0:00
Prawa autorskie: Grzegorz Celejewski / Agencja GazetaGrzegorz Celejewski ...

W najnowszym sondażu Ipsos dla OKO.press zapytaliśmy o tzw. paszporty szczepionkowe – czyli pomysł, żeby osoby w pełni zaszczepione miały pewne przywileje, a przede wszystkim pełną swobodę poruszania się i kontaktów międzyludzkich. Mogłyby dzięki takiemu paszportowi w formie kodu QR podróżować, uczestniczyć w masowych wydarzeniach itp. Odpowiedź osób badanych jest jednoznaczna:

prawie dwie trzecie Polek i Polaków nie chce, żeby ograniczać w taki sposób wolności obywatelskie.

Pytanie tylko, czy na prawdę chodzi tu o wolności obywatelskie, czy raczej o antywspólnotowy egoizm? W dalszej części tekstu pokażemy Polskę w kontekście światowym, co może ułatwić odpowiedź na to pytanie.

Podobnie jak w przypadku chęci zaszczepienia, tak i tutaj poparcie dla restrykcji wobec osób niezaszczepionych rośnie z wiekiem. Sprzeciwia im się 57 na 100 osób w wieku 60 plus i aż 74 na 100 trzydziestolatków.

Co ciekawe, to minimalnie więcej niż w najmłodszej grupie wiekowej 18-29 lat (67 osób na 100). Czy ma to związek z faktem, że 30-latkowie mają większą siłę nabywczą niż 20-latkowie, w związku z tym restauracje i zagraniczne wojaże to bardziej ich świat?

Jeszcze ciekawsze zależności pokazują się w grupach genderowych i wyborczych preferencjach: najwięcej niechęci do „paszportów szczepionkowych" mają mężczyźni w wieku 18-39 lat: przeciwko nim jest aż trzy czwarte badanych. W tej samej grupie wiekowej na „nie" jest dwie trzecie kobiet.

I bez niespodzianki: zdecydowanymi przeciwnikami „paszportów szczepionkowych" są wyborcy Konfederacji, czyli w zdecydowanej większości mężczyźni. W sondażu OKO.press chce na nią głosować 42 proc. mężczyzn w wieku 18-39 lat i tylko 4 proc. kobiet w tym wieku.

Wyborcy Konfederacji również w najmniejszym stopniu wierzą w powagę sytuacji, jeśli chodzi o epidemię i w najmniejszym stopniu chcą się szczepić przeciw COVID-19. Tutaj niechęć do ograniczającego wolność paszportowego „kagańca" jest tak wielka, że nikt z sympatyków Konfederacji nie podał odpowiedzi „zdecydowanie tak", a tylko 1 proc. pytanych „raczej tak". Na „nie" jest aż 98 proc. pytanych.

W czołówce paszportowej niechęci

Rzuca się w oczy, że nawet wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej, najbardziej entuzjastycznych wobec paszportów, zaledwie połowa popiera takie rozwiązanie. Polską niechęć potwierdza duże międzynarodowe badanie przeprowadzone przez Ipsos również w kwietniu 2021 roku dla World Economic Forum.

Tak się złożyło, że – nie wiedząc o tym, że Ipsos robi takie badanie – OKO.press sformułowało swoje pytanie sondażowe prawie dokładnie tak, jak dwa pytania z sondażu globalnego. Zapytaliśmy o „paszporty szczepionkowe" w kontekście wyjazdów zagranicę i korzystania z restauracji. W badaniu dla WEF Ipsos zapytał o „wjazd do kraju" i o korzystanie ze sklepów, biur i restauracji.

Są tu subtelne różnice, bo „wjazd do kraju" sugeruje bardziej, że ktoś, kto może być nosicielem wirusa, przyniesie go (jak to się mówi brutalnie w epidemiologii, „zawlecze") akurat do państwa, w którym mieszkasz. W odpowiedziach może więc być widoczny efekt rozbudzenia lęku przed obcymi. Z kolei pytanie OKO.press o wyjazdy zagraniczne sugeruje, że paszporty mogą ograniczyć naszą wolność poruszania się.

Druga różnica dotyczy rygorystyczności paszportów. W badaniu globalnym Ipsos zapytał o nie w takim rozumieniu, jak planuje ten dokument Unia Europejska – swobodę podróżowania i korzystania z miejsc publicznych miałyby osoby zaszczepione, ale także te, które przedstawią negatywny test na koronawirusa. To rozwiązanie jest już powszechnie stosowane przez państwa, jeśli chodzi o przekraczanie ich granic czy linie lotnicze, które nie wpuszczają na pokład pasażerów bez testu. A na przykład w Niemczech w wypadku wzrostu zakażeń będzie on wymagany nawet przed wejściem do wielkopowierzchniowego sklepu.

Pytanie OKO.press można było interpretować tak, że bez szczepienia nie będzie już można udać się w podróż czy zjeść na mieście, co mogło wpłynąć na odrzucenie tego pomysłu.

Jeśli jednak popatrzy się na odpowiedzi w obu sondażach, to trend jest wyraźny: i tu, i tu respondenci z Polski są niechętni „paszportom szczepionkowym". Umiejscowienie naszego stanowiska w globalnym kontekście pozwala spojrzeć na to zjawisko szerzej.

Na wykresie poniżej z 28 krajów, gdzie Ipsos przeprowadził sondaż, wybraliśmy trzy najmniej entuzjastyczne wobec paszportów kraje Unii Europejskiej, do których można porównać Polskę i trzy kraje z całego świata, które paszportów chcą najbardziej.

W pytaniu o przekraczanie granicy Polska znalazła się w ostatniej trójce, wraz z Rosją i Węgrami.

Tylko 58 proc. respondentów było za stosowaniem paszportów. Wśród przebadanych „starych" krajów Unii najmniej chętna do nich jest Belgia: 70 proc., a najbardziej Włochy: 80 proc. To jednak nic w porównaniu z trójką największych zwolenników paszportów: 88 proc. w Argentynie, 90 proc. w Peru i 92 proc. w Malezji.

Generalnie jednak paszporty w przypadku przekraczania granicy cieszą się większą aprobatą niż inne pomysły na ograniczenie w ten sposób wolności poruszania się. Średnio w badaniu 28 krajów jest za takim rozwiązaniem 78 na 100 pytanych.

Polska jest aż 20 punktów procentowych poniżej średniej.

O wiele mniej obywatelom i obywatelkom świata podoba się uzależnianie od „paszportu szczepionkowego" korzystania ze sklepów, biur czy restauracji. Tu średnia wyniosła 55 proc., a ostatnia trójka to Rosja (20 proc.), Polska (36 proc.) i (USA 37 proc.)

Odpowiedź na pytanie, czym jest spowodowana tak znaczna niechęć mieszkańców Polski do ograniczania ich praw dla dobra wspólnoty nadawałaby się na niejedną habilitację.

Podział pomiędzy respondentami z różnych krajów przebiega gdzieś pomiędzy wybujałym indywidualizmem, obawą o naruszenie wolności osobistych oraz jednoznacznym przedkładaniem dobra wspólnoty nad te wolności. Na przykład państwa Dalekiego Wschodu, gdzie ugruntowany jest ten ostatni paradygmat, popierają „paszporty szczepionkowe" nie tylko w większym stopniu niż Polska, Węgry i Rosja, ale też w większym niż kraje „starej Unii". Te ostatnie plasują się we wszystkich pytaniach pośrodku stawki, co może oznaczać równowagę pomiędzy poczuciem wagi dobra publicznego i szacunkiem dla praw jednostki.

Polska jako kraj niewspólnotowy

W Polsce chyba trochę umykają nam toczące się na Zachodzie Europy dyskusje na temat prywatności i swobód obywatelskich podczas pandemii – kto wie na przykład, że w Holandii wiele zaszczepionych już przeciw COVID-19 osób nie chce, żeby państwo miało dostęp do takiej informacji o nich (co przekreśla ideę paszportów) tak samo, jak oburza się pomysłem przeprowadzania wywiadów epidemiologicznych – identyfikowania przez władze osób, które miały styczność z nosicielem wirusa.

Także obecność Stanów Zjednoczonych w ostatniej trójce w drugim pytaniu (jeśli ktoś pytałby się, gdzie podziały się Węgry, to nadal są czwarte od końca) to zapewne wynik przenikającego amerykańską kulturę nacisku na indywidualne prawa i wolności.

Ale zostaje aspekt trzeci: wolność, która nie ogląda się na dobro innych. I tu warto zajrzeć do opublikowanego właśnie w OKO.press wywiadu Michała Danielewskiego z socjologami Przemysławem Sadurą i Sławomirem Sierakowskim na temat naszego stosunku do 500 plus. Konkluzje badania, które ci naukowcy przeprowadzili, są smutne i w jakimś stopniu tłumaczą, co dzieje się z polskim społeczeństwem także podczas pandemii.

„Z badania Sadury i Sierakowskiego wyłania się obraz Polaków jako społeczeństwa zawistnego, nie ufającego państwu i współobywatelom, wspólnoty, która nie wierzy, że wymarzone przez nich państwo i model stosunków społecznych jest możliwy do zrealizowania" – pisze Michał Danielewski.

W dużym skrócie: badanych uwiera to, że transfery socjalne płyną do kogoś innego – przedstawicieli klasy ludowej widzianych jako nierobów, czy klasy średniej, która przecież już pieniądze ma. Nie ma poczucia, że coś nas jako społeczeństwo spaja. Socjologowie zwracają przy okazji uwagę na dramatycznie niski w Polsce poziom zaufania do państwa oraz do współobywateli.

„W Skandynawii indeksy kapitału społecznego wynoszą ponad 70 proc., panuje przekonanie, że inni ludzie działają w dobrej wierze, ufają instytucjom państwa i wykazują się lojalnością. W Polsce, gdy zapytasz, czy innym warto ufać, nie osiągniesz nawet 15 proc. wskazań" – tłumaczy Przemysław Sadura.

W takiej sytuacji społecznej trudno przyjmuje się pomysł, żeby np. zaszczepić się dla dobra innych, bo wartością, którą się ceni najwyżej, jest dobro własne czy własnej rodziny.

Na pewno też nie zdał egzaminu w wytyczaniu ścieżki dobra wspólnego polski rząd. Tragiczne 120 tys. nadmiarowych śmierci z powodu pandemii „zamiata pod dywan" – nie przyznając się do błędów w zarządzaniu kryzysem, które do nich doprowadziły, unika upamiętnienia ofiar. Takie uroczystości z udziałem najwyższych władz państwowych odbyły się już w wielu krajach, żeby wymienić tylko Szwecję, Wielką Brytanię czy USA. Ofiarami w tym przypadku byli przede wszystkim najsłabsi członkowie naszej wspólnoty – osoby bardzo już stare czy przewlekle chore. Tylko pamiętając o ich tragedii można budować wizję społeczeństwa, które dba o wszystkich, wszystkich jednakowo szanuje i rozumie, że jesteśmy mrowiskiem, a nie zbiorem pojedynczych mrówek.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne