Nastolatek z Ukrainy miał szczęście – przed pobiciem przez dwójkę mężczyzn uchronił go kierownik pociągu i pasażerowie, którzy wyrzucili chuliganów na peron. Prokuratura postawiła sprawcom 3 zarzuty, grozi im do 5 lat pozbawienia wolności. Znacznie gorsze skutki miał brutalny atak na 20-letniego ukraińskiego studenta w Warszawie
W drugiej części ubiegłego tygodnia po polskich mediach społecznościowych rozszedł się film, na którym dwójka młodych mężczyzn, zachowujących się jakby byli pijani, wyzywało młodego Ukraińca i jego matkę. Mówili: „śmieciu”, „parówo”, „kur...o” „frajerze jeb...y”, „celu jeba..y”, „parówo jeb...a”. Chcieli się z nim bić na stacji.
Jeden przedzierał się obok kierownika pociągu, popychał ukraińskiego nastolatka. Odepchnęła go pasażerka i znów blokował agresora kierownik pociągu. W pewnym momencie drugi z napastników popchnął kierownika pociągu. Wtedy akcja potoczyła się błyskawicznie. Spośród pasażerów wyskoczył mężczyzna i powalił agresywnego pijaka na podłogę wagonu. „Spokój kur...a!”, krzyczał do niego. To zainicjowało reakcję dwójki innych mężczyzn, dotąd spokojnych. Rzucili się z pomocą, powalając drugiego z agresorów. Gdy otworzyły się drzwi wagonu, mężczyźni dosłownie wyrzucili chuliganów z pociągu na peron. „Kierownika ruszasz?!”, krzyknął na odchodnym pierwszy z interweniujących.
Na kolejnym ujęciu, już na peronie, widać dwójkę agresorów z gołymi torsami, gdy bez oporów dają się zakuć w kajdanki policjantowi.
Film wzbudził bardzo pozytywne reakcje u internautów.
Wysłaliśmy pytania do kilku spółek zajmujących się przewozami kolejowymi w Polsce. Zidentyfikowaliśmy właściwą firmę – zdarzenia miały miejsce w Kolejach Mazowieckich. Nagranie jest z trasy Warszawa Wileńska – Tłuszcz, a do zajść doszło na odcinku Zielonka – Kobyłka Ossów. Interweniowały przynajmniej 2 patrole policji: z Komendy Powiatowej w Wołominie i w Komendy w Kobyłce.
- Kierownik pociągu nie odniósł żadnych obrażeń w zajściach. Musiał tylko złożyć zeznania policji – pisze nam Donata Nowakowska, dyrektor Biura Rzecznika Prasowego Kolei Mazowieckich.
Na informacje z KPP Wołomin musieliśmy czekać dwa dni.
- Sytuacja zmieniała się tak dynamicznie, że czekaliśmy na końcowe efekty działań – tłumaczy asp. szt. Aneta Nasiłowska, osoba do kontaktu z mediami w komendzie. Przynajmniej dwa patrole policji błyskawicznie znalazły się na peronie w oczekiwaniu na przejęcie agresorów – w pociągu działały trzy zespoły pracowników, więc szybko poinformowano służby mundurowe o sytuacji. Zatrzymywani chuligani zdążyli jeszcze znieważyć policjantów na peronie.
Co mocno zaskakuje – nie stwierdzono alkoholu w ich wydychanym powietrzu. Kierownik pociągu mówił policjantom, że nic wielkiego się nie stało. Matka zaatakowanego 16-latka także nie zgłaszała przestępstwa, nic też nie stało się jej synowi, którego Polacy chcieli pobić. Dlatego policjanci zakwalifikowali pierwotnie czyn jako wybryk chuligański – zakłócanie porządku publicznego. Zakuci w kajdanki sprawcy otrzymali po 500 zł mandatu. Przyjęli je, po czym zostali zwolnieni.
Ale film z zajść stał się viralem następnego dnia i po jego analizie policja w konsultacji z prokuraturą, uznała, że doszło do naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego – kierownika pociągu. Jednocześnie matka zgłosiła się do KPP Wołomin i jednak złożyła doniesienie o ataku na tle narodowościowym. To spowodowało, że 30 lipca obydwaj sprawcy zostali powtórnie zatrzymani na 48 godzin. Prokuratura Rejonowa w Wołominie postawiła mężczyznom trzy zarzuty:
Grozi im do 5 lat pozbawienia wolności.
Dodatkowo prokuratura wnioskowała o areszt obu. W piątek, 31 lipca Sąd Rejonowy w Wołominie ten wniosek odrzucił, a sprawców wypuszczono.
Aspirant Sztabowa z KPP Wołomin przyznaje w rozmowie z OKO.press, że na tle innych ataków na Ukraińców, reakcja pasażerów pociągu do Tłuszczu była „niecodzienną sytuacją”.
Znacznie gorzej potoczyła się historia ataku na innego młodego człowieka z Ukrainy – 20-letniego studenta. Próbowaliśmy się skontaktować z jego matką, Natalią, ale przebywa obecnie w Ukrainie, z powodu sytuacji zdrowotnej syna. Przekazano nam, że nie chce na razie rozmawiać z dziennikarzami. Wydarzenie opisujemy więc na bazie pobieżnej publikacji portalu polsko -ukraińskiego Sestry.eu.
Jej syn razem z przyjaciółmi w lipcu bawił się nad jeziorkiem w Warszawie – nie podano jego nazwy. Poszli do pobliskiej Żabki, zrobili tam zakupy, rozmawiając po ukraińsku. Gdy wyszli przed sklep, podszedł do nich nieznany im młody mężczyzna. Większy, silniejszy, wyglądający jak bokser.
- I od razu zaczął syna bić. Zadał cztery ciosy, odwrócił się i odszedł — opowiadała Natalia.
Uderzył jej syna m.in. w prawe oko. Ten cios okazał się fatalny w skutkach – złamanie kości oczodołu, gałka oczna przemieszczona do jego wnętrza.
Konieczna była operacja, która przeprowadzić należało maksymalnie w ciągu dwóch tygodni. Ukrainka pojechała do Kijowa, bo tamtejsi lekarze – z powodu wojny – mają wyjątkowo duże doświadczenie w operacjach rekonstrukcji kości czaszki – każdego dnia przeprowadzają po kilka takich zabiegów.
Chłopakowi wszczepiono wykonany na zamówienie implant pod okiem, ale nadal widzi podwójnie, pojawił się zez. Być może będzie konieczna kolejna operacja.
Sprawa pobicia została zgłoszona na policję. Są świadkowie, jest nagranie z monitoringu. Pod koniec lipca pani Natalia nie miała informacji, czy zatrzymano sprawców.
Zapytaliśmy rzecznika Komendy Stołecznej Policji o efekty ich działań w tej sprawie. Czekamy na informacje.
Pani Natalia przyznaje, że coraz częściej odczuwa napięcie, gdy rozmawia po ukraińsku w miejscach publicznych w Polsce. Nic dziwnego. Wg danych uzyskanych przez Rzeczpospolitą z Komendy Głównej Policji, liczba przestępstw z nienawiści rośnie trzeci rok z rzędu. W 2024 r – 267, rok później – 275, a tylko w pierwszej połowie tego było już 180 przestępstw tego typu.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Komentarze