Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: il. Iga Kucharska / OKO.pressil. Iga Kucharska / ...

Angelika Pitoń: Który z zapisów ustawy o statusie osoby najbliższej uważa Pani za – cytując prezydenta Karola Nawrockiego – „najbardziej radykalny wątek ideologiczny”?

Katarzyna Kotula: Nie tylko prezydent, ale i cała prawica właściwie nie wiedzą, co mają mówić o naszej ustawie. Przed debatą w Sejmie przygotowaliśmy sobie kilkanaście stron notatek do możliwych pytań, na które będziemy musieli odpowiedzieć. Tyle że żadne merytoryczne pytanie nie padło. Przez cztery godziny dyskusji w Sejmie posiłkowałam się właściwie tylko jedną kartką, na której zapisałam różne ciekawe cytaty dotyczące wykładni art. 18 Konstytucji, na który tak często powołuje się PiS. I tyle.

Pierwsze czytanie ustawy zaskoczyło nas również tym, że z mównicy – na szczęście! – nie wylało się wiele homofobicznego błota. To cieszy. Ale gdyby ktoś mnie dziś zapytał, czy którykolwiek z posłów PiS przeczytał tę ustawę, to powiedziałabym, że nie.

Anton Ambroziak: Naprawdę spodziewała się pani merytorycznej dyskusji z prawicą? Ich argumenty można było zgadnąć, jeszcze zanim padły z mównicy; że to zastępowanie małżeństwa i pierwszy krok do wprowadzenia adopcji przez pary jednopłciowe. Za to niższa temperatura dyskusji mogła wynikać też z tego, że na sali nie było zbyt wielu osób: – ani po stronie opozycji, ani po stronie rządu.

Nie wiem, czy brak posłów PiS na sali świadczy o ich braku zainteresowania, czy jest dowodem na to, że temat społecznie nie budzi większych emocji, więc ciężko z niego zrobić pożywkę polityczną. Dopiero dzień później, tuż przed głosowaniem, na mównicę wyszedł Przemysław Czarnek i jako polityczny buldożer próbował rozniecić ogień. Ale to średnio działa i PiS to widzi.

Wydaje mi się, że PiS będzie miał problem z blokowaniem tej ustawy, a prezydent z jej zawetowaniem.

Na pewno nie czułam się osamotniona przez koalicjantów. Na mównicę z pełnym zaangażowaniem wychodziły posłanki Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050 – które dzieliły się własnymi historiami – i Urszula Pasławska z PSL. To i głosowanie pokazują, że mamy w koalicji rządzącej jedność.

AP: Może poza Markiem Sawickim i Jackiem Tomczakiem, którzy zagłosowali za odrzuceniem rządowego projektu jeszcze w pierwszym czytaniu. W ten sposób, na prośbę PSL, wylądował w Komisji Nadzwyczajnej na kolejne miesiące.

Ja się cieszę przede wszystkim, że jesteśmy już po pierwszym czytaniu i działamy dalej. Wiem, że kontrowersje budzi powołanie Komisji Nadzwyczajnej, która ma teraz pracować nad projektem. Tyle tylko, że gdybyśmy mieli procedować projekt w połączonej komisji Polityki Społecznej i Praw Człowieka, to byłoby to bardzo duże gremium – a prawicy łatwo byłoby sabotować jej prace, podgrzewać atmosferę i szukać materiałów na 30-sekundowe filmiki promocyjne na TikToka. My chcemy rozmawiać merytorycznie o każdym zapisie tej ustawy. I będziemy to robić w Komisji Nadzwyczajnej właśnie.

AA: Z kim chce pani rozmawiać merytorycznie, skoro mówi pani, że z prawicą w Sejmie się nie da, a koalicjantów ma już pani po swojej stronie?

Naszym pomysłem zmieniamy ponad 250 ustaw, w tym prawo podatkowe, regulacje dotyczące Urzędu Stanu Cywilnego, czy notariuszy. Musieliśmy powołać nadzwyczajną komisję, która przyjrzy się każdemu zapisowi tej ustawy. Zobaczymy, kogo Prawo i Sprawiedliwość oddeleguje do pracy w komisji. Czy będzie to pan Czarnek, który przyjdzie robić spektakl? Czy może ktoś, kto mógłby chcieć rozmawiać? Wystartowaliśmy z pierwszym czytaniem, teraz idziemy dalej, najlepszą możliwą drogą.

Nie ukrywam, że to ustawa kompromisowa. Nie było mi łatwo podjąć polityczną decyzję, żeby stać się jej twarzą.

Pół roku temu byliśmy w takim politycznym klinczu, że wydawało nam się, że z rządu nic nie wyjdzie w tej sprawie nic, a nasza praca pójdzie na marne.

Tuż przed wakacjami posłanka Urszula Pasławska przyszła do mnie ze swoim projektem ustawy o statusie osoby najbliższej. Istniało ryzyko, że jesienią spotkamy się w Sejmie z czterema projektami ustaw, bo gdyby PSL, obok Lewicy, wniósł swój poselski projekt ustawy, to podobny ruch zrobiłaby KO i Polska 2050. Efekt: byłoby jak z aborcją i czterema różnymi pomysłami na zmianę tego prawa. Każdy klub tworzący koalicję kłóciłby się o poprawki i to, czyja wersja jest najfajniejsza.

Cały sierpień negocjowałam z PSL-em, żebyśmy złożyli do Sejmu jeden wspólny, rządowy projekt. Uznałam, że lepiej, żeby był kompromisowy, niż żebyśmy walczyli wewnątrz koalicji na projekty, uprawiali polityczny ping-pong, który nikomu nie przyniesie żadnej zmiany.

AP: Czym różniła się propozycja PSL-u od tej, którą mamy dziś?

Nie będziemy zdradzać całej kuchni. Najważniejsze, że udało nam się przekonać PSL, żeby projekt był rządowy. To naprawdę nie było łatwe zadanie, a dziś niemal wszyscy nasi koalicjanci bronią tej inicjatywy. Gdy widzę na mównicy posła Krzysztofa Paszyka, z którym naprawdę wiele mnie różni, a który broni tej ustawy jako ważnej dla Polek i Polaków, to wiem, że zrobiliśmy krok do przodu. Gdy zaproponowaliśmy rządowy projekt ustawy o związkach partnerskich, koalicyjne resorty stanęły okoniem. Teraz tego nie było. No, może poza jedną wpadką ministerstwa obrony narodowej o roku próbnym, która na szczęście nie została uwzględniona.

Myślę, że mogę wyjawić, iż Urszula Pasławska chciała np., żeby można było rozwiązać umowę o wspólnym pożyciu jednostronnie. Ja się na to nie zgodziłam.

AA: Czyli pani wyszła na większą konserwatystkę.

Akurat w tych sprawach jestem konserwatywna. Myślę, że śmiało mogłabym się licytować z PiS, kto bardziej swoim życiem i przekonaniami ma mandat ku temu, żeby walczyć o stabilność relacji.

Ten temat zresztą budził emocje w samej koalicji – niektórzy, w tym część resortów PSL – chciała, żeby związki partnerskie w pierwotnym kształcie były trudniejsze do rozwiązania. Inne mówiły, że to powinien być luźniejszy związek. Znalezienie środka było trudne. Właściwie dopiero wieczorem, tuż przed konferencją prasową, na której ogłaszaliśmy kompromis, doprecyzowaliśmy, że pary będą mogły u notariusza wybrać, czy rozwiązanie umowy o wspólnym pożyciu będzie jednostronne, czy nie.

W negocjacjach z PSL-em udało się przewalczyć też, żeby fakt zawarcia umowy o wspólnym pożyciu był rejestrowany przez Urząd Stanu Cywilnego. Gdy ustawa była na stole, zapadł wyrok TSUE ws. obowiązku uznania małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Wtedy powstał pomysł polityczny, żeby wrzucić wykonanie tego wyroku do ustawy o statusie osoby najbliższej. Nie zgodziłam się na to, bo uważam, że wyrok TSUE można wykonać rozporządzeniami, a uzyskanie pod nim podpisu prezydenta zdaje się mało realne. Ja chciałam, żeby prezydent wziął pod uwagę podpisanie naszej ustawy.

