Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
11 grudnia 2020

Pielęgniarki: "nie będziemy milczeć wobec bezprawia, chaosu, propagandy". Żądają rozmów z Morawieckim

Praca po 400 godzin miesięcznie w stałym zagrożeniu zakażeniem COVID-19 za marne pieniądze. Tak wygląda rzeczywistość polskich pielęgniarek w dobie pandemii. Do tego, jak mówią, "podzielono je na te lepsze i na te gorsze". Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych domaga się spotkania z premierem

"Środowisko pielęgniarskie cały czas się bardzo mocno stara, ale jest zmęczone, jest też rozgoryczone, bo podzielono je na te lepsze i na te gorsze" - mówi OKO.press pielęgniarka Zofia Małas, prezeska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

"Czyli ci, co pracują na oddziałach covidowych dostaną dodatek 100 proc., o którym mówił pan minister. Natomiast ci, co nie pracują w zgłoszonych oddziałach covidowych go nie dostaną. A tam też są pacjenci covidowi, są pacjenci covidowi w domu, gdzie pielęgniarki idą i tam pracują z pacjentem covidowym. I one już nie dostaną dodatku, dlatego jest duże rozgoryczenie" - dodaje.

Pielęgniarki i położne protestowały dziś, 11 grudnia, przed Kancelarią Premiera. Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych (NIPiP) wystosowała apel do premiera Mateusza Morawieckiego i oczekuje spotkania.

"Umieramy z wyczerpania"

"My, polskie Pielęgniarki i Położne walczymy o zdrowie i życie Pacjentów. Dlatego nie możemy i nie będziemy milczeć wobec bezprawia, chaosu, propagandy i braku szacunku dla słabszych" - czytamy w stanowisku NIPiP.

Pielęgniarki i położne domagają się gwarancji bezpiecznych warunków opieki nad pacjentem. Nie zgadzają się też na nierówne wynagradzanie personelu medycznego. Ich oburzenie budzą również niskie płace w całym sektorze. Podkreślają, że przedstawiły rządowi plan naprawy sytuacji, ale pozostał on bez jakiejkolwiek reakcji, również ze strony Ministerstwa Zdrowia.

"Epidemia pokazała, że za mało jest w ogóle w Polsce personelu medycznego" - mówi OKO.press Małas. A na dodatek część wylądowała na kwarantannach. "W związku z tym te, co pozostają jeszcze przy łóżku chorego, muszą wykonać pracę za siebie i za te chore koleżanki. Więc praca jest niezwykle ciężka" - dodaje.

Braki są tak duże, że kobiety pracują po 400 godzin miesięcznie. "Umieramy z wyczerpania, nie tylko na oddziałach »covidowych«" - mówiły pielęgniarki pod Kancelarią Premiera. Od początku pandemii zmarły 34 pielęgniarki.

Problemem nie jest tylko pandemia COVID-19, ale braki kadrowe wynikające z tego, że szpitale nie mają pieniędzy na etaty. Nie chodzi tu tylko o pielęgniarki i położne, ale również o personel pomocniczy, np. opiekunów medycznych. W ten sposób cierpi nie tylko jakość opieki nad pacjentami, ale również marnuje się potencjał wykształconego personelu.

"Nie ma dnia, aby nie pojawiał się nekrolog kolejnej pielęgniarki"

W OKO.press od kilku miesięcy piszemy o narastającym wśród pielęgniarek niezadowoleniu i o pogarszających się warunkach ich pracy.

Oburzenie w środowisku medycznym wzbudziły choćby stawki zatrudnienia w szpitalach tymczasowych. W ogłoszeniu Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku zaoferowano:

  • ratownikom medycznym – wynagrodzenie brutto 2 250 – 2 360 zł z wyrównaniem do 2 600 zł (tyle wynosi płaca minimalna w 2020 roku);
  • salowym – wynagrodzenie brutto od 2 373 z wyrównaniem do 2 600 zł;
  • pielęgniarkom – wynagrodzenie brutto 3 334 – 3 434 zł.

Oznacza to, że ratownik medyczny i salowa, pracujący na pierwszym froncie walki z COVID 19, mogą liczyć na pensję minimalną w wysokości 1 920 zł na rękę. Za to pielęgniarka zarobi ok. 2 400 zł netto, czyli najniższą kwotę określoną w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.

Przeciwko fatalnym warunkom pracy protestowało również Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe.

„Rząd nie przygotował rezerw lekarstw, tlenu, łóżek dla pacjentów zakażonych i niezakażonych, a także rezerw personelu. Czujemy się osamotnione w walce o życie, zdrowie pacjentów. Sami również chorujemy. Coraz więcej medyków jest zakażonych. Coraz częściej przemęczeni i wyczerpani psychicznie i fizycznie doświadczamy tej podstępnej choroby.

Od końca października nie ma dnia, aby nie pojawiał się nekrolog kolejnej pielęgniarki, która złożyła najwyższą ofiarę, swoje życie” - pisały w apelu.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne