Rząd świętuje sukces w związku z podpisaniem kontraktu na dwie baterie taktycznego systemu antyrakietowego Patriot PAC-3. I podkreśla, że strategicznie zmienia to stan bezpieczeństwa. Może. Ale system zadziała dopiero ok. 2025 roku . I ochroni najwyżej Warszawę i Gdańsk. Dwa razy tyle będzie kosztować druga faza kontraktu

„Dzięki umowie, która dostarcza do Polski nowoczesny system, który sprawdził się w wielu państwach. dołączamy do grona państw, które mają broń zapewniającą bezpieczeństwo. To kontrakt dzięki któremu do Polski trafią nowoczesne technologie. Polskie firmy będą produkowały elementy wyrzutni, pojazdy i systemy łączności” – powiedział szef MON Mariusz Błaszczak.

Umowa na elementy pierwszej fazy systemu obrony antyrakietowej Wisła przewiduje dostawę dwóch baterii systemu Patriot firmy Raytheon. W każdej z baterii będą dwie jednostki ogniowe, złożone z jednego sektorowego radaru AN/MPQ-65 i czterech wyrzutni M903. To inna konfiguracja niż w US Army, gdzie każda bateria stanowi jedną jednostkę ogniową.

Antyrakietowy kontrakt podzielono na dwie fazy. Ta pierwsza, właśnie podpisana, będzie kosztować 4,75 mld dolarów (ok. 16 mld zł). Druga faza może kosztować drugie tyle, albo więcej.

Cały system obrony powietrznej „Wisła” to 16 radarów, wokół których skupione są  jednostki ogniowe, każda wyposażona w cztery wyrzutnie. Tylko część z 64 wyrzutni będzie strzelać antybalistycznymi pociskami PAC-3 MSE, których kupujemy 208 sztuk w wersji bojowej (plus 11 szkolnych).

Jak pisze portal defence24.pl, koszt jednego pocisku PAC-3 MSE to ponad 6 mln dolarów. Jest przeznaczony do zwalczania rakiet. Przeciw samolotom, śmigłowcom i dronom Patriot może używać tańszych pocisków, jak np. już istniejące PAC-2 GEM-T lub przyszłe SkyCeptor (opracowywane w kooperacji USA i Izraela). Te ostatnie Polska zamierza pozyskać w drugiej fazie programu Wisła. Obecny kontrakt nie obejmuje pocisków niskokosztowych. Taka konfiguracja Wisły oznacza, że będzie to (przynajmniej na razie) system przede wszystkim antyrakietowy.

Niższa cena, bo Polska ustąpiła

Cena systemu to 4,75 mld dol., sporo poniżej rynkowej ceny. Jeszcze jesienią Raytheon mówił o dziesięciu mld dol. Oszczędności wynikają m.in. z tego, że MON zgodziło się na wdrożenie systemu IBCS (system zarządzania polem walki) w takiej konfiguracji, jaką wojska amerykańskie będą miały w 2022 roku (pierwotne plany były ambitniejsze).

Osobliwego porównania użył premier Morawiecki. „Pamiętamy plakat z czasów Solidarności, kiedy Gary Cooper szedł nieuzbrojony obalać komunizm. Dzisiaj możemy powiedzieć, że ten szeryf dostaje colta do obrony wolności i solidarności. Znakiem rządów PiS-u jest bezpieczeństwo. (…) Dbamy o to razem z naszymi sojusznikami, m.in. przez taki zakup jak ten. Poprzez ten zakup podkreślamy naszą wspólnotę wartości i wolę obrony wszystkich państw członkowskich NATO” – powiedział szef rządu.

Amerykańskie władze na uroczystości podpisania kontraktu reprezentował ambasador USA Paul W. Jones. Praktyka dyplomatyczna dowodzi, że przy tak kosztownej dla rządu nabywcy umowie na ceremonii powinien się pojawić ktoś wyższy rangą, np. szef dyplomacji lub jego zastępca.

Błaszczak i Duda podkreślali ogromną zasługę byłego szefa MON Antoniego Macierewicza w przeprowadzeniu i sfinalizowaniu całej operacji. Tymczasem negocjacje w sprawie najnowszego typu Patriotów zaczęły się już za poprzedniej ekipy. PiS w zasadzie wszedł w nieswoje buty.

Machina piarowska rządu PiS tak w tak różowych barwach odmalowuje polsko-amerykańską umowę, bo władze i przychylne im media od początku mówiły o wielkich planach modernizacyjnych, a do podpisania umowy z Amerykanami nie wydarzyło się w tej sprawie nic.

W 2015 roku Polacy zamiast Raytheona i jego oferty mogli wybrać francusko-włoską firmę (partnerstwo publiczno-prywatne ze spółką Thales Group), która produkuje inny system obrony antyrakietowej, MEAD.

Departament Stanu USA przekazał OKO.press ogólnikowe oświadczenie, że umowa wzmocni bezpieczeństwo i możliwości obronne Stanów Zjednoczonych, Polski i ich sojuszników wzdłuż wschodniej flanki NATO. „Jest to również sfinalizowanie zobowiązań jakie podjęły obydwa rządy podczas spotkania prezydentów Trumpa i Dudy w Warszawie w lipcu 2017 roku”.

Na końcu wyrażono nadzieję na gładką współpracę przy sfinalizowaniu drugiej części umowy.
I tu się zaczynają schody. System Patriotów, których kupno z taką dumną odtrąbiono, ma – mówiąc delikatnie – umiarkowany sens bez wspomnianej drugiej części.

Eksperci są zdania, że dwie baterie, które dostaniemy teraz, wystarczyłyby do ochrony Warszawy z przyległościami oraz ewentualnie zagrożonego od strony Kaliningradu Gdańska.

Pozostałych sześć baterii przewiduje dopiero owa następna umowa. A w jej sprawie delegacja polskiego MON dopiero wybiera się w połowie kwietnia do Stanów Zjednoczonych ze studyjną wizytą. Powstaną specjalne zespoły do przyglądania się i testowania amerykańskiej technologii.

Umowa – jeśli do niej dojdzie – podpisana zostanie najwcześniej za rok, może półtora. Polski rząd, który wydał już pieniądze na część systemu, jest zmuszony kupić i drugą, wobec czego jest w fatalnej wyjściowej sytuacji przed negocjacjami.

Za dziesięć lat może będzie

Jak ostrzega Maciej Świerczyński, ekspert wojskowy Polityki Insight, nawet jeśli dostawa pierwszej transzy będzie terminowa i zacznie się w roku 2022, „na pełną gotowość nawet pierwszych dwóch baterii systemu poczekamy dłużej, nie mówiąc o wszystkich ośmiu bateriach, wyposażonych już w nowe radary i pociski SkyCeptor”.

Według Świerczyńskiego, z przyczyn technicznych dostawa „Wisły” w jej docelowej konfiguracji nie będzie możliwa przed połową przyszłej dekady. Amerykański Defense News określił – cytuje Świerczyński – polski zakup jako hybrydowy, dotyczący systemu, który nie istnieje – i „samo to określenie powinno nam dawać do myślenia”.

„System »Wisła« ma w sobie ogromny potencjał, ale i duże ryzyka. Aby uniknąć rozczarowania, powinniśmy dać sobie przynajmniej dekadę na uruchomienie pierwszych baterii” – konkluduje ekspert Polityki Insight.

Piarowska machina obozu rządzącego podkreśla, jak to nabyliśmy Patrioty za bezcen. Ale teraz to Amerykanie będą dyktować cenę i nie mają już żadnego interesu w tym, by zdecydować się na jakiś rabat. O to, żeby stawka była odpowiednio wysoka zadbają też w Waszyngtonie lobbyści przemysłu zbrojeniowego, którzy w razie niezadowolenia swoich zleceniodawców mogą się w nadchodzącej kampanii wyborczej w USA zemścić na ubiegających się o reelekcję członkach Kongresu z rządzącej Partii Republikańskiej.

Rosja reaguje rutynowo

Na podpisaną w Warszawie umowę od razu zareagował natomiast rosyjski MSZ. „Obserwujemy postępującą militaryzację Polski” – oświadczyła Maria Zacharowa, rzeczniczka ministerstwa.

Dodała, że Polska nie tylko realizuje stare amerykańskie plany budowy tarczy antyrakietowej na swoim terytorium, ale również „oficjalnie zwiększa wydatki na obronę, przeprowadza modernizację sił zbrojnych, zwiększa liczebność sił zbrojnych, zwiększa obecność sił natowskich na terytorium Polski”.

„Te działania doprowadzą do destabilizacji Europy środkowo-wschodniej i zagrażają rosyjskiemu bezpieczeństwu” – dodała Zacharowa, i pogroziła: „Rosja dysponuje odpowiednimi zasobami, które pozwolą ochronić nasze terytorium”.

Rosyjski MON zapowiedział od razu, że w przyszłym tygodniu marynarka wojenna przeprowadzi ćwiczenia rakietowe nieopodal wybrzeża Szwecji. Szef szwedzkiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego Jorgen Anderson stwierdził, że w związku z tym precedensowymi w tak bliskiej odległości od wybrzeża manewrami trzeba będzie zmienić trajektorie lotów pasażerskich.

Ambasador Nowak: Infantylna radość

Były polski ambasador przy Sojuszu Północnoatlantyckim Jerzy Maria Nowak uznał wypowiedź rzeczniczki rosyjskiego MSZ za nadużycie, bo zakup Patriotów jest daleki od postępującej militaryzacji.

„Ale niepokoi mnie euforia polskiego rządu. Jesteśmy krajem frontowym,  graniczymy z Kaliningradem i nie wiem, czy to powód do dumy, że jesteśmy na pierwszej linii frontu. Od początku transformacji ustrojowej w regionie najgorliwszym rzecznikiem przyłączenia Polski do NATO były Niemcy, między innymi dlatego, że to nie one chciały być krajem frontowym” – stwierdza w rozmowie z OKO.press Nowak.

I dodaje, że infantylne jest publiczne cieszenie z tego, że będziemy mieć u siebie amerykańską technologię antybalistyczną, bo nacisk trzeba kłaść na globalne rozbrojenie, zarówno broni nuklearnej jak i konwencjonalnej.

„Nie ma co machać szabelką przed Rosją, bo oni się z tego tylko śmieją. Nie jesteśmy wielkim światowym graczem. Ale są kraje o niedużym potencjale militarnym, z którymi liczą się potęgi. np. Norwegia. Im udało się stworzyć znakomitą dyplomację wskutek której mają w negocjacjach rozbrojeniowych sporo do powiedzenia” – stwierdza.

Porażka Patriotów w Arabii Saudyjskiej?

W ostatnich dniach media obiegło kilka historii o tym, że w praktyce system Patriot jest nieskuteczny. Szczególnie jedna z nich ma dowodzić nieskuteczności technologii. 25 marca szyiccy rebelianci Huti z Jemenu wystrzelili w stronę stolicy Arabii Saudyjskiej, Rijadu, pociski balistyczne.

Saudyjczycy wspierają jemeńskie władze, podczas gdy rebeliantów Huti wspiera Iran. Władze saudyjskie podały, że dzięki Patriotom udało się przechwycić wszystkie rakiety. Potem się okazało, że co najmniej jedna uderzyła w ziemię i spowodowała śmierć jednej osoby, a dwie poważnie zraniła. Po drugie, jeden z pocisków przechwytujących eksplodował chwilę po odpaleniu, a kolejny zawrócił z wyznaczonej trajektorii z powrotem nad Rijad i wybuchł w zetknięciu z ziemią.

Ekspert, z którym rozmawiało OKO.press, twierdzi, że nie należy tamtego incydentu łączyć z bezpieczeństwem w Polsce po instalacji systemu Wisła. „Saudyjczycy mają starszą technologię. To system MIM-104 Patriot, tzw. Patriot 2. Polega on na tym, że pocisk przechwytujący eksploduje w pobliżu wystrzelonej rakiety czy statku powietrznego, a obiekt ulega zniszczeniu wskutek eksplozji 90-kilogramowej głowicy odłamkowej. A Patriot 3, który będzie zainstalowany w Polsce, uderza bezpośrednio w cele i niszczy . To są w gruncie rzeczy dwie różne technologie” – mówi nam.

Jaki jest sens Wisły bez Narwi

Dla szczelnego przykrycia kraju nie wystarczy i osiem baterii Patriot, to jedynie absolutne minimum – pisze Świerczyński, – i dlatego dwie kupione teraz baterie nie mają sensu wojskowego i niewielki przemysłowy. Kluczowa będzie druga faza kontraktu, co najmniej dwa razy droższa.

Równocześnie Polska musi zbudować system niższej warstwy obrony – służący walce z bardziej klasycznymi celami powietrznymi samolotami, dronami i pociskami samosterującymi.

Rosja takie siły rozbudowuje, bo to broń tania, można jej wyprodukować setki i tysiące sztuk. Nasz system obrony musi być więc gęsto nasycony radarami i wyrzutniami pocisków – pisze Świerczyński. Jego zdaniem potrzebne będą dziesiątki baterii. Planowany system „Narew” miałby liczyć 19 baterii o na razie nieznanej liczbie wyrzutni. To też sporo miliardów, choć nie tyle jak w przypadku Patriotów i „Wisły”.

Polska rozpoczyna więc budowę skutecznego systemu obrony powietrznej, który będzie mógł chronić najważniejsze ośrodki w kraju, ale dopiero najwcześniej za 10 lat i co najmniej za 50 mld zł.

Kto dożyje, ten się dowie, czy było warto.


OKO obserwuje służby. Uważnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press