AP: Tyle że prezydent mówi, że może nawet i podpisałby ustawę, ale pod pewnymi warunkami. Żąda usunięcia z niej kwestii finansowych i podatkowych oraz wprowadzenia klauzuli o wyjątkowym statusie małżeństwa.

O czym mówi już art. 18 Konstytucji RP. Zgadzam się z prezydentem, że on w sposób szczególny chroni małżeństwa. Ale nie zgadzam się, że zapis ten definiuje czy wręcz zabrania powstawania innych związków formalnych lub blokuje możliwość wprowadzenia pełnej równości. A tak dzisiaj twierdzi prawica.

Całym sercem jestem za tym, żebyśmy chronili małżeństwa. Fajnie, gdybyśmy jeszcze to praktykowali, bo w tym z częścią prawicy bardzo się różnimy.

Ale klauzula o wyjątkowym statusie małżeństwa? Czy miałaby być, jeśli nie tym, co już w Konstytucji jest? Być może prezydent chciałby wpisać preambułę do naszej ustawy, choć szczerze – nie wiem po co.

Według mnie weto prezydenta dla naszego projektu nie zostanie zrozumiane przez wyborców prawicy.

Naprawdę trudno być przeciwko umowie cywilnoprawnej zawieranej u notariusza, która daje ludziom podstawowe zabezpieczenia. Z różnych wypowiedzi medialnych nie jestem w stanie wyłuskać, co konkretnie politykom PiS nie podoba się w naszym projekcie. Nikt do tej pory nie przyszedł do nas z konkretami.

Liczę, że praca w komisji i rozmowy z Pałacem Prezydenckim pokażą nam, czy w tym ogólnikowym stwierdzeniu o „kwestiach finansowych i podatkowych” chodzi o wspólność majątkową, wspólne rozliczanie, a może ubezpieczenie zdrowotne. A może o adopcję dzieci, której, nad czym ubolewam, w tej ustawie w ogóle nie ma?

AA: Słyszymy też, że zajmujecie się kosztownym bzdurami, a w ogóle to obywatele mogą już dziś pójść do notariusza i uregulować różne kwestie indywidualnie. A państwu nic do tego.

To jest nieprawda – wspólnego rozliczania nie można załatwić samodzielnie. Silnikiem tej ustawy jest też zwolnienie od podatku od spadku i dziedziczenia – to jest jedna z najbardziej życiowych sytuacji i nie chcę jej odpuszczać.

Powiem inaczej: jeśli ktoś będzie próbował się na to zamachnąć, to się nie zgodzę.

AA: Czego jeszcze pani nie odpuści? Gdzie ma pani swoją nieprzekraczalną granicę?

Ja wiem, gdzie ona jest, ale nie chcę jej artykułować w mediach. Zwłaszcza że jak mówię – jeszcze nie usłyszałam, co się konkretnie nie podoba prawicy w tej dobrej, kompromisowej i zasadniczo konserwatywnej ustawie. Politycy PiS codziennie mówią coś innego. Dziś usłyszałam np., że związek to tylko małżeństwo. Jak mam dyskutować z takimi wypowiedziami? Czy moje 30 lat, które przeżyłam z partnerem i odchowane w tej relacji dziecko, to nie związek?

AP: Działacie pod dyktando Zachodu? Posłowie Konfederacji w Sejmie mocno artykułowali, że nie podoba im się obecność ambasadorów podczas czytania projektu.

A co najzabawniejsze, tych samych ambasadorów do Sejmu Konfederacja zaprasza na swoje zamknięte spotkania. Nie ukrywam, że nie rozumiemy tej awantury. Nikt nam niczego nie kazał, nikt nam niczego nie narzucał. Ambasadorzy zrzeszeni w grupie „Diplomats for Equality” zwrócili się do nas z zapytaniem, czy mogą być obecni na sali, żeby przyglądać się debacie z bliska.

To ludzie, którzy nie tylko machają flagami na Paradach Równości, ale przez cały rok organizują różne wydarzenia wspierające społeczność LGBT+. Oni przyszli na trybuny nie dla nas, żeby nas nadzorować, ale dla społeczności, którą wspierali także wtedy, gdy politycy PiS mówili dehumanizujące słowa o ideologii LGBT.

AA: Czego nie zebrały mikrofony na sali sejmowej?

Nie było zbyt wielu okrzyków, bo na sali zabrakło najbardziej zajadłych polityków PiS, w tym posłów z byłej Solidarnej Polski. Co nie znaczy, że nie było żadnych emocji. Pojawił się w dyskusji nawet Stwórca [Grzegorz Lorek, poseł PiS, na mównicy powiedział, że "Gdyby stwórca chciał, żebyśmy umieli latać, to byśmy mieli skrzydła. Gdyby dziecko miało powstawać w związkach innych niż kobiety i mężczyzny, to byśmy się rozmnażali przez pączkowanie. Dlatego ludzie wynaleźli samoloty i konstytucyjną ochronę małżeństwa” – przyp. red]. To była dla mnie trudna decyzja, czy w ogóle się do tego odnosić.

Rozumiem, że politycy PiS mają problem z tym, jak ustosunkować się do tej ustawy. Z jednej strony na sztandarze trzymają hasła o świętości małżeństwa, ale zaraz potem załatwiają sobie rozwody kościelne i chwalą się trzecią żoną. Gdyby prawica żyła zasadami, które próbuje innym narzucić, to pewnie łatwiej byłoby jej ich bronić. Dziś to jednak czysta hipokryzja.

AA: Jaka jest strategia Koalicji na rozmowy w Pałacu Prezydenckim?

Nie chcemy odsłaniać kart i pokazywać, ile mamy asów w rękawie. Mogę zapewnić, że robimy wiele, żeby prezydent Karol Nawrocki nie zapomniał o naszej ustawie. W Radzie Parlamentarnej przy prezydencie jest np. Paulina Matysiak, którą prywatnie bardzo lubię. Mamy wspólną miłość do piór i atramentów. Podczas posiedzenia Sejmu pytałam ją, czy temat ustawy o statusie osoby najbliższej pojawiał się na Radzie Parlamentarnej. Potwierdziła, że tak.

Na spotkaniu z prezydentem nie było Lewicy, ale pojawił się PSL. I to on głosem Magdaleny Sroki zadbał, by temat ustawy o statusie osoby najbliższej się pojawił. Bardzo mnie to cieszy. Im bardziej Polskie Stronnictwo Ludowe mówi o tej ustawie jako o swojej, tym większe szanse, że prawica zrozumie, że to nie jest żadna radykalna zmiana, a pragmatyczne, techniczne rozwiązanie, które może dać ludziom realną ochronę.

AP: Zamierza pani umówić się na rozmowę z Martą Nawrocką i to ją próbować przekonać do podpisania ustawy przez prezydenta?

Jeśli spotkam się z panią prezydentową to raczej nieoficjalnie.

AP: Kiedy możemy się spodziewać, że ustawa o statusie osoby najbliższej wyląduje na biurku prezydenta? Ile czasu sobie dajecie na pracę w komisji?

Komisja ma szansę ukonstytuować się na najbliższym posiedzeniu.

AP: A kto w niej zasiądzie? Na razie wiadomo, że na jej czele stale nie pani, a Urszula Pasławska.

Rozmawiałam już z przedstawicielami klubów koalicyjnych, sugerując im konkretne nazwiska, bo do pracy potrzebuję osób merytorycznych. Ale najpierw analizujemy kwestie techniczne, potem będziemy myśleć o personaliach.

AP: Ktoś z prawicy chce z wami pracować nad tą ustawą?

Mamy swoje propozycje. Zobaczymy, kogo do komisji wybiorą Konfederacja i PiS, i w jakim stopniu te osoby będą w stanie pracować merytorycznie. Jeśli nie będą w stanie, będziemy ustawę szybko procedować i wysyłać na biurko prezydenta. Nie ma na co czekać.

AA: Czyli kiedy zobaczymy gotowy projekt?

Musimy kilka rzeczy wyczyścić – w projekcie wciąż są błędy technicznie, bo pracowaliśmy intensywnie i nie było czasu na komisję prawniczą. Gdy tylko skończymy ten etap, lecimy dalej. Nie chcemy nic przedłużać – ani my, ani PSL. Rozumiem, że są obawy, bo wszyscy mają złe doświadczenia z nadzwyczajną komisją aborcyjną.

AP: Która od lipca 2024 roku nawet się spotkała.

Tak jak mówiłam – tam prace się zablokowały, bo każdy przyszedł ze swoim projektem poselskim, którego broni i nie ma pola manewru. My chcemy pracować szybko, ale i dokładnie. Myślę, że za kilka tygodni projekt będzie miał drugie czytanie w Sejmie.

AA: A premier nie ma ochoty na rozgrywkę polityczną wokół tej ustawy? Może wolałby, żeby z Pałacu przyszło weto? Czy raczej chce, żeby koalicja pochwaliła się sukcesem?

O to trzeba pytać premiera. Ja nie zamierzam się z państwem dzielić tym, co słyszę w KPRM. Na pewno każdy musi wykonać tu swoją pracę, żeby przekonać Karola Nawrockiego do podpisu. Żałuję, że nie udało się tego zrobić z poprzednim prezydentem, ale wtedy były inne decyzje polityczne. Ten rok nie jest rokiem wyborczym, więc może ułatwi nam to prace.

AP: Myśli pani, że podpis Andrzeja Dudy pod ustawą byłby bardziej prawdopodobny niż Karola Nawrockiego?

Oceniając prezydenta Dudę z perspektywy końcówki kadencji, mamy wrażenie, że raczej częściej podpisywał ustawy, a nie wetował je. Choć jak wsłuchuję się w wypowiedzi Karola Nawrockiego, to nie widzę tam stanowczego sprzeciwu. I żadnej strategii, logiki.

AA: Może nie ma logiki, ale widzę dwa zagrożenia – prezydent Karol Nawrocki was rozegra, sprawdzając, na jakie ustępstwa jesteście gotowi, bo każdy krok w tył może was kompromitować w oczach własnego elektoratu. Z drugiej strony prezydent może mieć ambicje, żeby wprowadzić własną wersję projektu, np. rozwodnić ideę partnerstwa. Już w kampanii wyborczej wspominał, że chciałby, żeby umowę o statusie osoby najbliższej mogły zawrzeć dowolne dwie dorosłe osoby – choćby sąsiad z sąsiadem i młody człowiek z kombatantem. Broń boże para jednopłciowa.

Widzimy, że politycy PiS będą przyczepiać się do tego, że nam to chodzi głównie o pary jednopłciowe. Już słyszałam głosy mówiące, że w Ocenie Skutków Regulacji przeczytali, że ustawę konsultowały organizacje związane z LGBT. Ja nie będę par jednopłciowych w tej ustawie chować do szafy. Jeśli ktoś ma z tym problem, niech uczciwie powie, że z tego powodu zawetuje. Tylko niech się dobrze zastanowi, bo w mojej ocenie, to tylko zbliży prezydenta do Grzegorza Brauna, czyli na skraj polskiej sceny politycznej.

Nasza ustawa jest dla par jednopłciowych, ale i dla par hetero, które nie chcą brać ślubu. Chcemy ułatwić im życie.

Oczywiście, że z tej ustawy może też skorzystać pan Jerzy. Natomiast nie da się uciec od tego, że ustawa o statusie osoby najbliższej jest też dla tych, którzy nie mają żadnego innego sposobu uregulowania swojego związku. Zamykanie oczu na mniejszości to tworzenie państwa, w którym okej jest kogoś wyrzucić za burtę czy powiedzieć, że dbamy o bezpieczeństwo, ale nie wszystkich. Prezydent musi się zastanowić, czy chce być prezydentem wszystkich obywateli, czy tylko prezydentem skrajnej prawicy.

Zresztą pan prezydent sam ma szczęśliwą patchworkową rodzinę. Jego najstarszy syn nie jest jego synem biologicznym, ale Karol Nawrocki mógł go przysposobić. Nasza ustawa jest właśnie o takich różnych, czasem trudnych, życiowych sytuacjach, których od lat nie mogą załatwić szczególnie pary jednopłciowe.

AP: Ale o dzieciach nie ma tam słowa.

To prawda. Bardzo nad tym ubolewam. Z drugiej jednak strony – od kilku miesięcy powtarzam, że to Komisja Kodyfikacyjna Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego pracująca przy Ministerstwie Sprawiedliwości mogłaby wystąpić z propozycją uregulowania kwestii dotyczącej dzieci i rodzicielstwa. Zapisy dotyczące małej pieczy zastępczej powinniśmy wywodzić nie z ustawy o związkach partnerskich, tylko z Konwencji o Prawach Dziecka. Sytuacja prawna rodziców, czy ich orientacja seksualna, nigdy nie powinny decydować o tym, czy dane dziecko jest bezpieczne.

Ostatnio w Sejmie spotkałam prof. Szyszkowską, która w 2003 roku złożyła w Senacie pierwszy projekt ustawy o związkach partnerskich. To prawie całe życie mojego dorosłego dziecka. Trudno mi uwierzyć, że żyjemy w państwie, w którym żadna ustawa nie była w stanie uzyskać większości. Warto zrobić wszystko, żeby pokazać, że wyszliśmy do prezydenta z najlepszą możliwą propozycją, która ma poparcie sejmowej i senackiej większości, a dla której weto będzie absolutnie niezrozumiałe.

AP: A gdyby to weto jednak się pojawiło, to widzi pani szansę na zaimplementowanie tych rozwiązań w trybie pozaustawowym? Np. rozporządzeniem, jak w sprawie małżeństw jednopłciowych próbuje forsować to Ministerstwo Cyfryzacji?

Jest plan B, ale zostawmy go sobie na czas, kiedy plan A nie dojdzie do skutku.

AA: Jeszcze przed wyborami?

Nie łączę tego, choć na plus naszej ustawie może robić to, że nie przypada na rok wyborczy. Pamiętajmy, że obok całej naszej dyskusji jest jeszcze przecież wyrok TSUE, który mam nadzieję, wdrożymy bez ustawy, rozporządzeniami właśnie. Są w rządzie ludzie, którzy czekają aż sprawa, w której orzekał europejski sąd, wróci do NSA i tam zapadanie krajowe rozstrzygnięcie. Weto w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej powinno moim kolegom i koleżankom z rządu dać do myślenia i pozbawić skrupułów – iść za rozwiązaniem, które jest na wyciągnięcie ręki, do zrobienia tu i teraz.

AA: Dużo pani mówi o tym, że Koalicja mówi jednym głosem. Ale w sprawie wyroku TSUE i legalizacji małżeństw jednopłciowych dokonywanych za granicą tej jedności w koalicji już nie ma. Ministerstwo Cyfryzacji kolejne tygodnie odwleka publikację opinii resortów w tej sprawie. Domyślamy się, że nie do końca przychylnych.

Nasz Departament ds. Równego Traktowania nie miał merytorycznych uwag w sprawie projektu rozporządzenia. Cieszymy się, że ten proces się zaczął. Opóźnienia pewnie wynikają z tego, że część resortów ma wątpliwość, jak wyrok TSUE ma się do art. 18 Konstytucji. Prywatnie spodziewam się, że wśród koalicjantów może być najpierw opór tak jak w sprawie związków partnerskich. Wierzę jednak, że wspólne stanowisko będzie się dało wypracować na drodze politycznej rozmowy. Koalicja 15 października musi zdecydować, czy uznaje wszystkie wyroki europejskich sądów, czy traktuje je wybiórczo. To będzie świadczyło o tożsamości naszego rządu. Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski jest tutaj zdeterminowany. Powiedział, że nie odpuści, doprowadzi ten proces do końca.

AP: Ale potrzeba do tego dobrej woli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, którym kieruje Marcin Kierwiński, uznawany jednak za konserwatywne skrzydło Platformy.

Wiem, że dyskusja między tymi resortami i ministrami się toczy. Nikogo nie trzeba przekonywać, że to ważne. Czekamy na wyrok NSA [ten zapadnie w marcu 2026 roku – przyp. red.]. Każdy dodatkowy argument w tej sprawie tylko pomaga Lewicy, która przypomnę, w rządzie jest ugrupowaniem mniejszościowym.

AP: A jaki jest procent szans na to, że implementacja wyroku TSUE nastąpi szybciej, niż finalizacja procesu ustawy o statusie osoby najbliższej?

My jako Nowa Lewica stoimy na stanowisku, że do wdrożenia wyroku TSUE nie potrzebujemy ustawy. Ale jak będzie ostatecznie, tego nie wiadomo. Przed nami z pewnością długi proces, dlatego myślę, że jednak moja ustawa, czyli ustawa o statusie osoby najbliższej, będzie tą, która jako pierwsza wyląduje na biurku Prezydenta.

AA: Wiele razy powtarza pani, że ustawa o osobie najbliższej nie jest projektem pani marzeń i Lewica dużo na nim traci. A jednocześnie nie rezygnujecie z firmowania tego projektu swoimi nazwiskami. Chcecie, żeby to był wasz sukces.

To nie jest ustawa moich marzeń, a jednocześnie najlepsza z tych, które w dzisiejszych realiach politycznych mogłam zaproponować. Wiele osób zapomina, że Karol Nawrocki będzie w Pałacu Prezydenckim jeszcze ponad cztery lata. W przyszłym roku wybory parlamentarne – i nawet gdyby Koalicja je wygrała, to i tak będzie musiała przez większość kadencji kohabitować z prawicowym prezydentem. Dlaczego więc w tym czasie nie spróbować wprowadzić ustawy, która daje ludziom realną ochronę? Przepchnąć dokument, który już dziś ureguluje ważne dla nich kwestie?

Potem, przy ewentualnym lepszym politycznym wietrze, możemy rozmawiać o tym, jaki zrobić następny krok. Prawica grzmi, że za chwilę wprowadzimy równość małżeńską. Marzyłabym o tym, ale rzeczywistość polityczna jest inna, tak w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Wiatr wieje z prawej strony. Mamy więc do wyboru: albo przez te cztery lata nawalać się politycznie o to, kto przyniesie do Sejmu lepszą, bardziej progresywną ustawę, z której ostatecznie nic nie wyniknie, albo zmienić kurs. Tę pierwszą drogę obrano w sprawie aborcji, co tylko osłabiło polityczki, które z tymi postulatami szły do wyborów. Bardzo nie chciałam powtórzyć tamtych błędów, tylko wyciągnąć z nich wnioski.

Zgadzam się z prawicą, gdy mówi, że to, co teraz robimy, to wsadzenie nogi w drzwi. Tak, nikomu się w Polsce jeszcze nie udało się pomóc parom jednopłciowym uregulować ich związków. Chcemy być pierwsi. Wiemy, że nasi wyborcy są zawiedzeni, że ten rząd zjechał z kursu na prawa człowieka, że zajmuje się bezpieczeństwem militarnym, a nie tym jednostkowym, czy społecznym. W nas jest jednak ogromna determinacja, żeby coś realnie zmienić w życiu 2 milionów Polek i Polaków. Warto tego nie odpuszczać.

;
Na zdjęciu Anton Ambroziak
Anton Ambroziak

Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze