Piotrowicz dobrze wie, że art. 7 został uruchomiony z powodu nieprzestrzegania przez Polskę zasady praworządności opisanej w art. 2 Traktatu UE. A jednak twierdzi, że "politycy unijni odwołują się do wartości unijnych nigdzie niesprecyzowanych i niezdefiniowanych". Nawet PRL-owski prokurator nie powinien tak kłamać. Nawet jeśli przychodzi mu to łatwiej

W wywiadzie dla wPolityce.pl Stanisław Piotrowicz w dziewięciu zdaniach o decyzji Komisji Europejskiej, która 20 grudnia 2017 uruchomiła art. 7 przeciwko Polsce, nagromadził taką ilość fałszu, że nawet OKO.press, nie od dziś analizujące wypowiedzi tego polityka PiS, przecierało oczy ze zdumienia.

  • Zobacz cały fragment wywiadu

    „Stanowisko KE jest oderwane od faktów i od polskiego prawa. Politycy unijni odwołują się do wartości unijnych nigdzie niesprecyzowanych i niezdefiniowanych. W związku z tym nie wiem, o jakich wartościach mówią. Odnoszę też wrażenie, że struktury UE coraz bardziej odchodzą od demokracji. Kwestionują m.in. prawo większości parlamentarnej do kształtowania prawa w swoim kraju. To stanowi zaprzeczenie idei demokracji. Jakże często teraz opozycja, a w ślad za nią politycy unijni, podnoszą ten argument, że obecna większość parlamentarna nie ma prawa reformowania kraju. To  szokujące, jeżeli zważy się, że jeszcze żadne ugrupowanie nie miało takiej większości po 1989 roku. W związku z tym jaką należałoby mieć większość, żeby ona była zdolna do reformowania? To większość decyduje o tym w jakim kierunku reformować kraj”

Najbardziej zdumiewające jest stwierdzenie:


Politycy unijni odwołują się do wartości unijnych nigdzie niesprecyzowanych i niezdefiniowanych

Stanisław Piotrowicz, Wywiad w Polityka.pl - 22/12/2017

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Te wartości są dokładnie sformułowane w art. 2 Traktatu UE


Piotrowicz nie może nie wiedzieć, że art. 7 Traktatu UE, na który powołuje się Komisja Europejska, precyzuje, że powodem uruchomienia tej „broni atomowej” jest „wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2” [podkr. red].

  • Zobacz art. 7 Traktatu o UE

    1. Na uzasadniony wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.Rada regularnie bada czy powody dokonania takiego stwierdzenia pozostają aktualne.

    2. Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2.

    3. Po dokonaniu stwierdzenia na mocy ustępu 2, Rada, stanowiąc większością kwalifikowaną, może zdecydować o zawieszeniu niektórych praw wynikających ze stosowania Traktatów dla tego Państwa Członkowskiego, łącznie z prawem do głosowania przedstawiciela rządu tego Państwa Członkowskiego w Radzie. Rada uwzględnia przy tym możliwe skutki takiego zawieszenia dla praw i obowiązków osób fizycznych i prawnych.Obowiązki, które ciążą na tym Państwie Członkowskim na mocy Traktatów, pozostają w każdym przypadku wiążące dla tego Państwa.

    4. Rada może następnie, stanowiąc większością kwalifikowaną, zdecydować o zmianie lub uchyleniu środków podjętych na podstawie ustępu 3, w przypadku zmiany sytuacji, która doprowadziła do ich ustanowienia.

    5. Zasady głosowania, które do celów niniejszego artykułu stosuje się do Parlamentu Europejskiego, Rady Europejskiej i Rady, określone są w artykule 354 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Art. 2 zaś precyzuje o jakie wartości chodzi:

„Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości.

Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”.

Członkowie Komisji wielokrotnie wyjaśniali, że Polska pod rządami PiS dokonując tzw. reformy sądownictwa, od Trybunału Konstytucyjnego po sądy powszechne, narusza zasady demokracji i reguły państwa prawnego opisane zarówno w prawie unijnym, jak w polskiej Konstytucji.

Frans Timmermans uzasadniał decyzję Komisji:

„W Polsce przyjęto ustawy dotyczące sądownictwa, które poważnie zagrażają niezależności wymiaru sprawiedliwości. Dotyka to całej struktury wymiaru sprawiedliwości – Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, KRS, prokuratury i krajowej szkoły sądownictwa.

Niezależność wymiaru sprawiedliwości staje pod znakiem zapytania. Jako strażniczka traktatów KE ma obowiązek podjęcia działań, jeśli ustalimy, że praworządność jest zagrożona. To nasz obowiązek”.

Wypowiedź Piotrowicza trzeba uznać za świadome kłamstwo, którego propagandowym celem jest budowanie fałszywego obrazu Unii Europejskiej jako nieuczciwej instytucji, która bez powodu prześladuje Polskę.


Struktury UE coraz bardziej odchodzą od demokracji.

Stanisław Piotrowicz, Wywiad w Polityka.pl - 22/12/2017

zrzut ekranu


Akurat w przypadku art.7 konieczna jest zgoda i państw, i europosłów


To stwierdzenie Piotrowicza można uznać za ogólnie uzasadnione. Władze Unii Europejskiej, a zwłaszcza Komisja Europejska, są faktycznie krytykowane za „deficyt demokracji”. Zwraca się uwagę m.in. na zbyt małe uprawnienia europarlamentu i sposób jego wybierania (głosowanie wyłącznie na przedstawiciel/ki ze swego kraju), a także niejasny podział kompetencji między Radą UE a Komisją Europejską i nadmierne kompetencje tej ostatniej. To jednak temat na inną debatę.

W ramach Unii Europejskiej, takiej jaką jest obecnie, akurat procedurę z art. 7 należy uznać za wyjątkowo, jeśli nie nazbyt demokratyczną. Stwierdzenie, że Polska dopuszcza się „poważnego i stałego naruszenia” wartości z art. 2 musi nastąpić jednogłośnie, z poparciem wszystkich 27 państw (Polska nie głosuje).

Obowiązuje tu zatem skrajnie, wręcz absurdalnie demokratyczna zasada europejskiego liberum veto – wystarczy jeden głos sprzeciwu i art. 7 nie zostanie użyty.

Ponadto podjęcie decyzji wymaga zgody Parlamentu Europejskiego i wymagana jest tu większość dwóch trzecich. Są to dwa potężne zabezpieczenia przed podjęciem arbitralnej decyzji, która byłaby krzywdząca dla państwa-członka UE. Takie zabezpieczenia zostały przyjęte w przekonaniu, że każde z państw, wchodząc do europejskiej wspólnoty, będzie przestrzegać elementarnych zasad demokracji liberalnej i konstytucyjnego państwa prawa.


[Politycy UE] kwestionują prawo większości parlamentarnej do kształtowania prawa w swoim kraju. To stanowi zaprzeczenie idei demokracji. Podnoszą argument, że obecna większość parlamentarna nie ma prawa reformowania kraju. To  szokujące

Stanisław Piotrowicz, Wywiad w Polityka.pl - 22/12/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


UE zajmuje się polską reformą ze względu na łamanie podstawowych zasad UE


Na taki zarzut Piotrowicza – ulubiony argument PiS formułowany już wcześniej – odpowiadał 20 grudnia Frans Timmermans. Podkreślał, że zarówno poprzednia, jak i obecna ekipa w Polsce wyrażała przekonanie, że  trzeba zreformować system sądownictwa. „Ale jeśli podejmuje się decyzję o reformie, to trzeba stosować się do konstytucji i przestrzegać prawa UE”. Innymi słowy, Polska może reformować system sądownictwa, jak sobie tego aktualna władza życzy, pod warunkiem, że nie narusza brzegowych wartości opisanych w art. 2 Traktatu UE. Prezydent Lech Kaczyński podpisał go 13 grudnia 2007 roku, a akt ratyfikacji – 10 października 2009 roku.

Polska może np. łagodzić lub zaostrzać kodeks karny, ale gdyby chciała wprowadzić karę śmierci, nastąpiłaby interwencja europejskiej wspólnoty.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym