. Jeżeli tylko Parlament Europejski wystąpi z krytyką działań rządu Beaty Szydło, prof. Legutko przypominają się fragmenty "Folwarku zwierzęcego". Czy miłość prawicy do Orwella była odwzajemniona?

Na wszelką krytykę Prawo i Sprawiedliwość reaguje stałym zestawem porównań i historycznych odniesień: targowica, donosiciele, szkalowanie, zimna wojna. Ale nie tylko historia służy politykom partii rządzącej do obrony. Czasem sięgają też po literaturę – na liście znalazł się Orwell, autor „1984” i „Folwarku zwierzęcego”. I tak samo jak w przypadku Targowicy, której znaczenie zostało przekręcone, tak z Orwella próbuje się zrobić zupełnie inną postać.

Legutko straszy Orwellem

Legutko, komentator i tłumacz dzieł Platona, a także autor takich książek jak „Antykaczyzm”, „Esej o duszy polskiej” czy „Podzwonne dla błazna”, o orwellowskie zapędy od lat oskarża feministki i Unię Europejską.

Październik 2013: „Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że żyjemy w świecie orwellowskim”.

Legutko wywodził, że „w całym świecie zachodnim” dokonuje się „gwałt na języku” – chodziło mu np. o takie pojęcia, jak „różnorodność” i „inność”. Jego zdaniem Unia Europejska walczy z różnorodnością, bo wprowadza regulacje, europarlamentarzyści mają dość podobne poglądy, a „doświadczenie kapłaństwa jest nieobecne w twórczości artystycznej”.

Styczeń 2016: „przez ostatnie 8 lat w Polsce mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju państwa jednopartyjnego, to znaczy, że jedna partia [PO – red.] kontrolowała praktycznie wszystkie instytucje”; „w Unii Europejskiej są kraje bardziej równe i mniej równe, są partie bardziej równe i mniej równe”.

Legutko użył tych słów w trakcie debaty o Polsce. Mówił, że gdy rządziła Platforma Obywatelska, Unia inaczej traktowała nasz kraj. Powyższe cytaty nawiązują do książek Orwella „1984” – gdzie jest jedna Partia – i „Folwark zwierzęcy”, gdzie pada zdanie: „Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

Grudzień 2016: „Znowu robicie państwo orwellowski spektakl”, przekonywał Legutko 14 grudnia podczas debaty o sytuacji w Polsce.

Listopad 2017: I znowu podczas debaty w Parlamencie Europejskim przed przyjęciem rezolucji o Polsce Legutko powtarzał:

„To jest kolejny orwellowski seans, to jest pokaz siły w stosunku do Polaków i do polskiego rządu. Tu nie chodzi o praworządność, nie chodzi o wartości, tu chodzi o władzę, o to, kto ma władzę. To jest kolejna odsłona tego samego”.

Z Orwellem na ustach Legutko opuścił salę, wyprowadzając kolegów i koleżanki z PiS, które też nie wytrzymały tego seansu.

Orwell na opak

Wygląda na to, że niezależnie od tego, kto w Polsce rządzi – PiS czy PO – prof. Legutko żyje w orwellowskim świecie, tyle że raz tworzy go władza (ich władza), a raz opozycja (także ich).

Jednak  w świecie Legutki George Orwell jest kimś innym niż był w rzeczywistości. Zresztą to, że Orwellem wbrew faktom posługuje się prawica, już w 1966 roku widział Gustaw Herling-Grudziński:

„Orwell byłby przerażony sposobem, w jaki jego nazwisko i twórczość wykorzystywano na prawicy i w propagandzie antysocjalistycznej”.

Ten brytyjski pisarz i dziennikarz demaskował totalitaryzmy, był gorącym krytykiem stalinizmu, jego „Folwark zwierzęcy” był inspirowany rewolucją 1917 w Rosji – to prawda. Krytykował też brytyjskie władze za pozostawienie powstańców warszawskich samym sobie i sprzymierzenie się ze Stalinem, za co pokochali go autorzy i czytelnicy wPolityce czy Frondy i z upodobaniem powtarzają te słowa Orwella:

„Nie wyobrażajcie sobie, że można całymi latami uprawiać służalczą propagandę na rzecz sowieckiego, lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem nagle odzyskać intelektualną przyzwoitość. Raz się skurwisz – kurwą zostaniesz”.

Ale wszystko to nie czyni go zwolennikiem nacjonalizmów. Przeciwnie, Orwell czuł się socjalistą: „Każda linijka poważnego tekstu, jaki napisałem od 1936 roku była bezpośrednio lub pośrednio krytyką totalitaryzmu i opowiedzeniem się za demokratycznym socjalizmem” – pisał rok po publikacji „Folwarku zwierzęcego”, w eseju „Dlaczego piszę”. 1936 rok, o którym wspomina pisarz, to czas wojny domowej w Hiszpanii. Orwell walczył jako milicjant POUM, czyli – o zgrozo! – Robotniczej Partii Zjednoczenia Marksistowskiego. Swoje doświadczenia opisał w książce „W hołdzie Katalonii”, pisze w niej również o konfliktach po stronie lewicy i o roli sowieckich służb specjalnych w wojnie.

Ekstaza strachu i mściwości

Ryszard Legutko twierdzi, że debata w Parlamencie Europejskim – gdzie wytykano Polsce pospieszne uchwalanie prawa bez konsultacji czy wycinkę Puszczy Białowieskiej wbrew postanowieniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości – to seanse nienawiści.

Przypominamy, o co chodziło Orwellowi.

W powieści „1984” autor opisuje minuty nienawiści, godziny nienawiści, jest też tydzień nienawiści. W zakładach pracy odtwarzane jest nagranie z dysydentem z rządzącej Partii – Emmanuelem Goldsteinem, ma on pobudzać obywatelki i obywateli do spontanicznego wyrażania nienawiści:

„Program Dwóch Minut Nienawiści zmieniał się codziennie, lecz za każdym razem koncentrował się na Goldsteinie. Był głównym zdrajcą – on pierwszy skalał czystość Partii”. „W drugiej Minucie Nienawiści zebranych ogarnął szał. Zerwali się z krzeseł i wrzeszczeli, ile sił w płucach (…) Ohydna ekstaza strachu i mściwości, pragnienie mordu, zadawania tortur, miażdżenia kilofem twarzy płynęły przez całą grupę jak prąd elektryczny, przemieniając wszystkich wbrew ich woli w toczących pianę, rozwrzeszczanych szaleńców”.

„Chwilami można było świadomie zwracać swoją nienawiść w tę lub w inną stronę. Nagle, z gwałtownym wysiłkiem, z jakim podczas nocnego koszmaru odrywa się głowę od poduszki, Winstonowi udało się skierować gniew z twarzy na ekranie ku ciemnowłosej dziewczynie. Żywe, wspaniałe obrazy rozbłysły w jego myślach. Okłada ją gumową pałką, aż pada martwa. Przywiązuje do pala tak jak oprawcy świętego Sebastiana i szpikuje strzałami. Gwałci ją i w chwili orgazmu podrzyna jej gardło”.

„Nienawiść osiągnęła apogeum. Głos Goldsteina przeszedł w autentyczne beczenie i na moment zamiast jego twarzy pojawił się barani łeb, który wnet zastąpiła sylwetka eurazjatyckiego żołnierza. Zbliżał się, rosnąc w oczach, potężny i straszny, z terkoczącym pistoletem maszynowym w dłoniach, jakby zaraz miał wyskoczyć z ekranu, aż niektórzy siedzący w pierwszym rzędzie szarpnęli się ze strachu do tyłu”.

Czy to przypomina debatę w Parlamencie Europejskim?

„Ludzi można klasyfikować jak owady”

„Przez »nacjonalizm« rozumiem przede wszystkim przyjęcie przekonania, że ludzi można klasyfikować jak owady, i że całym grupom milionów albo dziesiątków milionów można z poczuciem pewności siebie przyczepiać etykietki »dobry« albo »zły«. Poza tym, co ważniejsze, mam na myśli zwyczaj identyfikowania się z określonym narodem lub jakąś inną grupą umieszczoną poza dobrem i złem oraz uważania za swój podstawowy obowiązek popierania jej interesów”, pisał George Orwell w 1945 roku.


Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym