Coroczne wysłuchanie Rzecznika Praw Obywatelskich 17 lipca 2018 w Sejmie zostało przedwcześnie skrócone przez Stanisława Piotrowicza, który przerwał wypowiedź Adama Bodnara o Trybunale Konstytucyjnym. OKO.press publikuje relację Sylwii Spurek, zastępczyni Adama Bodnara, która uczestniczyła w posiedzeniu komisji

„Posłanka Pawłowicz głośno komentowała wypowiedzi RPO – nie do mikrofonu, ale wystarczająco głośno, żeby wszyscy usłyszeli. Przy tym oficjalnie nie zabrała głosu, nie zadała żadnego pytania. Ale kiedy rzecznik mówił o prawach człowieka grup najbardziej zagrożonych dyskryminacją i wykluczeniem, w tym osób LGBT, komentowała: »Rzygać się chce«” – tak o posiedzeniu sejmowej komisji praw człowieka z 17 lipca opowiada Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, na podstawie relacji działaczek organizacji pozarządowych, które też uczestniczyły we wczorajszym posiedzeniu (i siedziały bliżej poseł Pawłowicz…).

Przypomnijmy: coroczne wysłuchanie Rzecznika Praw Obywatelskich 17 lipca w Sejmie zostało przedwcześnie skrócone przez Stanisława Piotrowicza (PiS), przewodniczącego komisji sprawiedliwości, który wykrzyczał w kierunku Adama Bodnara: „To jest potwierdzenie tego, że pańskie wystąpienie było i jest manifestem politycznym”. Piotrowicza oburzyło stwierdzenie, że nie można liczyć na niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Ogłosił: „Stwierdzam, że komisja sprawiedliwości zapoznała się z informacją Rzecznika Praw Obywatelskich. Po tych skandalicznych słowach z ust Rzecznika postanowiłem zakończyć to posiedzenie”.


OKO.press publikuje relację Sylwii Spurek, zastępczyni Adama Bodnara z komisji praw człowieka 17 lipca 2018


„Od początku kadencji rzecznika [we wrześniu 2015 – red.] przebieg kolejnych komisji sejmowych z udziałem RPO był dość burzliwy. Obrady dotyczą sprawozdań rocznych, ale też naszego budżetu. W styczniu 2016 budżet został obcięty na słynnym posiedzeniu, podczas którego zarzucono rzecznikowi, że chce promować ideologię gender, bo zatrudnił mnie – Sylwię Spurek – jako swoją zastępczynię. Później te komisje też nie były tak merytoryczne, jak tego oczekiwałam – za każdym razem stawiano rzecznikowi zarzuty, do których nie sposób odnieść się merytorycznie.

Blisko do mowy nienawiści

Na obradach komisji pojawiało się sporo wypowiedzi wpisujących się w niski poziom debaty publicznej – wręcz takich, które mogłyby zostać uznane za mowę nienawiści, zwłaszcza wobec społeczności LGBT.
Dlatego sam przebieg wczorajszego posiedzenia komisji sprawiedliwości nie był dla mnie zaskoczeniem.

Uważam, że przez ostatnie trzy lata poziom debaty publicznej dramatycznie się obniżył. Nie tylko politycy partii rządzącej, ale też niektórzy politycy opozycji zaczęli używać języka lekceważenia i pogardy. Jesteśmy świadkami katastrofalnego w skutkach obniżenia standardów tego, co i jak można publicznie mówić.

To nie przystoi organom władzy publicznej

Według relacji przedstawicielek organizacji pozarządowych, które tak jak ja uczestniczyły we wczorajszym posiedzeniu, posłanka Pawłowicz głośno komentowała wypowiedzi RPO – nie do mikrofonu, ale wystarczająco głośno, żeby wszyscy usłyszeli. Przy tym oficjalnie nie zabrała głosu, nie zadała żadnego pytania, ale

kiedy rzecznik mówił o prawach człowieka grup najbardziej zagrożonych dyskryminacją i wykluczeniem, w tym osób LGBT, posłanka Pawłowicz mówiła: „Rzygać się chce”.

Nie mogę się przyzwyczaić do takiego poziomu debaty publicznej – mnie ten poziom zdumiewa i zasmuca.

Nie tylko jako prawniczka, ale jako obywatelka mam poczucie, że takie zachowanie po prostu nie przystoi organom władzy publicznej.

Pod tym względem wczorajsze posiedzenie nie było dla mnie niespodzianką – tak, jak do tej pory, część posłów zadawała niemerytoryczne pytania, zarzucała rzecznikowi działania, które nie mają poparcia w faktach, m.in. upolitycznienie urzędu oraz zajmowanie się kwestiami, które nie należą do kompetencji rzecznika, głównie sądownictwem.

Rzecznik merytorycznie wyjaśniał, jakie są podstawy do tego, żeby nasze Biuro zajmowało się trójpodziałem władzy i niezależności sądownictwa.

Od początku swojej kadencji rzecznik jest krytykowany w sposób niedopuszczalny w państwie prawa.

Zaskakujący Piotrowicz

Natomiast zaskakujące było zachowanie przewodniczącego Stanisława Piotrowicza. Dotychczas poseł Piotrowicz zachowywał się w stosunku do nas stosunkowo kulturalnie. Tymczasem wczoraj po prostu przerwał Adamowi Bodnarowi, kiedy ten zaczął odpowiadać na pytania oraz komentarze posłów i posłanek. Dodajmy, że

przerwał rzecznikowi dokładnie w momencie, kiedy ten odpowiadał na pytanie, dlaczego podważa sens kierowania przez siebie wniosków do Trybunału Konstytucyjnego. To było na pół godziny przed planowanym zakończeniem,

gdy rzecznik odpowiadał dopiero na trzecie pytanie, a w kolejce były jeszcze pytania od innych posłów i jednego obywatela.

Poseł Piotrowicz przerwał rzecznikowi w środku wypowiedzi i ogłosił koniec posiedzenia. Część posłów nie wiedziała, co się dzieje. Nie wiadomo było, czy został wybrany sprawozdawca. Następnie przewodniczący Piotrowicz wybiegł z sali, nie żegnając się z nami. Zresztą na początku też się z nami nie przywitał, był mocno spóźniony – tłumaczył, że zatrzymały go inne obowiązki.

Zaczęliśmy to posiedzenie 20 minut po czasie, zakończyliśmy 30 minut przed czasem.

Nie było takich obostrzeń w dostępie do Sejmu

Niepokoiliśmy się też o naszych pracowników i pracownice. Dwie osoby, które mają przepustki stałe, weszły do Sejmu i dotarły na posiedzenie komisji. Ale reszta – ci, którzy nie mają stałych przepustek – dopiero po godzinie weszła do Sejmu. Te osoby nie mogły dostać się do biura przepustek, krążyły więc wokół Sejmu, próbując jakoś wejść. Kiedy przedstawiamy tak obszerny materiał dotyczący wszystkich aspektów działalności rzecznika, na sali powinny być wszystkie osoby, które przygotowywały ten dokument, żeby w razie potrzeby odpowiedzieć na pytania i udzielić szczegółowych wyjaśnień.

Tymczasem te osoby zamiast być do dyspozycji posłów i posłanek, krążyły wokół Sejmu, nie mogąc się przebić przez kordon policji.

Będziemy zajmować się też szerzej wczorajszymi wydarzeniami sprzed Sejmu.

Z pewnością naruszone zostały prawa obywatelskie, w tym prawo do wolności zgromadzeń. Jest też kwestia postępowania pojedynczych funkcjonariuszy w konkretnych przypadkach. Będziemy się temu przyglądać i interweniować.

Pracuję w organach publicznych od 2002 roku i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek były takie obostrzenia w dostępie do Sejmu, jak obecnie. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy można było spacerem przejść pomiędzy budynkami Sejmu i Senatu, idąc Górnośląską do ulicy Wiejskiej. Oczywiście w przypadku konkretnych wydarzeń Sejm był ogradzany, ale nigdy na stałe.

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym