Teren państwowych obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej jest ogrodzony barierkami, a PiS decyduje, kto może za nie wejść. Wejściówek nie dostanie np. nikt, kto “nie daje rękojmi zachowania godności”. Warszawski ratusz mógł nie wydać zgody na taką imprezę, ale dogadał się z ministrem kultury Piotrem Glińskim

Obchody 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej organizuje państwo, ale wstęp na nie został sprywatyzowany. Na polecenie Służby Ochrony Państwa (dawny BOR) teren obchodów od placu Zamkowego po plac Piłsudskiego został otoczony barierkami i tłumem policjantów. Wstęp za barierki możliwy jest tylko za okazaniem identyfikatora lub zaproszenia.

Nie wiadomo, komu minister Kkltury, odpowiedzialny za organizację, wydał zaproszenia. MKiDN od tygodnia nie odpowiada na to pytanie. Rok temu dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że powędrowały do członków PiS, klubów “Gazety Polskiej” i ruchu Solidarni 2010.

Identyfikator teoretycznie może dostać każdy, kto zgłosi się po niego dzisiaj (10 kwietnia 2018)w punkcie odbioru przy placu Piłsudskiego. Teoretycznie, bo zgodnie z regulaminem obchodów zamieszczonym na stronie ministerstwa, organizator może zabronić wstępu dowolnej osobie bez podania powodu.

Jeden z przepisów regulaminu głosi, że “w celu zapewnienia zasad bezpieczeństwa karty wstępu będą wydawane osobom, które w ocenie Organizatora, dają rękojmię zachowania godności i poszanowania powagi uroczystości i których zachowanie nie stało i nie stoi w sprzeczności z tradycją przyświecającą obchodom Katastrofy Smoleńskiej”.

W jaki sposób organizator będzie oceniał, czy chętni do wzięcia udziału w obchodach “dają rękojmię zachowania godności”? Tego regulamin już nie mówi.

W praktyce można więc zakazać wstępu każdemu. Rok temu identyfikatory przestano wydawać około godziny 18.00, czyli akurat wtedy, gdy na teren obchodów planowała wejść grupa Obywateli RP. Dzisiaj może być podobnie – Obywatele RP zaplanowali manifestację o godz. 18.30 pod Sejmem, skąd mają przejść na pl. Piłsudskiego. Zapewne znów zabraknie dla nich wejściówek.

Zapytaliśmy dzisiaj ministerstwo, czy liczba identyfikatorów jest limitowana i ile z nich już wydano, ale i na to pytanie nam nie odpowiedziano.

Brak rękojmi poszanowania godności obchodów to nie jedyny pretekst, który służby porządkowe mogą wykorzystać do ograniczania praw uczestników państwowych obchodów. Nie będzie można na nie wnieść m.in. “materiałów zawierających treści rasistowskie, obraźliwe, ksenofobiczne, wulgarne lub polityczne”.

Żadnych transparentów anty

Ten przepis może stać się podstawą do konfiskaty wszelkiego rodzaju transparentów lub przedmiotów symbolizujących sprzeciw lub poparcie dla jakichkolwiek poglądów politycznych. Można pod niego równie dobrze podciągnąć logo PiS, jak i białe róże używane przez Obywateli RP w geście sprzeciwu wobec języka nienawiści używanego przez prezesa PiS podczas jego comiesięcznych przemówień.

Obywatele RP próbowali uprzedzić ten ruch. Wczoraj w nocy weszli na Krakowskie Przedmieście i usiedli na wysokości Pałacu Prezydenckiego. Około czwartej nad ranem policja siłą ich stamtąd usunęła.

Ze smartfonem nie wejdziesz

Ministerstwo kultury zastrzegło też, że może odmówić zgody na wnoszenie kamer, aparatów fotograficznych “oraz innych tego typu urządzeń rejestrujących dźwięk lub obraz, jak również urządzeń służących do przesyłania w celach komercyjnych obrazu, dźwięku, opisów wydarzeń poprzez Internet”.

Zgodnie z tą formułą służby porządkowe mogą zabronić wstępu po prostu każdemu, kto ma przy sobie smartfona.

Regulamin zabrania też “głoszenia i wywieszania haseł o treściach obscenicznych, obraźliwych, wulgarnych, rasistowskich, nawoływania do waśni na tle narodowościowym, religijnym, społecznym, światopoglądowym, itp.; a także skłaniania innych uczestników obchodów do głoszenia takich treści, m.in. przez intonowanie pieśni lub okrzyków”.

Co się stanie, jeśli uczestnik nie zastosuje się do któregoś z zakazów? “Osoby zakłócające porządek publiczny lub zachowujące się niezgodnie z regulaminem, mogą być usunięte z terenu obchodów”.

Dlaczego ratusz na to pozwala?

Jak to możliwe, że minister kultury zamknął tak duży fragment centrum Warszawy i ogłosił tak surowy regulamin? Prawo o zgromadzeniach nie pozwala na organizowanie zgromadzeń na terenie zamkniętym i na selekcjonowanie uczestników.

  • Zobacz definicję zgromadzenia publicznego

    Art. 3. 1. Zgromadzeniem jest zgrupowanie osób na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób w określonym miejscu w celu odbycia wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych.

Impreza drogowa

Dlatego PiS już po raz drugi użył sztuczki na granicy prawa. Skorzystał z przepisów prawa drogowego o “wykorzystaniu drogi w sposób szczególny” (art. 65-65j).

To przepisy regulujące organizację imprez takich jak maratony czy rajdy uliczne. Drogę publiczną na ich podstawie może zająć każdy, kto odpowiednio wcześnie wyśle do zarządcy drogi i policji projekt zmiany organizacji ruchu drogowego i zapewni zabezpieczenie imprezy.

W prawie o ruchu drogowym nie ma ani słowa o “uroczystościach państwowych”, ani o tym, jakie ograniczenia wstępu na imprezę może wyznaczyć organizator. O regulaminie imprezy mówi tylko tyle, że organizator ma obowiązek go opracować i dołączyć do wniosku o organizację imprezy.

Ten wniosek razem z załącznikami minister kultury musiał złożyć co najmniej 30 dni przed 10 kwietnia. Mimo to dowiedzieliśmy się wczoraj w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego warszawskiego Urzędu Miasta, że Urząd takiego regulaminu nie ma.

Co więcej, jeszcze wczoraj nikt w ratuszu nie wiedział, na jakich zasadach będzie można wejść na teren obchodów, bo ministerstwo regulamin uroczystości opublikowało na swojej stronie dopiero wieczorem.

Urząd Miasta kierowany przez prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz wydał więc zgodę na zamknięcie ulic Warszawy bez wymaganego przez ustawę dokumentu.

Jest to tym bardziej oburzające, że po wydarzeniach z poprzedniego roku urzędnicy powinni doskonale wiedzieć, że godzą się na arbitralne, czyli bezprawne ograniczanie wstępu na teren obchodów.

Kiedy zapytaliśmy ratusz, dlaczego wydał zgodę, mimo że minister Kultury nie załączył regulaminu, dostaliśmy wymijającą odpowiedź, w której zapewniono nas, że minister załączył program uroczystości, a za zapewnienie ich bezpieczeństwa odpowiada SOP, w którego działania Urząd nie może ingerować.

To, że minister wypełnił część obowiązków, nie usprawiedliwia zignorowania przez niego obowiązku dostarczenia regulaminu. I nie usprawiedliwia tolerowania tego przez Urząd Miasta.

Marsz smoleński ważniejszy niż kontrmiesięcznica

Ratusz poszedł na rękę ministrowi Piotrowi Glińskiemu także w kwestii tzw. miesięcznicy i kontrmiesięcznicy, czyli zgromadzeń publicznych. W ramach obchodów rocznicy po zamkniętym Krakowskim Przedmieściu przejdzie tzw. Marsz Smoleński, zarejestrowany przez wojewodę jako zgromadzenie cykliczne. O tym, że będzie to “zgromadzenie publiczne” Urząd Miasta napisał w komunikacie na swojej stronie.

Jednocześnie ratusz zakazał zorganizowania jednego ze zgromadzeń, które miało odbyć się na ulicy Królewskiej, ponieważ SOP poinformował, że będzie tamtędy przebiegać droga ewakuacyjna.

Tama zablokowana

Urząd miasta nie dopuścił też do zorganizowania zgromadzenia zgłoszonego przez organizację Tamę Wawa na pl. Hoovera. Zostało zgłoszone w trybie uproszczonym, co oznacza, że prawo o zgromadzeniach nie przewiduje w ogóle możliwości jego zakazania.

Z tego powodu urząd nie wydał decyzji o zakazie, a jedynie mailowo poinformował organizatora, że pl. Hoovera w danym czasie „nie będzie ogólnodostępny”, więc zgromadzenia nie można zarejestrować.

Przez ostatnie kilkanaście miesięcy zgromadzeń Tamy zakazywał wojewoda mazowiecki Zbigniew Sipiera, co sądy wielokrotnie uznały za działanie bezprawne. Tym razem jednak Tama Wawa może mieć problem z odwołaniem się do sądu, bo ratusz nie wydał oficjalnego zakazu zgromadzenia.

Formalnie rzecz biorąc, nie ma więc od czego się odwołać.


Podchodzimy najbliżej barierek. Dla Was.
Wesprzyj OKO, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Masz cynk?